Fejk Tygodnia: Unia Europejska narzuca państwom członkowskim dyrektywy

Krzysztof Bosak, fot. Twitter Krzysztofa Bosaka, Opracowanie: EURACTIV.pl

Krzysztof Bosak, fot. Twitter Krzysztofa Bosaka, Opracowanie: EURACTIV.pl

Skąd się biorą unijne dyrektywy? Czy prawo jest w UE narzucane państwom członkowskim, czy jest tworzone przez nie same? Jak w ogóle działa ta część unijnej legislacji? Okazuje się, że wiedzy na ten temat brakuje nawet wśród kandydatów na urząd Prezydenta RP.

 

Unia Europejska narzuca Polsce i innym państwom członkowskim różne rzeczy (np. dyrektywy), a na mocy unijnych traktatów blokuje się reformy i działania rządów krajowych. Takie opinie pojawiały się w zeszłotygodniowej (6 maja) debacie kandydatów na prezydenta emitowanej w Telewizji Polskiej. Mówił o tym m.in. Krzysztof Bosak.

Fejk Tygodnia: Unia Europejska nie dała Polsce eurocenta na walkę z koronawirusem

Tak twierdz premier Mateusz Morawiecki. A jak jest naprawdę?

Starcie przed przedstawicielstwem KE

Kilka dni wcześniej polityk Konfederacji starł się też na ten temat z europosłem Koalicji Obywatelskiej Radosławem Sikorskim, podczas konferencji prasowej przed siedzibą Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej oraz Parlamentu Europejskiego w Polsce 1 maja – czyli w dniu 16. rocznicy wejścia Polski do Unii Europejskiej.

„Sformułowanie co do tego czy dyrektywa uchwalana jest przez Unię Europejską, czy przez państwa członkowskie, które zasiliły instytucje unijne swoimi przedstawicielami, nie jest to różnica co do faktów, jest to różnica co do opinii” – powiedział wówczas Krzysztof Bosak, gdy Radosław Sikorski zarzucił mu kłamstwo, że „Unia Europejska narzuca państwom członkowskim dyrektywy”.

Towarzyszący kandydatowi Konfederacji na prezydenta poseł tego ugrupowania (a niegdyś także europoseł) Dobromir Sośnierz przekonywał, że państwa członkowskie mają obowiązek wdrażania unijnych dyrektyw i nie ma w tym przypadku mowy o dobrowolności. „Państwa członkowskie najpierw te dyrektywy dobrowolnie uchwalają” – odpowiadał mu Radosław Sikorski. No to jak jest z tymi dyrektywami i ich rzekomym narzucaniem?

Fejk Tygodnia: UE nie ma prawa ingerować w zmiany w polskim sądownictwie

Unia Europejska nie ma uprawnień, aby oceniać reformy w sądownictwie w państwach członkowskich. Jak mantrę powtarza to od miesięcy polski rząd. I nie ma racji.

Jak powstają dyrektywy?

Dyrektywa jest jednym z rodzajów aktów prawnych uchwalanych na forum Unii Europejskiej, aby państwa członkowskie mogły osiągnąć cele, jakie wyznaczyły sobie akceptując unijne traktaty. Na każdy z unijnych traktatów unijne kraje zgadzały się dobrowolnie. Zatwierdzały je demokratycznie wybrane parlamenty, lub – jak na przykład w Irlandii – całe społeczeństwo w referendum.

Dyrektywa jest aktem prawnym o szczególnej wadze, ponieważ wyznacza cel, jaki muszą osiągnąć wszystkie państwa, chyba że akurat w danym obszarze wynegocjowały sobie w procesie akcesyjnym wyjątek (tzw. klauzulę opt-out). Jednak uchwalenie dyrektywy jest procesem długim i skomplikowanym, ponieważ musi zostać osiągnięty kompromis na wielu poziomach. I to nie tylko pomiędzy działającymi na zasadzie tzw. trialogu instytucjami unijnymi (Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i Radą), ale także – na forum samej Rady – pomiędzy państwami członkowskimi.

Inicjatywę ustawodawczą w większości przypadków ma w UE Komisja Europejska, czasem działając na wniosek Rady Europejskiej, a więc ciała, w którym zasiadają przywódcy państw członkowskich (premierzy bądź prezydenci). To rzeczywiście ciało nie pochodzące z wolnego wyboru, ale zasiadają w nim przedstawiciele wszystkich państw członkowskich, delegowani przez demokratycznie wybrane rządy krajowe. Każdy członek KE jest także akceptowany przez Parlament Europejski, którego członków wybierają w wyborach powszechnych obywatele państw członkowskich.

KE rozważa wszczęcie procedury o uchybienie zobowiązań państwa członkowskiego

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nie wykluczyła wszczęcia procedury o uchybienie zobowiązania państwa członkowskiego. To jej komentarz do ubiegłotygodniowego orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego.

Jak państwa członkowskie zatwierdzają dyrektywy?

Ale to, co przedstawia Komisja Europejska, to jedynie projekt nowych przepisów. Ich właściwe i ostateczne brzmienie wypracowują dopiero Parlament Europejski oraz Rada (nazywana też Radą Ministrów). To ostatnie ciało bezpośrednio reprezentuje państwa członkowskie, bowiem zasiadają w nim ministrowie właściwi do zakresu rozpatrywanego projektu unijnych przepisów.

Prace nad dyrektywami potrafią trwać miesiącami, a nierzadko nawet latami. Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej mogą wprowadzać do projektów poprawki. Oba ciała zatwierdzają akty prawne w formie głosowania. W przypadku Rady chodzi zawsze o tzw. większość kwalifikowaną. I to podwójną – dana dyrektywa (jeśli jest głosowana na wniosek KE lub Wysokiego Przedstawiciela UE ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa) musi bowiem zostać poparta przez 55 proc. państw członkowskich, które muszą dodatkowo reprezentować 65 proc. ludności UE. W pozostałych przypadkach to nawet 72 proc. państw członkowskich, reprezentujących przynajmniej 65 proc. ludności.

Dzięki temu wprowadzonemu w 2014 r. rozwiązaniu wzrosło znaczenie państw, które są mniej ludne w UE. Zatwierdzenie aktu prawnego wymaga budowania dużych koalicji między państwami członkowskimi. Co więcej, decyzje rady mogą zostać zawetowane. Wystarczy do tego wspólne działanie zaledwie czterech państw członkowskich, które reprezentują 35 proc. mieszkańców UE. Jeśli pojawi się weto, trzeba dalej szukać kompromisu.

70 lat Deklaracji Schumana: "Integracja jest Europie po prostu potrzebna" – prof. Artur Nowak-Far

Deklaracja Schumana przyczyniła się do ułożenia na nowo relacji w powojennej Europie.

Spory o dyrektywy

Sprzeciw jednego państwa wobec danego projektu dyrektywy albo sprzeciw zbyt małej ich grupy, która nie spełnia warunków do zawetowania decyzji w Radzie, nie wystarcza rzeczywiście do zablokowania procedury legislacyjnej. W przypadku ostatecznego przyjęcia takiej dyrektywy państwa, które były jej przeciwne, i tak będą musiały dyrektywę wdrożyć. Ale zgodziły się na takie reguły dobrowolnie akceptując unijne traktaty.

Doprowadza to oczywiście do sytuacji, w których jakaś dyrektywa zostaje przyjęta choć są państwa zdecydowanie temu przeciwne. Tak było choćby w przypadku dyrektywy o delegowaniu pracowników, za którą najmocniej optowała Francja. Została ona przyjęta mimo zdecydowanego sprzeciwu Polski i Węgier.

Na jej mocy pracownicy delegowani do pracy w innym państwie członkowskich muszą otrzymać takie same świadczenia jak miejscowi pracownicy, choć płaci im firma z macierzystego kraju. To podraża koszt pracy takich osób. Francja argumentowała, że państwa o niższych składkach stosują „dumping społeczny”, Polska i Węgry wskazywały, że kilka krajów zachodnich chce po prostu utrudnić konkurencję firmom transportowym czy budowlanym z naszego regionu.

Polska i Węgry skorzystały jednak z jeszcze jednej możliwości. Zaskarżyły dyrektywę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wskazując, że jest ona niezgodna z podstawową unijną zasadą swobody przepływu usług. Jeśli TSUE przychyli się do tego wniosku, dyrektywa przestanie obowiązywać, nawet jeśli zostanie już wdrożona (w przypadku dyrektywy o pracownikach delegowanych termin wdrożenia upływa wraz z końcem lipca).

Ale zdarza się też i tak, że to Polska wraz z innymi krajami jest w stanie przeforsować dyrektywę wbrew innym państwom członkowskim. Tak było w przypadku dyrektywy gazowej, której przyjęcie próbowały zablokować Niemcy.

Dyrektywa stanowi bowiem, że podmorskie części gazociągów na terytorium Unii Europejskiej będą podlegały przepisom restrykcyjnego trzeciego pakietu energetycznego. A to utrudnienie dla realizacji łączącego Rosję i Niemcy bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2.

Laura Kövesi, nowa Europejska Prokurator Generalna: Nie stresują mnie naciski polityczne

Rozmowa EURACTIV z szefową Europejskiej Prokuratury Generalnej Laurą Codruțą Kövesi

Przyjętą dyrektywę trzeba wdrożyć

Państwa członkowskie na wdrożenie dyrektyw mają zwykle 2 lata, choć okres ten czasem może być też krótszy. Po tym czasie KE (która stoi na straży przestrzegania unijnego prawa) może próbować takie działanie „wymuszać”. Ale cel, jaki wyznacza dyrektywa, unijne kraje wdrażają w sposób określony za pośrednictwem swoich własnych aktów prawnych. Oznacza to, że dyrektywy nie przepisuje się jeden do jednego do prawa krajowego, ale wdraża ją poprzez krajowe przepisy. Dyrektywa musi być też zgodna z podstawowymi aktami prawnymi obowiązującymi w danym państwie członkowskim (np. z konstytucją).

Dlatego nie można mówić o tym, że to UE narzuca państwom członkowskim dyrektywy czy unijne prawo. To same państwa członkowskie to prawo uchwalają za sprawą instytucji unijnych (na których konstrukcję mają największy wpływ), a cały proces legislacyjny kontrolują za sprawą Rady, w której są bezpośrednio reprezentowane. Są co prawda zobowiązane do wdrażania dyrektyw, ale jedynie zgodnie ze swoim prawem wewnętrznym i na mocy traktatów, które dobrowolnie zaakceptowały.

Słowacja: Najważniejsi politycy podpisali proeuropejską deklarację

Słowacja powoli staje się wyjątkiem wśród państw Grupy Wyszehradzkiej