Věra Jourová: Po odejściu Trumpa będziemy musieli walczyć o odbudowę demokracji

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová, źródło: Flickr/EPP-Group

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová, źródło: Flickr/EPP-Group

Nadal jesteśmy zszokowani tym, co stało się w Stanach Zjednoczonych i nie możemy sobie pozwolić, by te odczucia szybko odeszły w niepamięć. Jednak Donald Trump jest nie tylko przyczyną, ale przede wszystkim objawem. Razem z jego odejściem nie znikną zasadnicze źródła podziałów, nieufności i frustracji, pisze specjalnie dla sieci EURACTIV Věra Jourová, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za wartości i przejrzystość.

 

Demokracja jest krucha, podatna na wewnętrzne i zewnętrzne ataki, a my – jej sprzymierzeńcy – jesteśmy winni zaniedbań. Naiwnie wierzyliśmy, że demokratyczne wartości i wolności obronią się same.

Dostaliśmy namacalny i tragiczny dowód tego, że nie jest to prawda, a wiele osób po prostu straciło zaufanie do instytucji demokratycznych. Wiemy też, że przestrzeń cyfrowa stwarza zarówno szanse, jak i wielkie zagrożenia dla demokracji.

Dlatego czas zaprowadzić porządek w jej internetowym wydaniu. Fakty są wspólne dla wszystkich, opinie tylko dla jednostek. To rozróżnienie zniszczono, a nastroje, które doprowadziły do wydarzeń w Stanach Zjednoczonych ujawniają się również w Europie. Przywrócenie porządku ma szansę powodzenia jedynie wtedy, gdy będzie istniało zaufanie do nauki, rządów i społeczeństwa.

Uwaga obecnie skupia się na wielkich koncernach technologicznych. To prawda, że pozwoliły na rozwój teorii spiskowych. Wzbogaciły się na dezinformacji i umożliwiły osobom o złych zamiarach realizowanie ich ekonomicznych i politycznych celów. Uniknęły odpowiedzialności i wpływają na nasz demokratyczny dyskurs, a nawet go kontrolują.

Fakt, że można na stałe usunąć [konto na portalu społecznościowym – red.] urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych na podstawie niejasnych kryteriów i bez nadzoru może być niebezpiecznym precedensem dla wolności słowa.

Uważam, że nieodpowiedzialne podżeganie do przemocy przez prezydenta Trumpa wymagało działania. Mimo to nie możemy w przyszłości postępować w taki sposób. W końcu nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje właściwą godzinę.

Co możemy zrobić? Odpowiedź jest złożona. Nie możemy reagować tylko na przypadki z pierwszych stron gazet, dlatego musimy stworzyć uniwersalne rozwiązania.

Po pierwsze, potrzebujemy twardych regulacji i zobowiązań, których przestrzeganie można egzekwować. Niedawno przedstawiliśmy akt o usługach cyfrowych [Kodeks Usług Cyfrowych – red.], zwiększający odpowiedzialność platform internetowych i precyzujący zasady usuwania nielegalnych treści. To przełomowa propozycja, ale potrzeba czasu, by weszła w życie, a my musimy działać już teraz.

Potrzebujemy natychmiastowych działań w celu reorganizacji demokratycznego uczestnictwa w erze cyfrowej oraz zapewnienia lepszych narzędzi do zwalczania dezinformacji i szkodliwych treści.

Europejski plan działania na rzecz demokracji wyznacza kolejne kroki w tym zakresie. Potrzebujemy nowego układu przeciwko dezinformacji, odpowiedzialności za algorytmy. Firmy muszą przestać reagować nagle i bez namysłu, a zacząć działać w ramach przewidywalnego i przejrzystego systemu. Ich zasady muszą być przejrzyste a istotne dane ogólnodostępne.

Same regulacje nie są odpowiedzią na wszystkie niuanse rzeczywistości cyfrowej – i moim zdaniem nie powinny być. Nie możemy w tym procesie poświęcić wolności wyrażania poglądów, która zarówno online, jak i offline wymaga otwartej przestrzeni.

Musimy ukształtować na nowo podejście firm technologicznych i ich pracowników. Architekci kierują się nie tylko prawem, ale też etyką, żeby projektować budynki bezpieczne dla ludzi. Programiści i eksperci technologii informacyjnej powinni prezentować podobną postawę, kiedy tworzą algorytmy. Nie słyszę o tym od zarządzających firmami technologicznymi.

Powinniśmy przestać udawać, że “strażnicy dostępu” [ang. gatekeepers – red.] mają konkurencję. W tej chwili tak nie jest. Nie da się wybierać między rywalizującymi platformami, tak samo jak między różnymi supermarketami. Sytuacja przypomina raczej stwierdzenie: nie podoba mi się autostrada z Brukseli do Paryża, więc wybuduję sobie nową. Z tego powodu technologiczni giganci powinni podlegać zasadom proponowanym w ustawie o usługach cyfrowych.

Wreszcie, musimy uświadomić sobie, że Trump jest nie tylko przyczyną, ale przede wszystkim objawem. Razem z jego odejściem nie znikną zasadnicze źródła podziałów, nieufności i frustracji. Te zjawiska nie są wyjątkowe dla amerykańskiego społeczeństwa. Znamy je także u nas w Europie.

Dlatego nie możemy skupiać się tylko na platformach internetowych. Musimy dostosować edukację do cyfrowej rzeczywistości. Wszyscy powinniśmy nauczyć się korzystać z nowych technologii, zrozumieć podstawy funkcjonowania internetu i wiedzieć skąd pochodzą treści, które oglądamy. To pozwoli nam na bezpieczne poruszanie się w sieci.

Nie możemy już uznawać ataków na wartości, praworządność, niezależnych sędziów i media, podstawowe prawa i demokrację za normalne. Musimy stawiać im opór; pokazać ludziom, że zagrożenia dla demokracji są zagrożeniami dla ich praw i wolności. Naszym celem powinno być znalezienie pasji w prozaicznej rzeczywistości demokracji.

Nie możemy pozostawiać ludzi samych sobie. Od momentu całkowitego zawieszenia konta Trumpa wielu z jego zwolenników przeszło do innych przestrzeni internetowych. Tam zamykają się w jeszcze szczelniejszych bańkach. Nie możemy o nich zapomnieć. Musimy znaleźć sposób, by znów stali się częścią debaty o demokracji. Naszym celem powinno stać się odbudowanie zaufania obywateli do systemu demokratycznego i wiary w siłę demokratycznej odnowy.

Jako osoba pochodząca z kraju komunistycznego – nieistniejącej już Czechosłowacji – poznałam życie bez demokracji i równych praw. To prawda – demokracja nie jest idealna. Jest odbiciem nas samych, a jej największą zaletą jest to, że opiera się właśnie na nas i na naszym wzajemnym zaufaniu. O to zdecydowanie warto walczyć.