Danuta Huebner: Migracja jest dla Europy nie tylko problemem, ale również olbrzymią szansą na rozwój

– Czy propozycja KE zakładająca możliwość czasowego wprowadzenia wiz na wewnętrznych granicach UE może zagrozić swobodzie przemieszczania się obywateli państw członkowskich?

– Jestem generalnie przeciwna manipulowaniu przy Schengen dlatego, że doświadczenie pokazuje, jak bardzo trudno wprowadzając wyjątki od reguły, utrzymać ich przejściowy charakter. Jeżeli będziemy wprowadzać te propozycje KE w życie, to powinno być to poprzedzone głęboką refleksją nad tym, dlaczego doszło do takiej sytuacji.

Wydaje mi się, że nie zdaliśmy egzaminu, nie wykonaliśmy w ostatnich latach zadania domowego – nie stworzyliśmy wspólnej polityki azylowej, wspólnej polityki migracyjnej.   Dziś wiadomo, że migracja jest dla Europy nie tylko problemem, ale również olbrzymią szansą na rozwój, na utrzymanie jakości życia. Nawet bez nowego traktatu można było iść znacznie szybciej, znacznie dalej. Zwłaszcza zważywszy na różne decyzje podejmowane przez indywidualne państwa członkowskie, np. przez Hiszpanię, która od czasu do czasu legalizowała pobyt ludzi nielegalnie przybywających na ich terytorium, a potem rozpływali się oni po Europie. Obserwowaliśmy takie decyzje, które budziły obawy i kontrowersje i od dawna było wiadomo, że potrzebna jest większa solidarność, wspólne podejście.

– Jednak debata o potrzebie uzgodnienia wspólnej polityki migracyjnej i azylowej toczy się w UE od lat. Tyle, że bez konkretnych efektów.

Rzeczywiście. Jeśli jednak pojawi się jakaś możliwość odstępowania od zasad, to zastanówmy się najpierw, dlaczego do tego doszło. Ponadto, ja mam odruch większego zaufania do rozwiązań Komisji Europejskiej pod warunkiem, że zostanie utrzymana kontrola Komisji nad ewentualnymi instrumentami ochronnymi wprowadzanymi przez państwa członkowskie.

– Ale wygląda na to, że Komisja proponuje takie kompetencje właśnie poszczególnym państwom członkowskim?

– Dyskusja idzie raczej w tym kierunku, żeby decyzje zostawić wyłącznie w gestii Rady, a w związku z tym gwarancji, że uruchamiane instrumenty nie będą nadużywane – nie ma. Bo jeżeli coś jest wyłącznie w porządku międzyrządowym, jeśli chodzi o decyzje w UE, to państwa członkowskie nawzajem się przekonują i jest handel: dziś ja się zgodzę na to, a ty jutro zgodzisz się na coś innego. W rezultacie realne jest zagrożenie rozmyciem, czy nadwyrężeniem tego systemu (Schengen), który dziś jest fundamentalny nawet w sferze postępu ekonomicznego.

Dlatego nie jestem przekonana, że potrzebujemy natychmiastowych rozwiązań tego typu. Być może jest potrzebne natomiast wprowadzenie do porządku prawnego takiej klauzuli, która – w sytuacjach krańcowo trudnych – umożliwi wprowadzenie pewnych instrumentów chroniących, służących zmniejszaniu ryzyka związanego z niesłychanie dużym napływem imigrantów w krótkim okresie. Musi być ona jednak bardzo precyzyjnie określona – precyzyjnie określone sytuacje i precyzyjnie opisany mechanizm. Wydaje mi się, że utrzymanie roli KE jako instytucji, która kieruje tym instrumentem byłoby bardzo ważne. Obawiam się, że to pójdzie w inna stronę.

– Przecież dotychczas była możliwość czasowego wprowadzania ograniczeń w swobodzie przemieszczania się. Czy niezbędne są inne,  dodatkowe  regulacje?

W przypadku wydarzeń jednorazowych, takich jak np. mecz – a Polska też rozważała taką możliwość w związku z Euro2012 – to coś innego niż sytuacja, w której mamy do czynienia z masowym napływem imigrantów, nadanie ram czasowych takiemu ograniczeniu jest niesłychanie trudne.

– Trudno zadekretować kiedy mają się skończyć rewolucyjne wydarzenia w państwach północnej Afryki.

– Jednak przyspieszenie prac nad wspólną polityką imigracyjną i azylową jest najważniejszym wyzwaniem. A ponieważ nowy traktat pozwala na postęp w tej dziedzinie i przyjmowanie europejskich rozwiązań, to chyba jest droga, którą powinniśmy pójść.

Po drugie, nie ma wątpliwości, że Włochy – państwo niemal 60-ciomilionowe nie jest w stanie wchłonąć 20, 15, czy 12 tysięcy imigrantów, gdy wielokrotnie już się to udawało. To budzi wątpliwości, że w grę wchodzą inne dodatkowe czynniki.

– Jakie czynniki ma Pani na myśli?

– Na przykład rozgrywki polityczne w związku ze zbliżającymi się wyborami.

– Czy wobec tego nie sadzi Pani, że skoro propozycja KE już padła i najpewniej niebawem będzie finalizowana, uzgodnienia dotyczące wspólnej, unijnej polityki imigracyjnej i azylowej odwleką się jeszcze bardziej?

– Tego właśnie się najbardziej obawiam. Sądzę, że 9 czerwca Rada pochyli się nad propozycją Komisji i wtedy zobaczymy, czy to nie będzie działaniem zastępczym, czymś co nam pozwoli znowu odłożyć prace nad długookresową wspólną polityką w tej dziedzinie. I co właściwie wydarzenia w Afryce północnej przyspieszyły, bo Komisja zaczęła bardzo intensywnie pracować nad zasadami tej wspólnej polityki. Jednak obawiam się, że w tej chwili znalezienie instrumentu, który można od czasu do czasu zastosować i który zmniejsza ambicje, nas zdemobilizuje.

Rozmawiała Barbara Bodalska