Pierwsze polsko-brytyjskie konsultacje międzyrządowe odbyły się 28 listopada ubiegłego roku w Londynie. Brytyjską stolicę odwiedziła wówczas wraz z ministrami premier Beata Szydło.

Dzisiaj planowana jest rewizyta. Do Warszawy przylecą premier Theresa May oraz szefowie kluczowych resortów, m.in. MSZ Boris Johnson, MSW Amber Rudd, MON Gavin Williamson i biznesu Greg Clark.

W programie przewidziano spotkanie May z premierem Mateuszem Morawieckim, sesję plenarną z ministrami, spotkanie premierów z polskimi i brytyjskimi żołnierzami, podpisanie bilateralnego traktatu o współpracy w dziedzinie obronności oraz konferencję prasową May i Morawieckiego.

Niewygodne rozmowy w Warszawie

Wbrew planom jednym z tematów rozmów może stać się wszczęcie przez UE procedury z art. 7.1 traktatu o UE w sprawie łamania praworządności w Polsce. Szef liberałów w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadt zaapelował na łamach „Daily Telegraph”, by May zabrała stanowczy głos w tej sprawie.

PiS się przeliczyło? Jeszcze niedawno politycy ziewali w reakcji na ostrzeżenia Komisji Europejskiej

– Ta wizyta jest ważnym pierwszym testem brytyjskiej obietnicy obrony liberalno-demokratycznych wartości – oświadczył Verhofstadt.

Z podobnym apelem wystąpiła szefowa MSZ z opozycyjnego gabinetu cieni Emily Thornberry, wytykając May, że podczas wizyt w krajach takich jak Arabia Saudyjska i Turcja czy spotkania z Donaldem Trumpem unikała trudnych tematów. „Czy brexitowa premier nadal będzie przymykać oko na rosnący autorytaryzm Polski?”, pyta komentator „New Statesman”.

Torysi zasiadają w tej samej frakcji co PiS w europarlamencie, łączy ich sceptycyzm wobec Brukseli. May zależy na wsparciu Polski w negocjacjach brexitowych, więc z jej punktu widzenia wizyta przypada w niewygodnym momencie. Nawiasem mówiąc, podobnie było z lipcową podróżą do Polski księcia Williama i księżnej Kate, która zbiegła się z protestami przeciwko reformie sądów.

Rzecznik Downing Street potwierdził, że Theresa May wyrazi swoje obawy dotyczące kwestii praworządności w rozmowie z Mateuszem Morawieckim – pytanie tylko, w jakich słowach.

„Fantastyczne” relacje

W opublikowanym w przededniu szczytu wywiadzie dla PAP szef MSZ Boris Johnson ocenił, że stosunki Londynu z Warszawą są „fantastyczne”, wskazując m.in. na wymianę handlową o wartości 17 mld funtów i współpracę w polityce zagranicznej. Przypomniał niedawną wizytę na Ukrainie, odbytą wspólnie z polskim ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim.

– Nadal pracujemy nad tym, jak napędzać reformy w tym państwie, i obaj z Witoldem wierzymy, że kluczem jest danie Ukraińcom prawdziwego poczucia, że pluralistyczne, demokratyczne i oparte na wolnym rynku rozwiązanie przyniesie im realne korzyści, w odróżnieniu od podejścia po drugiej stronie granicy – powiedział Johnson.

PAP wyjaśnił, że minister miał na myśli sytuację w Rosji.

Johnson dodał, że przed Ukrainą wciąż stoi wiele wyzwań, niepokoi go korupcja i „niektóre aspekty rządzenia”.

Co z Polakami na Wyspach

Szef brytyjskiego MSZ wspomniał też b. szefa MSZ Radosława Sikorskiego, z którym studiował niegdyś na Oksfordzie. – Radek Sikorski zawsze mówił mi, że chce Polaków z powrotem, i ja to rozumiem, ale my jesteśmy bardzo zadowoleni, bo mają wielki wkład w nasze społeczeństwo. To ważne, żeby mieć wybór, a ich prawa tutaj będą zabezpieczone. Są cenieni i kochani przez nas – stwierdził.

We wtorek May i szefowa MSW Amber Rudd opublikowały listy otwarte do obywateli innych krajów UE na Wyspach, w tym ok. miliona Polaków. Zapewniały, że po brexicie będą mieć zasadniczo te same prawa dotyczące pobytu, pracy, zasiłków, emerytur czy opieki medycznej.