Brytyjczycy wciąż nie wiedzą, co po brexicie. Bruksela szykuje nowe wytyczne do dalszych rozmów z Londynem

David Davis

Brytyjski negocjator ds. brexitu David Davis podczas konferencji w siedzibie UE. Bruksela, 24 stycznia 2018 r. (Fot. Virginia Mayo / AP Photo)

UE chce, by Londyn do 2020 r. stosował nawet te unijne przepisy, w uchwalaniu których nie będzie już uczestniczyć. Ale reguły pobrexitowego „okresu przejściowego” powinny przedłużyć swobody migracyjne m.in. dla Polaków.

 

Unijni ministrowie ds. europejskich zatwierdzają dziś (29 stycznia) w Radzie UE nowe wytyczne do brexitowych rozmów Brukseli z Brytyjczykami.

W grudniu Londyn i reszta krajów Unii zamknęły pierwszą fazę rokowań. Dotyczyła ona finansowych rachunków wobec budżetu UE (Londyn ustąpił Brukseli); pobrexitowej granicy między Irlandią i Irlandią Płn. (ogólnikowo ustalono, że nie dojdzie do odtworzenia m.in. kontroli celnych); oraz gwarancji zachowania obecnych praw przez 3 mln obywateli UE, w tym prawie miliona Polaków, którzy teraz legalnie mieszkają w Wlk. Brytanii lub przeprowadzą się tam do marca 2019 r. (wtedy nastąpi brexit).

W wytycznych Rady UE znalazł się – pod naciskiem Polski i innych krajów młodszej części Unii – warunek, że np. Polacy powinni nabywać wszelkie uprawnienia na starych unijnych zasadach, jeśli przeprowadzili się na Wyspy przed końcem okresu przejściowego (a nie tylko do marca 2019 r.). Premier Theresa May chce, by ten okres trwał „około dwóch lat” po brexicie, ale Bruksela wyznacza nieco bliższy termin – maksymalnie do końca 2020 r. W tym okresie Londyn i UE miałyby zdążyć wynegocjować i zatwierdzić nową umowę o handlu i stosunkach gospodarczych.

Parlament Europejski zaniepokojony priorytetami brytyjskiego rządu

Informacja prasowa Parlamentu Europejskiego

Posłowie dostrzegają postępy negocjacji w sprawie Brexitu, ale uważają, że najtrudniejsza część rozmów jeszcze się nie zaczęła, czytamy w komunikacie prasowym Parlamentu Europejskiego. 
 

Podczas debaty z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem i przewodniczącym Komisji Jean-Claudem Junckerem w sprawie …

Część ekspertów przekonuje, że to blef – May nie może publicznie mówić o dłuższym okresie przejściowym ze strachu przed najbardziej zaciętymi brexitowcami w swej partii, pragnącymi jak najszybszego „pełnego uwolnienia od UE”. A z kolei Unia wyznacza tak bliski termin, by zmobilizować May – z czym teraz jest kiepsko – do przedstawienia konkretów negocjacyjnych.

Co z radioterapią po brexicie?

Posłowie domagają się gwarancji, że brytyjscy pacjenci nie utracą dostępu do nowoczesnej radioterapii po opuszczeniu Euroatomu przez Wielką Brytanię.
 

W raporcie opublikowanym w poniedziałek 15 stycznia Komisja Kontroli Europejskiej (brytyjski organ przy Izbie Gmin odpowiedzialny za ocenę ważności dokumentów unijnych) wezwał …

Brytyjskie obowiązki bez prawa głosu w UE

– Okres przejściowy to będzie członkostwo w UE, ale bez reprezentacji – powiedział w zeszłym tygodniu Guy Verhofstadt, szef klubu liberałów w Parlamencie Europejskim. Istotnie, Wlk. Brytania będzie musiała przestrzegać przepisów UE (łącznie z zasadą swobody przepływu ludzi), płacić składki do unijnej kasy, a także stosować się do decyzji unijnych regulatorów – od rynku leków po ochronę środowiska. Będzie też zobowiązana do respektowania werdyktów Trybunału Sprawiedliwości UE, choć nie będzie już reprezentowana ani w Radzie UE, ani w Parlamencie Europejskim, ani w żadnej innej instytucji UE.

Niektórzy torysowscy krytycy premier May lamentują nad „wasalizacją kraju”, ale rząd w Londynie w zasadzie już pogodził się z większością warunków okresu przejściowego. Natomiast tarcia dotyczą przepisów UE przyjmowanych już po brexicie (np. latem 2019 r.), które Londyn, zgodnie z wymaganiami Brukseli, także powinien wdrażać. Część brytyjskich polityków pociesza, że to spór teoretyczny, bo większość przepisów UE ma tak długie vacatio legis, że – jeśli będą uchwalone po brexicie – nie wejdą w życie przed końcem okresu przejściowego.

Wielka Brytania i Francja podpisały nowy traktat ws. Calais

Francuski prezydent wraz członkami rządu zjawił się w Londynie na 35. dwustronnych konsultacjach rządowych. W ramach wizyty spotkał się m.in. z brytyjską premier. Wspólnie podpisali nową umowę ws. brytyjsko-francuskiej granicy na kanale La Manche, reformując w ten sposób poprzedni traktat …

– Obecne umowy międzynarodowe UE także powinny pozostać w mocy w Wlk. Brytanii w okresie przejściowym. Ale to będzie czas, gdy po raz pierwszy od ponad 40 lat będziemy mogli się z nich wycofać, negocjować nowe umowy ze starymi przyjaciółmi oraz z nowymi sojusznikami – powiedział przed kilku dniami brytyjski minister ds. brexitu David Davis. Owe nowe umowy będą mogły wejść w życie dopiero po zakończeniu okresu przejściowego.

– Powodzenia. Zobaczymy, ile ich zdąży wynegocjować Londyn. Przecież „starzy przyjaciele i nowi sojusznicy” będą zwlekać, by najpierw zobaczyć jaką umowę zawrze Londyn z UE – wyzłośliwia się jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE.

A może powtórne referendum?

Jednak największy problem, jaki nadal wisi na rozmowami o brexicie, to niewiadoma, jakich relacji z Unią chce Londyn po okresie przejściowym. Rząd i partia Theresy May są w tej sprawie podzieleni – na zwolenników ścisłych związków z UE, np. w ramach unii celnej, i na „twardych brexitowców”, optujących za zupełnym uniezależnieniem się od UE.

A w dodatku wedle najnowszego sondażu dla dziennika „The Guardian” na Wyspach przybywa zwolenników powtórnego referendum w sprawie brexitu (obecnie 47 do 34 proc.). O włos – 51 do 49 proc. – mieliby je wygrać zwolennicy pozostania w Unii (referendum z 2016 r. brexitowcy wygrali stosunkiem głosów 52 do 48 proc.).

Jednak sondaże te nie wzbudzają entuzjazmu w Brukseli. Nawet gdyby doszło do nowego referendum, to po ewentualnej wygranej zwolenników Unii z tak małą przewagą głosów przyszłe rządy w Londynie – jak przekonuje jeden z urzędników UE – byłyby bardzo chwiejnym członkiem Wspólnoty. A może i szantażowałyby Unię kolejnymi referendami, by wyszarpywać ustępstwa od wspólnych zasad.

Londyn musi wybrać

Berlin, Paryż i Komisja Europejska teraz najmocniej bronią wyraźnej alternatywy dla pobrexitowej Wlk. Brytanii po 2020 r. – albo Londyn zostaje w wspólnym rynku (uznaje przepisy i jurysdykcję Trybunału UE oraz swobodę wewnątrzunijnych migracji), albo wychodzi zeń i żadne pośrednie rozwiązania – np. „wspólny rynek” tylko dla poszczególnych gałęzi gospodarki – nie są możliwe.

– Na tym etapie podziały między krajami UE nie byłby korzystne dla Brytyjczyków. Londynowi zależy na czasie, by zdążyć z brexitem do marca 2019 r. – wyjaśnia dyplomata zaangażowany w negocjacje z rządem Theresy May.

Artykuł opublikowany na podstawie partnerstwa z Gazetą Wyborczą