Karolina Zbytniewska: Za oknem śnieg. Ale wobec uchodźców „ani kroku wstecz!”

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

polska-białoruś-granica-łukaszenka-unia-europejska-kaczynski-ziobro-bruksela-ursula-von-der-leyen-rosja-putin-irak-kuznica-syria-kurdowie-islam

09.11.2021 - Kuznica Kryzys humanitarny na granicy polsko - bialoruskiej / Fot. Irek Dorozanski / DWOT / (CC BY-NC-ND 2.0) [KPRM]

Rząd jest bezkompromisowy wobec słabych i bezbronnych: imigrantów zwabionych wizją bezpiecznego, godnego życia, którym odmawiane są podstawowe prawa człowieka. Uchodźcy są tylko amunicją w kilku wojenkach rozgrywanych przez – początkowo – Putina i Łukaszenkę, ale do wojenki ochoczo przyłączyła się Polska – pisze redaktor naczelna EURACTIV Polska Karolina Zbytniewska.

 

 

Spadł śnieg. Ten widok w pierwszej chwili wywołał u mnie głęboko zakodowaną w czasach dzieciństwa radość. Jednak niemal od razu weszła korekta. Na granicy polsko-białoruskiej też spadł śnieg, już parę dni temu. A tam imigranci, którzy nie patrzą na ten śnieg zza szyby.

Ludzie, których zwabiono na granicę cynicznym podstępem za cenę kilku tysięcy dolarów, ale też kosztem upokorzenia, tortur psychicznych, wyniszczania zdrowia i – zbyt często – śmierci.

Na początku pakiet był prosty: pieniądze za lepsze życie w zachodnim kraju Unii Europejskiej. Dla większości szybko okazało się, że to wielkie oszustwo. Uchodźcy są tylko amunicją w kilku wojenkach rozgrywanych przez – początkowo – Putina i Łukaszenkę, ale do wojenki ochoczo przyłączyła się Polska. Prawdziwi ludzie są tylko bezbronnymi ofiarami nieswoich gierek.

Łukaszence serce roście, gdy czyta te nagłówki o sobie, że „prezydent Białorusi” to czy tamto. „Czyli Zachód jednak uznał moje zwycięstwo!” – raduje się dyktator, siedząc z wódeczką w saunie. A w ogrodzie śnieg.

Dzwoni Angela Merkel… Ach, toż to najmilsze z pożegnań samej królowej Europy! Na pocieszenie zatroskanych krytyków telefonu odchodzącej niemieckiej kanclerz dodam, że jej telefon legitymizuje władzę Łukaszenki tylko w jego własnych oczach.

Bardzo skutecznie: uznał ostatnio, że jego poparcie wśród Białorusinów to obecnie 90 proc. – co przekazał moskiewskiemu korespondentowi BBC w Moskwie. Ale wraz z nim na pewno raduje się zarządzany przez Łukaszenkę kartel przemytników ludzi, którzy na polityczne zamówienie robią interes życia.

A w Polsce wojna zastępcza jest prowadzona dla kilku celów: przede wszystkim, tradycyjnie, chodzi o rozgrywki na prawicy – o to, kto będzie najbardziej radykalny i nieprzejednany. W myśl słów Ziobry, że „tylko słabi ulegają presji”.

Zatem jesteśmy silni i bezkompromisowi. Bezkompromisowo gwiżdżemy na wsparcie Unii Europejskiej, za to nasz premier szuka z unijnymi partnerami wsparcia z osobna. Bezkompromisowo z Mińskiem i Moskwą nie rozmawiamy wcale – dzięki czemu możemy krytykować innych przywódców (np. Merkel czy Macrona) za „dogadywanie się z Putinem i Łukaszenką ponad naszymi głowami”.

Tym samym ogrywamy jeden z ulubionych toposów politycznych rządu Zjednoczonej Prawicy, czyli „zdrada Zachodu”, podczas gdy przecież „nic o nas bez nas”. Rząd jest też bezkompromisowy wobec słabych i bezbronnych – czyli wspomnianych imigrantów zwabionych wizją bezpiecznego, godnego życia, którym odmawiane są tymczasem podstawowe prawa człowieka.

Niezmiennie bezkompromisowo rząd gra także wobec nas, dziennikarzy, a jednocześnie obywateli. Bo Konstytucja RP „zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”, zaś Prawo Prasowe głosi, że „nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki”.

Każdy obywatel ma także, zgodnie z Konstytucją, wolność pozyskiwania informacji. Co jednak w sytuacji, gdy tej informacji nie ma, bo dziennikarze pozbawieni są możliwości dostępu do granicy polsko-białoruskiej? Po przejęciu mediów publicznych przez rząd, po spacyfikowaniu Polsatu, po wykupieniu mediów regionalnych i lokalnych przez Orlen, w warunkach cenzury finansowej i szkalowania redakcji krytycznych wobec rządu, teraz – na granicy – mediom odbierany jest kolejny przyczółek ich wolności.

Niedawno trójka dziennikarzy wjechała na obszar stanu wyjątkowego – omyłkowo, bo nie został oznaczony. W efekcie spędzili dobę w celi, bez jedzenia czy środków czystości ani możliwości kontaktu z kimkolwiek.

Kolejnego dnia zostali doprowadzeni do sądu w kajdankach. Jedna z zatrzymanych, reporterka ARTE, powiedziała potem, że była wcześniej korespondentką w Iraku, Sudanie, Sudanie Południowym, Libii, Tunezji, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Mali – i że nigdy nie została tak potraktowana jak w Polsce.

Potem jeszcze – w zeszłym tygodniu – brutalnie zaatakowano trzech fotoreporterów. Traktowanie dziennikarzy jak przestępców ma na celu wywołanie efektu mrożącego – tak, by bali się rzetelnie wykonywać swoją pracę. Zaś nadmierną agresję zawsze można zwalić na konkretnego żołnierza czy policjanta.

Abraham Lincoln powiedział, że można oszukiwać część ludzi cały czas, wszystkich przez jakiś czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich cały czas. Otóż da się – jeśli nie będziemy mieli niezależnych, również finansowo, wolnych mediów, którym umożliwia się wykonywanie pracy.

Chciałam zakończyć mediami, ale nie mogę nie wspomnieć o ludziach, którzy pomagają imigrantom przy granicy – o aktywistach, medykach, prawnikach, tłumaczach i innych ludziach dobrej woli. Im też utrudnia się pracę.

W czwartek w nocy funkcjonariusze Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT), w mundurach i z karabinami, napadli na tłumacza Grupy Granica. Ludzie niosący pomoc są upokarzani i zastraszani. Pomaganie stało się przedmiotem kryminalizacji.

Ale nie chodzi tu ani o lęk o to, że coś wypłynie do wiadomości publicznej (przecież widzimy teflonowość władzy), ani nawet o to, że jeden uchodźca więcej zaaplikuje o pomoc międzynarodową. Chodzi tylko o to, by pokazać, że będzie tak jak mówi rząd. Ani kroku wstecz.