Polska zaskarżyła do TSUE dyrektywę o prawach autorskich

Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, Źródło: Curia

Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, Źródło: Curia.europa.eu

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że Warszawa złożyła w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu skargę w sprawie przyjętej w tym roku dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. W końcowym głosowaniu na forum Rady Polska znalazła się wśród 5 państw członkowskich, które były dyrektywie przeciwne.

 

Złożenie skargi do TSUE już wczoraj (23 maja) zapowiedział wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Prowadzenie negocjacji nad ostatecznym kształtem dyrektywy leżały w kompetencjach jego resortu.

Sprzeciw wobec obowiązku filtrowania treści

„Uważamy, że niektóre artykuły – zwłaszcza 17., który jeszcze niedawno był artykułem 13., a który jak to popularnie mówiono, związany jest z filtrowaniem treści – to artykuły które zagrażają wolności w internecie i są sprzeczne z podstawowymi wartościami Unii Europejskiej, dotyczących wolności słowa, idei, kreowania nowych treści” – powiedział Gliński. Dziś złożenie skargi oficjalnie potwierdziła rzeczniczka MSZ Ewa Suwara.

Również wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański, który reprezentuje Polskę na spotkaniach unijnych ministrów ds. europejskich, poinformował, że skarga dotyczy przede wszystkim wprowadzenia obowiązku tzw. automatycznego filtrowania treści pod kątem naruszeń praw autorskich. „Taki kształt dyrektywy może skutkować koniecznością przyjęcia regulacji, które będą analogiczne do cenzury prewencyjnej, a taka jest zakazana nie tylko w myśl polskiej konstytucji, ale też unijnych traktatów” – stwierdził Szymański.

Państwa członkowskie UE mają 2 lata na wdrożenie tej dyrektywy, licząc czas od opublikowania jej w dzienniku ustaw Unii Europejskiej, co nastąpiło pod koniec marca. Trwające 2,5 roku negocjacje były bardzo burzliwe, a parlament raz dyrektywę odrzucił, a przyjął ją dopiero po wprowadzeniu zmian. Również na forum Rady Unii Europejskiej nie było jednomyślności. W ostatnim, kwietniowym głosowaniu 5 państw – Polska, Holandia, Włochy, Finlandia i Luksemburg – były dyrektywie przeciwne.

Dyrektywa o prawach autorskich przyjęta przez państwa członkowskie

Na ministerialnym spotkaniu w Brukseli ostatecznie zatwierdzono dyrektywę regulującą kwestię praw autorskich w internecie. Polska oraz 5 innych krajów były przeciwko, ale to za mało, aby zablokować przyjęcie nowych przepisów. Budziły one i wciąż budzą wiele kontrowersji.
 

Ostateczny kształt dyrektywy uzgodniono …

Jakie zapisy budzą najwięcej kontrowersji

Najwięcej kontrowersji budziły dwa artykuły –  11. oraz 13., który po zmianach w tekście dyrektywy stał się artykułem 17. Pierwszy dotyczy praw pokrewnych dla wydawców prasowych – platformy internetowe oraz agregatory treści mają płacić prasie za umieszczanie obok linków do artykułów choćby najmniejszego kawałka tekstu. Drugi zaś wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich.

Ostatecznie w dyrektywie ustalono, że platformy internetowe powinny płacić za wykorzystywanie pracy artystów i dziennikarzy, ale linki do artykułów informacyjnych, wraz z „pojedynczymi słowami lub bardzo krótkimi fragmentami” mogą być udostępniane bezpłatnie. Swobodnie udostępniane mają być natomiast memy oraz GIF-y tworzone przez użytkowników sieci. Utrzymane mają być bowiem prawo do cytatu, krytyki, parodii czy pastiszu.

Lżejszym wymogom ustanawianym przez dyrektywę będą także podlegać platformy start-upowe. Z obowiązku filtrowania treści pod kątem praw autorskich (np. w komentarzach czy postach użytkowników) wyłączone będą mniejsze podmioty – takie, które mają mniej niż 5 mln użytkowników. Z dyrektywy mają zostać wyłączone także niekomercyjne internetowe encyklopedie (np. Wikipedia) czy platformy z oprogramowaniem open source (np. GitHub).

Przeciwnicy argumentują, że nowe przepisy skonstruowano tak restrykcyjnie, że mniejsze podmioty internetowe będą miały problemy ze sprostaniem tym wymogom (co może utrudnić powstawanie internetowych start-upów), a ponadto naruszone zostanie prawo do swobody wypowiedzi oraz wolność słowa. Dyrektywa jest przez część z nich nazywana „ACTA 2” w nawiązaniu do odrzuconych kilka lat temu bardzo kontrowersyjnych przepisów, które miały przeciwdziałać m.in. cyfrowemu piractwu, ale w ocenie wielu ekspertów de facto dusiły swobodę w internecie.

Zwolennicy nowelizacji uważają natomiast takie porównanie za nadużycie i zwracają uwagę, że brak przepisów odpowiednio regulujących wykorzystywanie w internecie własności intelektualnej (tekstów, zdjęć czy wideo) bardzo szkodzi branży wydawniczej czy tradycyjnym mediom, a w szczególności prasie drukowanej.

Dyrektywa o prawach autorskich – wolność czy cenzura w sieci?

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk uważa, że znowelizowana dyrektywa UE o prawach autorskich nie zagraża wolności w internecie. Premier Mateusz Morawiecki zapewnił tymczasem po wtorkowym głosowaniu w PE: “byliśmy, jesteśmy i będziemy zawsze za wolnością w internecie”.