Paul Rusesabagina: Dlaczego Rwanda sądzi bohatera czasów ludobójstwa?

Rwanda, Belgia, Kagame, Rusesabagina, Afryka, Hutu, Tutsi, Hotel Rwanda, ludobójstwo, terroryzm, Burundi

Paul Rusesabagina (na zdj. z 2014 r.) 27 lat temu uratował od śmierci setki Tutsich i Hutu. Dzisiaj Rusesabagina jest obywatelem Belgii, a rząd w Kigali oskarża go o terroryzm. / Foto via flickr (CC BY-ND 2.0) [Gerald R. Ford School of Public Policy University of Michigan]

Paul Rusesabagina jest rwandyjskim bohaterem. W 1994 r. ocalił od plemiennej rzezi ponad 1 tys. osób. Jego historia zainspirowała twórców w Hollywood do nakręcenia głośnego filmu „Hotel Rwanda”. Jednak teraz Rusesabagina jest w swoim kraju sądzony za terroryzm. Jego losy pokazują jak skomplikowana jest historia państw Afryki, gdzie trudna przeszłość oraz kolonialne dziedzictwo nadal wpływają na współczesność.

 

 

Kwiecień to w Rwandzie czas pamięci. W tym miesiącu w 1994 r. rozpoczęło się ludobójstwo, które pochłonęło kilkaset tysięcy ofiar. Przeszłość powraca nie tylko podczas rocznicowych uroczystości, lecz również na sali sądowej, gdzie ruszył proces jednej z ikon wydarzeń sprzed lat.

Sprawa zatacza międzynarodowe kręgi, a szczególnie bacznie przygląda jej się Belgia. Sądzony jest bowiem jej obywatel chociaż Paul Rusesabagina to rdzenny Rwandyjczyk i bohater tego kraju. Bruksela ze względu na kolonialną i postkolonialną przeszłość nie występuje otwarcie w jego obronie.

Francja odtajnia archiwa ws. ludobójstwa w Rwandzie. Historycy mówią o częściowej odpowiedzialności Paryża za masakrę Tutsi

Francuski prezydent Emmanuel Macron, który opowiadał się za ujawnieniem archiwów, nazwał raport francuskich historyków „ważnym krokiem naprzód”.

Paul Rusesabagina: Bohater, który zainspirował Hollywood

6 kwietnia 1994 r. zestrzelono samolot z prezydentem Rwandy na pokładzie. Zamach dał początek masowym rzeziom na tle etnicznym. 10 marca 2021 do rwandyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wezwano belgijskiego ambasadora. Co łączy te dwa wydarzenia? Osoba Paula Rusesabaginy, który 27 lat temu uratował od śmierci setki Tutsich i Hutu. Dzisiaj Rusesabagina jest obywatelem Belgii, a rząd w Kigali oskarża go o terroryzm.

Na początku lat 90. XX w. Paul Rusesabagina, mający za sobą staże w branży hotelarskiej m.in. w Brukseli, pełnił funkcję zastępcy dyrektora hotelu Diplomates w stolicy Rwandy. Wchodził on w skład tej samej grupy, co należący do nieistniejących już belgijskich linii lotniczych Sabena hotel Mille Collines („Tysiąc Wzgórz”, przydomek całej Rwandy).

To właśnie w Mille Collines w pierwszych dniach masakr menadżer Rusesabagina zorganizował, a następnie przez dwa i pół miesiąca utrzymał, schronienie dla łącznie 1268 prześladowanych. Międzynarodowy status bohatera zapewnił mu film „Hotel Rwanda” z 2004 r.

Hollywoodzka produkcja rządzi się swoimi prawami i do dziś trwają dyskusje na ile „Hotel Rwanda” dokumentuje wydarzenia, a ile w nim licentia poetica. Jeden z naocznych świadków tragicznych wydarzeń, polski major sił pokojowych ONZ Stefan Steć premierę filmu przypłacił ciężką chorobą i ostatecznie śmiercią w wyniku zespołu stresu pourazowego.

Paul Rusesabagina założył natomiast fundację, jeździł po świecie, wykładał, kolekcjonował honorowe tytuły oraz nagrody, w tym Prezydencki Medal Wolności, najwyższe amerykańskie odznaczenie cywilne.

Wraz z wzrostem popularności i coraz głośniejszą krytyką sytuacji politycznej w Rwandzie Rusesabagina popadł jednak w niełaskę prezydenta kraju. Paul Kagame to weteran wojny domowej, z której jego Rwandyjski Front Patriotyczny (RPF) wyszedł zwycięsko. Od czerwca 1994 r. de facto rządzi państwem, najpierw jako wiceprezydent i minister obrony, a od ponad dwudziestu lat na stanowisku prezydenta.

Rusesabagina oskarża Kagame o zastraszanie oraz morderstwa przeciwników politycznych. Już w 1996 r. w poczuciu zagrożenia wyemigrował on wraz z rodziną do Belgii, gdzie otrzymał azyl oraz obywatelstwo. Po serii włamań do ich domu w Brukseli – o które podejrzewa wysłanników rwandyjskich władz – przeprowadził się do Teksasu. Stamtąd od 2017 r. kieruje Rwandyjskim Ruchem Zmiany Demokratycznej (MRCD), opozycyjną partią emigracyjną.

Od 2018 r. zbrojne ramię MRCD, Front Wyzwolenia Narodowego (FLN), dokonuje krwawych zamachów na południowym zachodzie Rwandy. Rusesabagina z jednej strony podkreśla rolę dyplomacji i poszukiwania pokojowych rozwiązań, z drugiej otwarcie udzielił poparcia FLN, gdy jego zdaniem wszystkie polityczne środki zawiodły. Dzisiaj zasiada na ławie oskarżonych razem z 20 członkami FLN pod zarzutem terroryzmu. Grozi mu 25 lat więzienia.

Przeszłość w przebudowie. Jefferson, Kolumb, Rhodes, Waszyngton i inni spadają z cokołów

Protestujący twierdzą, że należy zdekolonizować przestrzeń publiczną z postaci symbolizujących kolonializm, rasizm oraz wielowiekowy ucisk i opresję białych.

Jak udało się doprowadzić emigranta Rusesabaginę przed sąd w Kigali?

Nie wystosowano za nim międzynarodowego nakazu aresztowania, więc rząd Kagame uciekł się do podstępu i porwania. Wylatując w sierpniu zeszłego roku z Dubaju Rusesabagina był przekonany, że wysiądzie w sąsiadującym z Rwandą Burundi, gdzie został zaproszony przez zaprzyjaźnionego duchownego. Prywatny odrzutowiec wylądował jednak w stolicy Rwandy, gdzie Paula Rusesabaginę natychmiast zakuto w kajdanki.

Od tego czasu rodzina aresztowanego oraz organizacje praw człowieka prowadzą kampanię przeciw bezprawnej ekstradycji. W lutym br. Parlament Europejski przyjął rezolucję potępiającą zatrzymanie Paula Rusesabaginy i w tym samym dokumencie opisał współczesną Rwandę jako „kraj, w którym nie ma wolności”.

Społeczność międzynarodowa zwraca coraz większą uwagę na ciemne strony reżimu Kagame. Przez lata Rwanda określana była mianem „pupila darczyńców”, a trapiony wyrzutami sumienia po dramacie 1994 r. Zachód chciał postrzegać nowe władze przede wszystkim jako te, które zatamowały morderczą przemoc.

Kryterium demokratyzacji państwa schodziło przy tym na dalszy plan. Szczególnie, że rządzącemu żelazną ręką Kagame faktycznie udało się podnieść Rwandę z ruin i zbudować reputację skutecznego i nieskorumpowanego przywódcy. Przywódcy, który w wyborach 2017 r. uzyskał… 99 proc. głosów, a dwa lata wcześniej poprzez referendum zagwarantował sobie wielokrotne przedłużanie kadencji.

Jednocześnie w kraju mnożą się przypadki uwięzienia dziennikarzy i przedstawicieli partii opozycyjnych, a także dochodzi do niewyjaśnionych morderstw dysydentów. W minionym roku głośna była sprawa muzyka Kizito Mihigo, którego ciało znaleziono w policyjnej celi w Kigali trzy dni po aresztowaniu. Kilka lat wcześniej Mihigo opublikował utwór wzywający do upamiętniania nie tylko ludu Tutsi, czyli głównych ofiar ludobójstwa, lecz również poległych w wojnie domowej Hutu.

Prześladowania mniejszości Tutsi są mitem założycielskim Rwandy pod rządami Kagame, dlatego próby przedstawienia bardziej złożonej historii wypadków sprzed lat spotykają się z nękaniem ze strony władzy i oskarżeniami o negacjonizm.

Wśród 800 tys. ofiar ludobójstwa (szacunki ONZ) byli w przeważającej mierze Tutsi. Ale z rąk bojówek Hutu ginęli również i Hutu, którzy nie godzili się z przemocą na tle etnicznym. Ponadto podczas kampanii wyzwoleńczej prowadzonej przez RPF Kagame zginęły tysiące cywilów Hutu. O tym władze milczą i wymuszają milczenie innych. BBC po wyemitowaniu w 2014 r. na ten temat dokumentu pt. „Rwanda: The Untold Story”, straciła w Kigali licencję dla lokalnej stacji radiowej.

Po objęciu władzy w 1994 r. Kagame zniósł identyfikację etniczną i kategorie „Hutu” oraz „Tutsi” zniknęły z dowodów osobistych Rwandyjczyków (co było pozostałością po kolonialnych przepisach wprowadzonych w latach 30. XX w. przez Belgię). Nie zakończyło to jednak krwawych starć, które przy aktywnym udziale Kigali przeniosły się do wielkiego sąsiada – Demokratycznej Republiki Konga.

W połowie lat 90. XX w. Zair (dziś DR Konga) dał schronienie blisko dwóm milionom uchodźców Hutu, w tym zaangażowanym w ludobójstwo bojówkom, lecz przede wszystkim cywilom. Od tego czasu wschodnie prowincje DR Konga pozostają terenem niekończących się brutalnych zbrojnych konfrontacji. Podczas wojny lat 1996-97 oddziałami powstańczymi, które obaliły zairski reżim Mobutu Sese Seko, dowodzili Rwandyjczycy z RPF. Raport ONZ donosił o masowych grobach i dziesiątkach tysięcy ofiar w obozach dla uchodźców Hutu.

Od tego czasu napięcie między DR Konga a Rwandą eskalowało i doprowadziło do największej wojny w dziejach współczesnej Afryki. Zaangażowało się w nią osiem państw i niezliczona ilość ugrupowań partyzanckich, walczących o wysoką stawkę – kongijskie bogactwa naturalne: diamenty, złoto, kobalt i koltan.

Wojna oficjalnie zakończyła się w 2003 r., lecz do wschodniego Kongo, a zwłaszcza do graniczącej z Rwandą prowincji Kiwu Północne spokój nie powrócił do dziś. Od początku 2021 r. zginęło na tym obszarze kilkaset osób, tym razem z rąk islamistycznej partyzantki ADF.

Columbus Day 2020: Meksyk domaga się od papieża przeprosin za czasy kolonizacji

Prezydent Meksyku domaga się od papieża Franciszka przeprosin za udział historyczny udział Kościoła Katolickiego w kolonizacji.

Belgijska Srebrenica

Najnowszej historii Rwandy nie da się opowiedzieć z pominięciem wątków belgijskich. W 1919 r. Królestwo Belgii przejęło od Niemiec mandat Ligi Narodów na obszarze „Ruanda-Urundi”. Nowy kolonizator posługiwał się sprawdzoną zasadą „dziel i rządź” i ochoczo wdrażał założenia popularnego w tym czasie rasizmu naukowego.

Władze przy asyście Kościoła ugruntowały mit o nadrzędności i elitarności Tutsi, którzy przez kolejnych kilkadziesiąt lat mieli panować nad Hutu. Pod koniec lat 50. napięcia etniczne doprowadziły do rewolucji, a w konsekwencji do śmierci i wygnania dziesiątek tysięcy Tutsi. Jednym z uchodźców był dwuletni Paul Kagame, który później wielokrotnie ganił Belgię za bierność w obliczu prześladowań części obywateli.

Niedawne odtajnienie francuskich archiwów jednoznacznie wskazuje na negatywną rolę Francji w wydarzeniach, które doprowadziły do ludobójstwa w 1994 r. Zarzutom o pozostawienie byłej kolonii na pastwę losu nie może zaprzeczyć również Belgia. Stacjonujące wówczas w Rwandzie siły ONZ (UNAMIR) opierały się na 400 żołnierzach belgijskich, zdecydowanie najlepiej uzbrojonych z całej międzynarodowej misji.

Gdy samolot prezydenta Rwandy spadł 6 kwietnia 1994 r., jedna z krążących plotek przypisywała Belgom odpowiedzialność za zamach. Następnego dnia bojówki Hutu zamordowały dziesięciu belgijskich wojskowych. Obecnie 7 kwietnia to w Belgii dzień pamięci o poległych na misjach pokojowych i flagi państwowe są wtedy opuszczane do połowy masztu.

27 lat temu w Brukseli rosła presja na wycofanie kontyngentu z Rwandy, a wiadomość o tragicznej śmierci rodaków spychała doniesienia o rozpoczętym ludobójstwie na dalszy plan. Po kilku dniach ewakuacja Belgów stała się faktem. W jej rezultacie dochodziło do takich wydarzeń, jak masakra w technikum École Technique Officielle. Gdy strzegąca jej jednostka belgijska opuściła posterunek, zginęło tam 2 tys. osób.

W 2000 r. ówczesny premier Guy Verhofstadt podczas wizyty w Rwandzie przeprosił i przyznał, że „zaniedbania, zawahania, niekompetencję i błędy” Belgii stworzyły warunki dla tragedii. Dwa lata temu w podobnym tonie wypowiedział się kolejny z belgijskich premierów a dziś szef Rady Europejskiej Charles Michel, mówiąc o „częściowej odpowiedzialności” swojego kraju za ludobójstwo.

Z perspektywy czasu Kigali 1994 r. można porównać ze Srebrenicą 1995 r., kiedy to holenderskie błękitne hełmy nie były w stanie powstrzymać masakry bośniackich muzułmanów.

Belgia: Król przeprasza Kongo za okres kolonialny. Nie wspomina Leopolda II

Belgijski król Filip I Koburg wyraził głęboki żal z powodu przemocy jakiej Belgowie dopuścili się w Kongo w czasach kolonialnych. Napisał to w liście do kongijskiego prezydenta z okazji 60. rocznicy niepodległości Demokratycznej Republiki Konga.

Bruksela w szachu historii

Oficjalne stosunki między Brukselą a Kigali obarcza ciężka hipoteka. Jakakolwiek krytyka wymierzona w autorytarne praktyki Paula Kagame spotyka się z reakcją obwiniającą eks-kolonizatora o co najmniej współudział w historycznych nieszczęściach Rwandy. Równocześnie obiektem szykan reżimu są jego krytycy wśród rwandyjskiej diaspory a także niepokorni belgijscy dziennikarze. Były minister sprawiedliwości Koen Geens potwierdził w 2019 r., że na terytorium Belgii rwandyjski wywiad działa wyjątkowo prężnie.

W tej atmosferze jeszcze dwa lata temu belgijska prokuratura na wniosek służb rwandyjskich dokonała przeszukania w podbrukselskim mieszkaniu Paula Rusesabaginy. W minionym miesiącu belgijski ambasador w Kigali musiał zaś wysłuchać reprymendy, według której dalsze zaangażowanie Brukseli po stronie bohatera „Hotelu Rwanda” nie pozostanie bez konsekwencji dla dwustronnych relacji.

Szacuje się, że proces Rusesabaginy (który nota bene można śledzić na YouTube) będzie trwał miesiącami. Jako obywatel Belgii oskarżony otrzymuje wsparcie konsularne, ale zdaniem wielu nie gwarantuje to ani bezpieczeństwa w areszcie, ani tym bardziej uczciwej rozprawy. Pojawiają się wnioski o jego repatriację do Europy i wywarcie politycznej presji na Kigali. Ich realizacja wymagałaby niebywałej dyplomatycznej akrobatyki.

W przyszłym roku Rwanda będzie świętować 60-lecie niepodległości. Paul Rusesabagina, syn rolnika Hutu i rolniczki Tutsi, przez lata zawodowo związany z Belgią, mógłby być jednym z symboli poturbowanego przez historię kraju.

Wszystko wskazuje jednak na to, że jubileusz przebiegnie w cieniu niezasypanych podziałów, pogłębionych przez historyczne uproszczenia i wynikające z nich tragiczne w skutkach polityczne decyzje Zachodu.