Turcja uczy Syrię, czyli uchodźcy w szkolnych ławkach

Ponad pół miliona młodych Syryjczyków pójdzie od września do tureckich szkół.

Ponad pół miliona młodych Syryjczyków pójdzie od września do tureckich szkół. [CEM GENCO/ANADOLU AGENCY/AFP/EAST NEWS / Anadolu Agency]

Ponad pół miliona małych Syryjczyków pójdzie od września do tureckich szkół. To nieco ponad 60 proc. dzieci, które z rodzicami opuściły pogrążoną od ponad siedmiu lat w wojnie domowej ojczyznę. Reszta musi pracować, by nie cierpieć głodu – pisze z Izmiru Marcelina Szumer-Brysz.

 

Izmirskie liceum imienia Necmettina Erbakana w dzielnicy Karabaglar. Przed beżowo-żółtym budynkiem, jak przed każdą szkołą w Turcji, powiewa flaga. W środku obowiązkowe popiersie Atatürka, a także bure kafelki, białe ściany i niebieskie drzwi do klas. Wysoki gmach wyraźnie kontrastuje z otaczającymi szkołę budynkami mieszkalnymi, tak jak nowoczesne boisko kontrastuje z okolicznymi zaśmieconymi skwerkami porośniętymi pożółkłą trawą. To nie jest najlepsza dzielnica Izmiru, ale szkoła ma coś, czego brakuje innym placówkom: klasę dla syryjskich uchodźców.

– Mam 15 uczniów, samych Syryjczyków – mówi Wafaa Jad, która od dwóch lat prowadzi tu zajęcia z filozofii.

Sama też jest uchodźczynią, w 2012 r. przybyła do Turcji z Damaszku. Najpierw mieszkała w Stambule, przez chwilę w Antalyi, aż trafiła do Izmiru. W ojczyźnie uzyskała licencjat z socjologii (dalsze studia przerwała wojna), w Turcji imała się różnych zajęć, ale dopiero gdy nauczyła się języka, zaczęła pracować w zawodzie. Najpierw w fundacji pomagającej uchodźcom, później w szkole.

Jeszcze nigdy nie było tak wielu uchodźców na świecie – raport UNHCR

W ciągu ostatniego roku liczba uchodźców wzrosła o 2,9 mln – informuje UNHCR. Oprócz Syrii odpowiadają za to głównie Birma i Sudan Południowy. Jutro Światowy Dzień Uchodźcy.
 

Na koniec roku było to 68,5 mln osób, które z powodu wojen i prześladowań …

– Dlatego wiem, jak ważna jest edukacja. Jeśli syryjskie dzieci mają coś osiągnąć, nieważne, czy zostaną w Turcji, czy wrócą do domu, muszą chodzić do szkoły – mówi Wafaa.

I chodzą. Jak wynika z danych departamentu migracji przy MSW, we wrześniu w ławkach szkół w całym kraju zasiądzie 610 tys. dzieci (374 tys. to uczniowie podstawówek, 138 tys. – gimnazjów, 62 tys. – liceów; 37 tys. to przedszkolaki). czyli aż 63 proc. małych uchodźców mieszkających w Turcji. Wzrost jest znaczny, bo, jak mówi agencji Anadolu Nazir Gül z ministerstwa edukacji, w minionych latach uczyło się ich nie więcej niż 20 proc.

Robimy jednak wszystko, by uchodźcy nie tracili prawa do edukacji; chcielibyśmy, żeby uczyły się wszystkie dzieci w wieku szkolnym – zapewnia urzędnik. I wymienia rządowe działania m.in. tymczasowe szkoły i centra edukacyjne dla uchodźców (w tym szkoły kontenerowe) plus klasy w zwykłych szkołach, lekcje tureckiego i stypendia dla uczniów…

Turecki rząd miałby jednak znacznie mniejsze możliwości, gdyby nie pomoc Unii Europejskiej i Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR). To dzięki ich programom prowadzone są intensywne kursy języka tureckiego, z których w minionym roku szkolnym skorzystało 222 tys. dzieci.

Chodzi o to, żeby poznały język gospodarzy na tyle, by zamiast w tymczasowych szkołach uczących po arabsku, uczyły się wraz z tureckimi rówieśnikami (to nowy pomysł ministerstwa edukacji realizowany wspólnie z UE). Unia płaci też za dowóz dzieci do szkół (tam, gdzie to potrzebne), zajęcia wyrównawcze, materiały szkolne oraz warsztaty, podczas których tureccy nauczyciele uczą się, jak pracować z cudzoziemcami doświadczonymi wojną.

Po turecku i po arabsku

– W naszej szkole mamy oddzielne klasy, wszyscy nauczyciele są arabskojęzyczni. Większość to zresztą uchodźcy – mówi Wafaa. – Dzieci szybko łapią język, ich rodzice już nie. Fakt, że nauczyciel mówi po arabsku, budzi ich zaufanie.

Dzięki temu chętniej posyłają dzieci do szkoły. Syryjscy nauczyciele są też bardziej wyrozumiali i dostrzegają problemy swoich podopiecznych. Ale w ramach programu „Promocja Integracji Syryjskich Dzieci w Tureckim Systemie Edukacji” finansowanego przez UE i ministerstwo edukacji powstają już pierwsze klasy integracyjne, z dziećmi syryjskimi i tureckimi.

Spośród 1638 uczniów szkoły podstawowej Sehit Karayilan we wschodniej prowincji Gaziantep 625 to Syryjczycy. – Gdy dołączyli do nas dodatkowi uczniowie, klasy rozrosły się z 25 do 45-osobowych. Na szczęście niewielu rodziców zgłaszało obiekcje. Dzieci też szybko odnalazły się tej w sytuacji – mówił dziennikowi „Hurriyet” zastępca dyrektora Ali Riza Gündemir.

Mogherini: Syria to nie geopolityczna szachownica

Syria to nie geopolityczna szachownica, Syryjczycy sami powinni decydować o przyszłości swego kraju – powiedziała szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Wtorek był pierwszym dniem rozmów przedstawicieli UE i ONZ z reprezentantami różnych opcji politycznych w Syrii i syryjskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Według niego dzieci mogą uczyć się razem dzięki 15 dodatkowym godzinom tureckiego tygodniowo dla małych uchodźców.

– Choć z rówieśnikami mówią po turecku, to w domu, z rodzicami, po arabsku, więc nauka trwa dłużej. Ale dają sobie radę, mimo iż często narzekają, że jest trudno – mówiła dziennikarzom Busra Erkan, nauczycielka języka.

Cengiz Mete, szef wydziału edukacji prowincji, jest dumny z takiego modelu nauczania, ale wymienia też trudności: – Przede wszystkim potrzebujemy kilku tysięcy nowych miejsc w szkołach, bo populacja Syryjczyków w Gaziantep wciąż się rozrasta. Zatrudniliśmy już 720 nowych nauczycieli oraz 61 psychologów i doradców, by wspierali dzieci obarczone wojenną traumą.

Dziecięca Orkiestra Pokoju

Pomoc dla małych Syryjczyków to nie tylko szkoły. W Sanliurfie kilka miesięcy temu powstało centrum edukacyjno-terapeutyczne dla dzieci z zespołem Downa. Ma 40 podopiecznych.

– Są bardzo podekscytowani faktem, że będą się uczyć, mają olbrzymią motywację – mówi agencji Anadolu jeden z terapeutów Helin Isbusad. I zapewnia, że dzieci będą tam pod okiem specjalistów rozwijać swoje talenty i umiejętności.

Tak jak mali Syryjczycy w Izmirze. Od dwóch lat działa w tym mieście Dziecięca Orkiestra Pokoju, w której grają. Założyła ją Selmin Oney Gunoz, śpiewaczka operowa. Zaczęła od udzielania darmowych lekcji, z czasem powstała prawdziwa orkiestra – prywatne przedsięwzięcie Gunoz i jej przyjaciół muzyków oraz członków charytatywnego klubu Rotarian w Izmirze.

Migranci ze statku "Aquarius" trafią do pięciu państw członkowskich UE

Francja, Niemcy, Hiszpania, Portugalia i Luksemburg zgodziły się przyjąć znajdujących się na pokładzie należącego do organizacji pozarządowych statku „Aquarius” 141 migrantów z Afryki. Zostali oni w ostatni piątek (10 sierpnia) wyłowieni z Morza Śródziemnego w dwóch akcjach ratunkowych. Ich przyjęcia …

– To wśród nich prowadziłam zbiórkę pieniędzy na zakup instrumentów – opowiada Gunoz, która do pracy (również charytatywnej) zaangażowała m.in. pierwszego skrzypka izmirskiej filharmonii.

Zespół działa dzięki darczyńcom, od miasta dostał jednak miejsce na próby. Ponieważ wielu małych muzyków często głodowało, rotarianie fundują im posiłki.

– Rodzice nie mogli uwierzyć, że ktoś chce za darmo uczyć ich dzieci i jeszcze wypożyczyć instrumenty do domu – mówi Gunoz, która prowadzi też prywatną (drogą!) szkołę gry na instrumentach. – Przekonywaliśmy ich na spotkaniach, dziś zasiadają w pierwszych rzędach na naszych koncertach.

Do pracy zamiast do szkoły

Ale 40 proc. spośród ponad 900 tys. syryjskich dzieci w wieku szkolnym na lekcje wraz z pierwszym dzwonkiem nie pójdzie. Nie korzystają też z innych programów ani z zajęć w domach kultury.

– Wiele z nich nie chodzi do szkoły, choć bardzo by chciały. Muszą pracować. Nielegalnie idą do fabryk, bo właścicielom opłaca się zatrudnić dziecko za śmieszną stawkę. Inne sprzedają na ulicy chusteczki albo wodę, zbierają złom i śmieci, które da się sprzedać – mówi Waff. – Czasem media obiega informacja o przedsiębiorcy wykorzystującym małych Syryjczyków, ale niewiele z tego wynika.

Przypomina mi się fotografia z siedziby Fundacji Pomocy Syryjskim Uchodźcom w Izmirze: dwóch chłopców z koszem ciastek i cukierków na sprzedaż, koślawy, odręczny napis po turecku nabazgrany dziecięcą ręką głosi: „Och, droga szkoło! Gdybyśmy mogli do ciebie wrócić!”.

 

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa medialnego EURACTIV.pl z Gazetą Wyborczą.