Forteca Europa, czyli Polacy a uchodźcy i migranci

Syryjscy uchodźcy, fot. Karolina Zbytniewska

Syryjscy uchodźcy, fot. Karolina Zbytniewska

Polska, obok Węgier czy Słowacji, zdecydowanie sprzeciwia się relokowaniu uchodźców, jacy od 2015 r. trafili na terytorium Włoch i Grecji. Dotąd Polska nie przyjęła też ani jednej osoby w ramach ustanowionych przez Komisję Europejską kwot. W tej akurat kwestii rządzący mają wsparcie większości Polaków. Z drugiej strony, uchodźców przybywa do Polski bardzo niewielu. Wielu z tych, którzy tu trafiają, próbuje zresztą potem przedostać się dalej do krajów zachodniej części UE.

 

Sondaże nie pozostawiają wątpliwości – Polacy nie chcą przyjmowania uchodźców. Według opublikowanego w grudniu 2017 r. badania przeprowadzonego przez CBOS aż 63 proc. ankietowanych nie chce, by do Polski trafiły osoby, które uciekły z krajów objętych konfliktami zbrojnymi. Zgadza się na to natomiast 33 proc. badanych. A jeszcze w połowie 2015 r. sytuacja była odwrotna. W maju owego roku przeciw przyjmowaniu uchodźców było tylko 21 proc. badanych. Za było zaś aż 62 proc.

Co więc się zmieniło? To co rozumiemy pod pojęciem „uchodźcy”. Odkąd z powodu wojen na Bliskim Wschodzie (w Syrii czy Iraku), a także w wyniku rewolucji w krajach Afryki Północnej, do Europy napłynęły rzesze uchodźców i migrantów słowo „azylant” czy „uchodźca” zaczęło się wielu Polakom kojarzyć się wyłącznie z osobami z krajów muzułmańskich.

Zmienne wyniki sondaży

Ogromne znaczenie ma więc sprecyzowanie pytania o stosunek do przyjmowania uchodźców. Gdy w grę wchodzi przyjęcie osób z Bliskiego Wschodu lub Afryki, przeciwnych jest aż 75 proc. Natomiast tylko 32 proc. nie chciałoby przyjmowania uchodźców ze wschodniej Ukrainy. Polacy niechętni są więc przyjmowaniu uchodźców z kultur nieeuropejskich. Badani wskazywali przy tym właśnie na odmienność kulturową i religijną oraz możliwe występowanie wynikających z tego problemów społecznych, np. radykalnego islamu. Wskazywali też na ryzyko przeniesienia się za sprawą masowej migracji chorób zakaźnych. 

Okazuje się też, że Polacy mniej obawiaj się skutków odmowy przez obecny rząd w Warszawie przyjmowania uchodźców z terytorium Włoch i Grecji w ramach unijnego mechanizmu relokacyjnego. 74 proc. ankietowanych gotowych byłoby zaryzykować nawet utratę części unijnych funduszy, jeśli zostałoby to jakoś powiązane z kwestiami migracyjnymi.

Badanie z grudnia pokazało jednak, że nastawienie Polaków do przyjmowania uchodźców potrafi się zmieniać także w drugą stronę. Jeszcze w lipcu 2016 r. nie chciało ich bowiem przyjmować więcej ankietowych – 76 proc. Za było zaś tylko 24 proc. badanych. Podobne wyniki notowano w 2016 r. Odkąd obowiązuje umowa migracyjna między UE a Turcją, ze „szlaku bałkańskiego” nie napływają już obrazki kolumn uchodźców próbujących sforsować graniczne ogrodzenia. Pozostały za to informacje o kolejnych bombardowaniach czy użyciu broni chemicznej w Syrii. Ale wciąż większość Polaków przyjmować uchodźców, zwłaszcza z krajów muzułmańskich, nie chce.

Nowy wicepremier Włoch: "Koniec z Sycylią jako obozem dla uchodźców"

Matteo Salvini – lider współtworzącej nowy włoski koalicyjny rząd Ligi Północnej i jednocześnie nowy wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych – odwiedził Katanię na Sycylii. Zapowiedział tam zmianę polityki migracyjnej Włoch.
 
Nowy włoski rząd, stworzony przez populistyczno-liberalny Ruch Pięciu Gwiazd (M5S) oraz …

Rozsądek czy zarządzanie strachem?

Te obawy rozumie dr Piotr Sebastian Ślusarczyk, politolog i prezes Fundacji Instytutu Spraw Europejskich oraz jeden z autorów krytykującego migrację do Europy mieszkańców Afryki i Bliskiego Wschodu portalu Euroislam.pl. „Jeżeli porównać polskie badania z tym jakie są wyniki podobnych badań w wielu innych krajach europejskich – np. we Francji, Niemczech, Włoszech czy Hiszpanii, to okazuje się, że obywatele tych państw myślą podobnie. Różnice są niewielkie. Polacy nie odstają więc w tej kwestii jakoś szczególnie. Badania robione na zachodzie Europy w kwestii emigracji obarczone są tzw. spiralą milczenia. Ludzie niechętnie przyznają się do poglądów, które piętnowane sa przez elity i media. Nastawienie Polaków do kwestii imigracji wynika m.in. z widocznej różnicy w poziomie bezpieczeństwa między Polską a wieloma miejscami na Zachodzie. Poza tym wielu naszych rodaków mieszka w imigranckich dzielnicach w Niemczech, Szwecji czy Francji. Swoim doświadczeniem dzielą się z Polakami w kraju. I mimo, że są to relacje zabarwione subiektywnie, to okazuje, że nie odbiegają znacząco od danych socjologicznych” – przekonuje dr Ślusarczyk.

Ale Maria Złonkiewicz z Fundacji „Polska Gościnność” przekonuje, że powód jest inny – politycy. Jak mówi, to właśnie ich wypowiedzi miały kluczowy wpływ na opinie Polaków. Fundacja „Polska Gościnność” prowadzi dwie inicjatywy nakierowane na zmianę tonu debaty o uchodźcach w Polsce – projekt „Chlebem i solą” pomaga uchodźcom w adaptowaniu się do życia w Polsce, zaś portal Uchodźcy.info zbiera informacje o azylantach i probuje przekonywać Polaków do angażowania się na ich rzecz. Autorzy portalu zestawili tysiące wypowiedzi polskich polityków, jakie padły na temat uchodźców i migracji od 2015 r. i porównali je z wynikami prowadzonych regularnie badań socjologicznych. „Zależność była niezwykle widoczna. Jak tylko politycy, zwłaszcza z rządzącej obecnie partii, wypowiadali się ostro i negatywnie o uchodźcach i migrantach – poparcie dla ich przyjmowania spadało. I to o wiele mocniej niż na przykład po zamachach terrorystycznych w Europie Zachodniej. Gdy uchodźcy z Bliskiego Wschodu maszerowali szlakiem bałkańskim, Polacy jeszcze myśleli o nich przychylnie. Zmianę wyraźniej było widać dopiero w maju 2015 r., czyli wtedy, gdy w finałową fazę weszła kampania prezydencka. Zaraz potem były wybory parlamentarne. A przecież kwestie migracyjne stały się jednym z najważniejszych tematów tamtych kampanii. Mamy więc do czynienia z tzw. zarządzaniem strachem” – mówi Złonkiewicz. I przypomina między innymi wypowiedź prezesa PiS Jarosław Kaczyńskiego, który w październiku 2015 r. mówił na jednym ze spotkań wyborczych, że uchodźcy mogą przynieść do Europy w swoich organizmach „groźne choroby, pasożyty lub pierwotniaki”. Tymczasem w działającym od kwietnia 2017 r. w specjalnym filtrze epidemiologicznym w Białej Podlaskiej, gdzie badane są osoby starające się o azyl w Polsce, nie stwierdzono ani jednego przypadku poważnej choroby zakaźnej lub pasożytniczej.

Kanclerz Austrii chce dalszego wzmocnienia granic zewnętrznych UE

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz przedstawił plan na zbliżającą się prezydencję tego kraju w Radzie Unii Europejskiej. Jego głównym założeniem ma być wzmocnienie zewnętrznych granic Unii.
 

„Musimy przestać skupiać się debatowaniu na temat redystrybucji uchodźców i bardziej skoncentrować się na ochronie granic …

Gdzie szukać rozwiązań?

Zarówno Maria Złonkiewicz, jak i dr Piotr Sebastian Ślusarczyk zgadzają się co do tego, że Unia Europejska musi wprowadzić nowe systemowe rozwiązania dotyczące migracji i polityki azylowej. Zdaniem dra Ślusarczyka unijny system azylowy nie jest dziś w stanie skutecznie odróżniać migrantów ekonomicznych od uchodźców wojennych. „Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, jak ta z ubiegłego roku, gdy oficerowi Bundeswehry udało się podszyć pod uchodźcę i uzyskać azyl w kraju, którego był obywatelem (grupa skrajnie prawicowych ekstremistów chciała w ten sposób przeprowadzić zamachy na niemieckich polityków i zrzucić winę na uchodźców – przyp. red.). Nic więc dziwnego, że przez tak dziurawe sito selekcji przedostali się ludzie, którzy potem brali udział w zamachach, na przykład na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie (sprawca tego zamachu Tunezyjczyk Anis Amri przybył do Europy w 2011 r. podając się za uchodźcę – przyp. red.). To, co dzieje się w Europie Zachodniej w kwestii migracji, jest na granicy prawa lub wręcz poza prawem. Nie wiadomo przecież na mocy jakiego przepisu Angela Merkel otworzyła we wrześniu 2015 r. granice. Dziennikarze >>Der Spiegel<< usiłowali odnaleźć podstawę prawną tej decyzji i nie udało im się to. Do tego właściwie, jeśli spojrzeć z punktu widzenia konwencji genewskiej, osoby, które do UE przybyły np. z Turcji, nie muszą zostać uznane za uchodźców. Przecież już były w kraju uznawanym przez społeczność międzynarodową za bezpieczny. Mamy więc do czynienia z próżnią prawną. Stare rozwiązania już nie działają, a nowych nie ma” – mówi. Jak dodaje, napływ ludzi do Europy nie zakończy się wraz z końcem wojny na Bliskim Wschodzie. „Problemem jest także Afryka. Według aktualnych prognoz ONZ w latach 2015-2030 liczba ludności Afryki wzrośnie o 450-570 mln ludzi. W sumie w Afryce będzie w 2030 r. mieszkać ponad półtora miliarda ludzi, cztery razy tyle co w Unii Europejskiej. I jeżeli jedynie 10 proc, mieszkańców Afryki będzie chciało przybyć do Europy, to daje to 3 mln imigrantów rocznie. Scenariusz z 2015 r. może w tej sytuacji powtarzać się każdego roku. Większość państw Afryki nie jest w stanie zapewnić godnego życia swoimi obywatelom. U bram Europy staną miliony młodych ludzi, zdeterminowanych do zmiany własnego losu” – podkreśla dr Ślusarczyk.

Jak przekonuje, koniecznie jest zwalczenie przemytników ludzi, którzy „narażają życie innych nie z powodów humanitarnych, ale dla chęci zysku”. Radzi także skorzystać z doświadczeń australijskich, czyli porozumieć się z rządami państw afrykańskich. „Europa musi pomóc krajom afrykańskim. Wesprzeć wprowadzenie mądrej polityki zwalczającej przeludnienie. Rodziny z 12-13 dziećmi mają przecież kłopoty z ich utrzymaniem, nie mówiąc już o wykształceniu. Rynek pracy nie wchłonie takiej masy. Ci ludzie już niebawem naprawdę nie będą mieli nic do stracenia i zrobią wiele, żeby znaleźć się na terenie UE. Trzeba też wspierać gospodarki tych krajów, żeby sytuacja tam się poprawiała. Jeśli Europa nie podzieli się z Afryką swoim bogactwem, to Afryka podzieli się z Europą swoją biedą. Należy więc zrobić trzy rzeczy: wprowadzić mądrą politykę, której celem jest zwalczanie przyczyn i skutków przeludnienia, uszczelnić granice także poprzez walkę z przemytnikami, a także pomóc ekonomicznie tym krajom, które chcą współpracować z Europą na uczciwych warunkach” – mówi dr Ślusarczyk. Zastrzega przy tym, że nie może się to jednak odbywać tak, jak to było w przypadku współpracy z Libią, gdy w obozach przejściowych dochodziło do licznych przypadków znęcania się nad ludźmi. „Trzeba przekazywać wsparcie i środki, ale też trzeba kontrolować ich wykorzystanie. UE powinna dawać pieniądze tym krajom, które naprawdę realizują reformy gospodarcze i społeczne. A ośrodki przejściowe powinny być nadzorowane i sprawdzane. Nie wystarczy tylko co jakiś czas przelać pieniądze. Zamiejscowe ośrodki dla azylantów powinny oferować godne warunki ofiarom konfliktów zbrojnych. Otoczyć potrzebujących opieką humanitarną, stwarzać szansę na wykorzystanie tego czasu na edukację. Rządy wielu państw chętnie wezmą pieniądze, ale niekoniecznie wszystko przekażą potrzebującym. Warto zamiast z Libią, współpracować na przykład z Tunezją” – dodaje.

Maria Złonkiewicz przekonuje jednak, że takie podejście to tylko część rozwiązania. „Ludzie wciąż będą się przenosić w inne miejsca w poszukiwaniu lepszego życia. Jedni uciekać przed wojną, inni przed biedą czy zmianami klimatycznymi. Taki jest koszt istnienia zglobalizowanego świata. Nie można zamykać oczu na tę kwestię. Polacy też przecież jeżdżą po całym świecie, także za pracą i lepszym życiem. Możemy się oczywiście przez jakiś czas odgrodzić, pozamykać granice, ale to nie będzie w dłuższym okresie skuteczne. Zamykanie się nie zadziała. Nie jesteśmy przecież Koreą Północną. Dlatego potrzebne nam są też działania, które pomogą integrować ludzi, którzy przybyli do Europy. A integracja nigdy nie jest procesem jednostronnym. Zaangażować muszą się wszyscy. I ci, którzy przybyli, i ci, którzy tu już mieszkają. Wszyscy musimy się trochę zmienić. Pracuję z uchodźcami na co dzień. Wiem dobrze, na jak wiele spraw patrzą oni zupełnie inaczej niż Europejczycy. Nie mówię więc, że integracja jest łatwa. Po prostu nie możemy od tego uciec. Migracji do Europy nie zatrzymają żadne mury i ogrodzenia. Zastanówmy się więc, jak to postępujące mieszanie się kultur wykorzystać” – mówi Złonkiewicz. Jak dodaje, nie przekonuje jej argument o tym, że migracja zagrozi wartościom europejskim. „Przecież tymi wartościami są też otwartość, solidarność i chęć do niesienia innym pomocy. Zamykając granice, sami pozbawiamy się tych wartości” – przekonuje Maria Złonkiewicz.

Prawa migrantów coraz częściej łamane w Europie

Procedury azylowe w wielu krajach Unii nie działają efektywnie ze względu brak pomocy prawnej i dostępu do informacji – wynika z raportu Agencji Praw Podstawowych UE. 
 

W raporcie opublikowanym na początku lutego Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) analizuje sytuację …

Co powinna zrobić UE?

Obecny polski rząd odmówił udziału w stworzonym przez Komisję Europejską programie relokacji uchodźców z Włoch i Grecji. Choć wiele krajów członkowskich UE nie wypełniło dotąd ustanowionych przez KE kwot, tylko Polska i Węgry nie przyjęły ani jednej osoby. Zdaniem Kosmy Złotowskiego, europosła Prawa i Sprawiedliwości, które należy w Parlamencie Europejskim do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, to słuszna decyzja. „Ani Polska, ani Unia Europejska nie są miejscami, do których każdy może przyjechać tylko dlatego, że ma na to ochotę. Zwłaszcza, że mamy doświadczenie z Europy Zachodniej. Tam tworzą się równoległe społeczności, żyjące według praw i zwyczajów importowanych ze swoich krajów. To bardzo niebezpieczne zjawisko – bynajmniej nie wzbogacające kulturalnie, ani w żaden inny sposób” – mówi Złotowski.

Jak jednak zastrzega, istnieje sposób, by na migracji skorzystać. „Niestety nikt w UE nie chce z tego sposobu skorzystać. Chodzi mi o system, jaki obowiązuje na przykład w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Imigranci są tam przyjmowani ze wszystkich kultur i religii, są tolerowane ich zwyczaje i religie. Ale imigranci są tylko gośćmi i na politykę nie mają żadnego wpływu. Chyba, że zostają obywatelami, ale zostanie obywatelem ZEA nie jest proste. W wielu krajach UE wystarczy się urodzić, żeby zostać obywatelem. Jest jeszcze jeden warunek, by zostać imigrantem w ZEA: imigrant musi być w stanie sam się utrzymać. To wszystko powoduje, że ZEA, choć żyje tam więcej imigrantów niż rdzennej ludności, zmieniają się, ale nie zatracają jednocześnie swojego charakteru. Zmieniają się tak, jak chce tego lokalna rdzenna społeczność” – podkreśla europoseł PiS. I dodaje: „Trzeba przedefiniować całą politykę migracyjną UE, ale zacząć należy od prostej zmiany kulturowej. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, co oczywiste – to kultura europejska doprowadziła do rozwoju ludzkości. Z tej prostej konstatacji wyniknie wszystko inne. Ale dzisiaj takie stwierdzenie można zostać oskarżonym o rasizm i Bóg wie, co jeszcze.” – mówi Kosma Złotowski.

Zdaniem europosłanki Platformy Obywatelskiej Róży Thun, która zasiada w Parlamencie Europejskim we frakcji Europejskiej Partii Ludowej, taka polityka to błąd. „UE robi coraz więcej i coraz lepszych rzeczy, aby pomóc uchodźcom i rozwiązać problemy migracyjne. Szkoda, że nie wszystkie kraje chcą się w to włączać. Mówię tu o Węgrzech i niestety o polityce, jaką prowadzi obecny polski rząd. Politycy PiS wolą straszyć Polaków, wolą przedstawiać fałszywe dane statystyczne czy posługiwać się manipulacjami w publicznej telewizji. Nie można na przykład mówić, że uchodźcy są odpowiedzialni za zamachy terrorystyczne. Za tymi atakami w ogromnej większości stoją ludzie, którzy w UE się urodzili. To często nawet wnukowie przybyszów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej. Ich frustracja czy idąca za tym radykalizacja, to są zupełnie inne problemy. Nie można mówić o tym, że jedyne rozwiązanie to zamknięcie się. Ważne jest natomiast wypracowanie wspólnej europejskiej polityki migracyjnej i azylowej, która będzie te zjawiska traktować wieloaspektowo. Świat zmienia się i będzie się zmieniał. I to tylko od nas zależy czy stawimy czoła tym zmianom razem jako 500 mln obywateli UE, czy każdy będzie te problemy rozwiązywał samemu” – mówi Róża Thun.

Europoseł SLD i jednocześnie wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego z ramienia Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów Bogusław Liberadzki zwraca natomiast uwagę na to, że pytanie o migrację do UE, to tak naprawdę pytanie o to, jak będzie wyglądać Europa około 2050 r. „Z jednej strony w wielu krajach UE, zwłaszcza na Zachodzie, wciąż brakuje rąk do pracy. Z drugiej strony osoby z migracji pozaeuropejskiej są dużo aktywniejsze demograficznie od starzejącej się Europy. Mówiąc wprost – mają więcej dzieci. Dlatego UE musi sobie stawiać pytania nie tylko o znajdowanie rozwiązań dla obecnych wyzwań, ale także o model społeczeństwa i strukturę demograficzną za 20-30 lat. Musimy myśleć o działaniach integracyjnych, bo błędy popełnione 30-40 lat temu sprawiły, że mamy dziś do czynienia z radykalizacją osób, które pochodzą z rodzin imigranckich, ale urodziły się już w UE. Nie ma tu niestety prostych odpowiedzi. Bo przecież jest jeszcze kwestia zrównoważonej imigracji. Chodzi o to, aby w wyniku migracji nie doszło do wyludnienia jakiegoś obszaru, np. na Bliskim Wschodzie. Czy z tego regionu mają zniknąć chrześcijanie, którzy żyją tam od wieków? Musimy dążyć do tego, aby łagodzić przyczyny migracji. To zadanie dla unijnej służby zewnętrznej. Trzeba umacniać pokój w miejscach, gdzie dochodzi do wojen i jednocześnie pomagać wielu krajom gospodarczo. Musimy pomóc ludziom, którzy szukają u nas szansy na przeżycie. Musimy pomóc im wykształcić dzieci. Ale musimy także pozwolić im kiedyś wrócić do swoich krajów, które są już spokojne i gdzie sytuacja się poprawia. I sprawić, by i ci ludzie budowali w swoich krajach dobrobyt” – podkreśla wiceprzewodniczący PE. Europoseł Liberadzki daje w tym kontekście przykład projektów, jakie z inicjatywy Parlamentu Europejskiego przyjęła Komisja Europejska. „To budowa dających pracę fabryk czy budowa szkół. To także przyjmowanie na studia w UE, ale obwarowane koniecznością powrotu po uzyskaniu dyplomu. Potrzeba długofalowych programów inwestycyjnych na przykład dla państw afrykańskich. Musimy wziąć tę odpowiedzialność – przekonuje Liberadzki. I jak dodaje, warta zauważenia jest też sytuacja, że najbardziej uchodźców i migrantów boją się te państwa członkowskie, do których wcale nie chcą się oni dostać, za to unijne kraje atrakcyjne migracyjnie prezentują dużo spokojniejsze podejście. „Młodsze stażem państwa członkowskie mówią głównie o obawach, te które tworzą UE od dawna – potrafią zastanawiać się także nad tym, jak tę sytuację wykorzystać” – podsumowuje europoseł SLD.

UE wciąż ma nadzieje na porozumienie w sprawie uchodźców

UE wciąż ma nadzieje, że uda się przekonać Węgry i Polskę do podpisania porozumienia w sprawie migracji i przesiedlania uchodźców, powiedział w środę (16. maja) unijny komisarz ds. migracji.
 
Dimitris Avramopoulos przedstawił przegląd bazy danych Visa Information Service, zawierającej informacje …

Uchodźcy też nie chcą trafić do Polski?

Rzeczywiście dane Urzędu do Spraw Cudzoziemców (UDSC) pokazują, że uchodźstwo do Polski to wciąż marginalna sprawa. Jak poinformował EURACTIV rzecznik prasowy UDSC Jakub Dudziak, „obecnie ważne karty pobytu wydane w związku z przyznaniem ochrony międzynarodowej posiada ok. 3,4 tys. cudzoziemców. Ponadto, ok. 2,3 tys. cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt w związku z przyznaniem im tzw. ochrony krajowej.” W latach 2015-2016 rocznie składano po ok. 12,3 tys. wniosków o przyznanie ochrony międzynarodowej. Ale w roku 2017 było ich już zdecydowanie mniej – tylko ok. 5,1 tys. Rok 2018 może przynieść jeszcze mniej wniosków. Do 22 kwietnia złożono ich zaledwie ok. 1,3 tys. Ponad 90 proc. wniosków o azyl składają w Polsce obywatele państw byłego ZSRR. Przede wszystkim Rosji, Ukrainy, Tadżykistanu, Armenii i Gruzji. Przy czym w przypadku obywateli rosyjskich, chodzi przede wszystkim o Czeczenów i Inguszów. Niewiele z tych wniosków jest rozpatrywana pozytywnie. Rocznie po ok. 300-500. Odrzucanych jest 2-3 tys. Ok. 3/4 wniosków jest natomiast umarzana. Oznacza to, że osoby, które je złożyły, opuściły Polskę jeszcze zanim wydano decyzję w ich sprawie. Najczęściej ci ludzie udają się po prostu do Europy Zachodniej. Podobne zjawisko można było zaobserwować, gdy w 2015 r. Fundacja „Estera” we współpracy z poprzednim polskim rządem sprowadziła do Polski ok. 160 syryjskich chrześcijan, którzy chcieli uciec przed Państwem Islamskim. 75 proc. z nich szybko udało się do Niemiec, gdzie spodziewali się lepszych warunków.

Jeśli chodzi o imigrację do Polski, to większość ludzi przyjeżdża tu za pracą lub w celach edukacyjnych. W sumie ważne zezwolenie na pobyt w Polsce posiada obecnie ok. 340 tys. osób. Ogromna większość z nich to obywatele Ukrainy – ponad 155 tys. Na drugim miejscu znajdują się Niemcy – ponad 21,5 tys. Na trzecim są Białorusini, których jest w Polsce prawie 17 tys. Kolejne pozycje w tym zestawieniu zajmują obywatele Wietnamu, Rosji, Chin, Włoch, Indii i Francji. Jeśli wyjąć z tej listy obywateli państw członkowskich UE, do „pierwszej dziesiątki” trafiają jeszcze obywatele Turcji, Armenii, USA i Korei Południowej. Polska wciąż jest też krajem raczej wysyłającym emigrantów niż przyjmującym imigrantów. Nawet jeśli obywateli Ukrainy przebywa w Polsce dużo więcej niż pokazują to zestawienia wydanych im kart pobytu (ponieważ od czerwca 2017 r. wizy dla obywateli Ukrainy wjeżdżających na 90 dni w ciągu 6 miesięcy do UE zostały zniesione), to jednak ich liczba nie przekracza liczby ludzi, którzy wyjechali z Polski. Według zaprezentowanych w lutym danych Głównego Urzędu Statystycznego w krajach członkowskich UE mieszka na stałe ponad 2,5 mln obywateli Polski. Szacunki Eurostatu są co prawda ostrożniejsze, ale także wskazują one ogromną liczbę – 2,36 mln.

Artykuł jest częścią Raportu Specjalnego EURACTIV przygotowanego przez redakcje z kilku krajów pod tytułem: „Migration and security in Europe: Is immigration a threat or an asset?”.

KE proponuje wizowe restrykcje dla krajów, które odmawiają przyjmowania z powrotem nielegalnych imigrantów

Komisja Europejska ogłosiła wczoraj (14 marca), że planuje wprowadzić utrudnienia wizowe dla obywateli krajów, które nie chcą przyjmować wydalanych z UE nielegalnych imigrantów. Chodzi o zdyscyplinowanie rządów państw, które odmawiają readmisji swoich obywateli.
 
Unia Europejska boryka się z ogromnym napływem migrantów …