Benjamin Barber: Populizm to droga donikąd

Benjamin Barber // Źródło: http://benjaminbarber.org

Łatwiej jest nienawidzić muzułmanów w przypływie reakcyjnego nacjonalizmu niż uznać rzeczywistość. Wyborcy Trumpa są po prostu leniwi i głupi – mówi dr Benjamin Barber w rozmowie z EurActiv.pl.

 

Karolina Zbytniewska: Widmo prawicowego populizmu krąży nad Europą…

Benjamin Barber*: Nie definiujmy całej epoki na podstawie miesiąca czy roku. Bo czy możemy uznać pierwsze miesiące prezydentury Trumpa za sukces? Nie, to była porażka. Czy możemy uznać, że Geert Wilders odniósł sukces w holenderskich wyborach w połowie marca? Nie, przegrał je. Czy możemy uznać kampanię wyborczą Marine Le Pen za sukces? Nie, sondaże wskazują, że przegrywa. Po brexitowym referendum brytyjskim wszyscy panikowali, że to już koniec Unii Europejskiej. Dziś widać, że było to czarnowidztwo – UE się pozbierała. Musimy więc nauczyć się interpretować rzeczywistość z szerszej – historycznej perspektywy, a nie z dnia na dzień. Sondaże tymczasem już demonstrują zmianę w myśleniu ludzi – zachłyśnięcie populizmem ustępuje. Stany Zjednoczone stały się miejscem dla populistycznego eksperymentu. A ponieważ Trump zawala, więc odpowiednio maleje atrakcyjność populizmu.

Prawicowi populiści przegrali wybory prezydenckie w Austrii, ale zdobywając 46,2 proc. Głosów. Przegrali też w Holandii, ale na drugiej pozycji. Najprawdopodobniej przegrają we Francji, ale według sondaży Le Pen dostanie ok. 25 proc. głosów w pierwszej turze i ok. 40 proc. w drugiej. Przegrywają, ale uzyskują niepokojąco wysokie poparcie. Skąd bierze się ich siła?

Wskazywanie winnych jest nie tylko łatwe, ale i efektywne w walce o elektorat. Populizm uzyskał więc silną pozycję w polityce Zachodu, jednak na krótko. Ludzie mają już powoli dosyć polityków, którzy im wmawiają, że polityka sprzeciwu może jakkolwiek zaradzić ich problemom. Szybko przekonali się o co w populizmie chodzi – o wielkie rozczarowanie. Rozglądając się wokół widzą Trumpa, Brexit, widzą Węgry i Polskę, gdzie demokracja zmierza w przerażających kierunkach. Zaczynają więc rozumieć, że głosowanie na populistów może mieć sens, ale tylko i wyłącznie jako wyraz protestu, ale nigdy jako głos konstruktywny, który może zmienić cokolwiek na lepsze.

Fundamentalną cechą populizmu jest sprzeciw wobec establishmentu jako skostniałej polityki głównego nurtu i reprezentujących ją elit. Czym sobie zawiniły?

Ludzie są rozczarowani tradycyjnym establishmentem, bo czują, że nie dba o ich potrzeby. Dają się więc uwieść wezwaniom, by „nie wpuszczać obcych”. Gdyby tylko pomogło to rozwiązać jakikolwiek problem. Tymczasem przeciwnie, mądra polityka integruje imigrantów, nie odrzuca ich. Po ostatnim ataku w Londynie Trump powiedział, że „właśnie dlatego musimy zakazać imigracji”. Tylko że ataku dokonał Anglik urodzony w Wlk. Brytanii. Mury i zakazy nic by tu więc nie zdziałały. Także ŻADEN z ataków w Stanach Zjednoczonych nie był dokonany przez osobę urodzoną w którymkolwiek z siedmiu państw, przeciw którym wymierzony był dekret migracyjny Trumpa. To, co on wygaduje, to są wierutne kłamstwa przesiąknięte nienawiścią i resentymentem – to znacznie prostsze niż polityka akceptacji i integracji.

Dlaczego wyborcy głosują na kłamców?

Bo łatwiej jest nienawidzić muzułmanów w przypływie reakcyjnego nacjonalizmu niż uznać rzeczywistość. Wyborcy Trumpa są po prostu leniwi i głupi – ale też i właśnie oni zapłacą za swój wybór. Ci ludzie nie należą do wykształconej inteligencji Nowego Jorku czy Kalifornii, która zarabia na życie swoją wiedzą. Mi ich wybór nie zabierze źródła moich dochodów. Głosowali na niego biedacy z Delaware i Wirginii, którzy chcieli uwierzyć, że przywróci im pracę w przemyśle węglowym. Ale on tego nie zrobi, bo nie ma już przemysłu węglowego! To samo z ludźmi, którzy uwierzyli, że przywróci im pracę w przemyśle stalowym – ale też nic z tego, bo nie ma już przemysłu stalowego. Ale nie chciało im się tego sprawdzić.

Jeśli chcemy, by wyborcy populistów nie powtórzyli swojego wyboru, zamiast ich obrażać i tym samym jeszcze bardziej zniechęcać do elit, lepiej wykazać empatię potrzebną do zrozumienia przyczyn ich nieracjonalnego wyboru.

Ma pani rację z empatią, ale najpierw trzeba pozbawić władzy tych wszystkich idiotów – tego prezydenta, który nie ma żadnych kompetencji do rządzenia krajem i nie zrealizował żadnej ze swoich obietnic. Empatia nie przywróci tym ludziom służby zdrowia i miejsc pracy. Trump zostanie powstrzymany – przez sądy i samych Republikanów. Ale nie mogę znieść tego, że jego polityka nienawiści, głupoty i bufonady uczyniła z Ameryki pośmiewisko całego świata. Na szczęście on już nie wygra, nie ma na to szans. Myślę nawet, że może zostać usunięty ze stanowiska ze względu na powiązania z Rosją.

Nie byłabym tak optymistyczna co do obywatelskiej umiejętności nauki na własnych błędach. Prof. Bryan Mason spopularyzował koncepcję „racjonalnej irracjonalności” opisującej zjawisko nieracjonalności wyborów głosujących. Harwardzki prof. Tom Nichols charakterystyczną dla współczesności ignorancję dla faktów określił mianem „śmierci wiedzy eksperckiej” [death of expertise].

Ignorują fakty dopóki ich one nie dotyczą. Kiedy za rok nie będzie obiecanych miejsc pracy w kopalni węglowej, a oni wciąż będą bezrobotni, zmienią zdanie. Trump tylko potrafi gadać udając, że wszystko poprawi. Nic z tego jednak nie wynika. Władimir Putin lubi Trumpa właśnie za tą niezdolność zrobienia czegokolwiek – także, co mogłoby zatrzymać rosyjskie zakusy na powrót do mocarstwowości i odzyskanie wpływu na porządek światowy.

Wciąż zdaje się, że wielu Europejczykom nie wystarczy przykład zza Atlantyku – muszą przekonać się na własnej skórze, jak puste są populistyczne obietnice.

Póki co rządzi centrowa większość. Wszystko jest w porządku, dopóki populiści nie są u władzy. A jeśli to się nawet stanie, bardzo szybko ją stracą. Nie wyolbrzymiałbym więc problemu.

Nigel Farage wycofał się z krajowej polityki zaraz po tym, jak Brytyjczycy wybrali Brexit. Fiński minister spraw zagranicznych, lider nacjonalistycznej Partii Finów też się zmęczył realnym rządzeniem i odchodzi. Prawdziwa polityka ich chyba nie bawi. A jak Pan myśli, w jakim stopniu dzisiejszy antyimigrancki neonacjonalistyczny populizm ma oddolny charakter, a w jakim przeciwnie stanowi zjawisko odgórne, gdzie nieodpowiedzialni politycy grają na ludzkich frustracjach?

Chodzi o ten drugi przypadek. Ludzie rzeczywiście boleśnie odczuwają frustrację. Nie rozumieją, dlaczego tak wielu “innych” przyjeżdża do ich kraju otrzymując specjalne przywileje. Łatwo sprawić, że ta frustracja przeobrazi się w złość wymierzoną przeciw legalnej migracji i uchodźcom. Lęk jest manipulowany przez nieuczciwych polityków, dla których nienawiść stanowi główne narzędzie budowania poparcia.

Już ustaliliśmy, że populistom zazwyczaj nie chodzi o rządzenie, bo to zbyt przyziemne i nudne. Po co więc jątrzą?

Chcą wzbudzić w ludziach złość, sprzeciw wobec globalnej sieci współzależności*, wolnemu handlowi. Oni są przeciwko XXI wiekowi.

Ale dlaczego?

Bo są małymi, ograniczonymi ludźmi. Są jak Niemcy w latach 30. XX w., którzy nie chcieli żyć obok Żydów i Romów. Dzisiejsi prawicowi populiści też nie chcą zaakceptować rzeczywistości — otwartej i pozbawionej granic. I ci, którzy współczesnego świata nie akceptują w końcu zostaną w tyle. A jeśli nawet gdzieś uda się im dojść do władzy, wkrótce ją stracą.

Dlaczego współczesna sieć współzależności i otwartości wydaje się niektórym tak przerażająca? Chodzi o poczucie braku kontroli?

Wszystko i wszyscy mogą się dziś poruszać bez ograniczeń ani pozwoleń — granice przestały mieć znaczenie. Próby ich przywrócenia nie zadziałają. To jak walka z wiatrakami, bo te granice już nie istnieją. Prawicowi populiści są jak angielscy luddyści, którzy na początku XIX w. przeciwstawiali się wykorzystaniu maszyn i wynikającym z tego zmianom stylu ich życia. Tylko że maszyny — i mechanizacja — stanowiły fundament rewolucji przemysłowej. Dlatego pytaniem było nie, czy maszyny będą używane, ale w jaki sposób — czy jako zagrożenie, czy też jako wsparcie ludzkości. To samo dzisiaj. Nie chodzi o to, czy sieć globalnej współzależności będzie istnieć, bo już dziś jest faktem. Chodzi o to, czy będzie służyć człowiekowi, czy też oddamy nad nią kontrolę korporacjom.

A aby zachować nad nią kontrolę, musimy zaakceptować jej istnienie.

Musimy uczynić globalną sieć powiązań sprawiedliwą — dobrą dla ludzi, a nie tylko dla pieniędzy. A jeśli nie regulujemy odpowiednio istniejącej rzeczywistości, zostawiamy ludzi na lodzie. Tak właśnie było z ostatnim kryzysem gospodarczym, wystawiliśmy ludzi. I tak się dzieje, kiedy nie zadbamy o to, by banki i korporacje służyły nam, pozwalając tym samym byśmy to my służyli im. Musimy też przejąć kontrolę nad migracją, tak by wykluczyć możliwość jej demonizowania — musimy uczciwie traktować zarówno samych migrantów i uchodźców, jak i lokalne społeczności, z którymi będą współistnieć.

Aby mieć efektywną kontrolę niezbędne są regulacje — zasady i przepisy porządkujące współczesność. I o to właściwie chodzi w demokracji — o takie uregulowanie świata, w którym żyjemy, by stał się lepszy i bardziej sprawiedliwy dla człowieka. Zaś populistyczne negowanie rzeczywistości to droga donikąd.

 

*Dr Benjamin R. Barber – międzynarodowej sławy politolog amerykański, autor kilkunastu książek, w tym bestsellera “Dżihad kontra McŚwiat”. Distinguished Senior Fellow na nowojorskim Uniwersytecie Fordham. Założyciel Globalnego Parlamentu Burmistrzów (Global Parliament of Mayors).