Wielka Brytania: „Nowi-starzy” ministrowie w rządzie

Amber Rudd, źródło: Flickr/Department of Energy and Climate Change

Amber Rudd, źródło: Flickr/Department of Energy and Climate Change

Theresa May uzupełniła skład swojego gabinetu po tym, jak w proteście przeciw projektowi umowy ws. brexitu dwoje z ministrów podało się do dymisji. Tymczasem głosowanie w parlamencie przeciw projektowi umowy zapowiada przewodnicząca Szkockiej Partii Narodowej.

 

Gdy rząd Wielkiej Brytanii zatwierdził (stosunkiem głosów 18 do 10) projekt umowy określającej warunki wyjścia z Unii Europejskiej, z gabinetu premier Theresy May odeszli minister ds. brexitu Dominic Raab oraz minister pracy i emerytur Esther McVey. Zastąpili ich odpowiednio dotychczasowy wiceminister zdrowia Stephen Barclay oraz była minister spraw wewnętrznych Amber Rudd, która kilka miesięcy temu odeszła z rządu w atmosferze skandalu. Jej powrót wywołał więc zaskoczenie u części obserwatorów.

Nowy minister ds. brexitu

Nieznany dotąd szerzej brytyjskiej i europejskiej opinii publicznej 46-letni Stephen Barclay po raz pierwszy w karierze samodzielnie pokieruje resortem. Jego głównym zadaniem będzie techniczne przygotowanie brexitu. W gestii tego resortu nie będzie już żadnych kwestii związanych z negocjacjami z Brukselą. Te weźmie na siebie sama premier.

Barclay dotąd znany był jako gorący zwolennik opuszczenia przez Wielką Brytanię UE. W kampanii przedreferendalnej mocno włączył się do działania po stronie zwolenników brexitu. Tymczasem nowa minister pracy i emerytur Amber Rudd to zdecydowana zwolenniczka pozostania w Unii Europejskiej. Ona także aktywnie działała w okresie referendum, ale w obozie przeciwnym do tego, w którym znalazł się Barclay.

Brexit: May broni projektu umowy z UE. Część ministrów odchodzi

Brytyjska premier znalazła się pod olbrzymią presją. Projekt porozumienia, które ma określić warunki wyjścia z UE został zatwierdzony przez rząd, ale jest ostro krytykowany przez część rządzącej Partii Konserwatywnej i przez kierownictwo opozycyjnej Partii Pracy. Theresa May broni jednak kształtu …

Powrót minister Rudd

55-letnia Rudd nie jest ministerialną debiutantką. Do kwietnia tego roku kierowała Ministerstwem Spraw Wewnętrznych (Home Office). Podała się jednak do dymisji w związku ze skandalem wokół tzw. Pokolenia Windrush. To osoby, które miały w Wielkiej Brytanii status rezydentów (ale nie obywatelstwo), dzięki temu, że ich wywodzący się z brytyjskich kolonii na Karaibach rodzice uczestniczyli w powojennej odbudowie Wielkiej Brytanii.

W ubiegłym roku prasa ujawniła, że część z tych ludzi z powodu błędów urzędników imigracyjnych została lub ma niebawem zostać deportowana do karaibskich krajów, z których wyjechali jako bardzo małe dzieci i których praktycznie nikt nie zna. Rudd początkowo twierdziła, że nie miała o tym pojęcia, ale ujawniona potem wewnątrzrządowa korespondencja udowodniła, że minister nie mówiła prawdy. Część mediów podejrzewała, że działania urzędników Home Office podyktowane były chęcią poprawienia tzw. salda migracyjnego, czyli różnicy między liczbą ludzi, jacy do Wielkiej Brytanii przybyli i ją opuścili.

Minister za działania swojego resortu przeprosiła, a resort starał się naprawić szkody, ale Rudd musiała z rządu odejść. Był to duży cios dla tej popularnej wcześniej polityk, która była nie tylko prominentną członkinią torysowskiej frakcji przeciwników brexitu, ale także kandydatką do zastąpienia Theresy May na Downing Street 10, gdyby premier sama podała się kiedyś do dymisji. Powrót Amber Rudd do rządu ma więc duże polityczne znaczenie.

Londyn przeprosi imigrantów z tzw. Pokolenia Windrush

Brytyjskie MSW wystosuje oficjalne przeprosiny do osób, które w latach 1948-1971 przybyły z Karaibów, aby wziąć udział w powojennej odbudowie Wielkiej Brytanii. W zamian za to pozwolono im zostać. Ale pod koniec ubiegłego roku okazało się, że ci w większości …

Szkoci coraz bardziej krytyczni

Broniąc projektu umowy brexitowej premier May musi nie tylko gasić bunt we własnej Partii Konserwatywnej, uspokajać wspierającą jej mniejszościowy rząd północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP) i próbować porozumieć się z opozycyjną Partią Pracy, ale także ugłaskać mocno zirytowaną Szkocką Partię Narodową (SNP), która ma Izbie Gmin 34 przedstawicieli. Rządząca Szkocją SNP jest bowiem mocno rozczarowana projektem umowy. Szkocka premier i jednocześnie przewodnicząca ugrupowania Nicola Sturgeon skrytykowała draft porozumienia z Brukselą krótko po tym, jak ujawniono jego treść.

W niedzielnym (18 listopada) wywiadzie dla BBC Sturgeon rozwinęła swoje stanowisko. Stwierdziła, że „porozumienie w sprawie wyjścia z UE posiada wiele niedociągnięć i zasadniczo nie ma w nim jakiejkolwiek przejrzystości co do przyszłych stosunków między Wielką Brytanią i Unią Europejską.” „Izba Gmin będzie poproszona o zatwierdzenie brexitu >>w ciemno<<, w formie, w której wszystkie problematyczne kwestie, które omawiano od ponad dwóch lat zostały odłożone na później. Uważam, że poparcie tej umowy przez Izbę Gmin byłoby błędem i byłoby skrajnie nieodpowiedzialne” – powiedziała szkocka premier.

Sturgeon zapowiedziała, że posłowie SNP zagłosują w brytyjskim parlamencie przeciw projektowi umowy z UE. Szkocki rząd lokalny jest w ogóle przeciwny brexitowi, co argumentuje tym, że wyjście Wielkiej Brytanii ze wspólnego unijnego rynku mocno zaszkodzi szkockiej gospodarce.

Z powodu brexitu Szkocja znów rozważa niepodległość

Szefowa lokalnego szkockiego rządu Nicola Sturgeon skrytykowała podczas konwencji programowej swojej Szkockiej Partii Narodowej (SNP) stan negocjacji ws. brexitu oraz sposób, w jaki prowadzą je rządzący Wielką Brytanią torysi. O stworzeniu przez Szkotów niepodległego państwa mówiła jako o idei „wyraźnie …