Szczyt UE bez nazwisk. Kolejny zwołany na… jutro

Kuluarowie rozmowy na szczycie. Od lewej: premier Estonii Jüri Ratas, przewodniczący RE Donald Tusk, prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, premier Malty Joseph Muscat, premier Luksemburga Xavier Bettel, przewodniczący PE Antonio Tajani oraz premier Czech Andrej Babisz, źródło: consilium.europa.eu (Copyright: European Union)

Kilkanaście godzin trwał specjalny unijny szczyt w Brukseli, który miał wyłonić nowych szefów najważniejszych w UE instytucji. Po całonocnych obradach, przywódcy państw członkowskich kontynuowali obrady dziś (1 lipca) przed południem. Niczego jednak ustalili. Kolejny szczyt zwołano na jutro na godzinę 11:00.

 

Początek unijnego szczytu zaplanowano wczoraj na godzinę 18:00, ale ponieważ konsultacje jakie odbywał z przywódcami państw członkowskich przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk się przedłużały, start obrad plenarnych i roboczej kolacji opóźnił się o niemal 3 godziny.

Jednak ani wcześniejsze konsultacje, ani rozmowy w szerokim gronie nie przyniosły rezultatu. Tusk ogłosił więc wczoraj wieczorem przerwę na kolejne konsultacje, które trwało aż do rana. W pełnym składzie europejscy przywódcy spotkali się dopiero na śniadaniu, które… też przerwano na kolejne konsultacje, zanim chwilę po 12:00 Tusk ogłosił zawieszenie szczytu do jutra do godziny 11:00, o czym poinformował na Twitterze jego rzecznik prasowy Preben Aamann.

Już wcześniej pojawiły się bowiem informacje, że część przywódców nie jest przygotowana na tak długi pobyt w Brukseli i w kraju czekają na nich ważne obowiązki. Konieczność choćby czasowego powrotu do kraju sygnalizowali m.in. premier Włoch Giuseppe Conte oraz kanclerz Austrii Brigitte Bierlein. Oboje mieli dziś bowiem przyjąć w swoich stolicach ważne delegacje z zagranicy.

Całonocne konsultacje

Zarówno konsultacje unijnych przywódców z Tuskiem (nazywane w Brukseli potocznie „konfesjonałami”, ponieważ przewodniczący Rady Europejskiej wysłuchuje postulatów  i żądań każdego państwa członkowskiego), jak i obrady plenarne odbywały się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Na sali obrad Rady włączono także urządzenia zakłócające pracę smartfonów i tabletów, aby żadna z obecnych osób nie mogła (np. na Twitterze) o niczym poinformować. Akredytowani w Brukseli dziennikarze, którzy czekali tymczasem w wielkiej sali prasowej, zaczęli szukać przecieków.

Z nieoficjalnych źródeł (dziennikarze nazywają te osoby „unijnymi dyplomatami”) nadchodziły informacje, które pokazywały niemal całkowity pat w negocjacjach. Europejscy politycy, którzy w ubiegłym tygodniu byli na spotkaniu grupy G20 w Osace w Japonii (Tusk, kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Hiszpanii Pedro Sanchez oraz premier Holandii Mark Rutte) mieli ze sobą uzgodnić, że stanowisko szefa Komisji Europejskiej trafi do reprezentanta frakcji socjalistów, stanowisko szefa Rady Europejskiej obejmie chadek, a wysokim przedstawicielem ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa byłby liberał. Stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego podzieliliby między siebie chadecy i liberałowie, co oznaczałoby, że każda z frakcji desygnuje swojego kandydata na 2,5-letnią kadencję. Podobnie było, gdy dwie kadencje temu socjalista Martin Schulz zastąpił chadeka Jerzego Buzka.

Europa na szczycie G20 w Osace

Na szczycie w japońskiej Osace spotkali się przywódcy 19 najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw na świecie oraz przedstawiciele Unii Europejskiej. Przywódcy państw europejskich odbyli na początek szczytu szereg spotkań dwustronnych.
 

Już w połowie czerwca okazało się, że w Osace dojdzie do dwustronnego …

Plan z Osaki ciągle w grze

Plan ustalony w Osace miał duże szanse powodzenia, ponieważ jego autorzy są bardzo wpływowymi politykami w owych trzech frakcjach. Okazało się jednak, że pozostali chadecy wcale nie chcą oddawać stanowiska szefa KE i sprzeciwili się kanclerz Merkel. Gdy okazało się, że nową Komisją Europejską miałby pokierować jej dotychczasowy wiceprzewodniczący Frans Timmermans, sprzeciw zgłosiły państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4) oraz Włochy. Gdyby Wielka Brytania wstrzymała się od głosu (a tak Brytyjczycy robią często ze względu na brexit) to mogłaby wówczas powstać tzw. mniejszość blokująca. Merkel i Macron udali się więc na spotkania z przywódcami państw V4 i próbowali ich przekonać. Najbliżej tego miało być w przypadku premiera Słowacji Petera Pellegriniego.

Jednocześnie zaczynał pękać opór w chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej. Premier Bułgarii Bojko Borisow (jego centroprawicowa partia GERB należy do EPL) spotkał się w nocy z Timmermansem. A to on był w EPL jednym z największych krytyków Holendra. Nad ranem kandydatura Timmermansa znowu leżała na stole obrad. Wówczas Polska i inne kraje wyszehradzkie miała zażądać przeprowadzenia tajnego głosowania. Warszawa liczyła, że w takiej sytuacji więcej krajów europejski poprze Wyszehrad. „Szef KE powinien łączyć, a nie dzielić” – mówił polski premier Mateusz Morawiecki.

Do żadnego głosowania jednak nie doszło, a europejscy przywódcy starali się dokonać wyboru metodą konsensusu. Gdy było już wiadomo, że szczyt trzeba będzie zawiesić na prawie dobę, pojawiło się mnóstwo komentarzy wskazujących, że taki system wyboru nowych władz UE jest nieefektywny i być może należałoby zastosować jakąś inną formułę, np. głosowania orientacyjne czy system serii głosowań, w których odpadałby kandydat z najmniejszą liczną głosów.

Morawiecki: Na szefa KE Polska poprze wyłącznie kandydata kompromisu

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zawiesił wczoraj późnym wieczorem nadzwyczajny szczyt UE ws. obsady najważniejszych stanowisk w unijnych instytucjach. Największe kontrowersje budzi kandydatura Fransa Timmermansa na szefa KE, której najbardziej zdecydowanie sprzeciwia się Grupa Wyszehradzka z Polską na czele.
 
Morawiecki: Timmermans …

Jakie nazwiska na giełdzie?

W międzyczasie dziennikarze ustalili, że ostatnia lista kandydatów miała wyglądać następująco: przewodniczącym KE Frans Timmermans (socjalista), szefową Rady Europejskiej Bułgarka Kristalina Gieorgijewa (chadeczka), wysokim przedstawicielem ds. polityki zagranicznej Belg Charles Michel (liberał) zaś szefami PE – Niemiec Manfred Weber (chadek) oraz Belg Guy Verhofstadt (liberał). Natomiast pierwszą wiceprzewodniczącą KE zostałaby w takim układzie Dunka Margrethe Vestager (liberałka). Ale każda z tych kandydatur miała swoich silnych przeciwników. Grupa V4 nie zmieniła zdania o Timmermansie, zaś premier Bułgarii zamiast swojej rodaczki Gieorgijewej wolał inną Bułgarkę – Mariję Gabriel.

Okazało się też, że w nocy Tusk testował też w rozmowach innych kandydatów na szefa KE – byłego głównego negocjatora ds. brexitu Francuza Michela Barniera, premiera Irlandii Leo Varadkara oraz Bułgarkę Gieorgijewą. Żaden z pomysłów nie spotkał się jednak z akceptacją wszystkich państw członkowskich.

Dlatego opuszczający szczyt przywódcy nie byli wielkimi optymistami. Włoski premier Conte powiedział, że „10-11 krajów sprzeciwia się pomysłowi z Osaki”. Dodał też, że jego kraj nie sprzeciwia się Timmermansowi „jako człowiekowi”, ale „jest przeciwny przywożeniu na szczyt gotowego planu.” Prezydent Macron wprost nazwał zawieszenie szczytu „porażką”. „Przesłaliśmy dziś jako Rada Europejska i jako Europa w ogóle bardzo sygnał światu. Nikt nie może być zadowolony z tego, że kilkanaście godzin rozmów nie dało żadnego rezultatu. Polityczny podział wewnątrz UE to porażka” – mówił francuski prezydent. Dodał przy tym, że „wiarygodność UE została zachwiana”.

Macron chwalił natomiast kanclerz Merkel za to, że „prowadziła konstruktywne rozmowy”. Ciepło mówił też o premierach Holandii i Hiszpanii oraz o premierze Portugalii. Socjalista Antonio Costa przyłączył się bowiem do grupy forsującej „plan z Osaki”. Bardziej optymistyczny był premier Chorwacji Andrej Plenković, którzy powiedział dziennikarzom, że „wszystkie możliwości są jeszcze otwarte”. Stwierdził przy tym, że „system spitzenkandydatów należałoby jeszcze przemyśleć”. Z kolei Mark Rutte rzucił tylko: „Widzimy się jutro!”.

Natomiast kanclerz Merkel stwierdziła, że „politycy zawsze starają się osiągnąć najlepszy możliwy rezultat, a to czasem trwa”. Pytania o to co może wydarzyć się do jutra, aby negocjacyjny pat został przełamany, stwierdziła: „Gdybyśmy to dziś wiedzieli, nie byłoby powodu, aby spotykać się jutro.”

Być może jutro dojdzie jednak do głosowania i politycy porzucą marzenia o osiągnięciu konsensus. Sugerował to premier Estonii Jüri Ratas. „Musimy zbudować jednak silną większość za jakimś rozwiązaniem. Nie mówię tu o wszystkich 28 krajach, ale o naprawdę silnej większości. Myślę, że to jest ta wielka praca, którą musimy teraz wykonać. Pozostaję jednak optymistą” – powiedział Ratas.

Jeśli jutro unijni przywódcy znów nie osiągną porozumienia, możliwe jest zwołanie jeszcze jednego szczytu w tym miesiącu. W tym kontekście wskazuje się na 15 lipca.

Margrethe Vestager zostanie w Brukseli

Znana z twardej ręki wobec międzynarodowych korporacji unijna komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager pozostanie duńskim komisarzem na kolejną pięcioletnią kadencję. Taką decyzję podjęła nowa premier rządu Mette Frederiksen. Ponadto Vestager wciąż liczy się w grze o najważniejsze unijne stanowiska. 
 

Przez ostatnie …