Ponad połowa Niemców chce nowych wyborów

Urna do głosowania, źródło Wikipedia

Urna do głosowania, źródło Wikipedia

W obliczu załamania się negocjacji nad utworzeniem koalicji rządowej z udziałem chadeków, liberałów i Zielonych, kanclerz Angelę Merkel czeka niełatwa decyzja. Musi postanowić czy zaryzykuje utworzenie rządu mniejszościowego czy też skłoni się ku powtórce głosowania. Sami obywatele woleliby raczej to drugie rozwiązanie.

 

Sondaż z cyklu Polit Barometer opublikowała publiczna telewizja ZDF. 51 proc. ankietowanych wskazało, że najchętniej poszłoby głosować jeszcze raz, 43 proc. wolałoby, aby politycy znów spróbowali się porozumieć.

FDP „winne” porażce negocjacji

Najmocniej o porażkę negocjacji obwiniani są przez badanych liberałowie z FDP. To właśnie lider tego ugrupowania Christian Lindner wycofał się z rozmów. „Po wielotygodniowych rozmowach, na stole leży papier zawierający liczne sprzeczności, otwarte pytania i zaprogramowane konflikty. Lepiej jest zrezygnować z rządzenia niż rządzić źle” – tłumaczył w niedzielę późnym wieczorem dziennikarzom.

O wiele mniej ankietowanych (39 proc.) winę za porażkę przypisuje Zielonym, 37 proc. wskazuje na bawarską CSU, a jedynie 34 proc. na CDU i kanclerz Angelę Merkel. To pozwala przypuszczać, że w ewentualnej powtórce wyborów obywatele mogliby chcieć „ukarać” liberałów, a wesprzeć chadeków. Sama kanclerz po rozmowie z prezydentem Frankiem-Walterem Steinmeierem także skłoniła się w rozmowie z telewizją ARD ku nowym wyborom. Najwięcej chęci do ponownego pójścia do urn wyrażają jednak zwolennicy skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD), którzy liczą, że chaos w szeregach niedoszłych koalicjantów pozwoli poprawić radykałom wynik z września. Zdobyli wtedy niemal 100 mandatów i stali się trzecią siłą polityczną w Bundestagu po CDU i socjaldemokratycznym SPD.

Rozmowy koalicyjne w Niemczech zerwane

Wolna Partia Demokratyczna (FDP) zerwała w nocy z niedzieli na poniedziałek rozmowy w sprawie utworzenia koalicyjnego rządu w Niemczech. Negocjacje prowadziły od ponad miesiąca zwycięski blok chadeckich partii CDU/CSU Angeli Merkel, Zieloni i FDP właśnie.

Prezydent wkracza do gry

48 proc. badanych życzyłoby sobie w zaistniałej sytuacji powtórzenia rozwiązania z poprzedniej kadencji parlamentu. Rządziła wtedy tzw. Wielka Koalicja, czyli porozumienie chadeków i socjaldemokratów. Teraz jednak SPD, które zanotowało najgorszy wynik wyborczy w powojennej historii Niemiec, twardo zapewnia, że chce być w opozycji. 46 proc. ankietowanych nie życzyłoby sobie powtórki Wielkiej Koalicji. Zaledwie 30 proc. Niemców dopuszcza natomiast myśl o utworzeniu rządu mniejszościowego. Takiego rozwiązania nie zastosowano jeszcze ani razu po II wojnie światowej. Społeczeństwo ma silny wstręt do mniejszościowych gabinetów, ponieważ niestabilne rządy w okresie Republiki Weimarskiej utorowały drogę do władzy nazistom. Dlatego negocjacje koalicyjne w powojennych Niemczech zawsze toczyły się długo.

Teraz jednak wydaje się, że sytuacja jest całkowicie patowa. Dlatego do gry wkracza prezydent Steinmeier. W obliczu klęski negocjacji koalicyjnych ma on prawo wyznaczyć swojego kandydata na kanclerza, a jeśli utworzony przez niego gabinet trzykrotnie nie uzyska wotum zaufania na forum Bundestagu, będzie mógł rozpisać nowe wybory. Prezydent zapowiedział jednak, że zanim pomyśli o swoim kandydacie, jeszcze raz spotka się z liderami wszystkich niedawno jeszcze negocjujących ugrupowań i spróbuje namówić je do ponownej współpracy. „To jest chwila, gdy wszyscy uczestnicy powinni się zatrzymać i jeszcze raz przemyśleć swoje postawy. Wszystkie wybrane do Bundestagu partie mają obowiązek pracy dla dobra wspólnego i powinny służyć naszemu krajowi. Oczekuję od wszystkich gotowości do rozmów, by umożliwić utworzenie rządu w nieodległym czasie” – oświadczył niemiecki prezydent.

Choć mówił enigmatycznie, że porozmawia także z tymi partiami, które „mają podobny program”, komentatorzy uznali, że z pewnością spotka się z liderami SPD. Sam bowiem wywodzi się właśnie z tego ugrupowania. Dlatego powrót Wielkiej Koalicji nie jest całkowicie wykluczony. Gdyby doszło do nowych wyborów, odbyłyby się najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku.

Niemcy zapłacą najwięcej za brexit

Według przeprowadzonej przez Parlament Europejski analizy, po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, w unijnej kasie będzie brakować ok. 10,2 mld euro. Lukę tę będą musiały wypełnić pozostałe państwa członkowskie. Najwięcej będą musiały dołożyć Niemcy.

Do raportu dotarł wydawany w Essen dziennik …