Niemcy chcą pomóc dzieciom niemieckich bojowników Państwa Islamskiego

Irackie dzieci z terenów wyzwolonych spod władania Państwa Islamskiego, źródło Flickr

Irackie dzieci z terenów wyzwolonych spod władania Państwa Islamskiego, źródło Flickr

Jak ustalił dziennik „Süddeutsche Zeitung”, niemiecki rząd chce ściągnąć do kraju kilkoro dzieci, które trafiły wraz z pojmanymi bojownikami Państwa Islamskiego lub ich żonami do irackich więzień. Przynajmniej jedno z rodziców każdego z nich ma niemieckie obywatelstwo.

 

Niemiecki MSZ wystąpił już do władz Iraku o wydanie dla przynajmniej szóstki dzieci zezwoleń na wyjazd. Znajdują się one obecnie wraz ze swoimi matkami w irackich aresztach. Przebywają tam w bardzo ciężkich warunkach. Pojmane podczas wyzwalania Mosulu lub okolicznych miejscowości żony bojowników Państwa Islamskiego przetrzymywane są zwykle stale w kilkudziesięcioosobowych celach.

Niemki w irackich więzieniach

Sprawa rozpoczęła się od wyjazdu śledczych z Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) do Iraku. W sierpniu przesłuchiwali oni cztery pochodzące z Niemiec kobiety, które pojmano po upadku Mosulu. Jedna z nich stawiła się na przesłuchanie z niespełna rocznym dzieckiem, które podczas rozmowy miało raczkować między nogami niemieckich urzędników. Matka dziecka, 21-letnia Nadija K., studiowała kiedyś literaturoznawstwo na jednej z uczelni w Badenii-Wirtembergii. Potem uciekła z Niemiec do Iraku, aby przyłączyć się dżihadystów.

Niemieccy wysłannicy ustalili, że razem z pojmanymi przez irackie wojsko Niemkami przebywa w aresztach jeszcze kilkoro innych dzieci. Część z nich zostało wywiezionych z Niemiec, inne, jak dziecko Nadiji K. urodziły się już na terenach kontrolowanych przez Państwo Islamskie. Czasem na Bliski Wschód uciekały z Niemiec całe rodziny lub pary. Dochodziło jednak i do takich przypadków, gdy kobiety docierały z Niemiec do Iraku lub Syrii same. Najczęściej były bardzo młode. Na miejscu przydzielano im zwykle „męża z urzędu”, którym stawał się jeden z bojowników Państwa Islamskiego. W Mosulu pojmano np. zaledwie 15-letnią obywatelkę Niemiec Lindę Wenzel. Na tereny kontrolowane przez Państwo Islamskie trafiały także kobiety z Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii czy Austrii.

Testy DNA konieczne

W sumie na tereny kontrolowane w Syrii i Iraku przez islamskich terrorystów przedostać się miało 940 mieszkańców Niemiec. Prawie 2/3 z nich miało niemieckie obywatelstwo. Ich dzieciom, nawet jeśli urodziły się już na Bliskim Wschodzie, także przysługuje niemiecki paszport. Takich dzieci może być sporo. Wiadomo już, że w więzieniu w mieście Irbil w irackim Kurdystanie przebywa Niemka, która jest obecnie w ciąży. Niemiecki rząd chce ściągnąć dzieci do kraju z powodów humanitarnych. Ochronę niemieckich obywateli zagranicą nakazuje także prawo. Dzieci, często nieświadome wydarzeń, nie są objętem żadnym irackim śledztwem i nie ciążą na nich żadne zarzuty. O zabranie ich do Niemiec prosiły przebywające w więzieniu matki. W Europie mieszkają krewni aresztowanych kobiet.

Irackie władze jeszcze nie odpowiedziały na niemiecki wniosek o zgodę na zabranie dzieci. Sprawa może bowiem być potem wykorzystywana jako precedens. Na terenach kontrolowanych przez Państwo Islamskie rodziło się wiele dzieci. Dla islamskich radykałów płodzenie dużej liczby potomstwa to obowiązek, a stosowanie środków antykoncepcyjnych jest surowo zabronione. Nie ma też do końca pewności, czy urodzone już w Iraku dzieci rzeczywiście są potomkami niemieckich obywateli. Państwo Islamskie wydawało czasem własne akty urodzenia, ale nie są to międzynarodowo uznawane dokumenty. Dlatego niezbędne może być przeprowadzenie testów DNA.

Wywiad chce sprawdzić dzieci

Niemiecki wywiad zwraca także uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Już naprawdę małe dzieci były często odbierane matkom i poddawane radykalnej indoktrynacji i wojskowemu szkoleniu. Podobne raporty przedstawiał także wywiad francuski. Opisano np. przypadek zaledwie czteroletniego chłopca urodzonego przez obywatelkę Wielkiej Brytanii, którego zmuszono, aby nacisnął guzik i tym samym uruchomił ładunek wybuchowy podłożony w samochodzie, w którym zamknięto troje jeńców Państwa Islamskiego. „Musimy uważać, aby nie stworzyć sobie w Niemczech kolejnego pokolenia dżihadystów” – mówił cytowany przez „Süddeutsche Zeitung” szef Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maassen.

Nie ujawniono jeszcze w jakim wieku są dzieci, które rząd w Berlinie chce sprowadzić do kraju. Wiadomo tylko, że są małe.