PE przyjął projekt dyrektywy na temat zmian w prawie autorskim

Głosowanie w Parlamencie Europejskim, źródło: © European Union 2012 - European Parliament

Głosowanie w Parlamencie Europejskim, źródło: © European Union 2012 - European Parliament

Projekt przyjęto dopiero w drugim podejściu. Pierwszą wersję europosłowie odrzucili na początku lipca. Po rozpatrzeniu na posiedzeniach Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego (JURI) ponad 250 poprawek, druga wersja dyrektywy została zaakceptowana przez europarlamentarną większość. Otwiera to drogę do dalszych negocjacji nad ostatecznym kształtem dyrektywy z pozostałymi instytucjami europejskimi.

 

Za przyjęciem przygotowanego przez Komisję JURI projektu dyrektywy zagłosowało dziś (12 września) 438 europosłów. Przeciw było 226 eurodeputowanych, zaś od głosu wstrzymało się 39. Tym samym Parlament Europejski przyjął projekt, którego sprawozdawcą był niemiecki europoseł Axel Voss (Europejska Partia Ludowa).

„Wierzę, że uważnie wysłuchaliśmy wszystkich przedstawianych argumentów. Odnieśliśmy się podczas prac w komisji do obaw związanych z innowacyjnością, wykluczając małe i mikro-firmy oraz agregatorów z zakresu stosowania dyrektywy. Jestem przekonany, że za kilka lat, internet będzie tak wolny jak jest teraz, za to twórcy i dziennikarze będą zarabiali uczciwą część wpływów wygenerowanych przez własną pracę” – mówił Voss, prezentując przed głosowaniem poprawiony projekt dyrektywy.

Spory o reformę

Pomysł na zmiany w unijnym prawie autorskim oraz dostosowanie tych przepisów do realiów budowanego Jednolitego Rynku Cyfrowego wyszedł od Komisji Europejskiej 14 października 2016 r. Popierali go artyści, dziennikarze czy wielcy wydawcy prasowi, przekonując, że tylko dzięki zmianom ich interesy mogą być w coraz bardziej cyfrowym świecie należycie chronione. Pod koniec sierpnia o przyjęcie dyrektywy apelowało ponad 100 dziennikarzy z 20 państw członkowskich UE, w tym z Polski.

Dziennikarze z 20 państw członkowskich UE apelują o utrzymanie reformy prawa autorskiego

Ponad setka dziennikarzy reprezentujących wpływowe europejskie media wezwała do przyjęcia w UE nowej dyrektywy o prawie autorskim, która miałaby dostosować przepisy do współczesnej sytuacji. Parlament Europejski w lipcu odrzucił raport w tej sprawie, co przedłużyło negocjacje nad kształtem nowych regulacji. …

Przeciwne przyjmowaniu dyrektywy w proponowanym przez Komisję JURI kształcie były przede wszystkim firmy z branży internetowej, działacze społeczni czy naukowcy. W akcie protestu czasowo znikały między innymi polska czy włoska odsłona Wikipedii. 170 słynnych programistów, w tym jeden z ojców-założycieli internetu Tim Berners-Lee, również sprzeciwiało się dyrektywie. Wskazywali na konieczność nowelizacji prawa autorskiego i zwiększenia ochrony majątkowych praw artystów czy twórców, ale jednocześnie przekonywali, że proponowane przepisy mogą zagrozić wolności w internecie.

Co budzi największe kontrowersje?

Ostateczne przyjęcie nowej dyrektywy, która zobowiązałoby wielkich graczy internetowych (Facebooka czy Google) do wnoszenia na rzecz tradycyjnych mediów specjalnych opłat za korzystanie z linków do wytworzonych przez dziennikarzy treści „przywróciłaby mediom ich prawowite dochody”. „Płacimy za powstawanie treści i wysyłamy dziennikarzy, którzy nawet ryzykują życiem, aby dostarczyć wiarygodne i precyzyjne informacje. Ale to nie oni czerpią zyski ze swojej pracy, lecz platformy internetowe, które zarabiają na naszym wysiłku, nie płacąc ani centa. To kradzież owoców naszej pracy” – napisali w swoim sierpniowym liście otwartym europejscy dziennikarze.

Ale giganci internetowi przekonują, że jest całkiem odwrotnie. Ich zdaniem to właśnie dzięki nim więcej osób zagląda na strony internetowe gazet czy telewizji informacyjnych i dzięki temu zwiększają się ich przychody. Tradycyjne media natomiast dowodzą, że nie ma takiej zależności. Większość użytkowników ma bowiem zadowalać się przeczytaniem tylko krótkiego leadu i nie klikać w link. A wyszukiwarka czy agregator treści i tak zarabiają, bo swoją reklamę juz wyświetliły. I zyskiem nie dzielą się z redakcjami mediów.

Przedstawiciele koncernów internetowych odpowiadają na to, że użytkownik ma prawo podjąć decyzję, czy chce poświęcić czas (a niekiedy również pieniądze, jeśli cały artykuł schowany jest za paywallem) na zapoznanie się z całością artykułu. Spór więc trwa, a strony zasypują się argumentami.

W projekcie dyrektywy mocno sporny jest nie tylko opisany powyżej artykuł 11., ale także dwa inne zapisy – artykuł 13., który nakłada na platformy internetowe obowiązek filtrowania treści pod kątem naruszeń prawa autorskiego (także postów czy komentarzy stworzonych przez użytkowników) oraz artykuł 3. dotyczący ograniczenia możliwości komercyjnego wymieniania się danymi. Ten ostatni zapis najmocniej krytykują pracujący nad rozwojem sztucznej inteligencji naukowcy.

TSUE: Chcesz udostępnić zdjęcie z internetu? Zapytaj autora o zgodę

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) uznał, że nawet jeśli fotograf udostępnił autorom jakiejś strony internetowej swoje zdjęcie za darmo, to wszyscy, którzy chcą je wykorzystać ponownie, muszą zapytać autora o zgodę. A wszystko zaczęło się od sporu między fotografem a …

Co dalej?

Przyjęty dziś na sesji plenarnej projekt dyrektywy stał się oficjalnym mandatem negocjacyjnym PE na dalsze rozmowy z Komisją Europejską oraz Radą Europejską. Tzw. trialog powinien się zacząć jeszcze tej jesieni. Dopiero gdy KE, PE i państwa członkowskie osiągną ostateczne porozumienie, dojdzie do faktycznej reformy prawa autorskiego w UE. Dzisiejsze głosowanie było jednak kluczowe, ponieważ niniejszym ustanowiona została podstawa do dalszych rozmów i głęboko idące zmiany w projekcie dyrektywy są już mało prawdopodobne.