Niemcy przejmują prezydencję w Radzie UE. Jaki mają plan na najbliższe pół roku?

Niemcy przejmują z dniem 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE.

Niemcy przejmują z dniem 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE. / Foto via Facebook @Germany in the EU

Niemcy, uznawane za najsilniejsze państwo UE, przejmują 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE. Głównym celem Berlina będzie zakończenie negocjacji w sprawie Funduszu Odbudowy UE oraz unijnego budżetu, ale hasło prezydencji: „Razem wzmocnijmy Europę” podpowiada, że ambicje sięgają dalej. Czy to dobrze dla Europy, że niemiecka prezydencja wypada akurat teraz?

 

 

Jeszcze zanim Niemcy oficjalnie przejęły stery w ramach rotacyjnej prezydencji w Radzie UE, w poniedziałek (29 czerwca) doszło do spotkania kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.

W ostatnich tygodniach to już kolejne bezpośrednie rozmowy dwójki przywódców największych państw UE. Scenerią spotkania był zamek Messeberg w Branderburgii, gdzie Merkel często podejmuje najważniejszych gości, np. latem 2018 r. gościła prezydenta Rosji Władimira Putina.

„Berlin zdaje sobie sprawę z dużych oczekiwań UE oraz państw członkowskich odnośnie najbliższego półrocza. Unia Europejska ze względu na pandemię koronawirusa znajduje się w trudnej sytuacji, a Niemcy – chcąc nie chcąc – są najsilniejszym krajem Wspólnoty”, przypomina w rozmowie z EURACTIV.pl dr Agnieszka Łada z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (DPI) w Darmstadt.

„Sytuacja jest złożona. Prezydencja będzie okazją do forsowania niemieckiej wizji integracji oraz interesów Berlina. Natomiast proponowany przez Niemcy program prezydencji nie będzie zawsze zgodny z interesami innych państw członkowskich. Nie wiemy też, czy uda się Berlinowi wypracować kompromisy w różnych sprawach europejskich”, dodaje z kolei prof. Tomasz Grzegorz Grosse z Uniwersytetu Warszawskiego.

Granice zewnętrzne UE: Jest lista 15 państw uznanych za epidemicznie bezpieczne

Państwa członkowskie porozumiały się i ustaliły listę tzw. krajów bezpiecznych, czyli pozaunijnych państw, których obywatele mogliby wjeżdżać na teren UE. Komisja Europejska rekomenduje otwarcie dla nich granic 1 lipca. Na liście są m.in. Chiny, ale nie ma USA czy Rosji.

Francja i Niemcy: Demonstracja jedności

Właśnie minęły dwa lata odkąd na zamku Messeberg kanclerz Niemiec i prezydent Francji uzgodnili dążenia mające na celu powstanie wspólnego budżetu strefy euro. I chociaż do realizacji zamierzenia jeszcze daleka droga, to tło ówczesnych i poniedziałkowych (29 czerwca) rozmów jest podobne: uchronić europejską gospodarkę przed katastrofą.

Wtedy przywódcy próbowali wyciągnąć wnioski z kryzysu zadłużeniowego strefy euro. Dziś stoją na czele państw wzywających do jak najszybszego zakończenia negocjacji w sprawie Funduszu Odbudowy UE (Next Generation EU) oraz wieloletnich ram finansowych (WRF) na lata 2021-2027. Francja i Niemcy przedstawiły w maju plan odbudowy europejskiej gospodarki o wartości 500 mld euro, który legł u podstaw propozycji Komisji Europejskiej wartej 250 mld euro więcej.

Celem wizyty prezydenta Francji w Brandenburgii była demonstracja jedności. „Przesłanie jest nadto klarowne: Macron i Merkel zrobią wszystko, aby przekonać sceptyczne kraje – głównie tzw. oszczędnej czwórki (Austria, Dania, Holandia i Szwecja) – do jak najszybszego zakończenia negocjacji ws. FO UE oraz WRF”, napisał dziennik „Le Monde” powołując się na osobę z otoczenia prezydenta Macrona. Nie jest wielką tajemnicą, że dwójka przywódców „pracuje” nad złamaniem oporu premiera Marka Rutte. Zanim przed tygodniem do Hagi zawitał Macron – z premierem Holandii, telefonicznie rozmawiała Merkel.

Fundusz Odbudowy: Najważniejszy z priorytetów

Jeszcze w maju podczas wstępnej prezentacji celów niemieckiej prezydencji kanclerz Angela Merkel zapowiedziała, że jej rząd zrobi wszystko, aby osiągnąć polityczne porozumienie w sprawie FO UE. Berlin deklaruje, że chciałby porozumienia jeszcze w lipcu (na 17 i 18 lipca zapowiedziano pierwszy szczyt Rady UE w trakcie pandemii, który nie odbędzie się w trybie wideokonferencji). Szybkie osiągnięcie porozumienia ma pozwolić Niemcom oczyścić przedpole i pozwolić na danie czasu Parlamentu Europejskiemu na zatwierdzenie porozumienia. O to może nie być wcale łatwo. Europarlamentarzyści domagają się od KE jeszcze ambitniejszej polityki finansowej w obliczu kryzysu.

„Fundusz nie może rozwiązać wszystkich problemów Europy. Ale bez niego wszystkie inne by się pogłębiły. Kondycja gospodarcza Europy decyduje o wielu sprawach: bardzo wysokie bezrobocie w jednym kraju może stać się zarzewiem konfliktów politycznych. Zagrożenie dla demokracji byłoby jeszcze większe. Aby Europa mogła przetrwać, musi przetrwać jej gospodarka”, powiedziała Merkel w niedawnej rozmowie z kilkoma europejskimi gazetami – m.in. „Le Monde”, „La Vanguardia” i rodzimą „Polityką”.

To kolejny dowód na bardzo poważne potraktowanie zagadnienia, dla którego realizacji Niemcy współdziałają razem z Francją. „Spośród wszystkich celów niemieckiej prezydencji na pierwszy plan wybija się zakończenie negocjacji w sprawie WRF UE na lata 2021-2027 oraz Funduszu Odbudowy UE. Zaryzykuję tezę, że nawet gdyby Niemcy doprowadziły tylko ten punkt do finalizacji – ze względu na okoliczności – prezydencja w Radzie będzie mogła zostać uznana za sukces”, twierdzi dr Agnieszka Łada.

Pandemia koronawirusa: Unia Europejska zda egzamin z solidarności?

Sposób w jaki Unia Europejska zareaguje na kryzys gospodarczy będzie testem bojowym dla nowej Komisji oraz integracji europejskiej.

Niemcy: Pokrętna logika prezydencji

Jednak rotacyjna prezydencja w UE ma swoje prawa. Chorwacja, sprawująca przez ostatnie pół roku przewodnictwo w Radzie, wzięła na sztandary m.in. wsparcie dla akcesji do Wspólnoty sąsiadów z regionu Bałkanów Zachodnich. Zagrzeb, zbyt mały i słaby, by wodzić rej w unijnym koncercie, może jednak uznać minione pół roku – naznaczone przez pandemię koronawirusa – za umiarkowanie udane.

Wprawdzie wszelkie żmudnie wypracowywane priorytety przez ministerialnych speców zeszły na dalszy plan z powodu zagrożenia epidemiologicznego, ale paradoksalnie premier Andrej Plenković może zapisać spory plus w postaci symbolicznego odblokowania negocjacji akcesyjnych z Albanią i Macedonią Północną. Zadecydowały o tym głównie wyjątkowe okoliczności, ale najważniejszy jest fakt przełamania kilkuletniego impasu – wyjątkowo źle odbieranego przez mieszkańców tych krajów. Opracowanie szczegółów politycznych spadnie na następców. Po naszych zachodnich sąsiadach prezydencję w Radzie UE przejmą mniejsze kraje: Portugalia i Słowenia.

A czy Berlin wybrał najważniejsze z punktu widzenia Europy sprawy do realizacji? „Niemcy są na tyle pragmatycznym i doświadczonym krajem na arenie międzynarodowej, że nie umieszczałyby w programie rotacyjnej prezydencji w Radzie UE postulatów, których realizacja byłaby nierealna”, zwraca uwagę dr Agnieszka Łada.

Chorwacja rozpoczęła prezydencję w UE

Po raz pierwszy w swojej historii Chorwaci będą przewodniczyć pracom Unii Europejskiej. Zagrzeb staje przed dwoma poważnymi wyzwaniami – brexitem i negocjacjami unijnego budżetu na lata 2021-2027.

 

Chorwacja do przejęcia unijnej prezydencji od Finlandii przygotowywała się już od dłuższego czasu. Pierwszy …

Fundusz Odbudowy to nie wszystko

Centralnym zadaniem niemieckiej prezydencji będzie opanowanie gospodarczych konsekwencji pandemii koronawirusa, ale to nie jedyne cele Berlina, a niektóre z nich mogą budzić kontrowersje w innych krajach członkowskich. „Przykładem rozbieżności może być podejście do poszczególnych problemów przez Niemcy i Polskę. Potencjalnie konfliktogenne mogą być niezałatwione kwestie migracji oraz praworządności. Jeżeli Berlin będzie forsował mechanizm relokacji uchodźców lub powiązanie wypłaty środków z unijnego budżetu z praworządnością, jak głosi jeden z postulatów niemieckiej prezydencji, może być trudno o kompromis w tych kluczowych sprawach np. z Polską i z Węgrami, a być może także innymi państwami, uważa prof. Tomasz Grzegorz Grosse.

Wspólna polityka azylowa należy do postulatów Berlina „do zrealizowania” w ciągu najbliższych 6 miesięcy, podobnie jak kwestia powiązania rządów prawa z wypłatami z unijnego budżetu. Niemcy popierają plany wprowadzenia mechanizmu kontroli praworządności, który obejmie wszystkie kraje Wspólnoty. Również w zaprezentowanym w środę (27 maja) projekcie WRF, KE podtrzymała propozycję powiązania wypłaty unijnych funduszy z przestrzeganiem rządów prawa. Z dokumentu Komisji wynika, że sporządzony przez unijną egzekutywę projekt rozporządzenia w sprawie ochrony budżetu UE przed łamaniem praworządności będzie kluczowym elementem propozycji dotyczących przyszłych unijnych ram finansowych.

Inną z kwestii „wewnętrznych” UE, a przy okazji niezwykle kluczowych, będzie brexit i planowane na jesień br. zakończenie negocjacji ws. przyszłej umowy handlowej. Londynowi się spieszy i albo blefuje, albo rząd Borisa Johnsona jest gotów poświęcić negocjacje kosztem konsekwencji ekonomicznych, które w sytuacji światowego kryzysu gospodarczego mogą okazać się mordercze dla poszczególnych gospodarek. Rozmowy negocjatorów obu stron utknęły w martwym punkcie i chociaż w trakcie wakacji zaplanowano ich intensyfikacje – nowa runda już w tradycyjnym formacie rozpoczęła się w poniedziałek (29 czerwca) – nie daje nadziei na nagły przełom. Porozumienie powinno zostać osiągnięte najpóźniej do października, aby dać parlamentom czas na ratyfikację. W przeciwnym razie od 1 stycznia 2021 r. w handlu między UE a Wielką Brytanią pojawią się taryfy celne. Angela Merkel spróbuje przekonać do kompromisu także Borisa Johnsona?

Niemcy: Tarcza antykryzysowa o wartości 130 mld euro. 50 mld na klimat

Na co konkretnie niemiecki rząd zamierza przeznaczyć kolejne miliardy euro pomocy?

Geopolityczna prezydencja: Priorytet dla USA

Niemiecki program zawiera także szereg innych zagadnień, takich jak rozwój gospodarki cyfrowej czy wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej. Ten ostatni postulat może okazać się istotny zwłaszcza w kontekście wychodzenia z kryzysu. Berlin chce także działać na rzecz ochrony klimatu, a jakieś wyobrażenie o podejściu rządu Angeli Merkel do tego zagadnienia daje czerwcowa tarcza antykryzysowa, z której puli 130 mld euro – 50 mld zarezerwowano na klimat.

Przed Niemcami również nie mniej ważne z punktu widzenia Europy wyzwania, jak próba ułożenia stosunków na trzech najważniejszych kierunkach polityki zagranicznej z Chinami, USA i Afryką. Pandemia koronawirusa potwierdziła, że Europie bardziej opłaca się utrzymanie jedności niż pozwalanie na rozgrywanie przez światowe mocarstwa. W relacjach transatlantyckich pojawiło się dużo rys, od podatku cyfrowego po zapowiedź redukcji amerykańskiego kontyngentu w Niemczech. W niedawnej rozmowie z Deutsche Welle Heiko Maas szef niemieckiej dyplomacji powiedział, że „nie chce, by Europa była niezależna militarnie. Chcę, żebyśmy z USA, jako z naszym sojusznikiem w NATO, wspólnie dbali o nasze interesy bezpieczeństwa. Trudno mi sobie też wyobrazić, by w długoterminowej perspektywie Stany Zjednoczone były zainteresowane rozłączeniem polityki bezpieczeństwa USA i Europy”.

Agnieszka Łada twierdzi, że stosunki z USA i Chinami są zależne od wielu zmiennych. „Ton relacjom transatlantyckim nada przebieg kampanii wyborczej za oceanem. Donald Trump postrzega Niemcy jako ważnego gracza w Europie, ale bilateralne relacje są w nie najlepszym stanie. Możliwe są jednak jakieś próby zbliżenia, jeżeli prezydent Trump uzna, że opłacą mu się one w drodze po reelekcję. Jak na razie nic na to nie wskazuje, a zapowiedź wycofania wojsk z Niemiec jest tego dobitnym przykładem”, twierdzi ekspertka DPI. W programie niemieckiej prezydencji znalazł się także postulat dotyczący europejskiej polityki obronnej, realizacji którego ogromnym zwolennikiem jest Emmanuel Macron.

Niemcy nie potwierdzają, że USA chcą wycofać wojska

Rząd Niemiec nie potwierdza, ale i nie komentuje medialnych doniesień o możliwym wycofaniu się z tego kraju części amerykańskich żołnierzy. Takie informacje podał amerykański dziennik „Wall Street Journal”.

 

Obecnie w Niemczech stacjonują 34 tys. amerykańskich żołnierzy. Od zakończenia II wojny światowej …

Heiko Maas: Z Chinami trzeba rozmawiać

Niemcy argumentują, że USA są niezmiennie filarem europejskiego bezpieczeństwa, a z Chinami trzeba rozmawiać. W przywołanej rozmowie z europejskimi dziennikami Angela Merkel podkreśliła, że w relacjach z Chinami Europa powinna rozwijać politykę odzwierciedlającą europejskie interesy i wartości. Kanclerz Niemiec po raz kolejny przypomniała, że UE i Chiny różnią kwestię przestrzegania praw człowieka praworządności czy obawy o Hongkong, o których „trzeba mówić”.

„Chiny szanują Niemcy, ale chcą z Berlinem robić interesy bezpośrednio, a nie poprzez UE. To sprawdzona metoda Pekinu, realizowana także przez Rosję. Taktyka ta jest obliczona na rozbicie wewnętrznej solidarności Wspólnoty. Dlatego przed Niemcami trudne zadanie. Dbać o europejską solidarność, prowadzić dialog z Chinami, a jednocześnie pilnować krajowej gospodarki. Skala trudności porównywalna do rozwiązania równania z kilkoma niewiadomymi”, konkluduje Agnieszka Łada.

Jednym z punktów spornych dla relacji UE i Afryki w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, jak i w dłuższej perspektywie, będą relacje z Afryką. Chiny realizują tam wiele kluczowych inwestycji, a UE chciałaby zwiększenia swojej pozycji czemu ma służyć nowa strategia przygotowywana dla tego kontynentu. Jej zręby poznaliśmy tuż przed pandemią. „Stawką sytuacji w Afryce jest część przyszłości Europy”, powiedział w marcu br. szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

Wysoka stawka

To sporo jak na jedną prezydencję, ale parafrazując słynne powiedzenie angielskiego piłkarza Garry’ego Linekera o piłce nożnej jako grze, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy – jeżeli nie powiedzie się Berlinowi, to komu? Chociaż, jak wskazują nasi rozmówcy: bez kontrowersji na pewno się nie obędzie.