Rumunia: Protesty przeciw reformie wymiaru sprawiedliwości

Protest w Rumunii, źródło Wikipedia

Protest w Rumunii, źródło Wikipedia

Około 10 tys. osób na ulicach w stołecznym Bukareszcie oraz mniejsze protesty w kilkudziesięciu kolejnych miastach kraju. To skutek zaproponowanej przez rząd zmiany w zasadach, na jakich funkcjonuje wymiar sprawiedliwości. Zdaniem rządu reforma ma odpolitycznić prokuraturę. Zdaniem protestujących to „zamach na jej niezależność”, który poskutkuje sparaliżowaniem walki z korupcją. To właśnie korupcja jest jednym z największych problemów Rumunii.

 

10 tys. manifestantów przeszło w niedzielny (5 listopada) wieczór ulicami w centrum Bukaresztu. Skandowano: „Sprawiedliwość, a nie korupcja!” oraz „Złodzieje!” Protestujący najpierw przyszli pod siedzibę rządu, a potem pod budynek parlamentu. Wielu z nich owiniętych było w niebiesko-żółto-czerwone rumuńskie flagi. Słychać było dźwięk bębnów i plastikowych trąbek.

W sumie w protestach na terenie całego kraju miało wziąć w niedzielny wieczór udział ok. 35 tys. osób.

Głównym powodem manifestacji była zaproponowana przez rząd ustawa zmieniająca zasady funkcjonowania części prokuratur. W myśl nowych przepisów prawo do bezpośredniego powoływania i odwoływania szefów najważniejszych urzędów prokuratorskich uzyskałby premier. Tego typu przywilej był dotąd w Rumunii zarezerwowany tylko dla prezydenta.

Dodatkowo ograniczone miałyby być uprawnienia biura Specjalnego Prokuratora ds. Zwalczania Korupcji (DNA), który odtąd nie mógłby już prowadzić dochodzeń na poziomie samorządów. A to tam zdaniem ekspertów dochodzi do korupcji, która na co dzień dotyka obywateli kraju. Co więcej, zniesiony miałby być przepis zabraniający ubiegania się o urząd prezydenta osobom skazanym.

„Nie mogę stać z boku, gdy podejmowana jest próba ograniczenia niezależności wymiaru sprawiedliwości” – mówiła korespondentowi agencji AFP jedna z uczestniczek protestu 35-letnia Oana. Inna protestująca, 61-letnia Marina, dodawała: „Ta reforma ma służyć tylko jednemu – ochronie polityków przed karami za korupcję”.

Lider rządzącej partii w tle wydarzeń?

Pikanterii zaproponowanej reformie dodaje także fakt, że zniesienie przepisu dotyczącego wymogu niekaralności wobec kandydatów prezydenckich może mieć szybkie zastosowanie wobec bardzo konkretnego polityka. Chodzi o lidera rządzącej obecnie Rumunią Partii Socjaldemokratycznej (PSD). Liviu Dragnea został przed laty skazany za korupcję. Dlatego, mimo ubiegłorocznego wyborczego zwycięstwa PSD, nie dostał od centroprawicowego prezydenta Klausa Iohannisa misji utworzenia nowego rządu. Premierem został ostatecznie inny polityk PSD Sorin Grindeanu. Pełnił swój urząd niespełna pół roku. Odszedł w atmosferze wielkiego skandalu. PSD ogłosiło, że premier utracił poparcie swojej macierzystej partii, ponieważ „nie dość skutecznie wdrażał reformy gospodarcze”. Premier odmówił opuszczenia urzędu. Dymisje zaczęli więc składać jego ministrowie. Ostatecznie Grindeanu odszedł. Został nawet wykluczony z PSD. Funkcję premiera objął dotychczasowy minister gospodarki Mihai Tudose. Liviu Dragnea wciąż musi działać z tylnego fotela. Wybory prezydenckie w Rumunii są zaplanowane na listopad lub grudzień 2019 r.

Rumunia była już w tym roku areną wielkich antyrządowych protestów. W styczniu krótko po zaprzysiężeniu gabinetu Sorina Grindeanu, rząd zaproponował ustawę depenalizującą „drobną korupcję”. Tamte przepisy zdaniem ekspertów także przysłużyłyby się m.in. Liviu Dragnei. Ogłoszenie projektu ustawy wywołało dwutygodniowe wielotysięczne protesty uliczne, najliczniejsze od czasu obalenia komunizmu. Ostatecznie premier Grindeanu z projektu ustawy się wycofał. Pół roku później premierem był już Tudose.

Rumunia: tysiące ludzi protestuje

Rumuński rząd złagodził prawo antykorupcyjne, wbrew wymiarowi sprawiedliwości, prezydentowi i opozycji. Teraz, już wcześniej liczne, protesty antyrządowe przybierają na sile.

 

Wczoraj (31 stycznia) wieczorem rumuński rząd przyjął dekret – czyli zmiany w przepisach niewymagające debaty ani zgody parlamentu. Dekret ten dekryminalizuje …

KE przygląda się Rumunii od stycznia

Komisja Europejska, podobnie jak w styczniu, ostrzegła teraz Rumunię, że przyjęcie ustawy w proponowanym kształcie „może podważyć walkę z korupcją”. Rumunia jest członkiem UE od 2007 r. Po akcesji kraj zaczął szybciej rozwijać się gospodarczo, ale wciąż znajduje się bardzo wysoko w unijnych rankingach poziomu korupcji. Zarówno UE jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy wielokrotnie apelowały w ostatnich 10 latach o nasilenie walki z korupcją, ponieważ zdaniem tych instytucji bardzo obniża to potencjał do rumuńskiego wzrostu.

Rumunia 1 stycznia 2019 r. obejmie swoje pierwsze w historii przewodnictwo w pracach UE. Na maj 2019 r. zaplanowano już w mieście Sibiu specjalny szczyt, który ma podsumować kadencję Komisji Europejskiej pod wodzą Jean-Claude’a Junckera. Na razie jednak Rumunia budzi coraz więcej obaw w KE. Rząd zapowiedział, że kontrowersyjną reformę sądownictwa chce przeforsować do końca obecnej sesji rumuńskiego parlamentu. Choć prezydent Iohannis sprzeciwia się tej ustawie, tak jak sprzeciwiał się przepisom zaproponowanym w styczniu, w praktyce ma małe możliwości zablokowania reformy, jeśli rząd zdecyduje się z niej nie wycofać.

Rumunia nie chce małżeństw homoseksualnych

33 posłów do Parlamentu Europejskiego wezwało Rumunię, by nie organizowała zapowiadanego referendum ws. zmiany definicji rodziny.