Premier Czech w konflikcie interesów. EPL chce zastosowania mechanizmu warunkowości dot. funduszy europejskich

Premier Czech Andrej Babiš, źródło: Facebook/Andrej Babiš (@AndrejBabis)

Premier Czech Andrej Babiš, źródło: Facebook/Andrej Babiš (@AndrejBabis)

Po tym jak Komisja Europejska stwierdziła, że premier Czech Andrej Babiš jest w kwestii funduszy europejskich w konflikcie interesów, Europejska Partia Ludowa wezwała do zastosowania mechanizmu warunkowości. Pozwala on wstrzymać unijne środki w razie łamania praworządności.

 

 

Raport Komisji Europejskiej został opublikowany w ostatni piątek (23 kwietnia). Powstał w ubiegłym roku, ale dotąd go nie ujawniano, choć kilka miesięcy temu do mediów przedostała się już część jego wniosków.

Publikację raportu wstrzymano jednak, ponieważ władze w Pradze przesłały do Komisji Europejskiej swoje wyjaśnienia. Bruksela jednak po ich lekturze wymowy raportu nie zmieniła.

Audyt KE: Premier Czech jest w konflikcie interesów. "To mafia" / STOLICE

Codzienny briefing z europejskich stolic – 26 kwietnia.

KE: Andrej Babiš w konflikcie interesów

Z dokumentu przygotowanego przez unijnych audytorów wynika, że premier Andrej Babiš jest w konflikcie interesów w kwestii rozdzielania unijnych dotacji. Jako szef rządu ma bowiem poprzez podległych sobie urzędników wpływ na to kto otrzyma europejskie fundusze.

Tymczasem jednym z beneficjentów takiego dofinansowania był założony przez Babiša jeszcze przed jego wejściem do polityki rolniczy holding Agrofert. Czeski premier obejmując swoje państwowe funkcje – najpierw wicepremiera i ministra finansów, a potem premiera – musiał zrzec się udziałów w tym koncernie. Przekazał je więc w 2017 r. pod zarząd dwóch funduszy powierniczych.

Tyle że według czeskiej opozycji oraz niektórych mediów, polityk dalej zachował wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w owych funduszach, więc pośrednio dalej ma także wpływ na sam Agrofert, który od 2017 r. otrzymywał dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz Europejskiego Funduszu Społecznego.

Teraz KE w swoim raporcie potwierdziła te przypuszczenia – według unijnych audytorów Babiš nie tylko mógł powołać kierownictwo zarządzających jego majątkiem funduszy powierniczych, ale także może odwoływać i powoływać do zarządu nowych ludzi. Tym samym fundusze te kontroluje. Ponadto, w każdej chwili może swoje udziały w Agrofercie odzyskać.

Oznacza to według autorów raportu, że od 2017 r. jest w konflikcie interesów, a dotacje dla Agrofertu zostały przyznane bezprawnie. KE zażądała od władz Czech zwrotu tych kwot do unijnego budżetu, a potem wyegzekwowanie ich sobie z powrotem od Agrofertu.

Rząd Czech nie zamierza zwracać dotacji

Babiš od dawna stoi na stanowisku, że o żadnym konflikcie interesów nie może być mowy, bo jako minister czy premier nie miał wpływu ani na rozdzielanie pieniędzy z unijnych funduszy, ani na składane przez Agrofert wnioski o dofinansowanie. Ale KE wskazuje na to, że w obu przypadkach mógł mieć wpływ na osoby podejmujące takie decyzje.

Czeski premier od miesięcy zapowiada, że Czechy nie zwrócą jednak do budżetu UE żadnych środków. „Ten raport nie jest zgodny z prawdą. Został celowo zmanipulowany i przez zawodowych donosicieli z kręgu Partii Piratów” – napisał w ubiegłym tygodniu na Facebooku.

Czeska Partia Piratów to centrowe, proeuropejskie i hołdujące zasadom tzw. demokracji uczestniczącej (a więc zakładającą dużą partycypację obywatelską w podejmowaniu decyzji) ugrupowanie polityczne, które według ostatnich sondaży może we współpracy z partią Burmistrzowie i Niezależni pokonać w październiku w wyborach parlamentarnych założoną przez obecnego premiera centro-liberalną partię ANO 2011.

Czechy: Minister Jana Maláčová nazwała premiera Babiša "debilem". Potem się wycofała

Kontrowersyjne słowa padły z ust minister po nagraniu wywiadu telewizyjnego, gdy myślała, że kamera jest już wyłączona.

EPL za użyciem mechanizmu warunkowości

Ponieważ czeska opozycja od dawna krytykuje Babiša za jego wciąż utrzymane związki z biznesem, a także różne jego wcześniejsze biznesowe machinacje – jak choćby unikanie opodatkowania czy czasowe odsprzedawanie mniejszych firm, aby mogły one korzystać z dotacji dla małych i średnich przedsiębiorstw – teraz też nie chce odpuścić.

Już w 2019 r., po ujawnieniu pierwszych informacji na temat dotacji dla Agrofertu, w Czechach doszło do wielkich – ponad 200-tysięcznych – manifestacji ulicznych, a więc największych od obalającej komunizm „aksamitnej rewolucji” z 1989 r.

Teraz opozycyjni politycy przekonują w UE, aby premierowi Czech nic nie uszło na sucho. I wzywają, aby nieprawnie pobrane przez Agrofert środki Bruksela wyegzekwowała. Europejska Partia Ludowa, a więc najliczniejsza w Parlamencie Europejskim chadecka frakcja, wezwała KE, aby w razie odmowy zwrócenia dotacji do unijnego budżetu, po raz pierwszy skorzystała z przyjętego pod koniec ubiegłego roku tzw. mechanizmu warunkowości.

W uproszczeniu chodzi o mechanizm pozwalający blokować wypłatę środków z nowych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027 w przypadku łamania przez jakieś państwo członkowskie praworządności z naciskiem właśnie na prawidłowość wydatkowania unijnych środków.

We frakcji EPL w PE zasiada czterech czeskich europosłów. Reprezentują oni trzy działające w Czechach Ugrupowania – dwoje chadecką Unię Chrześcijańską i Demokratyczną–Czechosłowacką Partię Ludową (KDU-ČSL), zaś po jednym – Burmistrzów i Niezależnych oraz konserwatywną TOP 09. Europoseł KDU-ČSL Tomáš Zdechovský wezwał też premiera Babiša do rezygnacji ze stanowiska lub natychmiastowej sprzedaży Agrofertu.

Czechy: Premier Andrej Babiš zarzuca Parlamentowi Europejskiemu ingerowanie w wewnętrzne sprawy kraju

Premier Andrej Babiš uważa, że rezolucja Parlamentu Europejskiego ingeruje w sprawy, które znajdują się w wyłącznej kompetencji krajowych organów.

KE sięgnie po mechanizm warunkowości?

Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby KE – przynajmniej na razie – zdecydowała się sięgnąć po mechanizm warunkowości. Przede wszystkim na szczycie UE w grudniu ubiegłego roku, wobec groźby weta ze strony Polski i Węgier, zgodzono się, że Warszawa i Budapeszt mogą ten mechanizm poddać pod ocenę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE).

Stosowne pozwy w tej sprawie Polska i Węgry złożyły dopiero w marcu, a TSUE wyda swój wyrok zapewne dopiero za wiele miesięcy. Do tego czasu mechanizm ma nie być stosowany. Ponadto jego uruchomienie będzie wymagało zgody większości państw członkowskich, a problematyczne może być to, że sprawa dotyczy głównie zdarzeń z lat 2017-2019, a więc czasów, gdy mechanizm jeszcze w unijnym prawie nie istniał.

Z drugiej jednak strony, odmowa wdrożenia wniosków z audytu KE, któremu Czechy poddały się dobrowolnie, może w przyszłości poskutkować uruchomienie wobec władz w Pradze  przewidzianej w art. 7. unijnego traktatu procedury ochrony praworządności.

Bez wątpienia też sprawa ta zaszkodzi politycznie premierowi Babišowi, którego partia kreuje się na jedną z najbardziej proeuropejskich w Czechach.