Migracja do Unii Europejskiej znów rośnie

Uchodźcy i Migranci ratowani na Morzu Śródziemnym przez aktywistów organizacji Sea Watch, źródło: Flickr, fot. Tim Lüddemann (CC BY-NC-SA 2.0)

Uchodźcy i Migranci ratowani na Morzu Śródziemnym przez aktywistów organizacji Sea Watch, źródło: Flickr, fot. Tim Lüddemann (CC BY-NC-SA 2.0)

Po tym, jak w kwietniu liczba prób nielegalnego przekroczenia zewnętrznej granicy Unii Europejskiej była rekordowo niska, w maju rekordowo wzrosła. Ale w sumie, to po prostu wróciła do normy.

 

Koronawirus wpłynął na wiele obszarów rzeczywistości w UE. Jak się okazało, także na nielegalną migrację. W kwietniu bowiem liczba prób niezgodnego z prawem przekroczenia zewnętrznej unijnej granicy spadła w porównaniu z marcem aż o 85 proc.

W owym miesiącu zanotowano bowiem tylko 900 takich przypadków. To najmniej w ujęciu miesięcznym od 2009 r., czyli od czasu, gdy Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) zaczęła zbierać takie dane od państw członkowskich.

Teraz jednak nielegalna migracja w ujęciu miesiąc do miesiąca wzrosła w również rekordowym tempie. W maju odnotowano bowiem ponad 4,3 tys. prób nielegalnego przekroczenia zewnętrznej granicy UE. Dane o tym Frontex przekazał niemieckiemu dziennikowi „Westdeutsche Allgemeine Zeitung” wydawanemu w Essen.

Wygląda więc na to, że epidemia koronawirusa w Europie tylko na krótko powstrzymała mieszkańców Azji czy Afryki przed próbami nielegalnego przedostania się na Stary Kontynent.

W szerszym ujęciu bowiem poziom migracji w bieżącym roku niewiele się różni od tego z roku ubiegłego. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2020 r. odnotowano prawie 31,6 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy zewnętrznej. To tylko o 6 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Opóźnienia w statystykach

Ale może być jeszcze jedno wyjaśnienie tak dużej różnicy w liczbie prób nielegalnego przekroczenia zewnętrznych granic UE między kwietniem a majem tego roku. I także ma ono związek z pandemią koronawirusa.

Otóż część państw członkowskich swoje kwietniowe dane ze służb granicznych przekazało do Frontexu… z opóźnieniem, a Cypr nie przekazał ich w ogóle. Te dane uwzględniono dopiero w majowym zestawieniu.

Ale opóźnienia dotyczyły tylko danych z ostatnich kilku kwietniowych dni. Ich ponowne doliczenie do statystyk właściwego miesiąca zmniejsza dysproporcję między kwietniem a majem, ale dalej pozostaje wyraźna różnica w natężeniu nielegalnej migracji, która nie miała precedensu w ostatnich 11 latach.

Jak obecnie wygląda ruch migracyjny do UE?

Wciąż zdecydowanie najwięcej osób przedostaje się do Unii Europejskiej nielegalnie przez granicę turecko-grecką, ale w od stycznia do maja bieżącego roku było to jednak o 28 proc. mniej ludzi niż w ubiegłym roku. O ile w latach ubiegłych tą drogą w największej liczbie podróżowali Syryjczycy, o tyle teraz są to gównie Afgańczycy.

Spadła także, i to o aż 53 proc., liczba osób próbujących z Maroko przedostać się do Hiszpanii, zarówno do Hiszpanii kontynentalnej, jak i do dwóch hiszpańskich enklaw na marokańskim terytorium, czyli Ceuty i Melilli.

Wzrosła natomiast, i to ponad trzykrotnie (331 proc.), liczba osób, które drogą morską próbują się przedostać z Libii lub Tunezji do Włoch. O połowę wzrósł też ruch na tzw. szlaku bałkańskim, który wiedzie z nienależących do UE państw byłej Jugosławii do Austrii i Niemiec.

To jednak nie są w większości nowe osoby, które przybyły do Europy z Afryki Północnej bądź Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej w ostatnich miesiącach, ale ludzie, który przybyli tam we wcześniejszych latach, ale z różnych przyczyn – braku pieniędzy lub wzmocnienia ochrony unijnych granic – postanowili pozostać w pół drogi.

Znów ruch na „szlaku bałkańskim”

Osoby te postanowiły jednak w tym roku ponownie spróbować przedostać się do Europy. Wciąż jednak to jedynie niewielki ułamek liczby ludzi, którzy szli do Europy (m.in. z ogarniętych wojnami Syrii i Iraku) w latach 2015-2016.

Od tego czasu bowiem UE zawarła umowę migracyjną z Turcją, która mimo różnych z zawirowań (jak np. na początku marca) wciąż pozostaje w mocy. Bruksela (a także osobno władze Włoch) zawarły też umowę z władzami Libii (tymi uznawanymi międzynarodowo, które rezydują w Trypolisie).

Ta druga umowa jest jednak powszechnie krytykowana przez wiele organizacji broniących praw człowieka, ponieważ libijskie ośrodki dla uchodźców i migrantów to miejsca stosowania przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej.