Fejk Tygodnia: Unia Europejska nie dała Polsce eurocenta na walkę z koronawirusem

Premier Mateusz Morawiecki, fot. Krystian Maj, KPRM. Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl

Premier Mateusz Morawiecki, fot. Krystian Maj, KPRM. Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl

UE nic nam nie dała na walkę z koronawirusem i kryzysem gospodarczym? Otóż dała, i to sporo.

 

„Unia Europejska nie dała jeszcze eurocenta na walkę z koronawirusem” – stwierdził w marcu premier Mateusz Morawiecki.

W tym tygodniu szef polskiego rządu doprecyzował ten wyrzut. Unijną pomoc określił „przekładaniem pieniędzy z jednej kieszeni w ramach finansów państwa polskiego, do drugiej kieszeni”. To nie do końca prawda.

Miliardy dla Polski

Przede wszystkim chodzi o bardzo dużą „kieszeń” – 7,435 MILIARDÓW EURO. Zdecydowanie największą spośród 27 unijnych państw, które otrzymały możliwość skorzystania z 37 mld euro łącznie.

W dodatku ta bardzo duża „kieszeń” byłaby dla nas niedostępna, gdyby nie unijna inicjatywa koronawirusowa. Może jej nazwa „Coronavirus Response Investment Initiative” CRII – jak to w przypadku Unii – nie brzmi porywająco, jednak… jak to w przypadku Unii, przekłada się na porywający napływ miliardów złotych. Są to pieniądze, które kraje mają przeznaczyć na walkę z pandemią koronawirusa i jej skutkami. W tym wypadku UE zareagowała błyskawicznie – i zgodziła się na uwolnienie środków już w połowie marca.

Miliony do dyspozycji samorządów

Około 30 proc. funduszy strukturalnych idzie w Polsce – w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych – do władz samorządowych. Bo to one najlepiej wiedzą, jakim problemom i potrzebom trzeba stawić czoła. Teraz najważniejsze wyzwanie jest wspólne – ratować życie ludzi.

Samorządy przekierowują na walkę z pandemią 2,819 mld zł. W perspektywie poszczególnych województw to dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Najwięcej zyskały – według deklaracji urzędów marszałkowskich – województwa śląskie (382 mln złotych), małopolskie (325 mln złotych), kujawsko-pomorskie (320 mln złotych) i mazowieckie (250 mln złotych) / dane z 4 kwietnia.

Większość tych środków trafia na wspieranie służb medycznych i sanitarnych, ok. 43 proc. na wsparcie gospodarki i ratowanie miejsc pracy. Z tego ok. 1/3 stanowi bezpośrednie dofinansowanie dla firm i wsparcie bezrobotnych.

Czy się stoi, czy się leży, kasa z funduszy się należy? NIE

7,435 mld euro to co prawda rzeczywiście niewykorzystane środki z funduszy polityki spójności, które Komisja Europejska zobowiązała się nam przekazać. Ale były już utracone bezpowrotnie, ponieważ ich dobrze nie zakontraktowaliśmy. A to dlatego, że każde euro z unijnych pieniędzy musi się przekładać na konkretne projekty. Nie dość, że byśmy je utracili, to jeszcze 1,125 mld euro z tego musielibyśmy zwracać, bo już zostały nam przesłane w formie zaliczek. I to prawda, co pisze rząd: „Są to fundusze, które i tak otrzymalibyśmy w roku bieżącym jako zaliczki i refundacje”, jednak o te ponad 7 mld euro mniej dostalibyśmy w całkowitej perspektywie finansowej na lata 2014-2020.

Tymczasem Komisja dała nam drugą szansę na sięgnięcie do tej już zaszytej części naszej polskiej kieszeni. Jednak i w tym przypadku – to nie są pieniądze, które otrzymuje się bezwarunkowo – ile z tego zakontraktujemy i wydamy, tyle dostaniemy. Dobrze, byśmy je tym razem wykorzystali.

Luz w budżecie

Do tego doszła jeszcze druga unijna inicjatywa koronawirusowa – CRII2 (zwana też CRII+). Dzięki niej, zasady wydatkowania pieniędzy na walkę z koronawirusem (tych 7,435 mld euro w przypadku Polski) zostały maksymalnie poluzowane. Państwa członkowskie nie muszą już też dodawać wkładu własnego, co jest bardzo istotnym ułatwieniem.

Unia Europejska zgodziła się także ograniczyć limity wydatków w budżetach na poziomie krajowym – tak, aby zapewnić krajom skuteczniejszą walkę z koronawirusem. Tak zwany Pakt stabilności i wzrostu wymaga, żeby deficyt budżetowy kraju nie przekraczał 3 proc. PKB, a dług publiczny 60 proc. wielkości jego gospodarki. Teraz kraje zyskały „niezbędną elastyczność, aby podjąć wszelkie niezbędne środki w celu wsparcia naszych systemów opieki zdrowotnej i ochrony ludności oraz w celu ochrony naszych gospodarek” – stwierdzili ministrowie finansów państw UE w oświadczeniu.

Ale to nie koniec…

Dodatkowo, Polska może sięgnąć po 3 MILIARDY EURO, by wesprzeć rolników – poinformował polski komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski. Są to niewykorzystane dotąd środki z funduszu rozwoju obszarów wiejskich. 83 proc. z łącznie 100 mld euro państwa unijne już wydały. Polska rozdysponowała 63 proc., co może nie stawia w najlepszym świetle naszej efektywności wydatkowania tych funduszy, ale za to teraz daje nam możliwość skorzystania z ogromnego zastrzyku środków. W najtrudniejszej sytuacji są obecnie producenci wołowiny i żywca wieprzowego, ale też sektor mleczarski. Do tego rynek kwiaciarski praktycznie się zatrzymał.

Dodatkowo 22 kwietnia KE zaproponowała dodatkowe i bardzo konkretne środki nadzwyczajne w celu dalszego wspierania rynków rolnych i spożywczych, uwzględniające dopłaty, ale też większą elastyczność w programach wsparcia rynku rolnego m.in. owoców, warzyw i pszczelarstwa, ale też odstąpi od swoich własnych reguł konkurencji, by lepiej wesprzeć sektory mleka, kwiatów i ziemniaków.

Bezpośrednie wsparcie dla państw

Komisja zaproponowała też przeznaczenie 3 mld euro z unijnego budżetu na bezpośrednie wsparcie systemów opieki zdrowotnej państw UE w walce z koronaawirusem. W konsultacji z rządami krajów członkowskich, aby kupić to, co naprawdę najbardziej jest potrzebne, będzie robić zakupy medyczne, wspomagać ich transport, pomoże też w transgranicznym transporcie pacjentów do szpitali, wesprze budowę mobilnych szpitali polowych.

Niemal 10 proc. tej kwoty posłuży utworzeniu w ramach mechanizmu rescEU unijnej rezerwy strategicznej sprzętu medycznego, który trafi tych krajów, które znajdą się w największych tarapatach.

Jak pomoc przechodzi nam czasem koło nosa

Rzeczywiście, te wszystkie pieniądze to nie są nowo zmobilizowane środki. Ale w przypadku UE sprawdza się powiedzenie o tym, że „tak krawiec kraje, jak mu materii staje”. A tę materię, czyli środki budżetowe, zapewniają państwa członkowskie poprzez swoje składki. UE ma więc tyle możliwości, ile dadzą jej unijne stolice, w tym Warszawa. Tu trzeba przyznać, że Polska od dawna zabiega o niewprowadzanie do budżetu cięć i opowiada się m.in.  za podniesieniem składek członkowskich.

Ale z pewnych rozwiązań można korzystać bez czekania na nowe decyzje Brukseli. Na przykład ze wspólnych przetargów na zakup sprzętu medycznego. Dzięki temu jest taniej i szybciej, a państwa członkowskie nie rywalizują ze sobą. Pod koniec marca w takim przetargu na sprzęt ochronny wzięło udział 25 państw członkowskich. Ale zabrakło wśród nich Polski, bo… za późno zdecydowała się dołączyć do tego unijnego mechanizmu. Warszawie udało się jednak dołączyć do drugiego przetargu – na respiratory.

Do wykorzystania był też Unijny Mechanizm Ochrony Ludności, który wielu państwom członkowskim pomógł sprowadzić swoich obywateli, którzy utknęli na świecie z powodu zamknięcia granic i odwołania lotów. Gdy lot odbywa się w ramach tego mechanizmu – w dużej mierze finansuje go Komisja Europejska. Ale, choć odbyło się już ponad 200 takich lotów, mechanizmu ochrony ludności nie aktywowała. Za awaryjne loty zapłacili polskiemu przewoźnikowi (PLL LOT) polscy obywatele.

Jeszcze więcej pieniędzy

To wszystko nie znaczy jednak, że UE nie zmobilizuje także nowych środków na walkę z pandemią oraz wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym. Unijny pakiet ratunkowy dla gospodarki opiewa na 540 mld euro. Większy stworzyły tylko Niemcy. To już nie żywa gotówka jak w przypadku niewydanych funduszy, ale przede wszystkim pożyczki. Z tych 540 mld euro, 300 trafi do wszystkich państw członkowskich w ramach inicjatywy SURE (100 mld euro) na gwarancje ocalenia miejsc pracy czy odroczenia płatności ZUS, oraz na gwarancje pożyczkowe oferowane przez Europejski Bank Inwestycyjny (200 mld euro) o ile oczywiście kraje będą chciały skorzystać.

Dzięki uzgodnionemu na czwartkowym teleszczycie (znów potrzebna była zgoda nie UE, a państw członkowskich!) Funduszowi Odbudowy Gospodarczej w nowym unijnym budżecie zaplanowane zostaną kolejne ogromne środki na walkę z koronakryzysem. „Rozmawiamy nie o miliardach, a o bilionach euro” – powiedziała przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Projekt Funduszu – ale też nowa propozycja unijnego budżetu na kolejne 7 lat – ma zostać przedstawiony 6 maja.

To mnóstwo pieniędzy. Są jednak bardzo potrzebne, dlatego KE chce nie tylko korzystać ze środków przekazywanych do budżetu przez państwa członkowskie. 300 mld euro miałoby zostać pożyczonych na rynkach finansowych – np. poprzez emisję obligacji. W sumie w ramach Funduszu Odbudowy Gospodarczej może chodzić nawet o 2 biliony euro.

Podsumowując…

… Polska nie dostała od UE eurocenta, ale odzyskała miliardy euro, żeby nie powiedzieć setki miliardów eurocentów, które by nam przepadły. A wszystko to na walkę z pandemią koronawirusa i z jej skutkami dla społeczeństwa, rolnictwa i gospodarki. Miliardy euro są teraz do wzięcia, ale musimy jeszcze skutecznie po nie sięgnąć.