Grecy tracą cierpliwość do imigrantów. Kraj wciąż gnębi kryzys, a branża turystyczna czuje się zagrożona

Obóz uchodźczy na Lesbos; źródło: https://www.thenationalherald.com/130672/more-refugees-land-in-greece-turkey-swap-still-on/

Do wybrzeży Grecji dociera coraz więcej imigrantów. Za ich sprawą wybuchają zamieszki, organizowane są demonstracje przeciwko ich obecności. Przygnieceni kryzysem i ogromnymi podatkami Grecy nie są w stanie znieść kolejnych obciążeń.

 

Zamieszki i demonstracje w greckich ośrodkach dla uchodźców (bądź w ich pobliżu) mają ostatnio miejsce niemal co tydzień.

Sześcioro rannych to bilans niedzielnych zamieszek w Langadice na przedmieściach Salonik, w których udział wzięło 200 osób. Policja aresztowała cztery osoby – dwoje z nich pochodzi z Syrii, po jednej z Libii i z Autonomii Palestyńskiej. Dzień wcześniej policja z portowego miasta Patras aresztowała jedenastu uczestników bójki afgańskich migrantów, w wyniku której zginął 20-letni mężczyzna.

Greckie wyspy mają dość obcych przybyszy

Grecy coraz bardziej narzekają na pogarszające się warunki życia, do czego przyczynia się ponad 60 tys. imigrantów przebywających w kraju od trzech lat, czyli od czasu, gdy wybuchł kryzys migracyjny. Punktami zapalnymi są zwłaszcza wyspy, które wcześniej żyły głównie z turystyki. Przed dwoma tygodniami do zamieszek doszło na Lesbos, gdzie dwustu Afgańczyków uczestniczyło w siedzącym proteście w centrum Mytileny, sprzeciwiając się wielomiesięcznemu przetrzymywaniu na wyspie. W kontrmanifestacji wzięła udział skrajna prawica – jej uczestnicy rzucali w kierunku Afgańczyków butelki i race, krzycząc: „Spalić ich żywcem!”.

TSUE: Nieletni uchodźcy mają prawo do łączenia rodzin nawet jeśli skończą 18 lat w czasie trwania procesu azylowego

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) orzekł, że o możliwości ściągnięcia do Europy rodziny nieletniego uchodźcy decyduje moment przybycia do UE i złożenia wniosku o azyl, a nie chwila jego przyznania. Choć decyzja dotyczy konkretnej sprawy w Holandii i konkretnej rodziny …

Tydzień później na Lesbos przyjechał premier Aleksis Tsipras, by uspokoić nastroje. Ale nie udało mu się wiele wskórać. Już na początku musiał zmierzyć się z protestami, w których udział wzięło 2,5 tys. mieszkańców 80-tysięcznej wyspy. Domagali się poprawy bezpieczeństwa oraz utrzymania obniżonej stawki VAT. Pod koniec ubiegłego roku rząd obniżył stawki VAT – z 24 do 17 proc. – na pięciu wyspach, na których przebywa najwięcej uchodźców. Jednak ulga ta ma obowiązywać tylko przez pół roku i od czerwca stawka podatkowa powróci do pierwotnego poziomu. Mieszkańcy Lesbos mają do władz w Atenach pretensje, że wpłynie to negatywnie na rozpoczynający się sezon turystyczny, a branża i tak przeżywa ogromny kryzys ze względu na znajdujących się na wyspie migrantów.

Burmistrz Lesbos Spyros Galinos mówił w miniony czwartek reporterom, że mieszkańcy są już wyczerpani obecnością tysięcy przybyszy, którzy dziś stanowią 30 proc. populacji.

– Nie tylko wiedzie im się coraz gorzej, ale wielu z nich obawia się wypuszczać po zmroku dzieci na podwórko. Życzliwość zmieniła się w gniew. A tam, gdzie jest gniew, rodzi się ekstremizm – mówi Spyros.

Fabrice Leggeri, dyrektor Fronteksu, unijnej agencji zajmującej się ochroną granic, podał niedawno, że liczba imigrantów, którzy dotarli do wybrzeży Grecji, wzrosła w kwietniu o 17 proc. W marcu do Grecji przybyło ich 3700. Tymczasem tylko w ostatni niedzielny poranek na Lesbos i Chios dotarło ich aż 350. Wszyscy przypłynęli na łodziach z Turcji.

Gorsze relacje z Turcją – więcej imigrantów

Zwiększony napływ migrantów tradycyjnie zbiega się w czasie z pogorszeniem relacji pomiędzy Atenami a Ankarą. Cieniem kładą się na nich żądania Turków w sprawie ekstradycji wojskowych, którzy zbiegli do Grecji przed dwoma laty, po nieudanym wojskowym zamachu stanu z lipca 2016 r. Tamtejsze władze podejrzewają ich o przynależność do organizacji FETO, która miała stać za puczem.

Do tego w ostatnich miesiącach Grecy i Turcy ponownie toczyli dysputy w kwestii niezamieszkałych wysp wzdłuż granicy. Tureckie myśliwce prowokacyjnie naruszały zaś grecką przestrzeń powietrzną.

Szczyt UE-Turcja w Warnie bez porozumienia

Szczyt UE-Turcja w Warnie bez porozumienia. Choć prezydent Recep Tayyip Erdoğan zapewniał, że członkostwo w UE wciąż jest strategicznym celem Turcji, to szef Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział po obradach szczytu UE-Turcja w Warnie, że strony nie osiągnęły konkretnego porozumienia.

Ateny podejrzewają, że Turcy celowo otwierają granice dla imigrantów, by przysporzyć problemów władzom Grecji. A tych i tak nie brakuje: kraj wciąż nie może wyjść z gospodarczego kryzysu, w którym jest pogrążony od 2010 r. Wprawdzie na papierze kondycja gospodarki wygląda coraz lepiej (PKB ma urosnąć drugi rok z rzędu), ale przeciętny Grek nie odczuł niemal żadnej poprawy. Z powodu zaciskania pasa rosną zobowiązania wobec państwa. Zatrudniony na umowie o pracę, by zarobić „na rękę” 1500 euro, musi – statystycznie – mieć pensję wynoszącą 2610 euro. Jeszcze większe obciążenia spoczywają na firmach. Pracownik na samozatrudnieniu musi odprowadzić podatki i opłaty w wysokości 2660 euro, by „na czysto” mieć 1500 euro. Obciążenia te należą do najwyższych w grupie OECD.

Sytuację próbuje wykorzystać opozycja, która wzywa rząd do rozpisania przedterminowych wyborów (zgodnie z planem miałyby odbyć się dopiero jesienią przyszłego roku). Konserwatywna Nowa Demokracja prowadzi w sondażach nad rządzącą SYRIZ-ą o 11 pkt proc. i przewaga ta utrzymuje się mniej więcej od dwóch lat.

Premier Tsipras ani myśli zgodzić się na przedterminowe wybory. Obiecuje Grekom poprawę jesienią, gdy zakończy się program pomocowy dla kraju. Wówczas Ateny będą mogły samodzielnie prowadzić politykę finansową.

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa z Gazetą Wyborczą.