Wielka Brytania desygnuje swojego przedstawiciela do KE?

Komisarz ds. unii bezpieczeństwa Julian King, źródło: Wikipedia/Kuhlmann/MSC (CC BY 3.0)

Brexit zostanie opóźniony nawet do 1 lutego 2020 r. Nowa Komisja Europejska powinna zacząć urzędowanie 1 grudnia 2019 r. Czy w związku z tym Wielka Brytania będzie musiała desygnować do KE swojego przedstawiciela?

 

Brexit, jeszcze w kwietniu, zaplanowany został na 31 października. Dzień później – 1 listopada – swoje urzędowanie miała rozpocząć Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen. Oba te wydarzenia zostaną jednak opóźnione. Pierwsze z nich (czyli brexit) jednak opóźni się bardziej.

Zrodziło to pytanie o to, czy należy poszerzyć skład nowej KE. Brexit zaplanowano bowiem tak, aby Wielka Brytania nie musiała już nikogo desygnować do unijnej egzekutywy. Jak poinformował przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, uzgodniono ostatecznie formułę tzw. elastycznego terminu brexitu, co oznacza, że może do niego dojść 1 grudnia, 1 stycznia lub (najpóźniej) 1 lutego.

Johnson: Nie desygnujemy nikogo do KE

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson wielokrotnie już potwierdzał, że jego kraj – bez względu na sytuację – nie desygnuje już nikogo do nowej KE. Ale według unijnego prawa, do chwili faktycznego opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, pozostaje ona pełnoprawnym państwem członkowskim. Dlatego Ursula von der Leyen wystąpiła już do Londynu o przedstawienie brytyjskiego kandydata do jej Komisji. Zapowiadała to już zresztą kilka dni temu w Helsinkach, gdy jeszcze nie było pewne, czy znów dojdzie do opóźnienia brexitu.

Tymczasem w liście w sprawie odroczenia wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, jaki Johnson przesłał do Tuska, nie ma ani słowa o kwestii ewentualnego brytyjskiego komisarza. Brytyjski premier nie wspomniał też o tej kwestii w żadnym ze swoich wystąpień w ostatnich dniach. Kilka dni temu wspomniał jednak, że wolałby, aby „brytyjscy urzędnicy nie grzęźli już dłużej na kolejnych posiedzeniach w Brukseli czy Luksemburgu. Zamiast tego Johnson wolałby, aby „pracowali oni nad nowymi umowami, jakie zawrze ze światem Wielka Brytania, aby mogła stać się bardziej globalnym graczem”. Tyle że aby to zrobić Wielka Brytania musi najpierw opuścić UE.

W ustępującej Komisji Europejskiej pod wodzą Jean-Claude’a Junckera brytyjskim przedstawicielem jest Julian King – komisarz ds. unii bezpieczeństwa. Zastąpił on na tym stanowisku we wrześniu 2016 r. (czyli krótko po referendum brexitowym) innego Brytyjczyka – Jonathana Hilla. Gdyby doszło do jego zastąpienia kolejnym brytyjskich obywatelem, a 1 lutego doszłoby do brexitu, byłaby to najkrótsza kadencja w historii Komisji Europejskiej. Na giełdzie nie ma jeszcze żadnych nazwisk, choć możliwe jest, że np. przedłużony zostanie mandat komisarza Kinga.

Wybory w Wielkiej Brytanii 12 grudnia

Brytyjscy deputowani zdecydowali wczoraj wieczorem, że przedterminowe wybory do Izby Gmin odbędą się w czwartek 12 grudnia. Za projektem ustawy w tej sprawie głosowało 438 posłów, przeciwnych było tylko 20. Jego przyjęcie wymagało zwykłej większości, czyli 320 głosów.

Brytyjski komisarz niepotrzebny?

Możliwe jednak, że Wielka Brytania rzeczywiście nie desygnuje do nowej KE nikogo i jednocześnie nie złamie prawa. Jeszcze we wrześniu, gdy dopiero mówiono o możliwym kolejnym opóźnieniu brexitu, brytyjski think-tank Institute for Government opublikował analizę, w której zwrócił uwagę na art. 17. Traktatu Lizbońskiego. Jego piąty punkt stanowi, że KE musi się składać „z przedstawicieli przynajmniej 2/3 państw członkowskich”.

Dotąd swoich przedstawicieli – aby uniknąć ewentualnych konfliktów – desygnowały do KE wszystkie państwa członkowskie, ale w myśl tego zapisu nie jest to konieczne, aby unijna egzekutywa mogła rozpocząć normalną pracę. Inaczej było w przypadku Parlamentu Europejskiego, do którego wybory Wielka Brytania zorganizowała w maju wraz z pozostałymi państwami członkowskimi. W tym przypadku brytyjskie miejsca nie mogły pozostać nieobsadzone.

Nowa KE jeszcze później?

Możliwe jednak, że Komisja Europejska zacznie swoją pracę z jeszcze większym opóźnieniem. Ursula von der Leyen zasugerowała, że może do tego dojść dopiero w przyszłym roku. Wszystko za sprawą odrzucenia przez PE kandydatów z Węgier, Francji i Rumunii. Dwa pierwsze kraje już wskazały nowych kandydatów, a von der Leyen przeprowadziła z nimi rozmowy kwalifikacyjne. Ale oni także muszą przejść weryfikację w PE.

Swojego kandydata wciąż oficjalnie nie przedstawiła jednak jeszcze Rumunia. Doszło tam bowiem do odwołania socjaldemokratycznego rządu, a nowy gabinet próbuje sformować lider opozycyjnej dotąd centroprawicy. Dlatego Bukareszt zwleka jeszcze z przedstawieniem swojego kandydata.

Nie będzie nowej KE w tym roku?

Przewodnicząca elekt Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostrzegła wczoraj, że jeśli Rumunia nie przedstawi w najbliższym czasie swojego kandydata na unijnego komisarza, to  nowej KE nie uda się w tym roku podjąć pracy.