Premier sprostował swoją wypowiedź zgodnie z wyrokiem

Premier Mateusz Morawiecki, źródło KPRM

Premier Mateusz Morawiecki, źródło KPRM

Zgodnie z wyrokiem sądu apelacyjnego premier Mateusz Morawiecki sprostował wczoraj (27 września) swoją wypowiedź, że za rządów PO „nie było ani dróg, ani mostów”. Jego oświadczenie w tej sprawie wyemitowano tuż przed głównym wydaniem „Faktów” TVN i „Wiadomości” TVP.

 

„Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 r. podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej” – brzmiało oświadczenie odczytane w dość szybkim tempie kobiecym głosem.

Wyrok sądu apelacyjnego

W środę sąd apelacyjny, który rozpatrywał protest Koalicji Obywatelskiej w trybie wyborczym zdecydował, że premier będzie musiał sprostować swoją wypowiedź ze spotkania wyborczego z mieszkańcami woj. lubuskiego. Sędzia Sądu Apelacyjnego Paulina Asłanowicz poinformowała, że sąd postanowił zobowiązać Morawieckiego do opublikowania w ciągu 48 godzin na antenie telewizji TVP Info i TVN przed głównymi wydaniami programów „Wiadomości” i „Fakty” – po blokach reklamowych – bezpośrednio poprzedzających emisję wyżej wymienionych programów oświadczenia poprzez jego odczytanie oraz jednoczesne wyświetlenie planszy z tekstem wypełniającym cały ekran.

Jak wyjaśniała sędzia Asłanowicz “sąd apelacyjny doszedł do przekonania, że pierwsza część tej wypowiedzi – dotycząca tego, że nie było dróg i mostów – ma charakter retoryczny, takiej hiperboli, (ale) należy ją czytać w połączeniu z drugą częścią tej wypowiedzi, w której zawarte zostało stwierdzenie, że `przez osiem lat wydali 5 mld zł na drogi lokalne, tj. tyle, ile my wydajemy w ciągu jednego roku, do półtora roku`.

Sąd apelacyjny zgodził się ze skarżącymi, że ta część wypowiedzi da się zweryfikować, zbadał jej prawdziwość i “doszedł do przekonania, że w świetle dokumentów złożonych do akt sprawy, ta wypowiedź jest nieprawdziwa (politycy PO twierdzą, że za czasów ich rządu w ciągu 8 lat w budowę dróg zainwestowano 134,5 mld zł.), stąd zastosował środek przewidziany w art. 111 Kodeksu wyborczego”. Od postanowienia sądu apelacyjnego nie przysługuje skarga kasacyjna i podlega ono natychmiastowemu wykonaniu.

Rzeczniczka rządu: Uszanujemy wyrok sądu

“Uszanujemy wyrok sądu” – zapowiedziała tego samego dnia rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. “Zgodnie z jego postanowieniem opublikujemy stosowne sprostowanie, ale premier Morawiecki nie musi przepraszać opozycji” – podkreśliła dodając, że “główne zarzuty PO zostały odrzucone”.

Natomiast szef kancelarii premiera Michał Dworczyk zapewniał wczoraj rano, że premier zrealizuje postanowienie sądu, choć – jak zastrzegł – „nie zgadzamy się z logiką jego uzasadnienia”. Również on podkreślał, że szef rządu – wbrew twierdzeniom polityków PO – nikogo nie musi przepraszać, bo wymagane jest wyłącznie sprostowanie.

Opozycja: Kłamstwo w polityce PiS

Tymczasem tuż po wyroku sądu apelacyjnego lider PO Grzegorz Schetyna przekonywał, że “Morawiecki skłamał, dlatego musi za to odpowiedzieć, musi przeprosić Koalicję Obywatelską, musi przeprosić wyborców, musi przeprosić Polaków”. W jego ocenie środowe orzeczenie sądu  nie kończy sprawy, “bo kłamstwo jest wszechobecne w całej polityce, którą prowadzą”. “Chcę dzisiaj bardzo poważnie powiedzieć: to kompromitacja i wstyd, człowiek honoru w takiej sytuacji podałby się do dymisji” – oświadczył Schetyna.

Wtórowała mu szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. “Okazało się, że mamy `prawdę, też prawdę i prawdę Morawieckiego`” – ironizowała. Jej zdaniem Polacy słuchając Morawieckiego “zawsze powinni pamiętać ten głos”. Również przewodnicząca Inicjatywy Polska Barbara Nowacka przekonywała, że „nie można budować państwa opartego na kłamstwie i nie można kłamstwem rządzić”. Podkreśliła, że ten środowy wyrok sądu “pokazuje, że w życiu publicznym wszyscy jesteśmy równi, równi wobec prawa”. “Najwyższy czas, żeby premier Morawiecki i cały rząd PiS, zaczęli przestrzegać prawa, przestali kłamać, tak jak kłamali w sprawie sądów, praw kobiet, edukacji, praworządności” – powiedziała Nowacka.

Natomiast lider Kukiz`15 Paweł Kukiz słowa premiera o tym, że PO nie budowała dróg określił jako „bzdurę”. “Jak budowali, tak budowali, ale budowali” – przyznał w rozmowie z Onetem. Wyraził przy tym nadzieję, że sądy zajmą się również łamaniem prawa zarówno przez PiS, jak i PO, które zbyt wcześnie rozpoczęły kampanię wyborczą. “Kampanię należy prowadzić dopiero po ogłoszeniu przez premiera terminu wyborów” – przypomniał Kukiz.

Sądowa droga pozwu PO

Sąd apelacyjny zajął się pozwem PO przeciwko premierowi dopiero po oddaleniu go przez sąd okręgowy w Warszawie. Ten przyznał co prawda, że spotkanie w Świebodzinie “ewidentnie miało charakter wyborczy”, a wypowiedź szefa rządu charakter wyborczej agitacji, ale uznał ją za „opinię uczestnika” i “zdanie o charakterze ocennym”. “Sąd podziela argumentację językową pełnomocnika uczestnika, że to był chwyt retoryczny” – oświadczył sędzia Radosław Tukaj.

Pierwszy pozew w trybie wyborczym politycy PO złożyli w sądzie okręgowym w Warszawie już 18 września. Dotyczył on wypowiedzi premiera na spotkaniu wyborczym w Świebodzinie: “Żeby nie być gołosłownym powiem tak: nasi poprzednicy (…) przez osiem lat wydali 5 mld zł na drogi lokalne. To jest tyle, ile my wydajemy w ciągu jednego do półtora roku, porównajcie sobie”.

Jednak sąd oddalił ten pozew uznając, że nie podlega on rozpoznaniu w trybie wyborczym. “To nie ten przepis, nie to postępowanie” – uzasadniała sędzia Sylwia Urbańska. Jak wyjaśniała, sąd uznał, że premier nie spełnia kryteriów wskazanych w przepisie, bo nie był kandydatem komitetu wyborczego ani nie miał pisemnej zgody pełnomocnika komitetu. Ponadto – według sądu – twierdzenie wnioskodawcy, że Mateusz Morawiecki jest “twarzą kampanii samorządowej”,  w tym szczególnym trybie nie ma znaczenia.

PO złożyła więc zażalenie na decyzję sądu okręgowego, a sąd apelacyjny przyznał rację Platformie i uznał, że premier jednak jest uczestnikiem kampanii wyborczej. Nakazał też sądowi okręgowemu zbadanie kłamstwa wyborczego Mateusza Morawieckiego. W ten sposób kwestia ta wróciła do sądu okręgowego w Warszawie, który pozew Platformy oddalił. Sprawę zakończył dopiero wczorajszy wyrok sądu apelacyjnego.