PE krytycznie o negocjacjach ws. Brexitu

#Brexit50

Parlament Europejski krytycznie ocenił wczoraj (3 października) postęp w  dotychczasowych negocjacjach ws. brexitu. W przyjętej we wtorek rezolucji europosłowie uznali, że na razie rozmowy nie przyniosły wystarczającego postępu. Taka ocena wyklucza przejście do drugiego etapu negocjacji dotyczącego przyszłego partnerstwa i okresu przejściowego.

 

Tymczasem Wielka Brytania rozpoczęła proces wychodzenia z UE 29 marca br. i w ciągu dwóch lat od tej daty powinna opuścić Wspólnotę.

Utrzymują się rozbieżności blokujące przejście do kolejnego etapu rozmów

Rezolucja przegłosowana na sesji plenarnej dotyczy wzajemnej ochrony praw obywateli UE i Brytyjczyków, zobowiązań finansowych Wielkiej Brytanii wobec Unii oraz granicy między Irlandią i Irlandią Północną. We wszystkich tych kwestiach utrzymują się rozbieżności między Brukselą i Londynem.

W ocenie PE Rada Europejska powinna uznać na październikowym szczycie, że w negocjacjach nie nastąpił w tych dziedzinach „znaczący postęp”, chyba że w kolejnej, piątej rundzie rozmów – która odbędzie się w przyszłym tygodni w Brukseli – nastąpi przełom.

Unijni podatnicy nie powinni płacić za brexit

„Nigdy nie zaakceptujemy tego, by 27 państw zapłaciło za to, o czym zdecydowała >>28<<” –oświadczył wczoraj główny negocjator ds. brexitu Michel Barnier zwracając uwagę, że wciąż istnieją rozbieżności co do rozliczeń finansowych między Brukselą i Londynem. „To proste, podatnicy >>27<< nie muszą ponosić konsekwencji decyzji, której nie podjęli” – wyjaśnił. Po tych słowach w PE rozległy się oklaski.

Kwestia jurysdykcji TSUE i irlandzkiej granicy też wciąż do ustalenia

Barnier przypomniał, że sprawą do ustalenia pozostaje wciąż kwestia jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zapowiedział przy tym, że KE będzie się domagać od Londynu gwarancji „korzystania poza granicami ze świadczeń społecznych nabytych w Wielkiej Brytanii”.

Główny negocjator UE podkreślił, że nierozwiązany pozostaje również problem granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Według Barniera brak postępów w tej kwestii nie pozwala przejść do kolejnego etapu negocjacji. Tymczasem na tym szczególnie zależy Londynowi, gdyż umożliwia uruchomienie rozmów ws. przyszłych relacji handlowych między UE a Wielką Brytanią.

Negocjacje tylko z całą UE

Również w ocenie szefa KE Jean-Claude`a Junckera obywatele państw pozostających w UE nie powinni ponosić finansowych konsekwencji Brexitu. „Nie osiągnęliśmy jeszcze wystarczającego postępu w rozmowach. (…) Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Podatnicy z 27 państw nie powinni jednak płacić za decyzje Wielkiej Brytanii” – powiedział.

„Tym, którzy sądzą, że można prowadzić rozmowy ponad głową Michela Barniera, przypominam, że KE została zobowiązana do negocjacji przez 27 państw, a mój wybór negocjatora został przez te kraje zaakceptowany” – podkreślił Juncker w swoim wystąpieniu w Strasburgu.

Szef brytyjskiej dyplomacji przeszkodą w negocjacjach?

Szef największej frakcji w PE Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Manfred Weber powiedział podczas debaty w Strasburgu, że jeśli premier Wielkiej Brytanii Theresa May chce postępu w negocjacjach, powinna pozbyć się z rządu szefa MSZ Borisa Johnsona. Jego zdaniem sprzeczne informacje brytyjskiego rządu, pochodzące m.in. od Johnsona, blokują bowiem drogę do kompromisu.

Johnson, traktowany jako jeden z największych rywali May, powiedział w sobotnim wywiadzie dla „The Sun”, że ma własne „czerwone linie” w rozmowach z UE na temat brexitu. Podkreślił, że okres przejściowy po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE w marcu 2019 r. nie może przekroczyć dwóch lat, w tym czasie Londyn nie powinien akceptować jurysdykcji TSUE, a za dostęp do unijnego wspólnego rynku Brytyjczycy nie powinni płacić nawet po jego zakończeniu.

Ministrowie brytyjskiego rządu też chcą przyspieszenia negocjacji

Tymczasem dzień wcześniej (2 października) brytyjski minister finansów Philip Hammond przyznał, że część ministrów w rządzie Theresy May jest „sfrustrowana powolnym postępem w negocjacjach z Unią Europejską”. Zastrzegł jednak, że brexit jest „najbardziej skomplikowanym procesem, z jakim musiał się mierzyć w czasach pokoju jakikolwiek brytyjski rząd”.

Szef resortu finansów odniósł się w ten sposób m.in. do wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, który od kilku tygodni wyłamuje się z uzgodnionego stanowiska ws. negocjacji z UE.  „Wszyscy jesteśmy sfrustrowani powolnym postępem w ciągu ostatnich miesięcy w negocjacjach z Unią Europejską” – przyznał minister.

W rozmowie z BBC 4 Radio minister dodał, że wypowiedzi Johnsona charakteryzuje „kwiecista retoryka” i przypomniał – pośrednio odnosząc się do spekulacji medialnych o coraz powszechniejszym w rządzie oczekiwaniu dymisji szefa dyplomacji – iż członkowie rządu „służą premier i to od niej zależy, kogo chce mieć w swoim gabinecie”. Hammond dodał, że on sam „opiera się na założeniu, że każdego można zwolnić”.

Spór o pieniądze

W zeszłym tygodniu odbyła się czwarta już runda negocjacji w sprawie warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Jedną z głównych spornych spraw pozostaje kwestia rozliczeń finansowych choć brytyjska premier zapewniała kilka dni temu, że jej kraj uszanuje zobowiązania podjęte w trakcie członkostwa w UE. „Nie chcę, aby nasi partnerzy obawiali się, że będą musieli płacić więcej lub otrzymać mniej przez pozostały okres obecnego budżetu w wyniku naszej decyzji o opuszczeniu (Wspólnoty)” – powiedziała May.

Tymczasem z ostatnich deklaracji brytyjskich negocjatorów wynika, że Wielka Brytania jest gotowa wpłacać do unijnej kasy tylko w 2019 i 2020 roku, podczas gdy rozliczenie wieloletniego budżetu UE, zaakceptowane przez brytyjskie władze, obejmuje nawet rok 2023. Brytyjski minister ds. Brexitu David Davis powtórzył co prawda w Brukseli, że Wielka Brytania dotrzyma swoich zobowiązań podjętych w czasie członkostwa w UE, ale – jak zastrzegł – „na razie nie określamy, jakie są te zobowiązania, na to przyjdzie czas później”.

Postęp w kwestii praw obywateli

W czwartej rundzie rozmów udało się natomiast osiągnąć postęp dotyczący praw obywateli. Wielka Brytania zgodziła się bowiem na „bezpośrednie stosowanie” w swoim prawodawstwie rozwiązań, które znajdą się w końcowym porozumieniu z UE. „To bardzo ważne, by zapewnić naszym obywatelom możliwość odwoływania się ws. swoich praw, zdefiniowanych w porozumieniu o wyjściu przed sądami w Wielkiej Brytanii” – ocenił Barnier. Londyn pozostaje jednak niechętny wobec unijnego wymogu poddania się jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE w kwestii praw obywateli.

Kolejna runda negocjacji ma się rozpocząć już w poniedziałek (9 października) i będzie  ostatnią szansą przed jesiennym szczytem UE na osiągnięcie postępu otwierającego drogę do drugiej fazy rozmów ws. przyszłych relacji UE-Wielka Brytania.