Londyn formalnie odrzuca wniosek o referendum w Szkocji

Nicola Sturgeon

Pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon// Źródło: Facebook/Nicola Sturgeon

Rząd Wielkiej Brytanii formalnie odrzucił prośbę lokalnego rządu Szkocji o zorganizowanie kolejnego referendum niepodległościowego. Poprzednie, w 2014 r., wygrali zwolennicy utrzymania unii z Anglią. Ale w obliczu brexitu temat szkockiej niepodległości powraca.

 

Wniosek o przeprowadzenie drugiego referendum niepodległościowego złożyła szkocka premier Nicola Sturgeon. O konieczności ponownego spytania Szkotów o to, czy chcą pozostać w Zjednoczonym Królestwie, mówi od 2016 r. Wtedy bowiem Brytyjczycy opowiedzieli się w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej. Tymczasem większość Szkotów jest przeciwna brexitowi.

Johnson: Kolejne referendum to polityczna stagnacja

Po tym, jak do władzy w Wielkiej Brytanii doszedł Boris Johnson, a nad brexitem zawisła wizja braku umowy rozwodowej z UE i wielkich kłopotów z wynegocjowaniem przyszłej unijno-brytyjskiej umowy handlowej, Sturgeon formalnie zawnioskowała o nowe referendum niepodległościowe w Szkocji w 2020 r.

Teraz rząd w Londynie formalnie tę prośbę odrzucił. W swoim liście przesłanym do Sturgeon Johnson wskazał, że zarówno obecna szkocka premier, jak i jej poprzednik na tym stanowisku Alex Salmond (który też reprezentował Szkocką Partię Narodową – SNP) obiecywali w 2014 r., że tamto referendum zamknie sprawę niepodległości na przynajmniej jedno pokolenie.

„Rząd Zjednoczonego Królestwa będzie nadal stał na straży demokratycznej decyzji mieszkańców Szkocji i obietnicy, która została im złożona. Z tego powodu nie mogę się zgodzić na żadne przekazanie uprawnień, które mogłoby prowadzić do kolejnych referendów niepodległościowych. Prowadziłoby one bowiem do przedłużania politycznej stagnacji, w której Szkocja tkwi od dekady. Szkockie szkoły, szpitale i miejsca pracy są zaniedbywane z powodu kampanii na rzecz odłączenia się od Wielkiej Brytanii” – napisał Johnson w swoim liście do Sturgeon.

Szkocja znów zagłosuje ws. niepodległości?

Szefowa lokalnego szkockiego rządu wezwała brytyjskiego premiera do wyrażenia zgody na nowe referendum niepodległościowe w Szkocji. To reakcja Nicoli Sturgeon na wyniki czwartkowych wyborów do Izby Gmin.

 

Wybory z jednej strony wzmocniły Partię Konserwatywną, a co za tym idzie uprawdopodobniły brexit …

Sukces SNP w ostatnich wyborach

Szkoccy nacjonaliści uważają jednak, że sytuacja w Wielkiej Brytanii na tyle się zmieniła, że nowe referendum niepodległościowe jest uzasadnione. Szkoci wyraźnie popierają pozostanie w UE, a poparcie dla zerwania ponad 300-letniej unii z Anglią rośnie. Zdaniem Sturgeon dobitnie pokazały to wyniki grudniowych wyborów do Izby Gmin. SNP zdobyła 48 z 59 szkockich mandatów.

Ale wyborcza matematyka nie jest taka prosta, jak przedstawia to Sturgeon. Choć SNP zgarnęła aż 81 proc. wszystkich szkockich mandatów do Izby Gmin, to jednak jej liczone łącznie poparcie wyniosło w Szkocji „tylko” 45 proc. Tymczasem łączne poparcie dla Partii Konserwatywnej, Partii Pracy oraz Liberalnych Demokratów wyniosło 43 proc. A te partie zdecydowanie opowiadają się przeciw szkockiej niepodległości. Idąc więc tropem logiki politycznej Sturgeon, tyle osób sprzeciwiło się secesji od Anglii.

W sondażach zwyciężają przeciwnicy niepodległości

Również niemal wszystkie sondaże z ostatnich 36 miesięcy pokazują przewagę przeciwników niepodległości. Tak jest też według trzech grudniowych sondaży w badaniu YouGov dla „The Timesa” przeciwnicy niepodległości triumfują 48 proc. do 38 proc., w badaniu PanelBase dla „Sunday Timesa” wygrywają 50 proc. do 44 proc., zaś w badaniu Survation dla szkockiego dziennika „The Courier” 47 proc. do 46 proc.

W ostatnich 36 miesiącach jedynie lipcowo-sierpniowy sondaż instytutu Lorda Ashcrofta dał przewagę zwolennikom niepodległości – 46 proc. do 43 proc. I choć założyciel tego biura badawczego lord Michael Ashcroft (niegdyś wpływowy polityk Partii Konserwatywnej) jest uznanym analitykiem brytyjskiej sceny politycznej, to jednak jego sondażownia nie jest częścią BPC (British Polling Council), a więc organizacji zrzeszającej instytutu badawcze uważane za najbardziej wiarygodne i najchętniej cytowane przez brytyjskie media.

Jednak Nicola Sturgeon nie daje za wygraną. Na Twitterze stwierdziła, ze wyrażona przez Johnsona odmowa przeprowadzenia drugiego referendum była „przewidywalna, ale nie dająca się utrzymać i samopogrążająca się”. „Szkocja ma prawo do decydowania o własnej przyszłości. Do końca miesiąca mój rząd podejmie decyzję w sprawie dalszych kroków” – stwierdziła szkocka premier.

Władze w Edynburgu niemal na pewno nie zdecydują się na zorganizowanie referendum bez zgody Londynu (czyli inaczej niż postąpili w 2017 r. zwolennicy niepodległości Katalonii). Takie referendum (jak to katalońskie) nie zostałoby bowiem uznane przez społeczność międzynarodową i mogłoby utrudnić Szkocji ewentualne przyszłe członkostwo w UE, na czym Edynburgowi bardzo zależy.

Dlatego najprawdopodobniejsze jest wzmożenie przez proniepodległościowych Szkotów presji na władze w Londynie, aby jednak uległy i zgodziły się na ponowne referendum.

Wielka Brytania: Izba Gmin przegłosowała ustawę brexitową

Wielka Brytania na ostatniej prostej przed wystąpieniem z Unii Europejskiej. Brytyjska Izba Gmin zatwierdziła umowę o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Teraz projekt specjalnej ustawy trafi do Izby Lordów.

 

 

Kolejna przeszkoda przed realizacją brexitu 31 stycznia została usunięta. W czwartek (9 stycznia) …