Węgry uszanują wynik referendum w Katalonii

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Wikipedia

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Wikipedia

Zapowiedział to rzecznik prasowy węgierskiego premiera. Dodał, że zrobią to bez względu na wynik głosowania, które ma zdecydować o przyszłości dążącemu ku niepodległości hiszpańskiemu regionowi. Warunek jest jeden – referendum musi się w ogóle odbyć. Madryt stara się zrobić wszystko, aby w tym przeszkodzić.

 

Referendum na temat niepodległości Katalonii zaplanowane jest na 1 października. Zdecydował o tym na początku września w specjalnej uchwale lokalny kataloński parlament. Węgry już zapowiedziały, że uszanują każdy wynik tego głosowania, nawet jeśli wygrają zwolennicy oddzielenia się od Hiszpanii. „To się nazywa demokracja. Wola ludzi zawsze ma znaczenie” – tłumaczył dziennikarzom w Brukseli rzecznik węgierskiego rządu Zoltán Kovács. Rzecznik Viktora Orbana zastrzegł jednak, że kwestia ta jest wewnętrznym problemem Hiszpanii i Katalonii, więc pozostałe kraje członkowskie nie powinny się do tego wtrącać. Odmówił też odpowiedzi na pytanie, czy „uszanowanie wyniku referendum” będzie równoznaczne z uznaniem niepodległości Katalonii, gdyby region rzeczywiście oderwał się od Hiszpanii.

Tymczasem przygotowania do październikowego głosowania idą pełną parą. Pro-niepodległościowi politycy w Barcelonie prą do referendum bez względu na okoliczności. Uchwała w tej sprawie została co prawda przyjęta przytłaczającą wiekszością głosów (72 za, tylko 6 przeciw), ale członkowie frakcji przeciwnych secesji opuścili salę obrad tuż przed głosowaniem. Zapału nie studzi także stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który uznał organizację referendum bez porozumienia z Madrytem za niezgodną z prawem. Przewodniczący lokalnego rządu (Generalitat de Catalunya) Carles Puigdemont będzie się w związku z tym musiał zmierzyć się nawet z zarzutami karnymi. Podobne zarzuty otrzymało także kilkoro jego najbliższych współpracowników.

Katalonia chce referendum ws. niepodległości 1 października

Lokalny kataloński parlament przyjął ustawę, dzięki której zorganizowane ma być referendum na temat secesji tego regionu.

Naloty na drukarnie, zarzuty wobec burmistrzów

Nie tylko Puigdemont może z powodu przygotowań do referendum stanąć przed sądem. Prokurator generalny w Madrycie José Manuel Maza wszczął w ubiegłym tygodniu dochodzenie przeciw 712 burmistrzom (tzw. alkadom), oskarżonym o współpracę przy organizacji „nielegalnego głosowania”. Osoby, które nie stawią się do złożenia wyjaśnień, mają zostać zatrzymane przez policję. Przesłuchania zaczęły się od największych katalońskich miast, ale mają sięgnąć nawet bardzo małych miejscowości. Główny zarzut to sprzeniewierzenie publicznych funduszy, które miałyby pójść na organizację referendum. Wezwania otrzymali ci burmistrzowie, którzy oficjalnie odpowiedzieli pozytywnie na wezwanie Carlesa Puigdemonta i zapowiedzieli włączenie się w przygotowania. W sumie reprezentują oni jednostki administracyjne zamieszkałe przez ok. 41 proc. ludności regionu. Nie ma wśród nich burmistrz Barcelony Ady Colau, która nie wyraziła poparcia dla referendum. Pod jej biurem regularnie organizowane są zatem obecnie protesty zwolenników organizacji głosowania. Sama pani burmistrz wezwała na razie rząd w Madrycie do negocjacji z władzami Katalonii.

Więcej działań przeciwko organizatorom referendum prowadzi policja. Na polecenie władz w Madrycie mundurowi przeszukali liczne drukarnie i przynajmniej jedną redakcję prasową w poszukiwaniu drukowanych już ulotek wyborczych, plakatów informacyjnych czy kart do głosowania. Na celowniku są też firmy, które mogłyby przygotować urny wyborcze. Carles Puigdemont oświadczył niedawno, że gotowych jest już 6 tys. kart do głosowania. Nie chciał jednak ujawnić gdzie są one magazynowane. Policja na razie potwierdza, że nie wpadła na ich ślad. Poinformowała natomiast, że przechwyciła już 100 tys. wyborczych ulotek. Premier Hiszpanii Mariano Rajoy zapewnił, że służby państwowe „zrobią wszystko co tylko możliwe”, aby nie dopuścić do referendum.

Oliwna gałązka (nie)pokoju: Hiszpania przeciw USA

Eksport hiszpańskich czarnych oliwek jest zagrożony przez potencjalne amerykańskie regulacje – alarmują unijni rolnicy. Regulacje mogą tworzyć niebezpieczny precedens dla produktów pochodzących z Unii Europejskiej.
 

COPA COGECA (organizacja zrzeszająca europejskie rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze) wysłała wczoraj (25 lipca) list …

Juncker: Uznałbym wyniki, gdyby Katalończycy powiedzieli: „Tak”

Unia Europejska oficjalnie nie zajmuje stanowiska w sprawie organizacji katalońskiego referendum. Przewodniczący Komisji Europejskiej oświadczył w Brukseli podczas wywiadu dla grupy młodych vlogerów, że „KE nie angażuje się w wewnętrzne debaty polityczne w krajach członkowskich”, ale gdyby doszło do zwycięstwa zwolenników niepodległości Juncker „uznałby wówczas ten wynik”. Od razu jednak dodał: „Katalonia nie stałaby się członkiem UE dzień po tym, jak uzyskałaby niepodległość. Musiałaby przejść takie same procedury akcesyjne jak państwa, które dołączyły w 2004 r.”. Jak wyjaśniał to samo dotyczyć będzie Szkocji czy – jak żartował – nawet Północnego Luksemburga, z którego się wywodzi.

Ten argument może mieć dla Katalończyków duże znaczenie. Region jest co prawda najbogatszy w Hiszpanii, a jako niepodległy kraj byłby zamożniejszy od niejednego kraju członkowskiego UE, ale jednak secesja mocno uderzyłaby w katalońską gospodarkę, która dopiero niedawno otrząsnęła się ze skutków gospodarczego kryzysu. Szacuje się, że krótko po rozwodzie z Hiszpanią PKB Katalonii mogłoby się skurczyć nawet o 30 proc. Z drugiej strony Katalończycy należą do najbardziej proeuropejskich mieszkańców Hiszpanii. Odłączenie się od Madrytu, które oznaczałoby jednoczesne wyjście z UE dla wielu osób jest trudne do zaakceptowania. Na razie wg sondaży przeważają zwolennicy pozostania w składzie Hiszpanii. Różnica to jednak tylko kilka procent (41 proc. za niepodległością, 49 proc. za jej brakiem). Im dłużej trwa debata na temat niepodległości i im ostrzej reaguje na to Madryt, tym więcej Katalończyków chce dać szansę secesjonistom.