Brexit: Milion funtów dla zwolenników drugiego referendum

Julian Dunkerton, źródło: Wikipedia, fot. Wendy Gage

Julian Dunkerton, źródło: Wikipedia, fot. Wendy Gage

Brytyjski milioner i jeden z założycieli koncernu odzieżowego Superdry obiecał przekazać 1 mln funtów na kampanię wzywającą do powtórzenia referendum na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Miałoby do niego dojść, gdy wiadomo już będzie na jakich warunkach zostanie przeprowadzony brexit.

 

Julian Dunkerton ogłosił swój zamiar w artykule opublikowanym wczoraj (19 sierpnia) na łamach „Sunday Timesa”. Współzałożyciel popularnej szczególnie wśród europejskiej młodzieży marki odzieżowej Superdry przekonuje w tym tekście, że „brexit będzie katastrofą”. „Mamy prawdziwą szansę to odwrócić. Gdyby 20 lat temu Wielka Brytania nie była członkiem UE, międzynarodowy sukces takiej brytyjskiej firmy jak moja byłby niemożliwy” – napisał Dunkerton.

Coraz mniej czasu na negocjacje nad umową ws. brexitu

Milioner poinformował w swoim artykule, że zdecydował o przekazaniu 1 mln funtów na rzecz kampanii „People’s Vote” („Głos narodu”), która walczy o zorganizowanie ponownego referendum ws. brexitu, gdy znany będzie ostateczny kształt umowy zawartej między Londynem a Brukselą, która określi warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE oraz ramy przyszłej współpracy. Zwolennicy przeprowadzenia drugiego referendum przekonują, że pierwsze głosowanie dotyczyło de facto czegoś, co było czysto teoretyczne. Obecnie głosowano by nad konkretnym politycznym procesem. „Sfinansuję jeden z najbardziej szczegółowych i dogłębnych eksperymentów wyborczych, czyli kampanię, której celem jest sprawienie, aby coraz więcej ludzi zrozumiało, że mają prawo, aby ich demokratyczny głos został usłyszany” – napisał Dunkerton.

„People’s Vote” to kampania stworzona przez grupę posłów do Izby Gmin reprezentujących różne partie polityczne, którzy sprzeciwiają się opuszczeniu przez Wielką Brytanię UE. Zainicjowano ją w chwili, gdy w unijno-brytyjskie negocjacje wkradł się duży chaos i wzrosło ryzyko, że brexit zostanie przeprowadzony bez jakiejkolwiek umowy, co oznaczałoby tzw. twardy brexit, czyli zerwanie wszystkich związków między Wielką Brytanią a UE. Czasu na dogadanie się jest coraz mniej, ponieważ do brexitu ma dojść 29 marca 2019 r. Umowa zaś powinna być gotowa jesienią, aby był jeszcze czas na wdrożenie jej zapisów do brytyjskiego prawa. Wstępnie głosowanie nad umową w Izbie Gmin zaplanowano na październik. „People’s Vote” chce uzbierać poparcie tak dużej liczby posłów, aby doszło do odrzucenia tej umowy i w efekcie – zorganizowania ponownego referendum. Rząd brytyjski i premier Theresa May wykluczają jednak obecnie możliwość powtórzenia referendum.

Bank Anglii podnosi stopy procentowe w obliczu brexitu

Bank Anglii podniósł 2 sierpnia stopy procentowe po raz drugi w ciągu dekady, sprzeciwiając się ostrzeżeniom, że podejmuje ogromne ryzyko w obliczu brexitu, którego warunki pozostają niejasne.
 

Piąta pod względem wielkości gospodarka świata zwolniła po referendum z czerwca 2016 r. o opuszczeniu Unii …

Ryzyko twardego brexitu wzrosło?

Tymczasem niedawno mianowany ministrem spraw zagranicznych Jeremy Hunt stwierdził, że ryzyko twardego brexitu jest obecnie bardzo wysokie. „Nie ma absolutnie żadnej gwarancji, że osiągniemy porozumienie. Każdy musi się przygotować na ewentualność chaotycznego brexitu bez porozumienia” – stwierdził Hunt po tym, jak kilka dni temu w Helsinkach spotkał się z fińskim ministrem spraw zagranicznych Timo Soinim. Zapewnił, że rząd brytyjski „robi wszystko, co w jego mocy, aby uniknąć takiego finału”. O wywołanie kłopotów w negocjacjach oskarżył Komisję Europejską. Jedną z najważniejszych kości niezgody między Londynem a Brukselą są obecnie kwestia dostępu do wspólnego rynku oraz uregulowania statusu granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

Wypowiedzi szefa MSZ łagodził natomiast minister ds. brexitu Dominic Raab, który stwierdził, że „osiągnięcie porozumienia jest obecnie najbardziej prawdopodobnym skutkiem negocjacji”, ale dodał też, że „poczynienie przygotowań na każde z rozwiązań jest bardzo rozsądne”. Słowa te padły po tym, gdy kierownictwo działającego międzynarodowo brytyjskiego banku Standard Chartered poinformowało, że zabezpieczyło w swoim przyszłorocznym budżecie 15 mln funtów na przekształcenie swojego biura we Frankfurcie w Niemczech w europejską centralę banku. Biuro w Londynie obsługiwałoby wtedy już tylko transakcje przeprowadzane w Wielkiej Brytanii. Taka operacja poskutkowałaby też zwolnieniem większej liczby pracowników banku w Londynie niż to wcześniej zakładano.

W czwartek brytyjski rząd ma opublikować pierwszy z dokumentów określających zakres działań, jakie Londyn podejmie w przypadku, gdyby nie udało się wynegocjować z UE umowy na temat warunków brexitu.

Brexit: O przyszłości Brytyjczyków w UE zdecydują młodzi?

Blisko półtora miliona młodych Brytyjczyków, którzy w trakcie referendum brexitowego byli nieletni, dziś poszłoby do urn. A ich głos mógłby okazać się decydujący.

Liczby są imponujące. Z wyliczeń przedstawionych przez „Independent” wynika, że aż 1,4 mln młodych ludzi, którzy w 2016 …

Będzie też kampania przeciw drugiemu referendum

Zarejestrowano również kampanię przeciwników powtarzania referendum ws. brexitu, którą nazwano „Leave Means Leave” („Wyjście oznacza wyjście”). Wsparcie dla niej zaoferował właśnie założyciel i były lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage, który jako jeden z pierwszych domagał się wyjścia z UE. Stwierdził on w radiu LBC, gdzie prowadzi autorską audycję polityczną, że jego zdaniem ponowne referendum jest niepotrzebne, ponieważ „jest mało prawdopodobne, że wynik będzie inny niż w 2016 r.”. Zapowiedział też, że „z całych sił będzie pomagał w zbieraniu funduszy na rzecz kampanii >>Leave Means Leave<<„. Ideę przeprowadzenia ponownego referendum skrytykował też wpływowy poseł Partii Konserwatywnej i jeden z najgorętszych zwolenników brexitu Andrew Bridgen, który stwierdził, że kampania „People’s Vote” jest antydemokratyczna. „Tak naprawdę ich planem jest odwrócenie demokratycznie podjętej w 2016 r. decyzji o opuszczeniu UE” – powiedział Bridgen.

Tymczasem sondaż przeprowadzony w okolicy drugiej rocznicy pierwszego referendum pokazał, że po raz pierwszy więcej ankietowanych domaga się powtórki głosowania. Sondaż dla brytyjskiego dziennika „The Times” przeprowadził instytut YouGov. Badanie pokazało, że przeprowadzenia drugiego referendum na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z UE chciałoby 42 proc. ankietowanych. Przeciw było zaś 40 proc. z nich. Ankieterzy zapytali też tych, którzy chcą powtórki o to, jak by zagłosowali. 45 proc. opowiedziałoby się za pozostaniem w UE, 42 proc. za jej definitywnym opuszczeniem. Zdania nie miało tylko 9 proc. badanych. 4 proc. po namyśle stwierdziło, że jednak nie poszłoby zagłosować.

Różnica między zwolennikami a przeciwnikami pozostania w UE mieści się w granicy błędu statystycznego. Podobne sondaże także przed referendum z 2016 r. dawały podobną przewagę zwolennikom dalszego członkostwa. Ostatecznie wygrali zwolennicy brexitu – 51,89 proc. do 48,11 proc.

Po raz pierwszy większość Brytyjczyków chce drugiego referendum ws. brexitu

Chodzi o przeprowadzenie ponownego referendum w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej już po tym, jak Londyn wynegocjuje z Brukselą umowę rozwodową. Nie oznacza to jednak, że wszyscy, którzy chcą ponownego głosowania, poparliby pozostanie w UE.
 
Sondaż