Powraca temat obronnej autonomii UE. Czy Europa powinna „wyrosnąć” z zależności od USA?

obronnosc-ue-armia-borrell-usa-wojsko-afganistan

Wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell / Zdjęcie: © European Union, 2021, Source: EC - Audiovisual Service, P-051514/00-05 [Claudio Centonze]

Porażka USA i całego NATO w Afganistanie i pospieszna ewakuacja z Kabulu spowodowały, że odżyły dyskusje na temat różnie rozumianej koncepcji strategicznej autonomii UE. Czy kryzys afgański powinien stać się dla Unii Europejskiej bodźcem do wzmocnienia bądź powołania nowych unijnych struktur obronnych?

 

 

Idea silniejszej współpracy wojskowej w ramach Unii Europejskiej wraca co kilka lat – ostatnio za sprawą Afganistanu. „Są takie wydarzenia, które stają się katalizatorami historii i mogą doprowadzić do swego rodzaju przełomu. Afganistan jest takim przykładem”, zwrócił uwagę wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell.

Czy NATO przetrwa kryzys w Afganistanie? "Po raz pierwszy Sojusz przegrał wojnę"

„To największa klęska, jaką NATO poniosło od czasu jego powstania”, ocenił misję w Afganistanie Armin Laschet. Czy porażka ta zachwieje podstawami Sojuszu?

Unia nie radzi sobie militarnie bez USA

Zdaniem wielu obserwatorów wycofanie się NATO z Afganistanu, któremu towarzyszyła pospieszna i chaotyczna ewakuacja europejskich i amerykańskich obywateli i ich afgańskich współpracowników udowodniły potrzebę posiadania przez Unię Europejską choćby niewielkich sił do własnej dyspozycji.

Dave Keating, dziennikarz współpracujący m.in. z Atlantic Council, stwierdził niedawno w artykule dla „Internationale Politik Quaterly”, że wydarzenia w Afganistanie pokazały niemoc Europy przeprowadzenia bez pomocy USA choćby niewielkiej zagranicznej misji stabilizacyjnej.

Jeszcze mocniejszych słów użył dowodzący do 2016 r. brytyjskimi siłami zbrojnymi gen. Richard Barrons, który w wywiadzie opublikowanym przez „Foreign Policy” ocenił, że „Europa stać się może globalną ofiarą strategiczną” tego, co stało się w Kabulu. Zwraca on uwagę, że w obliczu sceptycyzmu wobec decyzji USA o wycofaniu sił z Afganistanu niektóre państwa europejskie rozważały nawet pozostanie w regionie mimo opuszczenia go przez Stany Zjednoczone.

Europejczycy szybko zdali sobie jednak sprawę, że bez Amerykanów „nawet gdyby byli w stanie znaleźć odpowiednią liczbę piechoty, po prostu nie posiadali danych wywiadowczych, nie dysponowali rozpoznaniem, zdolnościami w zakresie dowodzenia i kontroli, logistyki i szkolenia (…); nie mogliby nawet dostać się do Afganistanu i utrzymać się tam, nie mówiąc już o finansowaniu 300-tysięcznej armii afgańskiej”, podkreślił Barrons.

„Zdegradowaliśmy nasze bezpieczeństwo i dobrobyt oraz nasze interesy uzależniając je od amerykańskiej polityki krajowej. Przez większą część epoki post-zimnowojennej wobec braku zagrożeń taka postawa była racjonalna. W przyszłości jednak ryzyka będą inne, a nasza zdolność do polegania na USA będzie mniejsza, co oznacza, że musimy przywrócić naszą zdolność do ochrony własnych interesów”, uważa emerytowany wojskowy.

Radosław Sikorski: Wydarzenia w Afganistanie powinny skłonić UE do głębszej refleksji nad autonomią strategiczną [WYWIAD]

„Wielu Afgańczyków uważa wyprowadzenie sił przez USA za duży błąd. Amerykańskie oddziały obecne są w wielu krajach świata, a z Afganistanu zostały teraz wycofane zupełnie”, mówi eurodeputowany Radosław Sikorski.

Europejskie wysiłki na rzecz współpracy obronnej

Już w 1950 roku z pomysłem utworzenia wspólnego systemu obronnego w postaci armii europejskiej, podległej wspólnym, europejskim instytucjom politycznym, wystąpił francuski polityk René Pleven. Początkowo idea zyskała on spore zainteresowanie, ale porzucono ją w 1954 roku, kiedy francuskie Zgromadzenie Narodowe odmówiło ratyfikowania Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO), mającej być realizacją projektu Plevena.

Dyskusja na temat wspólnej unijnej armii nabrała rozpędu w konsekwencji zamachów na USA z 11 września 2001 r., a plany wzmocnienia unijnej wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony znalazły odzwierciedlenie w opublikowanej w 2003 r. przez ówczesnego szefa unijnej dyplomacji Javiera Solanę Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa.

Na przełomie 2004 i 2005 r. powołano Grupy Bojowe UE (EU BG), które w założeniu miały służyć m.in. jako siły szybkiego reagowania i są unijnym odpowiednikiem tzw. Sił Odpowiedzi NATO (NATO Response Force). W Grupach Bojowych, które pełną operacyjność uzyskały w 2007 r., uczestniczą 24 państwa członkowskie UE, a także należące do NATO Norwegia i Turcja.

Siły te nie są jednak wykorzystywane ze względu na różnice zdań co do finansowania oraz wahania UE co do możliwości i zasadności ich użycia w danych sytuacjach. Od kilku lat pojawiają się głosy, by zreformować lub lepiej zdefiniować funkcjonowanie Grup Bojowych. „Podatnicy mają prawo zapytać, po co wydawać ich pieniądze na coś, co niczemu nie służy”, zwracał uwagę przed dwoma laty były minister obrony Bogdan Klich na łamach „Gazety Wyborczej”.

Kolejnym krokiem w kierunku wzmocnienia unijnej współpracy obronnej było powołanie decyzją z 2017 r. Stałej Współpracy Strukturalnej, tzw. PESCO. Dziś trudno w to uwierzyć, ale nazywana „wojskowym Schengen” inicjatywa, mimo że do unijnej armii jej daleko, budziła duże kontrowersje. Obawiano się przede wszystkim niepotrzebnego dublowania działań NATO, a może i rywalizacji z Sojuszem. Sceptyczne głosy dochodziły z północnoamerykańskich państw NATO: z USA, a nawet z Kanady.

Niektórzy mówili, że to odpowiedź na dojście do władzy w Stanach nieufnego wobec transatlantyckiej współpracy Donalda Trumpa. W każdym razie inicjatywę tę traktowano wówczas jako przełomową. Przedstawiano ją jako wypełnienie zapisów traktatowych dotyczących możliwości pogłębienia strategicznej współpracy UE. „To historyczny moment. Przed rokiem większość z nas uważała to za niemożliwe do osiągnięcia”, mówiła ówczesna wysoka przedstawiciel UE Federica Mogherini, odpowiedzialna za powołanie PESCO.

Współpraca w ramach PESCO opiera się na projektach poszczególnych państw członkowskich w konkretnych obszarach dotyczących obronności, często przy wsparciu środków z nowego Europejskiego Funduszu Obronnego. Jednym z celów miało być zwiększenie efektywności wydatków na obronność poprzez uniknięcie dublowania inwestycji.

Inicjatywa od początku miała też „błogosławieństwo” NATO. Sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg podkreślał w tamtym czasie, że jest „wielkim zwolennikiem silniejszej europejskiej obronności”, która jego zdaniem „jest ważna dla Europy, ale też ważna dla NATO” i powinna „wzmocnić europejski filar NATO”.

UE: Wspólne projekty wojskowe w ramach PESCO opóźnione

W ramach PESCO mają być prowadzone wspólne działania w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa.

Powstaną 5-tysięczne unijne siły?

Podczas odbywającego się w tym tygodniu w Kranju spotkania ministrów obrony i spraw zagranicznych UE w formule Gymnich Niemcy wystąpiły z postulatem utworzenia realnie działających, niewielkich sił, zdolnych do reagowania np. w sytuacjach kryzysowych. O konieczności powołania takich oddziałów przekonany jest także Josep Borrell.

Podczas spotkania ministrowie wstępnie ustalili, że UE powinna dysponować siłami szybkiego reagowania o liczebności 5 tys. do 20 tys. żołnierzy. Minister obrony Słowenii Matej Tonin uważa jednak, że ich wykorzystanie nie powinno wymagać jednomyślnej decyzji państw członkowskich. Tonin podkreśla, że właśnie warunek konsensusu wśród państw UE uniemożliwia praktyczne użycie istniejących już Grup Bojowych.

„Być może rozwiązaniem byłby mechanizm, w którym wystarczyłaby zwykła większość i w operacji uczestniczyłyby tylko chętne państwa”, zaproponował Słoweniec. Sama Słowenia mogłaby wystawić 200-300 żołnierzy, twierdzi słoweńska agencja prasowa STA.

„Sytuacja w Afganistanie, na Bliskim Wschodzie czy w Sahelu pokazuje nam, że teraz jest moment, by reagować i zacząć tworzyć unijne siły szybkiego reagowania, które będą w stanie pokazać wolę UE do działania w roli globalnego partnera strategicznego”, stwierdził przewodniczący Komitetu Wojskowego UE gen. Claudio Graziano. „Kiedy, jak nie teraz?”, pytał.

Dzięki współpracy z Afganistanem Chiny zdystansują USA i Europę? „Talibowie mają dostęp do jednego z najważniejszych minerałów na świecie"

W 2010 r. ujawniono, że na terenie Afganistanu znajdują się złoża mineralne o wartości prawie 1 biliona dolarów.

USA i NATO wspierają unijne wysiłki w zakresie obronności

W dyskusji o rozszerzeniu kompetencji wojskowych UE na myśl nasuwa się promowana od kilku lat przez francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona idea tzw. strategicznej autonomii Unii Europejskiej. Idea ta, jakkolwiek szumna, wciąż pozostaje jednak w dużej mierze niesprecyzowana. Poszczególne kraje różnie wyobrażają sobie, jak powinna wyglądać unijna współpraca w dziedzinie obronności i co Europa powinna wziąć na własne barki, a co pozostawić do realizacji strukturom transatlantyckim.

Do refleksji UE na temat rozszerzenia kompetencji w zakresie obronności pozytywnie odnosi się także Waszyngton. Inaczej niż poprzednia amerykańska administracja w przypadku PESCO, obecne władze nie deklarowały obaw co do planów Europy.

Zapytany o komentarz do postulatu podnoszenia zdolności wojskowych UE rzecznik Departamentu Stanu Ned Price stwierdził, że „silniejsza Europa jest w naszym wspólnym interesie”. Dodał, że USA z zadowoleniem przyjmują bezprecedensowe wzmocnienie w ostatnich latach współpracy między Unią Europejską a NATO.

„NATO i UE powinny utrzymywać silną współpracę międzyinstytucjonalną i wspierać nawzajem swoje zdolności i możliwości, by unikać duplikowania czy marnowania zasobów”, zaznaczył Price.

Również Jens Stoltenberg, który wielokrotnie deklarował się jako zwolennik inicjatyw UE w zakresie obronności, stwierdził ostatnio w rozmowie z brytyjskim „The Telegraph”, że wszelkie unijne działania, mające na celu wzmocnienie potencjału obronnego bloku, nie mogą powielać bądź podważać kompetencji NATO.

Zdaniem Norwega „każda próba stworzenia struktur paralelnych, powielania struktur dowodzenia, osłabi zdolność do współpracy” obu organizacji, gdyż „posiadając ograniczone zasoby, musimy unikać duplikowania i wzajemnego nakładania się wysiłków” UE i NATO. „

Cieszy mnie zwiększenie europejskich wysiłków w obszarze obronności, ale nie mogą one zastąpić NATO. Musimy dbać o silne więzi między Europą i Ameryką Północną”, ocenił Stoltenberg, podkreślając, że „próby osłabienia tej więzi nie tylko podzielą NATO, ale i osłabią Europę”.

Ostatni żołnierze USA opuścili Afganistan. To koniec najdłuższej misji zagranicznej zrealizowanej przez NATO

Talibowie ogłosili zaś „niepodległość”, a ONZ wezwał ich, aby dalej umożliwiali swobodne opuszczanie kraju.

Unijne siły szybkiego reagowania właściwym rozwiązaniem?

„Nie ma sensu dublowanie struktur NATO w sytuacji, gdy żadne państwo nie chce z Sojuszu wychodzić”, uważa dr hab. Marek Madej z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem warto byłoby jednak rozważyć utrzymywanie stosunkowo niewielkich oddziałów szybkiego reagowania do dyspozycji UE, w takich rozmiarach, jak proponują dziś ministrowie.

„Takie siły nie byłyby oczywiście zdolne do prowadzenia złożonych misji na dużą skalę, ale są one potrzebne do krótkoterminowych, niewielkich operacji, na przykład misji ewakuacyjnych, takich jak ta w Kabulu lub szybkiego działania w sytuacji kryzysu”, wskazuje rozmówca EURACTIV.pl.

Podobnego zdania jest były minister obrony i spraw zagranicznych, europoseł PO Radosław Sikorski, który postuluje w Parlamencie Europejskim zamianę nieefektywnych Grup Bojowych Unii Europejskiej na Legion Europejski, składający się nie z pododdziałów z państw członkowskich, a z ochotników z państw członkowskich i finansowany z budżetu obronnego Unii Europejskiej, stworzonego w nowej perspektywie finansowej.

„Kraje europejskie ze względu na przynależność do NATO mają, rzecz jasna, znacznie silniejsze gwarancje traktatowe amerykańskiego wsparcia, niż miał Afganistan”, przyznaje nasz rozmówca. Według niego „nie można jednak przecież wykluczyć, że Stanom Zjednoczonym, coraz bardziej zaangażowanym w swoją rywalizację z Chinami, w pewnym momencie może zabraknąć woli politycznej, a może także i zasobów do tego, by wypełniać swoje zobowiązania wobec państw europejskich”.

Bogdan Klich we wspomnianym artykule sprzed dwóch lat przypomniał, że do większej aktywności międzynarodowej Unię zobowiązuje choćby Strategia globalna UE z 2016 r. autorstwa Mogherini, będąca aktualizacją wspomnianego dokumentu Solany z 2003 r. Zdaniem Klicha Unia ma już w swojej dyspozycji narzędzia, które mogą pozwolić na rozwinięcie zdolności obronnych wspólnoty, ale dotychczas nie zostały w wystarczającym stopniu wykorzystane.

„Uważam, że w sytuacji, gdy w Europie pojawiają się coraz to nowe zagrożenia, trzeba się trzymać mechanizmów i narzędzi, którymi dysponujemy. One są na stole od dziesięciu lat, tylko nikt nie chciał po nie sięgnąć”, stwierdził były szef MON.