Belgia: Nie będzie wielkiej koalicji

Król Belgii Filip I Koburg (w środku), źródło: Flickr/European Space Agency, fot. G.Porter (CC BY-SA 3.0 IGO)

W Belgii od dokładnie 165 dni nie ma stabilnego rządu. Prysły właśnie nadzieje na stworzenie wielkiej koalicji między niderlandzkojęzycznymi nacjonalistami z Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA) a frankofońską Partią Socjalistyczną (PS).

 

Belgijskie wybory powszechnie z 26 maja tradycyjnie już nie przyniosły jasnego rozstrzygnięcia. W podzielonej nie tylko politycznie, ale też kulturowo, religijnie i językowo Belgii rozdrobnienie polityczne jest bardzo silne. Największe ugrupowanie w liczącej 150 miejsc federalnej Izbie Reprezentantów – N-VA – ma bowiem tylko 25 posłów.

Król Filip I Koburg postanowił więc namówić do współpracy Nowy Sojusz Flamandzki oraz drugie najliczniej reprezentowane w parlamencie ugrupowanie – Partię Socjalistyczną, która ma 20 mandatów. Misję przekonania tych ugrupowań do zawarcia politycznego układu, do którego miałyby dołączyć jeszcze inne ugrupowania (liberalny frankofoński Ruch Reformatorski, Chrześcijańscy Demokraci i Flamandowie, Flamandzcy Liberałowie i Demokraci oraz flamandzka Partia Socjalistyczna), otrzymali byli premierzy Flandrii i oraz Wspólnoty Frankofońskiej – Geert Bourgeois z N-VA oraz Rudy Demotte z PS.

Ogień i woda proszą króla o łaskę

Ale po kilku dniach intensywnych rozmów marzenia o wielkiej koalicji prysły, a Bourgeois oraz Demotte poprosili monarchę o zwolnienie ich z tej misji. Próba pogodzenia politycznych ognia i wody nie udała się – oba ugrupowania dzieli zbyt wiele, w tym fundamentalna kwestia tego jak na nowo zorganizować Belgię, czyli państwo, o którym mawia się żartem, że jego obywateli łączą jedynie „król, frytki i piwo.” N-VA chce bowiem przekształcenia kraju w federację, czemu PS zdecydowanie się sprzeciwia.

Nacjonalistyczni Flamandowie od dawna nawołują bowiem do większego rozdzielenia od siebie Flandrii i Walonii – dwóch głównych i mocno się od siebie różniących regionów. Stołeczna Bruksela pozostałaby jak dziś rejonem wydzielonym, który łączyłby pozostałe dwie składowe ewentualnej konfederacji. Plan ten ma wielu przeciwników we francuskojęzycznej Walonii. Nie brakuje ich także w niderlandzkojęzycznej Flandrii. Oznaczałby bowiem de facto niemal osiągnięcie przez Flandrię niepodległości.

Przekładające się na duże rozdrobnienie federalnego parlamentu zróżnicowanie kulturowo-językowe Belgii owocuje częstymi kryzysami politycznymi. Po ostatnich wyborach nowego rządu nie można stworzyć już od 165 dni. To jednak i tak daleko od belgijskiego rekordu. Kryzys rządowy z lat 2010-2011 trwał aż 541 dni.

Obecnie Belgią kieruje więc rząd tymczasowy. Na jego czele stoi od 28 października 44-letnia polityk Ruchu Reformatorskiego Sophie Wilmès. Zastąpiła ona swojego rówieśnika i kolegę partyjnego Charlesa Michela, który 1 grudnia przejmie po Donaldzie Tusku funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. „Jestem osobą dialogu i będę prowadzić dialog” – powiedziała wówczas Wilmès, gdy dziennikarze pytali ją o to, jak poradzi sobie kierując rządem bez większościowego poparcia w Izbie Reprezentantów.

Belgia: Rośnie poparcie dla flamandzkich nacjonalistów

Belgowie należeli wczoraj, obok Hiszpanów, do najbardziej zapracowanych Europejczyków. Poza wyborem przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, głosowali także w wyborach federalnych i lokalnych. Na czele rywalizacji o miejsca w izbie niższej parlamentu znajdują się dwa ugrupowania flamandzkie.

 

Największy wzrost zanotował separatystyczny i …

Kim jest Sophie Wilmès?

Nowa belgijska premier jest pierwszą w historii kraju kobietą na tym stanowisku. Choć jest tylko tymczasowy szefem rządu, to jednak biorąc pod uwagę skłonność belgijskich polityków do przedłużania takiej prowizorki może swoją funkcję sprawować bardzo długo.

Wilmès jest z wykształcenia specjalistką ds. komunikacji marketingowej. Swoją karierę polityczna zaczęła w 2000 r. jako radna brukselskiej dzielnicy Uccle. Potem była zastępcą burmistrza miejscowości Rhode-Saint-Genèse oraz radną prowincji Brabancja Walońska. W 2014 r. zdobyła mandat do Izby Reprezentantów, a rok później objęła w rządzie Charlesa Michela stanowisko minister ds. budżetu i służby publicznej.

Nowa belgijska premier jest mężatką. Jej mężem jest obywatel Australii Christopher Stone. Mają wspólnie 4 dzieci. Choć Wilmès pochodzi z Walonii i wychowała się we francuskojęzycznej rodzinie, w jej domu mówi się także po angielsku. Swoje dzieci nowa premier posłała też do niderlandzkojęzycznej szkoły. „Cenię bogactwo językowe i różnorodność kulturową Belgii. Uważam je coś szczególnie cennego” – powiedziała w jednym z wywiadów prasowych. Teraz być może będzie musiała skorzystać ze swoich zdolności językowych, aby łagodzić wewnątrzbelgijskie spory.

Belgia: Król przyjął w pałacu lidera skrajnej prawicy

Po raz pierwszy od ponad 85 lat oficjalną wizytę w pałacu króla Belgów złożył przywódca partii skrajnie prawicowej. Filip I przyjął przewodniczącego radykalnej partii Interes Flamandzki (VB) Toma Van Griekena. VB zajęło drugie miejsce w niedzielnych (26 maja) wyborach parlamentarnych …