Czy Belgia straci rząd z powodu skandalu z deportacją setki Sudańczyków?

Premier Belgii Charles Michel, źródło Wikipedia

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, źródło Wikipedia

Rządząca Belgią koalicja znalazła się na skraju upadku po tym jak na jaw wyszła kłopotliwa dla rządu w Brukseli sprawa wydalenia z kraju niemal setki obywateli Sudanu. Według śledztwa dziennikarskiego część z nich padła po powrocie do swojego kraju ofiarą tortur. Przy typowaniu osób do deportacji z Belgii miała także pomagać oficjalna delegacja przedstawicieli sudańskiego reżimu. Decyzję o tym podjął odpowiedzialny za sprawy migracyjne sekretarz stanu, którego do rządu desygnowała prawicowa i antyimigracyjna partia Nowy Sojusz Flamandzki.

 

Sprawa wybuchła w ubiegłym miesiącu kiedy dziennik „Het Laatste Nieuws” dotarł do dwóch deportowanych z Belgii do Sudanu mężczyzn. Obaj potwierdzili, że po powrocie do ojczyzny zostali poddani torturom przez służby bezpieczeństwa. Sudan jest państwem od niemal 30 lat rządzonym po dyktatorsku przez byłego generała Omara al-Baszira, który przejął władzę w kraju w 1989 r. w wyniku wojskowego przewrotu. Władze odtąd wielokrotnie łamały  prawa człowieka i swobody obywatelskie, a sam prezydent al-Baszir został w 2008 r. oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny o współodpowiedzialność za ludobójstwo do jakiego doszło podczas wojny na zamieszkałym głównie przez chrześcijan południu kraju (północ zdominowana jest przez muzułmanów) oraz w położonym na zachodzie Darfurze. Od 2009 r. obowiązuje wystawiony za nim przez MTK list gończy.

Tymczasem, jak ustalili dziennikarze „Het Laatste Nieuws”, Belgia nie tylko wydaliła siłą około stu Sudańczyków, z których część trafiła potem do więzień, ale także prawdopodobnie blisko współpracowała z sudańskim reżimem. Do Brukseli przybyć miało bowiem trzech przedstawicieli władz Sudanu, którzy weryfikowali tożsamość swoich obywateli i sugerowali Belgom kogo powinni deportować. Sudańscy urzędnicy zjawili się w Belgii na zaproszenie odpowiedzialnego za sprawy migracyjne i azylowe sekretarza stanu Theo Franckena, który do rządu wszedł z ramienia prawicowej i antyimigracyjnej partii Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA). Sprawa wydaleń do Sudanu wciąż jest badana, ale Francken znalazł się pod silną presją, aby podać się do dymisji. Ponieważ ten nie zamierza tego zrobić, pojawiły się oczekiwania wobec premiera Charlesa Michela, który jest jednocześnie przewodniczącym liberalnego, frankofońskiego Ruchu Reformatorskiego, aby zdyscyplinował koalicyjną flamandzką partię. Resztę rządzącej koalicji stanowią dwie inne niderlandzkojęzyczne partie – Chrześcijańscy Demokraci i Flamandowie (CD&V) oraz Flamandzcy Demokraci i Liberałowie (Open VLD).

Niemcy: Rozpoczęły się wstępne negocjacje koalicyjne

Ponad trzy miesiące po wyborach parlamentarnych chadecy pod wodzą kanclerz Angeli Merkel znów spróbują stworzyć koalicję rządową. Po ubiegłorocznej klęsce rozmów z liberałami z FDP i Zielonymi, teraz sojusz CDU/CSU chce się porozumieć z socjaldemokratami z SPD w sprawie ponownego …

N-VA grozi zerwaniem koalicji

Cała sprawa zagroziła stabilności koalicji i co za tym idzie przetrwaniu gabinetu zaledwie 42-letniego Michela (to najmłodszy premier w historii Belgii), bowiem lider N-VA Bart De Wever zagroził wycofaniem swojego poparcia dla rządu, jeśli Francken zostanie z niego usunięty. „W tej kwestii moje zdanie jest całkowicie jasne. Popieram działania Theo Franckena i nie pozwolę na jego odwołanie. Jeśli on będzie musiał odejść, odejdziemy wszyscy” – zapowiedział De Wever. Tymczasem Charles Michel nazwał wczoraj (8 stycznia) w telewizji Bel RTL stanowisko N-VA „szantażem” i zapowiedział, że „nie ulegnie groźbom”, ale jednocześnie nie zapowiedział dymisji swojego podwładnego. Wciąż bowiem toczy się postępowanie wyjaśniające szczegóły wydalenia Sudańczyków.

Rząd znalazł się w związku z tym pod obstrzałem opozycji. Lider Partii Socjalistycznej Ahmed Laaouej ogłosił nawet, że „Belgia nie ma już premiera”. Charlesowi Michelowi oberwało się nawet od członków własnej koalicji. Wpływowy przedstawiciel zasiadającej w rządzie chadeckiej partii CD&V Eric Van Rompuy nazwał premiera „marionetką N-VA”.

Premier między młotem a kowadłem

Ostrożna postawa szefa rządu nie dziwi jednak komentatorów. Belgijskie władze opierają się bowiem na niezwykle kruchej koalicji. Nazywany „rządem kamikadze” gabinet Michela powstał w 2014 r. po aż 138 dniach mozolnych negocjacji. Belgia znana jest z wyjątkowo powolnego budowania nowych rządów i dzierży w tej dziedzinie niemal wszystkie niechlubne rekordy świata. Wycofanie się z koalicji N-VA oznaczałoby zapewne jej upadek i konieczność rozpisania nowych wyborów. A to z kolei wiązałoby się z ogromnym ryzykiem następnego kryzysu politycznego. „Sytuacja gospodarcza kraju poprawia się, 2018 r. będzie na pewno lepszy od poprzedniego” – mówił premier w telewizyjnym wywiadzie. Wsparł go jego zastępca, wicepremier Kris Peeters (CD&V), który oświadczył, że „ktokolwiek zdecyduje o opuszczaniu teraz rządu, igra z ogniem”. „Wzrost gospodarczy wynosi 2 proc,. udało się zwiększyć liczbę miejsc pracy. Mamy jednak jeszcze sporo w tej kwestii do zrobienia. Musimy skupić się właśnie na tym” – przekonywał Peeters.

Politolog z Uniwersytetu w Gandawie prof. Carl Devos przekonuje w wywiadzie dla dziennika „Le Soir”, że premier znalazł się w sytuacji bez dobrego wyjścia. „On wie, że Theo Francken jest nietykalny. Jego usunięcie będzie oznaczać upadek rządu, a to będzie wielka porażka Charlesa Michela” – podkreśla belgijski komentator.

Dania: Najmniej wniosków o azyl od niemal dekady

W ubiegłym roku w Danii złożono mniej niż 3,5 tys. wniosków o azyl. To najniższa liczba od 2008 r., kiedy takich wniosków było ok. 2,4 tys. Jeszcze w 2016 r. złożono ponad 21 tys. dokumentów aplikacyjnych. Rząd nie ukrywa, że …