Tusk: Odroczenie brexitu, tylko jeśli Westminster przegłosuje umowę rozwodową

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Arno Mikkor (EU2017EE)

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, źródło: Flickr/EU2017EE Estonian Presidency, fot. Arno Mikkor (EU2017EE)

Brytyjska premier Theresa May zwróciła się w środę do szefa Rady Europejskiej z wnioskiem o krótkie odroczenie brexitu. Ten jednak uzależnił zgodę od przyjęcia przez Westminster porozumienia rozwodowego.

 

Jeśli unijna Dwudziestkasiódemka nie zgodzi się na przełożenie, a Londyn w ostatniej chwili nie odwoła jednostronnie brexitu (ma takie prawo, choć wywołałoby to zarzuty o zdradę wyniku referendum), Wielka Brytania wyjdzie z UE 29 marca bez żadnej umowy. Spowoduje to ogromny chaos.

Dlatego w środę premier Theresa May zwróciła się w liście do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska z wnioskiem o przesunięcie rozwodu do 30 czerwca. Pozwoliłoby to na wdrożenie odpowiedniej legislacji po przegłosowaniu przez Westminster „tak szybko jak to możliwe” umowy rozwodowej wynegocjowanej przez May z Brukselą.

Szkopuł w tym, że posłowie już dwa razy ją odrzucili: w styczniu (230 głosami) i w zeszłym tygodniu (149 głosami).

Tymczasem w popołudniowym oświadczeniu Tusk zaznaczył, że UE zgodzi się na krótkie przedłużenie, tylko jeśli Westminster zaakceptuje w końcu porozumienie.

– W świetle konsultacji, które przeprowadziłem w ostatnich dniach, wierzę, że krótkie przedłużenie byłoby możliwe. Zależałoby jednak od pozytywnego wyniku głosowania nad umową rozwodową w Izbie Gmin – powiedział Tusk.

„Szef Rady Europejskiej ogromnie podniósł stawkę. Teraz albo mamy umowę May, albo w następny piątek wychodzimy z UE bez żadnego porozumienia”, komentuje na Twitterze Norman Smith z BBC.

Część komentatorów zwraca jednak uwagę, że Tusk nie wykluczył długiego odroczenia. Taką alternatywę sugeruje też notatka Komisji Europejskiej krążąca wśród oficjeli przed czwartkowym szczytem UE.

Właśnie ów szczyt miał decydować pierwotnie o przełożeniu brexitu. Tusk zapowiedział jednak, że jeśli umowa przejdzie w przyszłym tygodniu, wniosek Brytyjczyków można zatwierdzić w ramach procedury pisemnej. Gdyby zaszła taka potrzeba, można by też zwołać nadzwyczajny szczyt UE, choć Tusk zaznaczył, że obecnie nie przewiduje takiej konieczności.

Na ile odroczenie

W zeszły czwartek Westminster przegłosował, by poprosić Unię o czas do końca czerwca – ale przyjął też do wiadomości, że jeśli nie uda się przegłosować wspomnianej umowy rozwodowej, przedłużenie może być dłuższe, a w takim wypadku Wielka Brytania musiałaby uczestniczyć w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Odroczeniu na dłuższy okres energicznie sprzeciwili się jednak probrexitowi członkowie rządu i torysowscy parlamentarzyści. Ich rewolta groziłaby upadkiem rządu May i rozbiciem Partii  Konserwatywnej. Ministrowie stanęli okoniem podczas burzliwego posiedzenia rządu we wtorek.

W poniedziałek spiker Izby Gmin ostrzegł, że głosowanie nad umową będzie niemożliwe, jeśli nie będzie w niej istotnych zmian, bo parlamentarne reguły zakazują rozpatrywania dwa razy tego samego projektu w tej samej sesji parlamentu (a posłowie wcześniej już go odrzucili).

Jednak May zasugerowała w liście, że po zatwierdzeniu przez szczyt UE dodatkowych dokumentów uzgodnionych przez nią i szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera w zeszłym tygodniu w Strasburgu będzie mogła podsunąć posłom umowę jeszcze raz.

Co postanowi Unia

Rzecznik Junckera powiedział, że jego szef podczas rozmowy telefonicznej z May zaznaczył, że w grę wchodziłoby odroczenie do 23 maja, czyli przedednia wyborów do Parlamentu Europejskiego. Bruksela chce uniknąć scenariusza, w którym Wielka Brytania pozostaje we wspólnocie, ale nie ma europarlamentarzystów.

Inną opcją byłoby długoterminowe przedłużenie do końca 2019 roku. Wielka Brytania musiałaby wówczas przeprowadzić eurowybory.

Nie chce tego jednak May. Podczas środowej dyskusji w Izbie Gmin powiedziała, że „jako premier” nie jest przygotowana na dłuższe przesunięcie brexitu niż do 30 czerwca.

Zdaniem komentatorów to sugestia, że jeśli jej umowa znów przepadnie w parlamencie – głosowanie w tej sprawie odbędzie się zapewne na początku przyszłego tygodnia – May może ustąpić ze stanowiska. Według doniesień brytyjskich mediów ok. 21 polskiego czasu premier ma wygłosić oświadczenie na Downing Street. Być może odniesie się do tych informacji.

W ostatnich tygodniach zwolennicy brexitu bez porozumienia próbowali skłonić niektóre kraje UE – np. Włochy, Węgry czy Polskę – do zablokowania jakiegokolwiek odroczenia. Decyzja Unii w tej sprawie musi być jednomyślna. Prominentni działacze grupy Leave.EU spotkali się w Veneto z działaczami eurosceptycznej Ligi Północnej wicepremiera Włoch Matteo Salviniego, a probrexitowi posłowie torysów rozmawiali o brexicie z politykami PiS – m.in. senator Anną Marią Anders – podczas niedawnego Belvedere Forum w Warszawie. Jednak zdaniem komentatorów UE utrzyma wspólny front.

Nie znaczy to, że wszystkie kraje mają w tej kwestii jednakowe stanowisko. Berlin był bardziej skłonny do pójścia Brytyjczykom na rękę, na twardszy kurs – obrany przez Tuska w popołudniowym oświadczeniu – naciskał Paryż.