Brytyjczycy wybrali Brexit przez migrantów

Nigel Farage, © European Union 2016 - Source : EP.

Ponad połowa Brytyjczyków zagłosowała w referendum 23 czerwca nie przeciwko Unii, a przeciwko emigracji. Brytyjczycy chcieli odzyskać kontrolę nad swoimi granicami.

Problem migracji był głównym motywem Brytyjczyków, którzy opowiedzieli się w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej (tzw. Brexit). Lider eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage powiedział podczas kampanii przedreferendalnej, że „woli, by Wlk. Brytania była biedniejsza, ale z mniejszą ilością migrantów”. Pogląd ten znalazł poparcie w społeczeństwie, o czym świadczy wynik głosowania. Ignorując ostrzeżenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju dot. możliwych negatywnych konsekwencji gospodarczych Brexitu, 51,89 proc. obywateli opowiedziało się za opuszczeniem UE.

Odzyskać kontrolę nad granicami

Wpływ unijnych regulacji na konkurencyjność brytyjskiej gospodarki, redukcja zadłużenia Grecji kosztem pozostałych państw członkowskich czy też inne zagrożenia dla wspólnoty wynikające z niestabilnej sytuacji państw strefy euro nie miały decydującego wpływu na stanowisko Brytyjczyków.

Prawie połowa (47 proc.) z tych, którzy głosowali za wyjściem, uważa, że należy opuścić UE, ponieważ „to jedyny sposób na odzyskanie kontroli nad granicami i ustanowienie swojej własnej polityki migracyjnej” – wynika z badania Survation dla agencji informacyjnej ITN.

Jednak w opinii ekspertów Brytyjczycy chcą odzyskać kontrolę nie tylko nad migracją, ale nad całością stanowionego prawa. Podzielają bowiem pogląd, że wszystkie procesy legislacyjne powinny zaczynać się i kończyć w Westminster i być niezależne od podmiotów zewnętrznych.

Premier także przeciw migracji

Stanowisko antyimigracyjne podziela premier Wlk. Brytanii Theresa May, która w kampanii przedreferendalnej opowiadała się za pozostaniem w UE – nie była jednak aktywną zwolenniczką tej opcji i otwarcie krytykowała unijne instytucje. Jeszcze przed objęciem stanowiska, May zapowiedziała, że jej zadaniem będzie ustabilizowanie brytyjskiej gospodarki oraz przygotowanie procesu wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Dała odczuć swoim europejskim kolegom, że jest w stanie poświęcić dostęp do wspólnego rynku unijnego w zamian za możliwość zatrzymania napływu imigrantów.

Czego boją się Brytyjczycy?

Jak podaje dziennik The Guardian, największy odsetek Brytyjczyków głosujących za pozostaniem w UE to obywatele zamieszkujący obszary o najwyższym saldzie migracji. Brytyjski dziennik komentuje, że determinantą zachowania Brytyjczyków, którzy poszli do urn 23 czerwca był raczej strach przed emigracją niż ona sama. Potwierdzeniem tego stanowiska ma być fakt, że rejony, w których padło najwięcej głosów za wyjściem z UE, to obszary o znikomym odsetku zamieszkujących tam imigrantów.

Szczególnym paradoksem jest przypadek Londynu. Stolica Wlk. Brytanii przyjęła w 2015 r. jedną trzecią z wszystkich 330 tys. obcokrajowców, którzy przybyli na Wyspy w ciągu tamtego roku. Mieszkańcy Londynu w zdecydowanej większości zagłosowali jednak za pozostaniem w UE.

Do Lambeth – jednej z gmin Wlk. Londynu (region obejmujący 32 gminy) przybyło w 2015 r. 4 600 migrantów, a 78 proc. głosujących tam mieszkańców opowiedziała się za pozostaniem w Unii. Z kolei Castle Point (dystrykt w hrabstwie Essex) wybrało jako cel podróży w 2015 r. zaledwie 81 obcokrajowców. 72 proc. mieszkańców zdecydowało jednak, że należy opuścić UE.

Powtórzyć głosowanie?

Wynik czerwcowego referendum był dla wielu szokiem. Mało kto wierzył, że Brytyjczycy naprawdę zdecydują o opuszczeniu Unii. Pojawiły się nawet głosy, że należy powtórzyć głosowanie, ponieważ nie wszyscy, którzy poszli do urn, wiedzieli przeciw czemu właściwie głosują. Zwłaszcza, że różnica w głosach była niewielka (51,9 proc. za, 48,1 proc. przeciw).

Zapytano Brytyjczyków jak zagłosowaliby, gdyby badanie przeprowadzono raz jeszcze. Za wyjściem ponownie opowiedziało się więcej – 44,3 proc. – obywateli, podczas gdy za pozostaniem – 43,6 proc. Podobnie jak w czerwcu, stanowisko niezdecydowanych mogłoby zaważyć na ostatecznym wyniku – było ich 6,6 proc. (MS/KZ)