Ostry negocjator czy „czarny charakter”? Czy Mark Rutte ustąpi w sprawie Funduszu Odbudowy UE?

Premier Holandii Mark Rutte, fot. @Mark Rutte [Facebook]

Premier Holandii Mark Rutte, fot. @Mark Rutte [Facebook]

Czy spór między krajami południowej Europy a Oszczędną Czwórką dotyczący pomocy dla państw dotkniętych kryzysem zamienił się w spór między holenderskim premierem a resztą państw strefy euro? A może demonstracyjna nieustępliwość Rutte to jedynie pozory, mające na celu wypracowanie pozycji do dalszych ustępstw?

 

W kwestii negocjacji nowego Funduszu Odbudowy państwa członkowskie UE podzielone były dotychczas na dwa główne obozy. Do pierwszego należały kraje południa Europy, czyli potencjalni najwięksi beneficjenci tego funduszu, którzy domagali się bezzwrotnych grantów. Drugi obóz to tzw. „Oszczędna Czwórka”, składająca się z bogatszych krajów (głównie unijnej Północy), opowiadających się za systemem pożyczek.

Z czasem jednak stanowiska negocjacyjne uległy zmianom. „Oszczędna Czwórka” złagodziła pozycję, zgadzając się na granty jako jedną z metod udzielania pomocy. Najbardziej radykalną postawę zachował jednak holenderski premier Mark Rutte, który co prawda zaakceptował ideę grantów, ale stawia ścisłe warunki: podjęcie przez beneficjentów daleko idących reform gospodarczych oraz opracowanie mechanizmu pozwalającego wstrzymać wypłatę środków w przypadku niesubordynacji w ich wydawaniu. Na takie rozwiązanie nie godzą się potencjalni adresaci pomocy.

Świadomość presji czasu i konieczności wypracowania porozumienia spowodowała, że już nie tylko oni, ale i od początku zajmujące kompromisową pozycję Niemcy i Francja, a także reszta państw strefy euro (Eurogrupy), usiłuje przekonać premiera Holandii do ustępstw. Jak dotąd na próżno. „Wsparcie finansowe musi wiązać się ze ściśle określonymi warunkami. Innej drogi nie ma”, podkreśla Rutte. Zaznacza, że nie wyobraża sobie, „w jaki sposób można wypłacić granty bez żadnych zobowiązań ze strony państw członkowskich do podjęcia reform ani bez mechanizmów pozwalających na rozliczanie ich z tych zobowiązań”.

Nieustępliwa postawa szefa holenderskiego rządu zaczęła już irytować pozostałych przywódców, nie tylko tych z Południa. „On nie rozumie, że ja reprezentuję więcej obywateli niż cała jego koalicja”, denerwował się hiszpański premier Pedro Sánchez, odnosząc się do stanowiska Rutte i całej „Oszczędnej Czwórki”. Po ostatnim szczycie kanclerz Angela Merkel zarzuciła holenderskiemu premierowi infantylizm. Nawet szef Rady Europejskiej nie szczędził ostrych słów. „To arogant”, stwierdził po jednej z burzliwych dyskusji.

Początkowy postulat

Pierwotnym stanowiskiem Holandii w sprawie Funduszu Odbudowy od początku negocjacji był sprzeciw wobec grantów jako metody wypłacania środków w ramach unijnej pomocy. Niderlandzki rząd domagał się, by pomoc finansowa dla poszkodowanych przez skutki pandemii krajów ograniczała się do systemu zwrotnych pożyczek. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej korzystne z punktu widzenia krajów „bogatej Północy”, gdyż nie stwarzałoby ryzyka spłaty powstałego długu ze składek członkowskich. Przy okazji motywowałoby to beneficjentów do wydawania otrzymanych środków w należyty, zgodny z przeznaczeniem sposób, a więc na rzeczywiste ratowanie gospodarki.

Projekt przedstawiony w maju przez Komisję Europejską zakładał stworzenie funduszu (tzw. Next Generation EU) w wysokości 750 mld euro, z czego 500 mld stanowiłyby bezzwrotne granty, a pozostałe 250 mld pożyczki. Takie rozwiązanie nie usatysfakcjonowało jednak Holandii. „Potrzebujemy funduszu odbudowy, który rzeczywiście przyczyni się do odbudowy (europejskiej gospodarki – red.). Dlatego uważamy, że powinien on opierać się na pożyczkach, a nie prowadzić do mutualizacji zadłużenia”, tłumaczył wtedy Rutte.

Budżetowy szczyt UE odbędzie się 17-18 lipca. Przywódcy spotkają się wreszcie w Brukseli

Kształtu nowych unijnych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027 nie udało się uzgodnić podczas ubiegłotygodniowej wideokonferencji przywódców państw członkowskich. Wiadomo już, że w lipcu prezydenci i premierzy spotkają się twarzą w twarz w Brukseli.

Złagodzenie stanowiska nie rozwiązało sporu

Z biegiem czasu premier Holandii zdał sobie jednak sprawę, że utrzymanie tak radykalnej postawy w nieskończoność jest właściwie niemożliwe i że nie tylko południowe kraje, ale i reszta Eurogrupy nie zgodzi się na pożyczki jako jedyną metodę wypłaty środków w ramach Funduszu Odbudowy.

Dlatego Rutte złagodził poprzednie stanowisko i zgodził się na bezzwrotne dotacje, ale pod ścisłymi warunkami. Po pierwsze to do państw członkowskich, a nie do KE, miałaby należeć ostateczna decyzja w sprawie przyznania bądź nieprzyznania środków danemu krajowi. Po drugie wypłata grantów miałaby być uzależniona od zobowiązania się przez potencjalnych beneficjentów do podjęcia daleko idących reform gospodarczych, obejmujących m.in. prawo pracy i system emerytalny. W razie niewywiązywania się przez państwa z podjętych zobowiązań, wypłata kolejnych transz pomocy miałaby zostać wstrzymana, a w skrajnych przypadkach – państwa te byłyby zmuszone do zwrotu części otrzymanych środków.

Wyznaczone przez Holandię warunki spotkały się z ostrym sprzeciwem państw południowej Europy. Premier Grecji Kiriakos Mitsotakis określił je jako „z politycznego punktu widzenia nie do przyjęcia”, zaś premier Hiszpanii Pedro Sánchez stwierdził, że „nie jest to właściwy moment” by wiązać Fundusz Odbudowy z innymi politycznymi programami.

Jak żartobliwie zwraca uwagę wykładowca Akademii Vistula dr Bartłomiej Nowak, do premiera Ruttego ciągnęły w ostatnich tygodniach prawdziwe „pielgrzymki” unijnych przywódców. Hagę odwiedzili już Emmanuel Macron, Charles Michel, Giuseppe Conte, Pedro Sánchez António Costa. Jak dotąd nikomu nie udało się jednak skłonić nieugiętego szefa holenderskiego rządu do żadnych dalszych ustępstw.

Przyczyny holenderskiego uporu

Dlaczego Holandii tak zależy na uzależnieniu bezzwrotnej pomocy finansowej od podjęcia przez jej beneficjentów reform gospodarczych? „Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że Holandia jest największym płatnikiem netto unijnego budżetu. Jeśli zatem jedno państwo członkowskie w praktyce przekazuje pieniądze innemu państwu, to chce mieć pewność, że środki te zostaną wykorzystane w sposób właściwy – czyli w sposób, który umożliwi wzrost gospodarczy państw-beneficjentów i pozwoli na rzeczywiste wyjście z kryzysu wywołanego pandemią”, zwraca uwagę w rozmowie z EURACTIV.pl prof. Tomasz Grzegorz Grosse, kierownik zakładu polityk Unii Europejskiej w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. „Nie może być tak, że całość otrzymanych środków zostanie przeznaczona na bieżącą konsumpcję lub że pojawią się nieprawidłowości w dysponowaniu nimi”, podkreśla nasz rozmówca. Jako przykład podaje Włochy, w których, według raportów, znaczna część unijnych dotacji trafia ostatecznie w ręce mafii.

Dr Melchior Szczepanik, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych uważa natomiast, że państwa „Oszczędnej Czwórki” obawiają się ewentualnych kosztów, jakie mogą się dla nich wiązać z pomocą finansową dla państw zadłużonych. Komisja Europejska wprawdzie zadeklarowała, że dług powstały na skutek wypłaty grantów zostanie zrekompensowany z nowych podatków, których wprowadzenie zakłada plan odbudowy, jak jednak zwraca uwagę rozmówca EURACTIV.pl, w przypadku braku porozumienia na tym polu spłata długu będzie dokonywana ze składek członkowskich. W efekcie wkład wniesiony przez takie państwa jak Holandia, Austria czy Dania, może okazać się znacznie wyższy niż zysk, jaki otrzymają z Funduszu. Poza tym, jak zauważa nasz rozmówca, Holandia wcale nie odnosi się entuzjastycznie do proponowanych przez KE podatku cyfrowego i podatku od emisji gazów – a jeśli granty nie będą stanowiły znacznej części Funduszu Odbudowy, to w konsekwencji presja na wprowadzenie tych podatków będzie mniejsza.

Ponadto, zdaniem Szczepanika, podejście Holandii oraz pozostałych państw do Funduszu Odbudowy odzwierciedla ich postawę wobec całego wieloletniego unijnego budżetu. „Według nich powinien być to budżet ograniczony i nastawiony przede wszystkim na dziedziny, które przynoszą największą wartość dodaną, takie jak wspólne badania naukowe i rozwój wysokich technologii”, przy jednoczesnej redukcji środków przeznaczanych na działy polityki, polegające na wsparciu biedniejszych krajów przez te bardziej zamożne, na przykład Wspólną Politykę Rolną czy politykę spójności.

Stanowisko Południa

Dlaczego jednak potencjalni beneficjenci unijnej pomocy, a więc państwa najbardziej poszkodowane przez skutki pandemii, sprzeciwiają się uzależnieniu wypłaty bezzwrotnych grantów od wdrożenia reform? „Państwa południa Europy, które mają być głównymi beneficjentami Funduszu Odbudowy, mają świeżo w pamięci doświadczenia poprzedniego kryzysu finansowego, gdy wypłata środków również uzależniona była od ścisłych warunków”, wyjaśnia Tomasz Grzegorz Grosse. „Było to poważne ograniczenie suwerenności rządów w dysponowaniu otrzymanymi środkami, a także w pewnym stopniu ograniczenie samej demokracji. Parlamenty krajowe nie mogły bowiem same decydować o kierunku prowadzonej polityki, ale musiały wdrażać politykę ustaloną albo przez Brukselę, albo wręcz przez parlamenty innych państw”, stwierdza nasz rozmówca.

Przytacza przykład Irlandii, której budżet został wówczas najpierw zatwierdzony przez komisję Bundestagu, a dopiero potem trafił do parlamentu irlandzkiego. „W obliczu kryzysu żadne państwo nie chce zgodzić się na zewnętrzną presję. Zwolennikami takiego dysponowania funduszami są kraje bogatsze, które uzyskują w ten sposób większą kontrolę nad przeznaczeniem środków. Nie jest to jednak korzystne rozwiązanie dla beneficjentów”, podkreśla.

„W czasie poprzedniego kryzysu finansowego bardziej zadłużone kraje czuły się silnie kontrolowane przez bogatsze państwa, wśród których prym wiodły wówczas Niemcy”, potwierdza nasz inny rozmówca, dr hab. Maciej Krzak, prof. Uczelni Łazarskiego. Jego zdaniem możliwe jest, że obecna niechęć wobec łączenia wypłaty funduszy ze ścisłymi warunkami jest konsekwencją tych zaszłości.

Zwraca też uwagę, że rządy tych krajów zazwyczaj przerzucały wówczas winę za kryzys na Brukselę, nie przyznając przed sobą, że ich trudne położenie było konsekwencją własnych błędów, a wysoki deficyt budżetowy wynikał z braku wdrożenia we właściwym czasie odpowiednich środków. Radykalne kroki, które musiały podjąć kraje, aby otrzymać unijną pomoc, przedstawiane były obywatelom jako narzucone przez UE. Jak podejrzewa Krzak, opór państw Południa może być zatem spowodowany niechęcią do stworzenia wrażenia, że dziś znów określona polityka gospodarcza została im narzucona przez UE oraz inne państwa członkowskie.

Podobnego zdania jest Melchior Szczepanik. Jak zauważa, państwa-beneficjenci nie akceptują układu, w którym to nie one same, a KE czy unijni płatnicy netto decydują o przeznaczeniu otrzymanych przez nie środków. Zwraca także uwagę na wymiar symboliczny sprawy. „Dla rządu państwa, które otrzymuje pomoc niezręczna, a czasem wręcz upokarzająca jest sytuacja gdy pomoc obwarowaną jest szeregiem warunków, a rząd musi rozliczać się z jej wykorzystania przed delegacją unijnych urzędników”, stwierdza.

Jak wyjaśnia Maciej Krzak, zaletą grantów jako sposobu wypłacania unijnej pomocy jest to, że nie przyczyniają się one do wzrostu zadłużenia. „A przecież mówimy tutaj o krajach, które mają bardzo wysoki dług publiczny”, podkreśla.

Ani kroku dalej?

Ostra krytyka ze strony innych liderów nie zbiła Ruttego z tropu. Na kilka dni przed szczytem premier przedstawił dwa warunki, z których, jak twierdzi, jego rząd absolutnie nie zrezygnuje: jednym z nich jest powiązanie wypłaty funduszy ze zobowiązaniem do podjęcia reform, a drugim – konieczność zwrotu funduszy w wypadku ich nieodpowiedniej dystrybucji.

Rutte przyznaje, że seria spotkań, jakie odbył ze swoimi odpowiednikami z innych państw członkowskich, nie napawa go optymizmem co do szans na osiągnięcie konsensusu na najbliższym szczycie. Według holenderskich mediów premier był wręcz niezadowolony z przebiegu dyskusji. Jak sam mówił, jego rozmowy z Sánchezem i Costą dotyczyły właśnie propozycji tych przywódców co do reform, których wdrożenie mieliby oni obiecać w zamian za otrzymanie unijnych środków. Nie zdradził wprawdzie szczegółów propozycji, jakie padły ze strony obu przywódców, powiedział tylko, że „odczuł z ich strony duży opór wobec ścisłych warunków” postulowanych przez Holandię. Szanse na osiągnięcie konsensusu podczas najbliższego szczytu określa jako „bardzo małe”.

Holenderski premier twierdzi, że nie zamierza składać broni. Zapytany, czy oprze się naciskom ze strony innych przywódców, odpowiedział, że „nie jest z marcepanu” i wytrzyma presję. Zapowiada także, że absolutnie nie zrezygnuje z warunku powiązania wypłaty grantów z reformami gospodarczymi.

Dr Bartłomiej Nowak uważa jednak, że premier Rutte jest nastawiony na ustępstwa. Jego zdaniem ostentacyjna nieustępliwość premiera Holandii to z jednej strony działanie PR-owe, ukierunkowane na własnych obywateli, a z drugiej strony umiejętny zabieg dyplomatyczny, zakładający stopniowe łagodzenie początkowo radykalnego stanowiska. Nasz rozmówca zwraca uwagę na rolę, jaką odegrał w sporze między krajami Południa a „Oszczędną Czwórką” holenderski minister finansów Wopke Hoekstra z Apelu Chrześcijańsko-Demokratycznego (CDA). Hoekstra, jako najbardziej kontrowersyjna postać negocjacji, miał na samym początku prezentować najbardziej rygorystyczną postawę i odgrywać w ten sposób rolę „złego policjanta”. Rutte na jego tle miał natomiast jawić się jako osoba koncyliacyjna i dążąca do porozumienia, co było korzystne zarówno z punktu widzenia jego reputacji na europejskiej scenie politycznej, jak również szans na osiągnięcie porozumienia na warunkach korzystnych dla Holandii.

„Premier Rutte słynie z tego, że stara się twardo przedstawiać stanowisko rządu, ale jest jednocześnie skłonny do kompromisu”, podkreśla Maciej Krzak. Zwraca on jednocześnie uwagę, że w nowym projekcie unijnego budżetu jest kilka elementów spornych, które inni przywódcy oraz sama UE mogą wykorzystać, aby skłonić Holandię do dalszych ustępstw. Najważniejszą z takich kwestii jest problem rabatów, czyli zwrotów, jakie otrzymują z budżetu unijni płatnicy netto (Holandia, Szwecja, Dania, Niemcy i Austria). Według lutowej propozycji nowych Wieloletnich Ram Finansowych rabaty miały zostać wygaszone w ciągu 7 lat. Nie zgodzili się jednak na to sami beneficjenci tego systemu. Sprawa rabatów mogłaby zatem, zdaniem naszego rozmówcy, stanowić pewną kartę przetargową w negocjacjach – zarówno ze strony KE, jak i samego Rutte, który mógłby w zamian za dalsze ustępstwa w kwestii grantów domagać się korzystnego dla Holandii rozwiązania w zakresie rabatów.

Szczyt budżetowy bez porozumienia

Mimo dwóch dni obrad i konsultacji przywódcom państw członkowskich Unii Europejskiej nie udało się uzgodnić kształtu unijnego budżetu na lata 2021-2027. Nową propozycję budżetową jednomyślnie odrzuciła Grupa Przyjaciół Spójności.

 

Budżetowy szczyt UE rozpoczął się w czwartek (20 lutego) i mimo kilkugodzinnych …

Oczekiwania Holendrów

Podobnie jak w przypadku przywódców państw południowych, nieugięta postawa Ruttego w dużej mierze spowodowana jest nastrojami w kraju. Według badań około 61 proc. nie popiera przedstawionej przez KE propozycji Funduszu Odbudowy, a tylko 4 proc. uważa ją za satysfakcjonującą. Nieustępliwej postawy rządu w negocjacjach w sprawie Funduszu Odbudowy chce także większość parlamentu, łącznie z opozycyjną skrajną prawicą.

Choć pandemia koronawirusa wzmocniła poparcie dla rządzących w większości europejskich krajów, to Mark Rutte był jednym z tych przywódców, którzy na walce z epidemią paradoksalnie zyskali najwięcej. Według ostatniego sondażu I&O Research szefowi rządu ufa aż 74 proc. obywateli, a jedynie 7 proc. postrzega go jednoznacznie źle. To zdecydowanie najwyższy wynik spośród wszystkich holenderskich polityków objętych rankingiem. Co więcej, inne badanie tej samej sondażowni pokazuje, że Rutte uważany jest przez rodaków za najlepszego holenderskiego premiera od II wojny światowej.

Chociaż drugi ze wspomnianych wyżej sondaży został przeprowadzony jeszcze w marcu, a więc na samym początku epidemii w Europie, to bez wątpienia skuteczne zarządzanie krajem w czasie kryzysu dodatkowo wzmocniło popularność premiera. Rząd zadbał o gospodarkę, wsparł małych przedsiębiorców i osoby, które straciły pracę w czasie kryzysu. Zmotywował także banki do złagodzenia warunków wobec pożyczkobiorców, którzy nie byli w stanie spłacić kredytów hipotecznych, a właścicieli mieszkań do cierpliwości wobec najemców zalegających z czynszem z powodu kłopotów finansowych wywołanych pandemią. Nie wprowadzano także całkowitego „lockdownu” – rząd regularnie publikował za to wytyczne dla obywateli dotyczące podstawowych środków ochrony przed zakażeniem, apelując o rozsądną postawę. Jak się okazało, Holendrzy docenili zaufanie rządzących i w ogromnej większości stosowali się do rekomendacji.

Dziś jednak obywatele oczekują od premiera, że będzie bronił ich interesów na arenie europejskiej. Jak zauważa Maciej Krzak, nie chcą oni płacić za błędy krajów, których rządy, w ich opinii, prowadzą niefrasobliwą i zbyt rozrzutną politykę gospodarczą. „Nie widzą oni powodu, dla którego mieliby teraz wybawiać z tarapatów tych, którzy, w ich opinii, żyli wcześniej ponad stan. Dobitnie pokazuje to sytuacja z kwietnia tego roku, gdy podczas wizyty Ruttego w jednej z oczyszczalni ścieków jeden z pracowników zawołał do premiera: „Błagam, niech pan nie daje pieniędzy tym Włochom i Hiszpanom!”. „Nie, nie biorę tego pod uwagę”, odpowiedział wyraźnie zmieszany szef rządu.

Czy zatem Rutte stał się w negocjacjach budżetowych zakładnikiem opinii publicznej i parlamentu? „Większość obywateli nie tylko Holandii, ale generalnie państw unijnej Północy, opowiada się przeciwko tzw. unii transferowej i dysponowaniu środkami na takich zasadach, jakie zakłada Fundusz Odbudowy”, zauważa Tomasz Grzegorz Grosse. „W takich sytuacjach popularność zyskują te rządy, które bronią interesów narodowych. Rządy, które ustępują na arenie europejskiej innym państwom, narażają się na ryzyko porażki wyborczej”, uważa.

Bartłomiej Nowak uważa natomiast, że z punktu widzenia reputacji Rutte wypracował idealną równowagę, z jednej strony demonstrując troskę o Europę, a z drugiej determinację w obronie interesów swoich obywateli – nawet, jeśli ostatecznie będzie musiał zgodzić się na pewne ustępstwa. Zdaniem rozmówcy EURACTIV.pl Holendrom imponuje także fakt, że to zagraniczni przywódcy zabiegają o porozumienie z ich premierem, składając liczne wizyty w Hadze, a nie odwrotnie. Stawia to Holandię w samym centrum unijnych negocjacji, pokazując jednocześnie premiera jako osobę, której zdanie ma w Europie kluczowe znaczenie.

Koalicja rządząca jest w kwestii unijnych negocjacji podzielona. Cztery partie wchodzące w skład rządu mają różne poglądy na stanowisko, jakie Holandia powinna zająć w rozmowach na temat Funduszu Odbudowy. Unia Chrześcijańska (CU) i Demokraci 66 (D66) uważają, że premier powinien okazać większą solidarność z krajami szczególnie dotkniętymi skutkami pandemii. Czy ewentualna porażka dyplomatyczna będzie wiązała się dla premiera z ryzykiem utraty władzy po przyszłorocznych wyborach? Bartłomiej Nowak przyznaje, że budowanie koalicji w Holandii jest wyjątkowo trudnym zadaniem. Zwraca jednak uwagę na postać Ruttego i jego wyjątkową umiejętność budowania sojuszy, wskutek czego jest on uważany w parlamencie za jedyną osobę zdolną do sformowania trwałej koalicji różniących się między sobą partii. Dlatego jego pozycja nie jest zagrożona.

Jest nowy projekt kompromisu budżetowego w UE

Przewodniczący Rady Europejskiej przesłał do unijnych stolic nowy projekt kompromisu na temat Wieloletnich Ram Finansowych UE na lata 2021-2027, a także Funduszu Odbudowy Gospodarczej. Jakie zmiany uwzględnił Charles Michel?

Czy dzisiejszy szczyt przyniesie postęp w negocjacjach?

W ostatnim czasie przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel przedstawił nową propozycję Wieloletnich Ram Finansowych 2021-2027, a w jego ramach także Funduszu Odbudowy. Wśród głównych zmian w porównaniu z wersją przedstawioną w maju przez Komisję było obniżenie całej kwoty wieloletniego budżetu UE o 26 mld euro, co należy uznać za ewidentny ukłon w stronę państw „Oszczędnej Czwórki”. Projekt Michela nie zakłada także zniesienia rabatów dla unijnych płatników netto.

„Od naszego ostatniego szczytu w czerwcu intensywnie pracowaliśmy (nad znalezieniem rozwiązania – red.) ze wszystkimi i wzięliśmy pod uwagę wszystkie postulaty”, napisał Michel w oficjalnym zaproszeniu na szczyt. “Na tej podstawie przedstawiłem projekt uwzględniający kwestie sporne i (…) różne stanowiska. Znalezienie konsensusu będzie wymagało ciężkiej pracy i politycznej woli ze strony nas wszystkich. Czas jest ważny. Musimy osiągnąć porozumienie”, apelował Michel.

Czy przywódcy muszą wypracować wspólne rozwiązanie już w tym tygodniu? Zdaniem holenderskiego premiera niekoniecznie. „Jeśli będzie to możliwe 18 (lipca – red.), to świetnie, ale jeśli nam się nie uda, świat się nie zawali”, mówił Rutte, cytowany przez Bloomberga, twierdząc jednocześnie, że „idiotyczny pośpiech” w szukaniu porozumienia nie jest konieczny. Angela Merkel twierdzi jednak, że Rada Europejska nie może sobie pozwolić na zbytnią opieszałość i przeciąganie sporów. „Musimy osiągnąć porozumienie jeszcze tego lata – nie wyobrażam sobie innego scenariusza”, mówi niemiecka kanclerz, podkreślając jednocześnie, że „będzie to wymagało gotowości wszystkich stron do kompromisu”.

Czego zatem można spodziewać się po dzisiejszym szczycie? Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że nie należy liczyć na przełom, ale na krok do przodu w negocjacjach – jak najbardziej. Bartłomiej Nowak uważa, że na obecnym etapie negocjacje w kwestii Funduszu Odbudowy nie polegają już na sporze między Północą a Południem, a dotyczą raczej konkretów, takich jak odsetek, jaki będą w Funduszu stanowić granty, wysokością samego Funduszu, a także strony odpowiedzialnej za dystrybucję środków. Jak wskazuje nasz rozmówca, dyskusje będą zapewne dotyczyły także warunków, na jakich udzielane będą w ramach Funduszu Odbudowy pożyczki i możliwości ich powiązania z Europejskim Mechanizmem Stabilności.

Podczas lutowego szczytu budżetowego w Brukseli dziennikarze przyłapali holenderskiego premiera z biografią Chopina. Zajmując się lekturą w przerwach między rozmowami, Rutte zademonstrował, że nie spodziewa się wiele po negocjacjach. Tym razem zapowiedział jednak, że książkę zostawi w domu. Być może jest to pewien subtelny sygnał, że szef niderlandzkiego rządu zdaje sobie sprawę z upływającego czasu i konieczności pilnego porozumienia. Tak czy inaczej pozostali przywódcy będą mogli dziś liczyć na pełną uwagę holenderskiego kolegi.