Sukces Angeli Merkel. Pyrrusowe zwycięstwo Grupy Wyszehradzkiej

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Angela Merkel i Emmanuel Macron

Angela Merkel i Emmanuel Macron // Źródło: Facebook/Emmanuel Macron

Grupie Wyszehradzkiej udało się zablokować kandydaturę Fransa Timmermansa na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej. Dla naszego regionu to jednak pyrrusowe zwycięstwo, bowiem najważniejsze stanowiska w UE przypadną reprezentantom państw Europy Zachodniej.

 

Nominacja Ursuli von der Leyen na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej mogła sprawiać wrażenie, że proces obsady najważniejszych stanowisk w UE wymknął się spod kontroli, a przynajmniej poszedł w nieprzewidzianym kierunku. Do opinii publicznej przedostał się obraz kanclerz Angeli Merkel usilnie szukającej kompromisu – nawet za cenę potencjalnego rozłamu w Europejskiej Partii Ludowej – oraz twardego stanowiska Grupy Wyszehradzkiej i Włoch, które postawiły na swoim i zablokowały kandydaturę Fransa Timmermansa.

Jeśli spojrzeć jednak na chłodno na wynik tych negocjacji, okazuje się, że na kluczowe stanowisko wykonawcze w UE wyłoniona została trzykrotna minister w rządach kanclerz Merkel. Wśród pozostałych nominacji (na prezesa Europejskiego Banku Centralnego, wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych oraz przewodniczącego Rady Europejskiej) nie ma natomiast przedstawicieli państw wyszehradzkich, ani Włoch. Przy założeniu, że Parlament Europejski zaakceptuje nominacje zgłoszone przez unijnych przywódców, jedynym przedstawicielem Europy Środkowej w najwyższych władzach UE może być Słowak Maroš Šefčovič, o którym mówi się, że zostanie jednym z wiceprzewodniczących KE. Z tego punktu widzenia, sukces ogłoszony przez przywódców państw wyszehradzkich w związku z niewybraniem Timmermansa i nominacją „kompromisowej” von der Leyen, wydaje się pyrrusowym zwycięstwem.

David Sassoli nowym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego

Po dwóch turach głosowania posłowie do Parlamentu Europejskiego wybrali nowego przewodniczącego. Kandydat Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D) David Sassoli zastąpi ustępującego Antonio Tajaniego.
 

Już w pierwszej rundzie Włoch wysunął się na prowadzenie, otrzymując 325 głosów. Dopiero druga tura przyniosła jednak …

Co to oznacza dla Europy?

Decyzja o poparciu kandydatury niemieckiej minister obrony – a nawet zapewnienia z obozu premiera Viktora Orbána, że została ona zaproponowana przez premierów z Grupy Wyszehradzkiej – nie pozostanie bez wpływu na europejską scenę polityczną.

Po pierwsze, elementem porozumienia obejmującego nominację von der Leyen na przewodniczącą KE jest posada prezesa Europejskiego Banku Centralnego dla byłej francuskiej minister finansów – a obecnie szefowej MFW – Christine Lagarde. Przekazanie kluczowych stanowisk w UE w ręce polityków z dwóch dominujących państw członkowskich będzie oznaczało instytucjonalne wzmocnienie tandemu francusko-niemieckiego. Zgadzając się na taki podział stanowisk, państwa V4 w praktyce zalegitymizowały stan, z którym dotychczas starały się walczyć.

Po drugie, na stanowisko przewodniczącej KE została wyłoniona polityk, która w swojej dotychczasowej karierze opowiadała się za federalizacją Europy. Jeśli jej wybór zostanie potwierdzony w PE i nowa szefowa Komisji będzie chciała promować model federalnej UE w ramach pełnionego mandatu, będzie to prowadzić do pogłębienia się rozłamu wewnątrz Unii. Państwa V4 zdecydowanie opowiadają się bowiem za Europą ojczyzn i suwerennością narodową.

W końcu, jednogłośne poparcie udzielone Ursuli von der Leyen przez przywódców V4 stawia liderów państw wyszehradzkich w niewygodnej sytuacji przed własnym elektoratem i zmienia parametry politycznej rywalizacji. Formacje rządzące obecnie w Polsce, w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji w mniejszym lub większym stopniu mobilizowały dotychczas swój elektorat hasłami walki z francusko-niemiecką dominacją w UE i przenoszeniem kolejnych kompetencji na poziom ponadnarodowy. Przyłożenie ręki do nominacji na najważniejsze stanowiska w UE polityków wywodzących się z tych państw ogranicza możliwość stosowania podobnej narracji „suwerennościowej” w przyszłości. Jakiekolwiek próby mobilizacji wyborców na bazie sprzeciwu wobec rosnącej pozycji Niemiec czy Francji w strukturach UE będą od razu kontrowane przez opozycję jako polityczna hipokryzja i zaprzeczanie faktom.

Ursula von der Leyen wskazana na przewodniczącą KE

Po raz pierwszy w historii na czele Komisji Europejskiej stanie kobieta? Zgromadzeni na szczycie w Brukseli przywódcy państw członkowskich wskazali minister obrony Niemiec na kandydatkę do pokierowania KE. Teraz będzie ją musiał zatwierdzić Parlament Europejski.

 

Specjalny szczyt dotyczący obsady najważniejszych stanowisk …

Przypadek, czy kalkulacja?

Na koniec warto zadać sobie pytanie, na ile przyjęty „za pięć dwunasta” kompromis był wynikiem nieprzewidzianego rozwoju wypadków, a na ile wynikał z politycznych kalkulacji przywódców państw członkowskich.

Z dużym prawdopodobieństwem można bowiem założyć, że znająca realia polityczne w państwach wyszehradzkich kanclerz Merkel spodziewała się zablokowania przez te ostatnie kandydatury Timmermansa. Ale udzielenie Holendrowi poparcia – jako kandydatowi konkurencyjnej frakcji politycznej w PE – pozwoliło jej zaprezentować się w roli lidera szukającego kompromisu, a nie narzucającego swoją wolę pozostałym.

W tej sytuacji kandydatury von der Leyen oraz Lagarde, które w ostatnim dniu szczytu uzgodnić mieli właśnie kanclerz Merkel wraz z prezydentem Macronem, znalazły szerokie poparcie jako wyście z impasu. Rada Europejska przyjęła tę propozycję niemal jednomyślnie – z wyjątkiem głosu wstrzymującego się ze strony samej Merkel, która uszanowała umowę koalicyjną z niemieckim SPD. Tym samym niejako w naturalny sposób, przy szerokiej akceptacji pozostałych państw członkowskich, przedstawiciele Francji i Niemiec znaleźli się na prostej drodze do kluczowych stanowisk w UE

Jeżeli nominacje unijnych przywódców zostaną w najbliższych tygodniach przyjęte przez Parlament, niemiecki polityk zostanie przewodniczącym KE po raz pierwszy od 1967 roku. Na dodatek będzie to pierwsza w historii UE kobieta na tym stanowisku. Zważywszy na konsensus, jaki w tej sprawie został wypracowany w Radzie Europejskiej, szczyt niewątpliwie kończy się zwycięstwem Angeli Merkel, ale również niemiecko-francuskiego tandemu w UE.

 

Marcin Chruściel – absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zespołu redakcyjnego „Nowej Konfederacji”.