UE winna złym relacjom z Rosją? Przegląd kłamstw, nieprawd i niedomówień Kremla – FEJK MIESIĄCA

Relacje unijno-rosyjskie są coraz trudniejsze, źródło: Flickr/Bohan Shen (CC BY-NC-SA 2.0)

Relacje unijno-rosyjskie są coraz trudniejsze, źródło: Flickr/Bohan Shen (CC BY-NC-SA 2.0)

Relacje unijno-rosyjskie, i tak już po aneksji przez Rosję w lutym 2014 r. ukraińskiego Krymu trudne, jeszcze się przez ten czas skomplikowały. Według związanych z Kremlem mediów, całkowitą winę ponosi za to Unia Europejska. Tyle, że UE jedynie reaguje na wcześniejsze działania Rosji.

 

 

Aneksja Krymu miała miejsce dokładnie siedem lat temu. Dziś (26 lutego) Ukraina upamiętnia wydarzenia, które na przełomie lutego i marca 2014 r. doprowadziły do odebrania jej przez Rosję kawałka terytorium.

Aneksja, będąca odpowiedzią na wcześniejszą tzw. Rewolucję Godności, która odsunęła od władzy głęboko skorumpowaną i otwarcie prorosyjską ekipę Wiktora Janukowycza, położyła kres nie tylko prowadzonej przez USA pod wodzą Baracka Obamy polityki „resetu” we wzajemnych relacjach z Rosją, ale także zakończyła okres ocieplenia w relacjach unijno-rosyjskich.

Daniel Fried: Nic o Polsce bez Polski! Rosja nie może porozumiewać się z Niemcami nad głowami Polaków

„Źródło agresji, zagrożenie dla nas wszystkich to nie Berlin. To Kreml, to Putin. A nie Angela Merkel. Musimy się starać współpracować z naszymi sojusznikami – z Niemcami, o ile będą się starali” – Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce.

Krym, Donbas i nowiczok

Wydarzenia następnych miesięcy i lat – jak choćby wojskowe i polityczne wsparcie dla prorosyjskich separatystów w Donbasie, zestrzelenie tam dostarczoną z Rosji baterią rakietową cywilnego samolotu Malaysia Airlines z głównie holenderskimi pasażerami na pokładzie, próba zabicia (za pomocą tzw. nowiczoka) w Salisbury na południu Anglii byłego oficera rosyjskiego wywiadu wojskowego Siergieja Skripala czy wreszcie represje wobec antykremlowskiej opozycji, a przede wszystkim Aleksieja Nawalnego – jeszcze te relacje skomplikowały.

UE na działania Rosji opowiedziała m.in. nałożeniem sankcji sektorowych, a także sankcji indywidualnych na osoby i podmioty zaangażowane w aneksję Krymu oraz ciągnące z tego korzyści majątkowe (jak np. spółki budujące most przez Cieśninę Kerczeńską łączący Krym z resztą Rosji) czy zamrożeniem unijno-rosyjskich rozmów na niektórych szczeblach.

Gdy w marcu 2018 r. Wielka Brytania wydalała ze swojego terytorium rosyjskich dyplomatów powiązanych z atakiem rosyjskich służb specjalnych na Siergieja Skripala na brytyjskim terytorium (w wyniku czego ucierpieli także postronni obywatele brytyjscy), większość państw członkowskich także – w akcie solidarności z Brytyjczykami – uznała za persona non grata na swoich terytoriach jednego lub kilku rosyjskich dyplomatów.

Były to jednak zawsze działania prowadzone w reakcji na wcześniejszego działania strony rosyjskiej. Tyle, że prokremlowskie media (także te nastawione na odbiorców spoza Federacji) tak tego nie przedstawiają.

Rosja: Sąd odrzucił apelację Nawalnego w sprawie "Yves Rocher". "Życie bez kłamstw byłoby piękne"

Nawalny przyznał, że o ile wcześniej był „wojującym ateistą”, to wydarzenia z ostatnich miesięcy przybliżyły go do Boga.

Rosyjskie „wstawanie z kolan”

W rosyjskiej narracji – wielokrotnie opisywanej przez specjalnie powołany w celu walki z propagandą i dezinformacją unijny zespół East StratCom w jego serwisie EUvsDisinfo – to UE jest niemal zawsze stroną inicjującą działania wymierzone w Rosję z powodu „obaw o rosnącą rosyjską niezależność”.

Jest to postawa zgodna z obecnym stanowiskiem MSZ Rosji oraz samego Kremla, które wielokrotnie ustami swoich przedstawicieli, np. rzeczniczki rosyjskiej dyplomacji Marii Zacharowej, szefa MSZ Siergieja Ławrowa czy rzecznika administracji prezydenckiej Władimira PutinaDmitrija Pieskowa, oskarżały Brukselę o prowokowanie sporów i konfliktów na linii UE-Rosja.

W bazie serwisu EUvsDisinfo można odnaleźć setki opisanych dokładnie przypadków takiej dezinformacji serwowanych odbiorcom przez prokremlowskie media, takie jak nakierowana na odbiorców na świecie telewizja RT, wielojęzyczny serwis informacyjny Sputnik, agencja RIA Novosti czy państwowa telewizja Rassija 24.

Nie znajdzie się tam informacji, że reakcja na aneksję Krymu (np. sankcje) to w istocie reakcja na złamanie przez Moskwę międzynarodowego prawa poprzez inwazję tzw. zielonych ludzików, czyli pozbawionych dystynkcji i oznaczeń identyfikacyjnych rosyjskich żołnierzy oraz odebranie Ukrainie kawałka terytorium na mocy referendum przeprowadzonego z pogwałceniem międzynarodowych norm i przepisów.

Nie znajdziemy tam też przypomnienia, że Rosja – obok USA i Wielkiej Brytanii – jest sygnatariuszem Memorandum Budapeszteńskiego z 1994 r., w którym trzy kraje zobowiązały się do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz powstrzymania się od wszelkich gróźb użycia siły przeciwko jej niepodległości i integralności terytorialnej.

Gwarancje te przekonały Ukrainę do oddania Rosji posowieckiej strategicznej broni atomowej i przystąpienia do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Tymczasem, dwie dekady później, to właśnie jeden z gwarantów integralności terytorialnej Ukrainy (czyli Rosja) doprowadził do naruszenia owej integralności.

Ławrow: To UE zrywa relacje z Moskwą. "Stosunków Unia-Rosja praktycznie już nie ma"

„Unia Europejska zrujnowała bez wyjątku wszelkie mechanizmy współpracy”, stwierdził szef rosyjskiej dyplomacji po spotkaniu ze swoim fińskim odpowiednikiem Pekką Haavisto.

UE obwiniana o zawieszenie szczytów z Rosją

W prokremlowskich mediach są za to informacje wskazujące, że to UE w reakcji na rosyjskie „wstawanie z kolan” zerwała dotychczas istniejące fora dialogu, takie jak organizowane dwa razy do roku szczyty UE-Rosja z udziałem przedstawicieli rosyjskiego rządu i Komisji Europejskiej, doroczne konsultacje między rosyjskim MSZ a przedstawicielami UE czy cztery obszary wspólnej współpracy przekładające się na 20 wątków, w których Bruksela i Moskwa wymieniały systematyczne opinie.

Tyle, że owe fora dialogu i współpracy nie zostały zlikwidowane, a jedynie zamrożone do czasu, aż Rosja w całości wywiąże się z postanowień Porozumień Mińskich dotyczących wojny na wschodzie Ukrainy.

Choć poczyniono tam pewne postępy – np. wycofano rosyjską ciężką artylerię czy doprowadzono do kilku wymian jeńców, wojna wcale nie ustała, a wiele kwestii (np. dotyczących granicy ukraińsko-rosyjskiej) nie zostało wdrożonych.

Klucz do rozwiązania tej sytuacji spoczywa więc w rękach Rosjan. Kwestia ta jest też jasno wyrażona w pięciu priorytetach relacji UE-Rosja uzgodnionych przez ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich w marcu 2016 r. i potwierdzonych ponownie w październiku 2020 r.

W tym samym dokumencie UE jednak nie tylko stawia Rosji jeden prosty warunek – pełna implementacja Porozumień Mińskich – ale także zapewnia o dalszym zaangażowaniu się w relacje z Rosją, choć jest to oczywiście obecnie zaangażowanie selektywne i dotyczące kluczowych kwestii.

Jednym z priorytetów jest także obietnica utrzymania kontaktów międzyludzkich na linii UE-Rosja oraz wsparcia dla rosyjskiego społeczeństwa, ale to akurat rzeczywiście może być dla Kremla irytujące, choć z innych powodów niż deklaruje.

Siergiej Ławrow: Rosja jest gotowa do zerwania stosunków z Unią Europejską. Kreml dementuje

„Nie chcemy izolować się od życia międzynarodowego, ale trzeba być na to gotowym”, podkreslił szef rosyjskiego MSZ.

Unijne sankcje bolą Kreml, ale nie zwykłych Rosjan

Również unijne sankcje, choć dotykają zarówno osoby, firmy, jak i instytucje, dotyczą wyłącznie osób i podmiotów zaangażowanych w naruszanie integralności terytorialnej Ukrainy. Nie są zaś wymierzone w Rosję czy Rosjan jako takich.

Jak pokazuje raport Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, współpraca unijno-rosyjska na podstawowym poziomie kwitnie. Mimo różnych sankcji UE dalej pozostaje dla Rosji największym partnerem handlowym, a Rosjanie stanowili (przed wybuchem pandemii COVID-19, która sparaliżowała takie projekty) największą grupę pozaunijnych studentów korzystających z programu Erasmus+.

W samym tylko 2019 r. wydano obywatelom Rosji ponad 4 mln wiz schengeńskich, a po wybuchu pandemii wsparto najbardziej narażone na COVID-19 grupy społeczne w tym kraju w ramach projektów wartych łącznie 13 mln euro. Od 1997 r. dzięki unijnym funduszom zrealizowano w Rosji ponad 500 projektów społecznych.

Tymczasem to Moskwa, w ramach swoich retorsji, obłożyła embargiem import wielu produktów (głównie żywności) z UE, co uderzyło w polskich sadowników, fińskich mleczarzy czy francuskich hodowców bydła. A pośrednio także w samych Rosjan, pozbawiając ich dostępu do wielu importowanych towarów lub doprowadzając do wzrostu ich cen.

Udzielone w tym tygodniu przez ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich UE sankcje również są odpowiedzią na konkretne działania Rosji i otrucie Nawalnego. Moskwa nie jest skłonna do przeprowadzenia niezależnego śledztwa z udziałem zagranicznych ekspertów, a także oskarża Zachód (a w szczególności Niemcy) o sfingowanie zabójstwa lidera opozycji.

Znów jednak sankcje mają dotyczyć tylko konkretnych osób i instytucji zaangażowanych w zamach na Nawalnego oraz jego późniejsze skazanie na 2,5 roku pobytu w kolonii karnej. UE – mimo wszystkich trudności – powstrzymuje się też od ostrych wypowiedzi i działań w stosunku do Rosji.

Jest to nawet przedmiotem wewnętrznego sporu między krajami członkowskimi, z których część (np. Polska i państwa bałtyckie) domaga się bardziej stanowczego języka i bardziej konkretnych działań Komisji Europejskiej wobec Moskwy.

Borrell w Moskwie upomina się o Nawalnego, ale też apeluje o dialog Rosji z UE. Rosja wydala unijnych dyplomatów

Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell udał się z wizytą do Moskwy, choć krytykowały to Polska i państwa bałtyckie. Tam upomniał się o rosyjskich więźniów politycznych, ale także apelował o dalszy dialog Rosji z UE. Rosyjski minister spraw zagranicznych nazwał zaś …

Borrell upokorzony w Moskwie

Tymczasem to Rosja w ostatnim czasie lubuje się gestach upokarzających unijnych dyplomatów. Podczas składanej w Moskwie na początku lutego wizyty Wysokiego Przedstawiciela UE ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa Josepa Borrella, gospodarze starali się zrobić wiele, aby boleśnie ukłuć swojego gościa.

Prezentujący w bezpośredniej rozmowie (tak informują współpracownicy Borrella) bardzo ugodowe podejście Ławrow, na późniejszej konferencji zaatakował ostro wyraźnie nieprzygotowanego szefa unijnej dyplomacji, nazywając UE m.in. „niesolidnym partnerem”.

Dokładnie w dniu tej wizyty (co jest w dyplomacji bardzo czytelnym sygnałem) wydalono z Rosji troje unijnych dyplomatów reprezentujących tam Polskę, Niemcy i Szwecję. Całej trójce zarzucono przekroczenie mandatu dyplomatycznego poprzez rzekomy udział w manifestacjach po aresztowaniu i skazaniu Nawalnego.

Tyle że nie był to udział w manifestacji, ale jej obserwacja, co jak najbardziej mieści się w regulującej stosunku dyplomatyczne między państwami Konwencji Wiedeńskiej z 1961 r., a konkretnie w jej artykule 3., punkcie 1 i podpunkcie D, pozwalającym dyplomatom na „zaznajamianie się wszelkimi legalnymi sposobami z warunkami panującymi w państwie przyjmującym i z rozwojem zachodzących w nim wydarzeń oraz zdawanie z tego sprawy rządowi państwa wysyłającego”.

Relacje unijno-rosyjskie są więc trudne, ale ich kiepski stan nie jest – jak przekonują prokremlowskie media – „winą UE”. Co więcej, ich poprawa zależy głównie od tego jak Rosja przyjmie wciąż wyciągniętą do niej unijną dłoń.

 

„Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach programu dotacji Parlamentu Europejskiego w dziedzinie komunikacji. Parlament Europejski nie uczestniczył w przygotowaniu materiałów; podane informacje nie są dla niego wiążące i nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za informacje i stanowiska wyrażone w ramach projektu, za które zgodnie z mającymi zastosowanie przepisami odpowiedzialni są wyłącznie autorzy, osoby udzielające wywiadów, wydawcy lub nadawcy programu. Parlament Europejski nie może być również pociągany do odpowiedzialności za pośrednie lub bezpośrednie szkody mogące wynikać z realizacji projektu”.