Niemcy: Rośnie presja na SPD, aby zaczęła rozmowy koalicyjne z chadekami

Martin Schulz, źródło Wikipedia

Martin Schulz, źródło Wikipedia

Bardziej konserwatywne skrzydło niemieckich socjaldemokratów naciska na przywództwo partii, aby nie odrzucało już możliwości rozpoczęcia negocjacji nad powrotem do tzw. Wielkiej Koalicji w Niemczech. To skutek załamania się rozmów jakie zwycięscy chadecy prowadzili przez ostatnie dwa miesiące z liberałami i Zielonymi.

 

Po wyborach do Bundestagu z 25 września matematycznie możliwe były tylko dwie koalicje rządowe. Albo powrót do chadecko-socjaldemokratycznej Wielkiej Koalicji, która rządziła Niemcami przez poprzednie cztery lata albo trudna do wynegocjowania trójkolorowa koalicja chadeków, liberałów i Zielonych nazwana przez komentatorów „Jamajką”. Barwy negocjujących ugrupowań są bowiem takie same jak na fladze tej karaibskiej wyspy. Sojusz od prawej do skrajnie lewej strony wydawał się też wielu Niemcom bardzo egzotyczny. Ostatecznie nie udało się wynegocjować utworzenia „jamajskiej koalicji”. Rozmowy zerwali w niedzielny wieczór liberałowie z FDP.

Do gry wkroczył więc prezydent Frank-Walter Steinmeier, który zapowiedział, że spotka się z liderami wszystkich negocjujących wcześniej ugrupowań i spróbuje namówić je do wznowienia rozmów. Dodał jednak, że spotka się także z tymi partiami, których „program jest zbliżony do chadeków, liberałów i Zielonych”. Odczytano to jako zaproszenie do rozmów także SPD, które w odróżnieniu od skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) czy postkomunistycznej Lewicy (Die Linke) jest partią proeuropejską i umiarkowaną. Lider socjaldemokratów Martin Schulz wykluczał dotąd rozmowy z kanclerz Angelą Merkel. Teraz, w obliczu zaproszenia płynącego od prezydenta, konserwatywne skrzydło SPD naciska na kierownictwo swojej partii, aby to przemyślało jeszcze raz przejście do opozycji.

Ponad połowa Niemców chce nowych wyborów

W obliczu załamania się negocjacji nad utworzeniem koalicji rządowej z udziałem chadeków, liberałów i Zielonych, kanclerz Angelę Merkel czeka niełatwa decyzja. Musi postanowić czy zaryzykuje utworzenie rządu mniejszościowego czy też skłoni się ku powtórce głosowania. Sami obywatele woleliby raczej to …

Część SPD naciska na Schulza

Jak napisał dziennik „Bild” wśród polityków, którzy wezwali Martina Schulza oraz szefową klubu parlamentarnego SPD Andreę Nahles do rozważenia powrotu do rozmów o reaktywacji Wielkiej Koalicji znaleźli się m.in. wciąż pełniący do czasu wyłonienia nowego rządu rolę ministra spraw zagranicznych Sigmar Gabriel oraz wpływowy poseł Johannes Kahrs. Wezwali oni Schulza, aby w czasie rozmowy z prezydentem Steinmeierem, który też wywodzi się z SPD, zachował „otwarty umysł”.

Najbliższe dni pokażą zatem czy obecnie kierownictwo socjaldemokracji wciąż będzie się upierać przy pozostaniu w opozycji. Przekonał ich do tego najgorszy wynik wyborczy od 1949 r. Angela Merkel może jednak wykorzystać także ewentualne sondowanie SPD jako element nacisku na FDP. Choć lider tego ugrupowania Christian Lindner ogłosił, że nie chce już tworzyć rządu razem z chadekami, z tylnych szeregów jego partii dobiegają głosy o konieczności ponownego przemyślenia tej deklaracji. Sama Merkel ogłosiła natomiast, że wolałaby rozpisanie nowych wyborów niż konieczność utworzenia rządu mniejszościowego. Niemcy mają duży wstręt do takiej formy rządów, ponieważ niestabilne gabinety w okresie Republiki Weimarskiej utorowały drogę do władzy nazistom. Sondaże wskazują, że również społeczeństwo wolałoby znów pójść zagłosować niż oddać ster kraju mniejszościowemu gabinetowi.

Rozmowy koalicyjne w Niemczech zerwane

Wolna Partia Demokratyczna (FDP) zerwała w nocy z niedzieli na poniedziałek rozmowy w sprawie utworzenia koalicyjnego rządu w Niemczech. Negocjacje prowadziły od ponad miesiąca zwycięski blok chadeckich partii CDU/CSU Angeli Merkel, Zieloni i FDP właśnie.