Ursula von der Leyen wskazana na przewodniczącą KE

Ursula von der Leyen, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency ,fot. Arno Mikkor (EU2017EE), CC BY 2.0

Po raz pierwszy w historii na czele Komisji Europejskiej stanie kobieta? Zgromadzeni na szczycie w Brukseli przywódcy państw członkowskich wskazali minister obrony Niemiec na kandydatkę do pokierowania KE. Teraz będzie ją musiał zatwierdzić Parlament Europejski.

 

Specjalny szczyt dotyczący obsady najważniejszych stanowisk w UE trwał ponad 3 dni. Europejscy przywódcy debatowali niemal non stop na spotkaniu plenarnym oraz spotkaniach w mniejszym gronie z zaledwie ok. 20 godzinną przerwą w poniedziałkowe (1 lipca) popołudnie i wieczór oraz w nocy z poniedziałku na wtorek. Warto dodać, że część z nich – w tym Donald Tusk, Jean-Claude Juncker, Angela Merkel, Theresa May, Mark Rutte, Giuseppe Conte and Pedro Sanchez.

Szczyt znów z opóźnieniami

Wtorkowa część brukselskiego szczytu miała się zacząć roboczym obiadem o godzinie 11:00. Ale już od 10:00 trwały konsultacje w mniejszych grupach. Spotkali się ze sobą m.in. przywódcy państw Grupy Wyszehradzkiej. Konsultacje zaczęły się mocno przeciągać, a rzecznik prasowy Rady Europejskiej Preben Aamann kilkakrotnie przesuwał godzinę rozpoczęcia oficjalnej części szczytu. Ostatecznie lunch zaczął się dopiero o 17:15. Wtedy jednak na stole negocjacyjnym leżała już ostateczna propozycja, uwzględniająca Ursulę von der Leyen jako przyszłą szefową KE.

W myśl tej propozycji na czele Rady Europejskiej miał stanąć premier Belgii Charles Michel, zaś Wysokim Przedstawicielem ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa hiszpański minister spraw zagranicznych Josep Borrell, który był już kiedyś przewodniczącym PE (w latach 2004-2007). Oznaczałoby to, że na czele KE stanęłaby chadeczka, na czele RE – liberał, zaś za politykę zagraniczną odpowiadałby socjalista.

Wśród wiceprzewodniczących KE także znaleźliby się przedstawiciele tylko dwóch frakcji. Byliby to Dunka Margrethe Vestager (liberałka) oraz socjalista – Holender Frans Timmermans. Choć mówi się, że najpierw przez 2,5 roku pokierować nim może Bułgar Siergiej Staniszew (socjalista), a potem przez kolejne 2,5 roku Niemiec Manfred Weber (chadek), jednak Donald Tusk nie przedstawił tych opcji w swoim podsumowującym negocjacje oświadczeniu, pozostawiając te wybory samemu PE. Przedstawił natomiast propozycję prezeski Europejskiego Banku Centralnego, którą miałaby zostać Francuzka Christine Lagarde, obecnie szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Szczyt UE bez nazwisk. Kolejny zwołany na… jutro

Kilkanaście godzin trwał specjalny unijny szczyt w Brukseli, który miał wyłonić nowych szefów najważniejszych w UE instytucji. Po całonocnych obradach, przywódcy państw członkowskich kontynuowali obrady dziś (1 lipca) przed południem. Niczego jednak ustalili. Kolejny szczyt zwołano na jutro na godzinę …

Socjaliści przeciwni von der Leyen

W chwili rozpoczęcia wtorkowego roboczego lunchu, który właściwie stał się wczesną kolacją, wiadomo było, że największy opór wobec obsady najważniejszego stanowiska, czyli przewodniczącego KE, stawiali europejscy socjaliści. Partyjnej międzynarodówce nie podobało się, że przepadł jej przedstawiciel – Timmermans. Jeszcze wczoraj wydawało się, że to on stanie na czele KE. Taki plan powstał przy okazji wcześniejszego szczytu G20 w Osace.

Ale sprzeciw wobec Timmermansa zgłosiło już w niedzielę kilka krajów, m.in. państwa wyszehradzkie, Włochy i Irlandia. Chadeckiej międzynarodówce (Europejskiej Partii Ludowej) nie podobało się też oddawanie najważniejszej w UE funkcji socjalistom. Stąd właśnie poniedziałkowy pat na szczycie i konieczność jego odroczenia do wtorku.

Przywódcy państw członkowskich obradujący na szczycie w Brukseli starają się przy obsadzie unijnych stanowisk wziąć pod uwagę zdanie poszczególnych frakcji PE, ponieważ to właśnie europosłowie zatwierdzają potem wskazanych kandydatów. Gdy wydawało się, że wszystko jest ustalone, okazało się, że sprzeciw wobec niemieckiej kandydatki na szefową KE mogą postawić… Niemcy. Taki przeciek pojawił się wśród dziennikarzy zgromadzonych w Brukseli. Okazało się jednak, że kanclerz Merkel poprosiła o możliwość skonsultowania kandydatury von der Leyen z koalicyjnym partnerem CDU – socjalistami z SPD. W roboczym lunchu ogłoszono więc przerwę.

Z kolei polski premier Mateusz Morawiecki miał wykorzystać przerwę, aby odbyć telefoniczną rozmowę… z samą von der Leyen. Ostatecznie, chwilę po 19:00 przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował, że Rada Europejska zaakceptowała kandydatów, o których pogłoski krążyły od wczorajszego przedpołudnia. Następnie przedstawił je na konferencji prasowej.

Kim jest Ursula von der Leyen?

Von der Leyen jest wpływowym politykiem rządzącej Niemcami centroprawicowej CDU. Dotąd piastowała stanowisko ministra obrony. Wcześniej była w rządzie kanclerz Merkel ministrem ds. rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży. W niemieckim rządzie zasiada nieprzerwanie od 2005 r. Z wykształcenia jest ekonomistką, ale studiowała również medycynę. Krótko pracowała jako lekarz.

W 2015 r. wokół von der Leyen wybuchł skandal, gdy padły poważne oskarżenia o to, że jej obroniona w 1991 r. praca doktorska była plagiatem. Oskarżenia jednak się nie potwierdziły. Sprawa okazała się jednak znacząca, bo do tamtego czasu wskazywano von der Leyen na możliwą następczynię Merkel. Potem jednak już nie wróżono jej aż takiej dużej kariery politycznej.

Przyczynił się do tego również kiepski stan niemieckiej armii, która wciąż nie posiada np. nowoczesnego sprzętu i brakuje jej tysięcy pracowników oraz rekrutów. Von der Leyen nie udało się naprawić tej sytuacji, a zdaniem jej krytyków – nawet zapaść w Bundeswehrze pogłębiła. Jej obrońcy jednak podkreślają, że odziedziczyła ją w opłakanym stanie i wiele uczynić się nie dało.

W kwestii przyszłości UE, von der Leyen dała się poznać jako zwolenniczka idei federalizacji Europy. „Moim celem są Stany Zjednoczone Europy, o strukturze takiej jak Szwajcaria, Niemcy czy USA” – deklarowała w 2011 r. W 2015 r. stwierdziła natomiast: „Wyobrażając sobie Europę moich dzieci lub wnuków nie jako luźny związek państw uwięzionych w swoich narodowych interesach.”

Głosowanie przeciw tej kandydaturze na forum PE zapowiedzieli już jednak niemieccy Zieloni.

MON nie przyjął niemieckich wyjaśnień

MON nie może przyjąć wyjaśnień strony niemieckiej do wiadomości – oświadczyła rzeczniczka polskiego ministerstwa obrony Anna Pęzioł-Wójtowicz po wczorajszej (6 listopada) wizycie attaché obrony Niemiec w resorcie, do którego został wezwany w związku z czwartkową wypowiedzią niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen.