Chorwacja poza Schengen z powodu sporu ze Słowenią?

Zalew Pirański, żródło: Wikipedia

Zalew Pirański, żródło: Wikipedia

Odżywa spór o Zalew Pirański. Chorwacja i Słowenia spierają się o 19 km kwadratowych wód północnego Adriatyku. Zagrzeb odmawia wdrożenia ustaleń międzynarodowego arbitrażu. Lublana sugeruje, że to może się odbić na wejściu Chorwacji do Schengen.

 

Do sprawy nawiązali podczas otwarcia 11. edycji Forum Strategicznego w słoweńskim mieście Bled zarówno prezydent Słowenii Borut Pahor, premier Miro Cerar jak i minister spraw zagranicznych Karl Erjavec. Wszyscy trzej w swoich wystąpieniach mówili o problemie naruszania prawa unijnego przez jedno z państw członkowskich. Politykom chodziło o Chorwację, która odmawia zastosowania się do wyniku postępowania arbitrażowego przed Trybunałem w Hadze. Zagrzeb i Lublana postanowiły poddać swój spór o wody Zalewu Pirańskiego, dolny odcinek biegu rzeki Dragonja na półwyspie Istria oraz część terenów nad graniczną rzeką Mura we wschodniej części Słowenii pod międzynarodowy osąd.

Oba państwa powoływały się na konwencję ONZ o prawie morza oraz przedstawiały argumenty historyczne. Słowenia domagała się prawa do całości akwenu, Chorwacja chciała podzielić go na pół. Sprawa ma dla Słowenii kluczowe znaczenie, ponieważ kraj ma zaledwie 40-kilometrowy odcinek wybrzeża, a dostęp do wód międzynarodowych blokują chorwackie wody terytorialne.

Chorwacki bojkot arbitrażu

Podział Zalewu Pirańskieo różni oba państwa od chwili rozpadu Jugosławii oraz uzyskania przez nie niepodległości. Utrudniał też Chorwatom negocjacje akcesyjne z UE, które przez pewien czas Słowenia skutecznie blokowała. Ostatecznie, dzięki zgodzie na arbitraż, Chorwacja weszła do Unii w 2013 r., a traktat akcesyjny zawierał zapis mówiący o tym, że Lublana nie może zablokować członkostwa Zagrzebia z powodu sporów terytorialnych.

Postępowanie arbitrażowe zakończyło się 29 czerwca 2017 r. Trybunał w Hadze uznał argumentację Słowenii i przyznał jej zdecydowaną większość spornych wód. Chorwacja jednak wyroku nie uznała, a już w 2015 r. wycofała się z arbitrażu, oskarżając stronę słoweńską o nieetyczne postępowanie. Jak ujawniono, przedstawiciel władz Słowenii spotkał się nieoficjalnie ws. postępowania z jednym z członków trybunału, co strona słoweńska potwierdziła, ale próbowała dowodzić, iż nie miało to wpływu na ostateczny wynik.

Chorwacja dłużej poczeka na Schengen?

Unia Europejska naciskała na oba bałkańskie państwa, aby zakończyły swój spór zanim staną się członkami UE. Bruksela nie chciała, aby dwustronne konflikty przerodziły się później w problem całej Unii. Z drugiej jednak strony unijni przywódcy nie zamierzali blokować członkostwa Chorwacji tylko z powodu Zalewu Pirańskiego i części terenów wokół dwóch niewielkich rzek. Oddanie sprawy pod zewnętrzny osąd wydawało się kilka lat temu rozwiązaniem kończącym sprawę. Teraz nie tylko jednak widać, że spór o wody Adriatyku wcale się nie zakończył, ale grozi kolejnym kryzysem w relacjach słoweńsko-chorwackich.

Dlatego Komisja Europejska apeluje do Chorwacji, która i tak posiada już 1800 kilometrów morskiej linii brzegowej, aby wycofała swój bojkot i uznała wyrok międzynarodowego arbitrażu. Sprawa może mieć też kolejne konsekwencje dla Zagrzebia. Chorwackie media obiegła informacja, iż anonimowy wysoki rangą słoweński dyplomata miał oświadczyć, że Chorwacja nie powinna stać się członkiem Strefy Schengen, ponieważ brak uregulowania kwestii wód Zalewu Pirańskiego utrudnia dokładny podział obowiązków ochrony granic zewnętrznych obszaru swobodnego przepływu osób. Decyzja o rozszerzeniu Strefy Schengen musi być podjęta jednomyślnie przez wszystkie państwa ją tworzące.

Lublana: Chorwacja w Schengen? To byłoby śmieszne!

Oficjalnie jednak słoweński MSZ żadnych tego typu gróźb nie formułuje. Sekretarz Stanu w ministerstwie spraw zagranicznych Iztok Mirošič zaprzeczył w rozmowie z EURACTIV, aby ktokolwiek ze słoweńskich dyplomatów wydawał podobne oświadczenia. Jak jednak oświadczył „byłoby śmieszne gdyby Chorwacja dołączyła do Schengen, gdy nie wiadomo, jaki przebieg granicy jest zgodny z prawem – ten określony przez międzynarodowy trybunał czy ten, który uznaje Zagrzeb.” Przypomniał też, że Chorwaci mają na wdrożenie wyroku arbitrażowego pół roku, a termin mija dopiero pod koniec grudnia. „Jesteśmy gotowi poczekać aż Chorwacja przemyśli tę sprawę. Dajemy naszym partnerom czas, aby pomyśleli o międzynarodowym prawie” – mówił Mirošič.

Bruksela patrzy z niepokojem

Unia Europejska chciałaby jednak szybkiego zakończenia sporu. Powstaje bowiem precedens dotyczący rozwiązywania sporów terytorialnych między państwami członkowskimi UE a państwami kandydującymi lub stowarzyszonymi. Chorwacja prowadzi także spór z Bośnią i Hercegowiną o odcinek wybrzeża w okolicy bośniackiego miasta Neum. Czarnogóra natomiast spiera się z Chorwacją o wody Zatoki Kotorskiej. Wyjście na pełne morze z czarnogórskich portów z Kotorze czy Peraście możliwe jest jedynie poprzez chorwackie wody terytorialne. Bruksela liczyła, że stosowanie międzynarodowego arbitrażu stanie się w takich przypadkach standardową procedurą. Ewentualny brak ostatecznego wdrożenia przez Chorwację wyroku w sprawie Zalewu Pirańskiego oznacza jednak, że tego typu konfliktów może nie udać się rozwiązać bez bezpośredniego zaangażowania się instytucji unijnych, czego Bruksela bardzo chciała uniknąć.