Kilka tysięcy migrantów z Hondurasu idzie w stronę USA. Wielki test dla polityki migracyjnej Joe Bidena

usa-honduras-meksyk-biden-trump-migracje-nielegalni-uchodzcy-inauguracja-ameryka-poludniowa

Granica amerykańsko-meksykańska, czyli cel podróży migrantów z Hondurasu, źródło: Flickr, fot. Ted Eytan (CC BY-SA 2.0)

Kolumna licząca – według różnych źródeł – od 7 do 9 tys. osób dotarła już do Gwatemali. Ich celem są USA, w których zmienia się właśnie prezydencka administracja. Hondurascy migranci liczą, że Waszyngton złagodzi politykę migracyjną.

 

Kolumna jest w drodze od ostatniego piątku (15 stycznia), a wyruszyła z miasta San Pedro Sula, nazywanego „przemysłowym sercem kraju” i położonego o 180 kilometrów na północ od stolicy Hondurasu – miasta Tegucigalpa.

Początkowo grupa nie była tak liczna, ale po drodze dołączały do niej kolejne osoby. Honduras to najbiedniejszy kraj Ameryki Środkowej, w którym oprócz biedy panują także wysoka przestępczość i bardzo duża korupcja.

Dlatego mieszkańcy Hondurasu bardzo często i tłumnie emigrują, bardzo wielu z nich mieszka w krajach ościennych – Gwatemali, Nikaragui czy Salwadorze, a także w pobliskim Meksyku. Ale kraje te są tylko nieco bogatsze i bezpieczniejsze od Hondurasu, więc część osób próbuje dostać się dalej na północ – do USA.

USA: Demonstracje wyborców Trumpa przed inauguracją Bidena / AKTUALIZACJA

Niewielkie grupy demonstrantów – część z nich uzbrojona – zebrały się w niedzielę w niektórych stolicach stanów. Funkcjonariusze organów ścigania znacznie przewyższali liczebnie protestujących.

Honduras – jedno z najniebezpieczniejszych państw świata

Ponieważ Honduras opanowany jest przez zorganizowane gangi, z którymi słaba władza państwowa i lokalna albo nie chce, albo nie potrafi sobie poradzić, migranci z tego kraju liczą, że Stany Zjednoczone przyjmą ich z powodów humanitarnych.

Honduras bowiem dorobił się już miana jednego z najniebezpieczniejszych krajów świata. Zaś wśród tych, w których nie toczy się wojna, uchodzi za najbardziej niebezpieczny i pełen przemocy, także wobec kobiet.

Część z osób w kolumnie uciekinierów z Hondurasu rzeczywiście opuszcza swój kraj z powodu obaw przed zemstą gangów, którym się nie podporządkowali. Inni uciekają przed wieloletnim bezrobociem, nędzą czy brakiem jakichkolwiek perspektyw na przyszłość.

Opieka zdrowotna czy system edukacji są w Hondurasie bardzo słabe. Ludzie poważnie chory praktycznie nie mają szans na skuteczne leczenie, o ile nie dysponują dużymi pieniędzmi. Młodzież ma też małe szanse na zdobycie wyższego wykształcenia.

Trump straszył uciekinierami z Hondurasu

Gdy w Waszyngtonie nastała administracja Donalda Trumpa, amerykańska polityka migracyjna uległa zaostrzeniu. Do USA było o wiele trudniej się dostać, a służby graniczne odprawiały uciekinierów z Hondurasu. Niewielu z nich udało się przekonać amerykańskie władze, że naprawdę opuściły swój kraj z powodów humanitarnych.

Co więcej, Trump uzasadniał zaostrzenie polityki migracyjnej – oprócz straszenia meksykańskimi emigrantami zarobkowymi – właśnie ciągnącymi ku USA w latach 2018-2019 kolumnami uciekinierów z Hondurasu.

Przekonywał, że wśród nich są członkowie narkotykowych gangów, którzy chcą udając uchodźców przeniknąć na amerykańskie terytorium, aby prowadzić tam przestępczą działalność.

USA porozumiały się też z Gwatemalą, aby jej służby zatrzymywały jak najwięcej mieszkańców Hondurasu krótko po tym jak opuścili oni swój kraj. Potem ten szlak migracyjny mocno ograniczyła pandemia COVID-19.

Teraz jednak gwatemalskie służby najpierw Honduran wpuściły, bo w grupie jest wiele kobiet i dzieci, ale potem poinformowały, że mogą ją zatrzymać już na granicy gwatemalsko-meksykańskiej, a nawet autobusami odwieźć  z powrotem do Hondurasu.

Kongres zakończył procedurę. Joe Biden prezydentem USA

Joe Biden 20 stycznia stanie się 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Mała szansa, że Honduranie dotrą do USA

Szef amerykańskiego Urzędu Ochrony Granicznej i Celnej Mark Morgan wydał apel do migrantów z Hondurasu, aby zawrócili i „nie tracili czasu, pieniędzy oraz nie narażali zdrowia próbując się przedostać do USA”. Przypomniał też, że amerykańsko-gwatemalska umowa migracyjna wciąż obowiązuje.

Co więcej, USA mają też umowę migracyjną z Meksykiem, którego służby zawracają Honduran z powrotem do Gwatemali. Południowa granicy meksykańska została wzmocniona aż 26 tys. dodatkowych funkcjonariuszami i żołnierzami.

Natomiast Trump wprowadził w ostatni piątek stan wyjątkowy na granicy amerykańsko-meksykańskiej. Po raz ostatni ogłaszał go w tym rejonie w lutym 2019 r. Meksyk zaś wysłał kolejne patrole wojskowe na swoją granicę z Gwatemalą.

Dlatego jest bardzo mało prawdopodobne, aby kolumnie uciekinierów z Hondurasu udało się przedostać do USA. Tym bardziej, że zdecydowana większość z nich nie ma zamiaru przekraczać granic nielegalnie. Chcą na amerykańskich posterunkach złożyć wnioski o status uchodźcy.

O ile bowiem za czasów Trumpa mieli nikłą szansę na ich pozytywne rozpatrzenie, o tyle zmiana w Białym Domu daje im jakieś nadzieje. W czasach prezydentury Baracka Obamy otrzymać azyl w USA było Honduranom o wiele łatwiej.

Nielegalna migracja do UE spadła w 2020 r. o 13 proc.

Zmniejszenie migracji do UE spowodowane jest głównie restrykcjami wprowadzonymi w związku z pandemią koronawirusa?

Test dla nowego prezydenta

Joe Biden w swojej kampanii wyborczej co prawda zapowiadał złagodzenie polityki migracyjnej i wnikliwsze przyglądanie się historiom potencjalnych azylantów, aby osobom które naprawdę potrzebują pomocy, udzielić schronienia.

Dlatego, gdyby jednak Honduranom udało się dotrzeć do granicy meksykańsko-amerykańskiej, byłby to bardzo poważny test dla rozpoczynającej urzędowanie w najbliższą środę (20 stycznia) administracji prezydenckiej Bidena.

Tyle, że sam prezydent-elekt studzi już nastroje kandydatów na azylantów. Już kilka tygodni temu oświadczył, że złagodzenie polityki migracyjnej i nadanie jej „bardziej humanitarnego wymiaru” nie nastąpi tuż po tym jak obejmie prezydenturę. Według niego zajmie to przynajmniej pół roku.