UE nie ograniczy sprzedaży broni?

Źródło: PE

Po roku od ich zaproponowania, Komisja Europejska ma problem ze zdobyciem zgody na przepisy ograniczające handel bronią w UE. Ograniczenia mogą paść ofiarą różnic interesów między poszczególnymi państwami członkowskimi.

 

Komisja Europejska chciała zaostrzyć przepisy dotyczące handlu bronią na terenie Unii Europejskiej. Jednak zmianom sprzeciwia się tyle państw członkowskich, że ich wprowadzenie może się okazać niemożliwe – wczorajsze (6 grudnia) negocjacje w tej sprawie zakończyły się niepowodzeniem.

Zamachy

Rok temu, 13 listopada 2015 r., w Paryżu doszło do serii zamachów. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że zamachowcy użyli broni kupionej legalnie na terenie UE jako broń kolekcjonerska. Teoretycznie broń nie była sprawna, ale przepisy w kwestii pozbawiania broni sprawności były na tyle łagodne, że przestępcy nie mieli problemu z przywróceniem jej pełnej funkcjonalności.

Zamachy i łatwość zdobycia broni przez terrorystów popchnęły KE do zaproponowania zmian w przepisach dotyczących obrotu i posiadania broni na terenie UE. 2 grudnia Komisja przedstawiła swoje plany, część z których mogła wprowadzić od razu w formie rozporządzenia. Większość z nich wymagała jednak dyrektywy, która musi zostać zaakceptowana przez Parlament Europejski oraz przedstawicieli państw członkowskich w ramach Rady UE.

Propozycja

W propozycji dyrektywy zawarte są ograniczenia dostępu do broni. Osoby cywilne mają mieć praktycznie uniemożliwiony dostęp do broni samopowtarzalnej (m.in. pistolety automatyczne oraz część karabinków, np. kałasznikowy). Więcej ograniczeń ma zostać wprowadzonych na obrót i posiadanie egzemplarzy broni kolekcjonerskiej, broni historycznej oraz broni pozbawionej cech użytkowych (czyli takiej, z której nie da strzelać).

KE w dyrektywie również ujednolica przepisy dotyczące tych trzech rodzajów broni między poszczególnymi krajami członkowskimi. W obecnym systemie prawnym np. definicja pozbawienia broni cech użytkowych, czyli tego, co trzeba zrobić z danym egzemplarzem, różni się między krajami unijnymi, co wykorzystali zamachowcy z Paryża.

Propozycja dyrektywy nie została jednak pozytywnie przyjęta ani w Brukseli, ani w stolicach państw członkowskich. Komisja ds. Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów (IMCO ) Parlamentu Europejskiego już w marcu br. skrytykowała KE za złe zidentyfikowanie źródeł problemu z bronią w Europie. Europosłowie stwierdzili, że dyrektywa powinna się skupić na czarnym rynku broni, a nie na dodatkowych przepisach regulujących legalny rynek. Przewodnicząca IMCO Vicky Ford (EKR, Wlk. Brytania) powiedziała wówczas, że propozycja KE „jest kiepsko przygotowana”. Podkreśliła, że przyjęta bez poprawek „zagroziłaby interesom muzeów, kolekcjonerów, historyków oraz siłom rezerwowym w państwach członkowskich”.

>> Czytaj więcej o opinii europosłów

Także państwa członkowskie nie odniosły się entuzjastycznie do propozycji KE, podkreślając, że będą one stanowiły utrudnienie dla legalnych posiadaczy broni, kolekcjonerów, a nawet muzeów, nie wpływając znacząco na nielegalny obrót. Już w lutym br. parlament Czech przyjął rezolucję krytykującą projekt dyrektywy, Finlandia chciała wyłączeń dla klubów strzeleckich, a na Słowacji obywatele zaczęli zbierać podpisy przeciw dyrektywie.

Trylog

Komisja Europejska rozpoczęła z PE i Radą UE negocjacje, nazywane trylogiem (z uwagi na reprezentowane w nich trzy instytucje). Wczorajsze spotkanie zakończyło się na skutek niemożności znalezienia porozumienia co do definicji broni samopowtarzalnej.

„Wspólny rynek nie powstał po to, by swobodnie krążyły po nim kałasznikowy. Nie możemy łagodzić stanowiska KE i jednocześnie chronić naszych obywateli” – oświadczył po spotkaniu rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas.

Rada UE nie chciała odnosić się do szczegółów wczorajszych rozmów. Sprawująca prezydencję w Radzie Słowacja oświadczyła jedynie, że „rozmowy posunęły się naprzód” i będą kontynuowane dzisiaj (7 grudnia).