Brexit to jest sprawa ludzka

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Daniel Hamersky via Flizkr.com

„Guardian” wraz z trzema innymi europejskimi gazetami wzywa do zawarcia umowy między Wielką Brytanią a 27 państwami członkowskimi, która zapewni wzajemne poszanowanie praw ich obywateli.

 

Komentarz redakcyjny brytyjskiego dziennika „The Guardian”, publikowany w ramach współpracy medialnej EurActiv z Gazetą Wyborczą.

 

Wielka Brytania wkracza na niebezpieczną ścieżkę. Osłabi pozostałych 27 członków Unii Europejskiej, siebie narazi co najmniej na dekadę niestabilności. W 1973 r. z ociąganiem przyłączyła się do zuchwałej próby ulepienia z państw narodowych, od stuleci targanych konfliktami, wspólnoty pokoju i pomyślności.

Ostrzegaliśmy wówczas przed skłonnością do obwiniania Brukseli o wszystko, co się nie udało. Nie zdołaliśmy jednak rozproszyć uprzedzeń.

Przez 44 lata Brytyjczycy dorastali i starzeli się wraz z projektem europejskim. Splótł się on z naszym życiem. Nawet tych, którzy stracili do niego serce albo nigdy weń nie wierzyli, nie ucieszy utrata korzyści z członkostwa: krótszego tygodnia pracy na mocy unijnej dyrektywy, premii ekonomicznej dzięki funduszom regionalnym, czystych plaż, na których spędzają wakacje.

Rozpoczyna się żmudny proces wypruwania szwów, które łączą Brytanię z 27 innymi krajami. W interesie obu stron jest takie ułożenie na nowo stosunków, by wyrządzić jak najmniej szkód. Jednak działania premier Theresy May prowadzą do wstrząsów w brytyjskiej gospodarce i strat w całej Unii.

Zwolennicy Brexitu żądają, byśmy odmówili płacenia Unii czegokolwiek na pożegnanie. Ale zdaniem unijnych negocjatorów nie wolno łamać wcześniejszych zobowiązań. Wystawili rachunek na 50 mld funtów i ostrzegają, że inaczej nie dojdzie do porozumienia.

W 44-letnim związku powstała zażyłość dzięki swobodnemu przepływowi obywateli brytyjskich do innych krajów Unii – i odwrotnie. Na imigracji skorzystali nawet ci Brytyjczycy, którym zakłóciła ich sposób życia – dzięki lekarzom i pielęgniarkom z Hiszpanii i Niemiec, pracownikom opieki z Polski, baristom z Włoch. Kupujemy taniej w supermarkecie dzięki setkom tysięcy imigrantów z Europy Środkowej pracujących w rolnictwie i przetwórstwie. W badaniach naukowych, w sztuce i biznesie imigranci wnieśli wkład zarówno kulturowy, jak i finansowy.

Jednak po referendum z 23 czerwca przyszłość 3 mln żyjących u nas obywateli Unii oraz Brytyjczyków za granicą stała się niepewna. Brytania traktowała ich podle. W sierpniu nazwała ich „kartą przetargową”, w październiku – „kapitałem negocjacyjnym”. W grudniu ludzie, którzy spędzili tu większość dorosłego życia, zaczęli dostawać od Home Office (MSW) listy z instrukcją, by szykowali się do opuszczenia kraju.

Skoro jednak artykuł 50 jest już uruchomiony, los wszystkich obywateli Unii żyjących w Zjednoczonym Królestwie lub Brytyjczyków w Unii należy od uzgodnionej daty traktować jako osobny problem. Rozpatrywanie potem wniosków o stały pobyt należy uprościć i przyspieszyć, bo – jak ktoś policzył – procedura ta na podstawie obecnego 85-stronicowego formularza zajmie ponad 100 lat!

Najbliższe dwa lata będą ciężkie i nerwowe. Należy natychmiast zadbać o dobrą atmosferę, by rozwiązać ten najbardziej ludzki z problemów. „Guardian” wraz z trzema innymi europejskimi gazetami wzywa do zawarcia umowy między Wielką Brytanią a 27 państwami członkowskimi, która zapewni wzajemne poszanowanie praw ich obywateli.

Tłumaczyła Magda Działoszyńska

Źródło: Gazeta Wyborcza