UE przedłuża sankcje wobec Rosji

© European Union 2016 - Source : EP

Unijni przywódcy podjęli wczoraj (15 grudnia) wieczorem decyzję o przedłużeniu sankcji nałożonych na Rosję. Osiągnęli także porozumienie ws. umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Tematami obrad Rady Europejskiej był także kryzys migracyjny, m.in. w związku z relacjami UE-Turcja, Brexit i sytuacja w Syrii. Do Brukseli przyjechał burmistrz Aleppo, który wzywał świat do reakcji na zbrodnie dokonywane w jego mieście.

Regularne, kończące rok posiedzenie Rady Europejskiej zostało skrócone do jednego dnia – tradycyjnie trwa ono dwa dni.

Dramat wschodniego Aleppo

Czwartkowy szczyt UE rozpoczął się od dramatycznego przemówienia burmistrza wschodniego Aleppo Brity Hagi Hassana, który mówił o dokonywanych tam zbrodniach wojennych i zbrodniach przeciwko ludzkości. Wezwał także społeczność międzynarodową do działania i zakończenia cierpienia ludności pozostającej wciąż w mieście „Czekamy na działania, nie na słowa, bo dzieci w Aleppo czekają na ratunek. Potrzebujemy mobilizacji całej społeczności międzynarodowej, którą ogarnęła niemoc” – powiedział burmistrz wschodniego Aleppo. „Tej tragicznej sytuacji nie sposób opisać” – dodał.  Wcześniej burmistrz spotkał się z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem.

Tymczasem wciąż napływają stamtąd nowe informacje o atakach, w których ginie ludność cywilna. Mimo otwarcia wczoraj korytarza humanitarnego, którym mieszkańcy mogą opuścić zagrożoną dzielnicę, wieczorem na ewakuację do zachodniej części miasta czekało jeszcze ok. 40 tys. cywilów, a 1,5-5 tys. rebeliantów z rodzinami czeka na ewakuację do sąsiedniej prowincji Idlib. Dane te przekazał specjalny wysłannik ONZ do tego kraju Staffan de Mistura.

Według Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w pierwszej turze transportów ze wschodniego Aleppo ewakuowano prawie tysiąc cywilów i 26 rannych osób, w tym siedmioro dzieci. Według szacunków w drugiej, przeprowadzonej wczoraj wieczorem turze, liczba ewakuowanych może się podwoić.

Sankcje wobec Rosji przedłużone do połowy przyszłego roku

Zgodnie z oczekiwaniami, unijni przywódcy podjęli wczoraj decyzję o przedłużeniu sankcji ekonomicznych wobec Rosji na kolejne pół roku. Obecne obowiązują do końca stycznia 2017 r. Rekomendację dla szefów państw i rządów UE ws. sankcji przedstawili kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji François Hollande.

UE wprowadziła sankcje gospodarcze wobec Rosji latem 2014 r. w związku z eskalacją konfliktu na wschodzie Ukrainy i wsparciem, jakiego Moskwa udziela prorosyjskim rebeliantom. Przedłużenie sankcji oznacza utrzymanie ograniczeń w dostępie do kapitału dla rosyjskich banków państwowych i firm naftowych, ograniczeń w sprzedaży zaawansowanych technologii dla przemysłu naftowego, sprzętu podwójnego zastosowania (do celów cywilnych i wojskowych), a także embarga na broń. Sankcje gospodarcze, które Unia nałożyła na Moskwę były już kilkakrotnie przedłużane, ostatnio w lipcu tego roku.

>> Czytaj więcej o sankcjach wobec Rosji

UE uzależnia zniesienie tych sankcji od wdrożenia porozumień z Mińska ws. zakończenia konfliktu na wschodzie Ukrainy. Jednak mimo że porozumienia te nie są wypełniane, część państw członkowskich domaga się zniesienia restrykcji. Argumentują, że są one nieskuteczne, a bardzo kosztowne dla gospodarki. Do niedawna jeszcze przewidywano, że unijne sankcje trudno będzie kolejny raz przedłużyć. Wątpliwości w tej kwestii zgłaszali przede wszystkim Włosi, którzy jednak ostetecznie zaakceptowali przedłużenie sankcji. Zwolennicy złagodzenia postawy wobec Moskwy zmienili swoje stanowisko pod wpływem sytuacji w Syrii, gdzie siły rosyjskie wspierają reżim Baszara el-Asada bombardując m.in. Aleppo. Tymczasem jeszcze w październiku unijni przywódcy zagrozili Rosji kolejnymi sankcjami w związku z tymi bombardowaniami, jednak ostatecznie nie zdecydowali się na ten krok.

Porozumienie przywódców ws. Ukrainy jest, ale jego efekt wciąż niepewny

Unijni przywódcy uzgodnili również wspólny tekst deklaracji ws. umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina.

>> Czytaj więcej o umowie stowarzyszeniowej

Deklaracja ta, która będzie dołączona do umowy, ma przekonać Holendrów, że porozumienie nie oznacza automatycznego członkostwa w Unii i w ten sposób umożliwić zakończenie procesu ratyfikacji. Holandia jest bowiem jedynym państwem członkowskim, który nie ratyfikował porozumienia blokując wprowadzenie w życie postanowień umowy stowarzyszeniowej. Zdecydowali o tym obywatele w kwietniowym referendum.

>> Czytaj więcej o holenderskim referendum

„To nie były łatwe rozmowy ani przyjemne, ale były konieczne” – przyznał premier Holandii Mark Rutte. „To porozumienie gwarantuje jednolity, unijny front przeciwko destabilizującej polityce Rosji. Ta decyzja określa raz na zawsze, czym jest umowa stowarzyszeniowa, a przede wszystkim, czym nie jest. Nie powinno być już więcej wątpliwości” – podkreślił. Zwrócił jednak uwagę, że Ukraina jest zobowiązana do zwalczania korupcji i ostrzegł przed konsekwencjami niewypełniania tego zobowiązania dla wdrażania porozumienia z UE. Szef holenderskiego rządu poinformował także, że w tej sprawie kontaktował się także z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką.

W przyjętej na czwartkowym szczycie deklaracji unijni przywódcy zapewniają, że umowa stowarzyszeniowa nie jest równoznaczna z przyznaniem Ukrainie statusu kraju kandydującego ani nawet nie stanowi zobowiązania do przyznania takiego statusu w przyszłości. W deklaracji zapisano też, że nie wiąże się ona ze wsparciem wojskowym dla Ukrainy, nie zapewnia obywatelom tego kraju prawa do mieszkania i pracy w Unii ani nie oznacza dodatkowego, finansowego wsparcia ze Wspólnoty.

Mimo to Rutte nie jest pewien czy parlament zgodzi się na ratyfikację umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. „Zobaczymy, na pewno nie będzie to łatwe” – powiedział.

Początkowo na zapis dot. braku zobowiązania w kwestii przyszłego członkostwa Ukrainy w UE nie chciały się zgodzić dwa państwa UE: Polska i Czechy. „Jest to trudne dla nas do przyjęcia, bo jeśli (umowa) nie prowadziłaby do członkostwa kiedyś, to po co to wszystko robić” – mówił kilka dni temu szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski. Ostatecznie żadne z państw nie zdecydowało się jednak na zawetowanie dokumentu.

Po tradycyjnym już spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej przed unijnym szczytem Czechy, Polska, Słowacja i Węgry opublikowały oświadczenie, w którym potwierdziły swoje poparcie dla „aspiracji europejskich i proeuropejskich wyborów” krajów Partnerstwa Wschodniego.

Roboczy obiad poświęcony Brexitowi

Brytyjska premier Theresa May powiedziała przed szczytem Unii Europejskiej, że będzie aktywnie uczestniczyć we wszystkich jego dyskusjach na temat wspólnych zagrożeń: od kryzysu migracyjnego, po wojnę w Syrii. Jednak szefowa brytyjskiego rządu nie uczestniczyła w roboczym obiedzie przywódców poświęconym Brexitowi. Mimo to po przyjeździe do Brukseli zapewniała reporterów, że cieszy ją taka narada.

„To słuszne, by inni liderzy przygotowali się do tych rokowań, tak jak my się przygotowujemy” – oceniła brytyjska premier. „Opuścimy Unię i chcemy, żeby to poszło jak najbardziej gładko i bez zakłóceń” – dodała podkreślając, że leży to nie tylko w interesie Wlk. Brytanii, ale również w interesie reszty Europy. Potwierdziła też, że do końca marca 2017 r. uruchomi art. 50 traktatu o UE, który rozpoczyna oficjalną procedurę wyjścia kraju z UE. Niemiecka kanclerz Angela Merkel zastrzegła natomiast, że rozmowy w gronie „27” nie będą dotyczyć spraw merytorycznych negocjacji z Londynem, tylko samej procedury, ponieważ Brytyjczycy nie złożyli jeszcze wniosku o wyjście z Unii.

Brytyjskie media zwracają uwagę, że w samej Unii nie ma zgody co do tego, jak Brexit powinien wyglądać. Szef KE Jean-Claude Juncker i jej negocjator Michel Barnier twierdzą, że wszelkie umowy dotyczące przyszłych stosunków handlowych muszą poczekać do zakończenia dwuletnich rozmów o samym wystąpieniu Londynu. Brytyjski ambasador w Brukseli Sir Ivan Rogers ostrzega tymczasem, że osiągnięcie porozumienia może potrwać następną dekadę.