Mazowieckie już powyżej unijnej średniej

Eurostat zestawił PKB na głowę mieszkańca w całej UE, odnotowując różnice nie tylko między państwami członkowskimi, ale też między poszczególnymi regionami. Raport opracowano na podstawie najnowszych danych dostępnych dla wszystkich 28 państw, właśnie z 2013 r.

Z danych unijnego biura statystycznego wynika też, że z PKB na osobę w wysokości 67 proc. średniej UE Polska uplasowała się na trzecim miejscu od końca. Za nami jest jeszcze  Rumunia (54 proc.) i Bułgaria (45 proc.). Według majowych danych GUS, polskie PKB na głowę mieszkańca sięgnęło obecnie 60 proc. państw „starej UE” i 70 proc. „nowej”.

Warszawa wzbogaca całe Mazowsze

Swoją wysoką pozycję Mazowieckie – z PKB na jednego mieszkańca wynoszącym 107 proc. unijnej średniej – zawdzięcza Warszawie. Oznacza to, że region będzie stracił możliwość korzystania z unijnych funduszy strukturalnych, które przeznaczone są zasadniczo tylko dla tych, których PKB nie przekracza 75 proc. unijnej średniej.

Jednak w związku z rozszerzeniem UE o regiony biedniejsze, te, które przekroczą 75 proc. unijnej średniej będą korzystać z finansowania zmniejszającego się, przejściowego i szczególnego. Województwo mazowieckie już w zeszłym roku zakwalifikowane było, jako jedyne w Polsce, do regionów przejściowych i poziom dofinansowania był tu ograniczony do 80 proc.

Warszawa, która wyraźnie zawyża wynik całego regionu, nie okazała się na razie dostatecznie bogata, żeby znaleźć się wśród 20 najbogatszych regionów stołecznych w UE. Udało się to jednak np. czeskiej Pradze i słowackiej Bratysławie, ale najbogatszy  w UE jest Londyn (tylko jego wewnętrzna część) z PKB na osobę w wysokości 325 proc. średniej UE. Na drugim miejscu uplasował się Luksemburg (258 proc.), a na trzecim Bruksela (207 proc.).

Wśród 20 najbiedniejszych regionów UE pięciu polskim województwom – lubelskiemu, podkarpackiemu i warmińsko-mazurskiemu (PKB na jednego mieszkańca we wszystkich trzech jest równe 48 proc. unijnej średniej),  a także podlaskiemu i świętokrzyskiemu ( po 49 proc.) – towarzyszy pięć regionów bułgarskich i pięć rumuńskich, cztery węgierskie oraz departament zamorski Francji: wysepka Majotta położona na Oceanie Indyjskim.

Różnice grożą rozwojowi

Rozwarstwieniem zajęła się także Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Z raportu Organizacji wynika, że w jej 34 państwach członkowskich  najbogatsze 10 proc. ludności posiada niemal 10 razy (9,6 raza) więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Pogłębiająca się   przepaść między biednymi i bogatymi  w ocenie OBWE zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według opublikowanego w czwartek raportu różnice między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom. „Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy, od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, który przedstawiał raport w obecności unijnej komisarz ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Największe nierówności w krajach OECD – według raportu OECD –  występują w Chile (współczynnik Piniego 0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Norwegii, Słowenii i na Słowacji (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy od średniej dla państw OECD równej 0,32.

Przyczyną rozwarstwienia wadliwe reguły gry?

Jedną z przyczyn takiej sytuacji – stwierdza raport OECD – jest fakt, że edukacja w krajach o największych nierównościach jest na najniższym poziomie, czego skutkiem jest mniej wykwalifikowana siła robocza. Jednak Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 r. jest zdania, że prawdziwym problemem są zasady gry, które ułożone są dla monopolistów, prezesów korporacji. W rozmowie z BBC profesor zwrócił uwagę, że dochody ludzi nawet z wyższym wykształceniem stoją w miejscu, tymczasem prezesi dostają około 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, podczas gdy ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. „Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – uważa Stiglitz.

Innym powodem rosnących nierówności, na który zwraca uwagę OECD, jest rosnąca popularność tzw. pracy niestandardowej, w tym tzw. umów śmieciowych i samozatrudnienia (ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia). Według OECD od połowy lat 90. do 2013 r. ponad połowa wszystkich nowych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich, to właśnie stanowiska pracy niestandardowej. Tymczasem gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i przyczyniają się do pogłebiania nierówności. Jednocześnie systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Raport zwraca uwagę, że nierówności są wyraźne zwłaszcza w wielkich gospodarkach rozwijających się, ale  – jak podkreśla – w niektórych państwach, zwłaszcza w Brazylii, są skutecznie redukowane. (bb)