Karolina Zbytniewska: Wyrok na Polskę, czyli łamanie konstytucji w imię jej obrony

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Polska, trybunał konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny. / Foto via flickr (CC BY-SA 2.0) [flickr.com/photos/lplewnia/12009…]

Dziś to Unia Europejska stanowi ostatni bastion walki o polską konstytucję. To Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Komisja Europejska i większość europarlamentarzystów stoją na straży zapisanego w polskiej konstytucji trójpodziału władzy, broniąc go przed polskim rządem oraz zbytnią inercją Polaków, pisze redaktor naczelna EURACTIV Polska Karolina Zbytniewska.

 

 

7 października Trybunał Konstytucyjny wydał „wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej”, który głosi, że UE wkroczyła w nowy, niezgodny z polską konstytucją etap integracji, w ramach którego „organy Unii Europejskiej działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Rzeczpospolitą Polską w traktatach”; że dziś wedle UE „Konstytucja nie jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej, mającym pierwszeństwo obowiązywania i stosowania”, a na dodatek jeszcze, że dziś „Rzeczpospolita Polska nie może funkcjonować jako państwo suwerenne i demokratyczne”. I że UE nie ma prawa się wtrącać w to, co robimy z naszym niezależnym sądownictwem. Niezależnym przede wszystkim od polskiej konstytucji, która głosi między innymi, że:

Art. 173: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”.

Art. 178:

  1. Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom.
  2. Sędziom zapewnia się warunki pracy i wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków.
  3. Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 180.

  1. Sędziowie są nieusuwalni.

Dziś to Unia Europejska stanowi – obok zbyt małej części polskich obywateli, mediów, aktywistów, części polityków – ostatni bastion walki o polską konstytucję. Dziś to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Komisja Europejska i większość europarlamentarzystów stoją na straży zapisanego w polskiej konstytucji trójpodziału władzy (art. 10). Broniąc go przed polskim rządem oraz zbytnią inercją Polaków.

Oglądałam wczoraj najnowsze „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego. Film ma w mojej ocenie sporo mankamentów kinematograficznych – jest bardzo nierówny i aż za bardzo łopatologiczny.

Pokazuje jednak zjawisko eskalacji zła, przy współudziale otoczenia, czy czynnym, czy biernym, ale współudziale. Wszystko przefiltrowane jest przez demencyjne omamy dziadka, jednak to w nich odnalazłam bardzo racjonalne spojrzenie na to jak łatwo zarządzać nienawiścią, której obywatele z ochotą potrafią się oddać.

Wojna polsko-polska pod flagą biało-czerwoną trwa. Póki co jeszcze w bezpiecznych okopach Twittera, Facebooka i oddzielnych demonstracji. Ale wystarczy iskra.

Jednak orzeczenie polskiego TK pozwala Warszawie lekceważyć fundamentalną zasadę niezawisłości sądów zapisaną nie tylko w polskiej konstytucji, ale też w unijnych traktatach. I tylko dla tego, że jesteśmy wciąż jeszcze oficjalnie w Unii, ma ona prawo nas bronić przed naszymi własnymi instytucjami łamiącymi konstytucję w imię jej ochrony.

Niedługo 6. rocznica rządów Zjednoczonej Prawicy, która cały ten czas poświęciła na przeprowadzenie polexitu. Polexitu nie tylko z Unii Europejskiej, ale też z demokracji liberalnej, ze wszystkich ważnych sojuszy politycznych, w tym ostatnio z Grupy Wyszehradzkiej, ale też z własnej konstytucji.

Nadszedł więc czas na działanie. Nie może więc być tak więcej, że Polska, mimo że nie respektuje zasad Unii (które – przypomnę – są też zasadami zapisanymi w polskiej konstytucji), wciąż korzysta z jej dobrodziejstw.

Zobaczyliśmy już jak kolejne sejmiki wojewódzkie wycofały się z uchwał anty-LGBT w obawie przed zakręceniem kurka z unijną kasą. Ustępstwa i ciągłe wyrażanie zaniepokojenia nie działały, bo pieniądze to jedyny język jaki zdają się rozumieć polscy politycy.

Dlatego Unia teraz niech nie zawaha się użyć mechanizmu warunkowości „pieniądze za praworządność”. Już teraz zamrożone jest 24 mld euro dotacji i przynajmniej 12 mld euro pożyczek w ramach unijnego Funduszu Odbudowy.

Mieliśmy te pieniądze dostać już na początku sierpnia, jednak KE wstrzymała ocenę Krajowego Planu Odbudowy (KPO), w związku z wyrokiem TK podważającym orzeczenia TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego oraz odmową Polski wykonania wyroków TSUE.

Te miliardy euro powinniśmy dostać tylko jeśli Polska wykona wyroki TSUE. Jednak czwartkowy wyrok TK nie był krokiem w tym kierunku. Był za to kolejnym wyrokiem na Polskę – nie tylko na polską konstytucję i demokrację, ale też na polską gospodarkę i polskich obywateli, którym miliardy euro z Funduszu Odbudowy miałyby pomóc otrząsnąć się z pandemicznego kryzysu.