Josephine ma 40 lat, pochodzi z Kamerunu. We wtorek 17 lipca hiszpański statek NGO Open Arms wyłowił ją z morza 80 km od libijskiego brzegu. Trzymała się resztek łodzi, która dwa dni wcześniej wywróciła się i z której w nocy z poniedziałku na wtorek libijska straż graniczna zabrała ok. 160 osób.

Uczepioną kawałka drewna kobietę uratowali wolontariusze z hiszpańskiej organizacji Proactiva Open Arms.

– Z całego serca pragnąłem, żeby była żywa – opowiada 25-letni Javier Figuera, który pierwszy dotarł do Josephine. – Wzięła mnie za ramię i nie przestawała dotykać, cały czas kurczowo się mnie trzymała.

Josephine spędziła w wodzie dwie doby, ma oznaki hipotermii. Pierwsze słowa, jakie usłyszeli od niej ratownicy, brzmiały: – No Libia, no Libia!

Wolontariusze z Open Arms wyłowili także niedaleko zwłoki matki i około trzy-czteroletniego dziecka. Ich zdaniem funkcjonariusze libijskiej straży zostawili na morzu te trzy osoby, ponieważ odmówiły powrotu do Libii, a samą łódź zatopili.

„To przestępstwo odmowy udzielenia pomocy – powiadomił na Twitterze Oscar Camps, szef Open Arms. – Jak długo będziemy mieli do czynienia z zabójcami na usługach włoskiego rządu?”.

Nie ufamy Salviniemu

Open Arms już po raz kolejny zarzuca Libijczykom i włoskim władzom igranie z życiem ludzi.

W lutym 2017 r. Rzym zawarł z Trypolisem kontrowersyjną umowę o „walce z nielegalną imigracją”, oferując sprzęt i szkolenie libijskiej straży przybrzeżnej.

Dopiero jednak obecny rząd, w którym kluczową rolę odgrywa wicepremier i minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini, wygania statki NGO z Morza Śródziemnego i zamyka porty przed uchodźcami.

Kolejny niechlubny rok. Imigranci nadal toną w Morzu Śródziemnym

Po czarnej serii utonięć z ostatnich kilku dni liczba ofiar dramatycznej przeprawy do Europy czwarty rok z rzędu przekroczyła tysiąc – przestrzegają eksperci z ONZ i Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji.
 

To alarmujący wzrost liczby ofiar, wszystko dlatego, że przemytnicy wykorzystują coraz …

W odpowiedzi na krytykę ze strony Open Arms Salvini napisał na Twitterze: „Kłamstwa i insynuacje. Fake news. Idziemy do przodu z zamkniętymi portami i otwartymi sercami”.

O jedenastej wieczorem, a zatem kilkanaście godzin po uratowaniu Josephine przez Open Arms i wyłowieniu dwóch innych ciał, Salvini zmienił zdanie, zezwalając statkowi na zacumowanie w sycylijskim porcie Katania i zejście na ląd Kamerunki (ale jak twierdzi Open Arms, bez zgody na przyjęcie ciał matki i dziecka).

Jednak statek zdecydował się już obrać kurs na Hiszpanię, która zresztą – wbrew włoskiej propagandzie mówiącej wciąż o osamotnieniu w rozwiązywaniu problemu imigrantów – w tym roku przyjęła więcej rozbitków niż Włochy (17 tys. 800), bo ponad 18 tys.

– Nie ufamy Salviniemu – wyjaśnia Open Arms.

[Dopisek EURACTIV.pl:] Tymczasem Salvini, zgodnie z charakteryzującym jego Ligę zamiłowaniem do teorii spiskowych, zatweetował: „Pomimo dostępności portów na Sycylii, statek organizacji pozarządowej udaje się do Hiszpanii, z ranną kobietą i dwoma martwymi… To nie jest tak, że mają coś do ukrycia ???”.

Tortury, gwałty, głód

W 2017 r. włoscy lekarze zbadali na pokładach statków NGO ok. 10 tys. rozbitków, którzy zdołali opuścić libijskie więzienia i wypłynąć w stronę Włoch (to mniej więcej 30 proc. uratowanych przez statki NGO uciekinierów z Afryki). Ich oględziny i zeznania imigrantów nie pozostawiają złudzeń: w libijskich więzieniach byli poddawani najrozmaitszym torturom. Bito ich łańcuchami, gumowymi rurami, przypalano żelazem, poddawano elektrowstrząsom, polewano kwasem.

Tygodnik „L’Espresso” opisał kilka przypadków:

Mężczyzna lat 22. Był w libijskim więzieniu wielokrotnie bity gumową rurą w stopy, jest poważnie niedożywiony.

Mężczyzna lat 29. Polewano mu stopy wrzątkiem, prawe kolano opuchnięte i obolałe, liczne rany będące wynikiem upadków z dużej wysokości.

Mężczyzna lat 37. Był wieszany za ręce. Ślady licznych cięć i ostrych narzędzi na twarzy i w części piersiowo-lędźwiowej oraz przypaleń papierosem. Uszkodzenia w okolicach ust, łącznie z uszkodzeniem zębów.

Mężczyzna lat 35. Był wielokrotnie bity, podtapiany, traktowany elektrowstrząsami i substancjami chemicznymi, zakuwany w łańcuchy. Ma liczne blizny na głowie, szyi, klatce piersiowej i stopach oraz krwawe wybroczyny wokół kostek…

Zdaniem lekarzy niemal wszystkie uciekinierki z Afryki były gwałcone i wszyscy dawni libijscy więźniowie znajdują się w krytycznym stanie niedożywienia.

– Pamiętam siedmiu dorosłych Somalijczyków z poważnymi obrażeniami – mówi członkini jednej z organizacji humanitarnych. – Mieli tak zesztywniałe stawy nóg, że nie mogli ich wyprostować; to skutek pozostawania przez wiele miesięcy w pozycji płodowej, bo w libijskich więzieniach jest bardzo ciasno. Zauważyliśmy to, kiedy się kładli – ich nogi pozostawały zgięte w kolanach. Lekarz włoskiej marynarki, który czekał na nich na brzegu, nie mógł powstrzymać łez.

W kwietniu broniąca praw człowieka organizacja Human Rights Watch opublikowała raport, który mówi o istnieniu w Libii wielu band, również związanych z rządem, przetrzymujących nielegalnie tysiące ludzi, torturujących ich i okradających.

28-letni Khaled urodził się w zachodniej części Libii, kontrolowanej przez lokalne mafie zajmujące się przemytem ludzi do Europy. Jest pielęgniarzem, zajmuje się wyrzucanymi na brzeg ciałami imigrantów, od miesięcy nie dostaje pensji.

– Państwo nie płaci za naszą pracę, ale daje za darmo worki na zwłoki – opowiada Khaled. – Często znajdujemy ciała kobiet porzucone w krzakach, tam gdzie przemytnicy zbierają ludzi. Kobiety płacą najwyższą cenę.

– Urodziliśmy się w złym miejscu – mówi Khaled. – Codziennie zderzamy się z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Siedem lat po rewolucji jedyna perspektywa dla młodego Libijczyka, który chce opuścić kraj, to oddać się w ręce przemytników i ryzykować śmierć w morzu.

Libijskie porty nie są bezpieczne

Kilka dni temu minister Salvini zażądał, by Unia Europejska oficjalnie uznała libijskie porty za bezpieczne, czyli mające prawo przyjmować uchodźców, którzy opuścili brzeg tego kraju, a potem zostali wyłowieni z morza.

– Europa jest przesiąknięta hipokryzją – mówił Salvini. – Libijczykom daje się pieniądze, wyposaża w łodzie ratunkowe, szkoli ich straż przybrzeżną, ale jednocześnie uważa się, że tamtejsze porty nie są bezpieczne.

Komisja Europejska zareagowała natychmiast: – Żadna europejska operacja ani żaden europejski statek nie ma prawa wysadzać ludzi na brzeg w Libii – oświadczyła jej rzeczniczka Natasha Bertaud – ponieważ uważamy, że nie jest to bezpieczny port.

Zdaniem urzędników UE tylko Libia może wwozić do swoich portów rozbitków wyłowionych z morza. Okręty europejskie – nawet jeśli ratują ludzi na wodach należących do libijskiego obszaru SAR (search & rescue) – mogą ich wysadzać jedynie w portach europejskich, bo złamałyby prawo międzynarodowe zabraniające odsyłania ludzi do krajów, gdzie grożą im prześladowania.

W tym roku drogą morską dotarło do Europy prawie 51 tys. osób, a co najmniej 1443 utonęło w trakcie przeprawy, z czego zdecydowana większość (1,1 tys.) – w drodze do Włoch.

Uchodźcy w Europie – Krótki przewodnik po faktach

W 2015 r. 65 milionów ludzi na świecie pozostawiło swoje domy, by uciec przed konfliktem zbrojnym, prześladowaniami lub efektami katastrof naturalnych. To najwięcej od II Wojny Światowej. Kim są uchodźcy? Przed czym uciekają? Dokąd? Co robi w związku z tzw. kryzysem …