Niemcy: Rocznica zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w cieniu raportów o błędach

Miejsce ataku Anisa Amriego krótko po zamachu, źródło Wikipedia

Miejsce ataku Anisa Amriego krótko po zamachu, źródło Wikipedia

Niemcy wspominają dziś 12 ofiar śmiertelnych ataku terrorystycznego na jeden z tradycyjnych ulicznych jarmarków świątecznych. Rok temu zamachowiec wjechał ukradzioną ciężarówką w budki handlowe w centrum Berlina. Wśród ofiar był także polski kierowca uprowadzonego tira. Przy okazji rocznicy niemieckie władze przeprosiły za błędy popełnione w stosunku do rodzin ofiar po tragicznym zamachu.

 

Sprawcą ubiegłorocznego zamachu na tradycyjny jarmark bożonarodzeniowy (tzw. Weihnachstmarkt) na Breitscheidplatz był pochodzący z Tunezji 24-letni Anis Amri, a odpowiedzialność za atak wzięło na siebie Państwo Islamskie. Sprawca został bardzo szybko zidentyfikowany, ponieważ w użytej do zabicia 11 osób ciężarówce zgubił swoje dokumenty. Odnaleziono go cztery dni później w Mediolanie we Włoszech. Zginął w strzelaninie z policją, gdy został zatrzymany do rutynowej kontroli przez patrol drogowy. Dwunastą ofiarą zamachowca okazał się polski kierowca tira Łukasz Urban, który zginął krótko przed tym, jak Amri wjechał jego pojazdem w tłum.

Angela Merkel spotkała się z rodzinami ofiar

Przy okazji pierwszej rocznicy zamachu kanclerz Angela Merkel po raz pierwszy spotkała się twarzą w twarz z rodzinami ofiar. Zaproszono także bliskich polskiego kierowcy. Rodziny od dawna krytykowały szefową niemieckiego rządu za brak wyraźnych gestów w ich kierunku. Kilkoro z nich wystosowało nawet niedawno do Merkel list otwarty, w którym napisali, że „prawie rok po ataku wciąż nie doczekali się osobistych kondolencji od pani kanclerz, wyrażonych słownie lub na piśmie”. Sama Merkel kilkakrotnie odwiedzała jednak miejsce zamachu. Była tam także na początku grudnia gdy otwarto ponownie świąteczny jarmark.

Zarówno kanclerz jaki prezydent Frank-Walter Steinmeier wzięli dziś udział w nabożeństwie w intencji ofiar zamachu. W miejscu ataku odsłonięto zaś specjalną instalację upamiętniającą zamordowanych. Na schodach Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma, wokół którego organizowany jest co roku świąteczny jarmark, umieszczono zaznaczone złotą linią pęknięcie oraz nazwiska wszystkich ofiar. Obok znalazła się inskrypcja upamiętniająca atak oraz słowa o konieczności „pokojowej koegzystencji wszystkich ludzi”. Sam Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma także jest swego rodzaju pomnikiem. Celowo nieodrestaurowana do końca po wojennych zniszczeniach świątynia upamiętnia ofiary bombardowań z okresu II wojny światowej.

Echa berlińskiego zamachu

Domniemany sprawca zamachu terrorystycznego w Berlinie, 24-letni Anis Amri, został zastrzelony 23 grudnia przez policję w Mediolanie. Teraz Włochy wzmacniają środki bezpieczeństwa w obawie przed odwetem.

Zdaniem śledczych to Tunezyjczyk Anis Amri siedział za kierownicą ciężarówki, która 19 grudnia wjechała w …

Minister sprawiedliwości przeprosił rodziny ofiar

Swój list otwarty do rodzin ofiar opublikował na łamach „Der Tagesspiegel” minister sprawiedliwości Heiko Maas. Przyznał on, że kraj „nie był wystarczająco przygotowany” na konsekwencje tego typu ataku. „Możemy za to już tylko przeprosić ofiary oraz ich bliskich. Wyciąganie wniosków z popełnionych błędów to w demokratycznym państwie prawa niestety niekończący się proces. Musimy wyciągnąć z tego naukę i zachowywać się bardziej odpowiedzialnie w stosunku do ofiar terroru” – napisał minister. Opublikowany w ubiegłym tygodniu rządowy raport potwierdził bowiem błędy w identyfikowaniu ciał ofiar oraz opóźnienia w informowaniu o wszystkim krewnych i bliskich tych, którzy zginęli. Zdarzały się także przypadki, że rodziny otrzymywały później rachunki za koszty sekcji zwłok swoich zamordowanych bliskich.

Policja monitorowała sprawcę zamachu

Natomiast w październiku opublikowano raport ukazujący błędy policji oraz służb specjalnych popełnione jeszcze przed zamachem. Funkcjonariusze mieli bowiem kilkakrotnie szansę aresztować Anisa Amriego jeszcze zanim przeprowadził swój zamach. Prezentując raport były prokurator Bruno Jost nazwał popełnione błędy „obrzydliwymi” oraz komentował, że „nigdy nie powinny się one zdarzyć”.

Według autorów raportu Amri był już wcześniej obserwowany przez policję jako osoba podejrzana o bycie islamskim radykałem. Ponieważ jednak nie uznano go za szczególnie groźnego, monitorowano go jedynie od poniedziałku do piątku, a w weekendy już nie. Po kilku tygodniach przerwano nawet jakąkolwiek obserwację. Policja miała bowiem uznać, że Amri jest jedynie drobnym handlarzem narkotykami. Zdaniem Josta, już sam fakt sprzedawania przez Amriego nielegalnych substancji był podstawą do zatrzymania. Były prokurator twierdzi nawet, że policja miała zniszczyć część dokumentacji, aby ukryć swoje błędy. Niemiecka policja na razie nie odpowiedziała na te zarzuty.

Unijny koordynator ds. zwalczania terroryzmu: Turcja nie przekonuje nas ws. organizacji Gülena

Unia Europejska nie podziela opinii władz Turcji na temat działalności muzułmańskiego tureckiego kaznodziei Fethullaha Gülena. Zdaniem unijnego koordynatora ds. zwalczania terroryzmu Ankara musi przedstawić „istotne dowody” na terrorystyczny charakter kierowanej przez tego duchownego organizacji. Tureckie władze oskarżają Gülena o spiskowanie przeciw nim …

Anis Amri na celowniku służb specjalnych

Tymczasem gazeta „Welt am Sonntag” utrzymuje, że dotarła tysięcy dokumentów pokazujących, że Amrim interesowały się także służby specjalne. I to w bardzo poważny sposób. Miały one bowiem już w 2015 r. wytypować go jako potencjalnego zamachowca. Ustalono nawet, że młody Tunezyjczyk kontaktował się z dwoma osobami z wysokiego dowództwa Państwa Islamskiego na terenie Libii. Jak twierdzi gazeta, monitorowano jego komunikację przez internet oraz podsłuchiwano rozmowy telefoniczne.

Już w listopadzie 2015 r. prokuratura zezwoliła zarówno Federalnemu Urzędowi Kryminalnemu (BKA), jak i podobnej instytucji na poziomie landu Nadrenia Północna-Westfalia na pełną inwigilację Amriego przez policyjnego informatora zakonspirowanego w strukturach radykalnych islamistów. Chodziło jednak o szersze dochodzenie ws. Abdullaha Abdullaha, znanego także jako Abu Walaa, który miał być ideologiem religijnym komórki Państwa Islamskiego w Hildesheim w Dolnej Saksonii. Od grudnia komórka Amriego znajdowała się na stałym podsłuchu, co pozwoliło odnotować np. fakt pobrania przez niego z internetu instrukcji przygotowywania ładunków wybuchowych. W lutym 2016 r. Amri miał także w rozmowie z przedstawicielem libijskiego oddziału Państwa Islamskiego zaoferować się jako zamachowiec-samobójca.

Czy Niemcom zagraża prawicowy terroryzm?

Czy niemieccy preppersi, czyli ludzie przygotowujący się na nadejście wielkiego kataklizmu, to prawicowi terroryści? Tak podejrzewa policja, która zaczęła przyglądać się członkom tego ruchu.

Decyzja w tej sprawie zapadła kilka dni temu na szczeblu ministrów spraw wewnętrznych niemieckich landów. Funkcjonariusze policji …

Więcej służb obserwowało Amriego

Sprawcą zamachu na świąteczny jarmark w Berlinie interesował się także niemiecki kontrwywiad, czyli Urząd Ochrony Konstytucji (BfV). Dwustronicową notatkę na temat Amriego zatwierdził nawet w styczniu 2016 r. dyrektor tej służby Hans-Georg Maassen. Przydzielono nawet specjalną agentkę do wyłącznego obserwowania Amriego. Również BfV ustaliło, że ma on bliskie (nawet rodzinne) kontakty z dowództwem Państwa Islamskiego w Libii, które mają dłuższą historię niż jego pierwsze przybycie do Europy (a konkretnie do Włoch) w 2011 r.

Wiele wskazuje jednak na to, że Amriego obserwowano nie jako potencjalnego sprawcę zamachu, a jedynie ogniwo pośrednie między terrorystycznym dowództwem w Libii, a zakonspirowanymi komórkami w Niemczech lub Włoszech. Dlatego zdecydowano się go nie zatrzymywać, ale użyć jako przynęty, aby aresztować wyższych rangą terrorystów. Być może w sprawę zaangażowane były nie tylko służby niemieckie, ale także z innych krajów członkowskich UE, a nawet wywiad USA. Jak napisał „Welt am Sonntag”, dwa tygodnie po zamachu w Berlinie amerykańskie lotnictwo zbombardowało bowiem domniemany ośrodek szkoleniowy Państwa Islamskiego na libijskiej pustyni. To między innymi z tamtejszym dowództwem miał kontaktować się Anis Amri zanim wjechał dokładnie rok temu w bożonarodzeniowy jarmark na berlińskim Breitscheidplatz zabijając 11 osób oraz polskiego kierowcę ciężarówki.

Niemcy chcą pomóc dzieciom niemieckich bojowników Państwa Islamskiego

Jak ustalił dziennik „Süddeutsche Zeitung”, niemiecki rząd chce ściągnąć do kraju kilkoro dzieci, które trafiły wraz z pojmanymi bojownikami Państwa Islamskiego lub ich żonami do irackich więzień. Przynajmniej jedno z rodziców każdego z nich ma niemieckie obywatelstwo.
 
Niemiecki MSZ wystąpił już …