Czy Niemcy uratowały Europę przed rozpadem? Niemiecka prezydencja w Radzie UE oczami ekspertów

Niemcy, prezydencja, Rada UE, Chorwacja, niemiecka prezydencja w Radzie UE

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas przejmuje symboliczną pałeczkę prezydencji w UE od swojego chorwackiego odpowiednika Gordana Grlicia Radmana. / Zdjęcie: Twitter, GermanForeignOffice, @GermanyDiplo

Wraz z końcem grudnia zakończyła się półroczna unijna prezydencja Niemiec, a Berlin przekazał rotacyjne przewodnictwo w Radzie UE Portugalii. Czy Niemcy – jak twierdzi tygodnik „Der Spiegel” – uratowały Unię przed rozpadem, a może doprowadziły jedynie do pogłębienia podziałów wewnątrz Wspólnoty?

 

 

Na półmetku prezydencji Niemiec w Radzie Unii Europejskiej, uczestnicy debaty zorganizowanej przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej wraz z Fundacją Konrada Adenauera na ten temat, określili ten czas mianem „prezydencji w czasach zarazy”.

Pandemia oraz jej skutki to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a Berlin w okresie od lipca do grudnia 2020 r. czekało o wiele więcej wyzwań, takich jak chociażby finał negocjacji nowych wieloletnich ram finansowych UE (WRF) czy próby ostatecznego wypracowania mechanizmu wiążącego unijny budżet z przestrzeganiem przez państwa członkowskie praworządności.

Na czas niemieckiej prezydencji przypadł także koniec okresu przejściowego w relacjach UE z Wielką Brytanią i konieczność wsparcia Komisji Europejskiej w rozmowach z Londynem nad umową handlową, jak również przygotowanie gruntu pod umowę inwestycyjną z Chinami.

Prezydencja w czasach zarazy: Co udało się osiągnąć Niemcom na półmetku przewodnictwa w Radzie UE?

W jaki sposób Niemcy szukają odpowiedzi na współczesne wyzwania i problemy Europy? 

Niemcy uratowały UE…

W programie swojej prezydencji Niemcy założyły osiągnięcie przełomu, a przynajmniej znaczącego postępu, w niemal wszystkich obszarach polityki UE: zarówno w negocjacjach budżetowych, polityce rolnej i klimatycznej, jak również w dyplomacji. Od największej gospodarki i najbardziej wpływowego państwa wśród unijnej 27-mki oczekuje się więcej, niż od innych członków Wspólnoty, ale czy Berlin nie przesadził z ambicjami?

„Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się, że autorzy tego planu cierpieli na manię wielkości, a za sukces należy uznać już to, że UE do końca roku nie rozpadła się”, twierdzi „Der Spiegel”, sugerując, że działania Niemiec pomogły zażegnać widmo wielkiego konfliktu w UE.

Czy jednak rzeczywiście Unia stała nad przepaścią?  „Oczywiście samo stwierdzenie „Spiegla” jest przesadzone. Nie zaryzykowałabym tezy, że UE grozi w tej chwili wizja rozpadu, mimo przejściowych kryzysów, z którymi mierzy się Wspólnota”, mówi w rozmowie z EURACTIV.pl dr Agnieszka Łada z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (DPI) w Darmstadt.

Według ekspertki trudno jednak podważać dużą rolę, jaką niemiecka prezydencja odegrała jako koordynator polityki UE w ciągu minionego pół roku, mediatora między stolicami oraz inicjatora wielu działań.

Niemcy przejmują prezydencję w Radzie UE. Jaki mają plan na najbliższe pół roku?

Niemcy przejmują 1 lipca rotacyjną prezydencję w Radzie UE. Czy to dobrze dla Europy, że niemiecka prezydencja wypada akurat teraz?

…a może realizowały przede wszystkim swój interes?

Bardziej krytyczny wobec działań Berlina w ciągu ostatniego pół roku dla jedności UE jest prof. Tomasz Grzegorz Grosse z Uniwersytetu Warszawskiego. W jego opinii najważniejszy dla Niemiec w praktycznie każdym przypadku był własny interes, nie zawsze zbieżny z interesem wszystkich państw Wspólnoty.

Podczas sierpniowej debaty zorganizowanej przez Warsaw Institute prof. Grosse przedstawił dwa scenariusze kierunku działań niemieckiej prezydencji. Pierwszy zakładał, że Niemcy realizując nie tylko swoje ale i francuskie plany będą dążyły do wzmocnienia tzw. lokomotywy Paryż – Berlin. Drugi scenariusz opierał się na realizacji wyłącznie niemieckich interesów w opozycji do próbującego budować z nimi sojusz Paryża.

„Niemcy w okresie swojej prezydencji w Radzie UE kierowały się głównie własnym interesem, ale uzgodnionym z Francją”, uważa prof. Grosse w rozmowie z EURACTIV.pl. Jako przykład wskazuje rozmowy w sprawie umowy inwestycyjnej z Chinami, uwzględniające głównie interesy przemysłu niemieckiego, ale także niektóre postulaty Francji, takie jak zapis o respektowaniu przez Pekin praw pracowniczych.

„Jeśli zaś chodzi o interesy Niemiec, to dbałość o ich realizację przejawiała się na każdym polu działań prezydencji. Przykładem jest kwestia praworządności, w której miał miejsce wyraźny konflikt interesów między Berlinem a Warszawą i Budapesztem i ostatecznie to one zostały zmuszone do ustąpienia, nie zyskawszy w tym sporze prawie nic. Przegrały zatem konfrontację z Niemcami i innymi państwami Europy Zachodniej”, stwierdza europeista z UW.

„Niemcy w czasie półrocza na czele Rady UE realizowały zatem głównie swój interes, czasem dopuszczając także interesy innych krajów, przede wszystkim Francji, ale także niektórych krajów Europy Północnej i Południowej. Interes Europy Środkowej został przez Berlin pominięty. Poprzez tę prezydencję Niemcy utwierdziły UE jako instrument realizacji własnych potrzeb”.

Niemiecka prezydencja w Radzie UE: Czy Europa może wyjść silniejsza z koronakryzysu?

Rozpoczynając 1 lipca swoją prezydencję w Unii Europejskiej, Niemcy muszą się zmierzyć nie tylko z wyzwaniami, jakie stawiają przed Europą pandemia koronawirusa i wywołany przez nią kryzys czy skutki brexitu, ale także z często coraz bardziej sprzecznymi interesami państw członkowskich. …

Mediacja między „oszczędnymi” a Południem, czyli Fundusz Odbudowy

Wielkim wyzwaniem pierwszego miesiąca niemieckiej prezydencji stały się coraz bardziej naglące negocjacje dotyczące nowego unijnego budżetu na lata 2021-2027, a wraz z nimi zaproponowanego Funduszu Odbudowy pod nazwą „Next Generation EU”. To instrument zaplanowany jako odpowiedź Unii Europejskiej na kryzys gospodarczy wywołany pandemią koronawirusa oraz wsparcie dla krajów najbardziej poszkodowanych przez ekonomiczne skutki pandemii.

Kwestia Funduszu Odbudowy, którego pierwszy projekt zaprezentowała Komisja Europejska w maju, doprowadziła do uwidocznienia panującego w Unii podziału na tle gospodarczo-finansowym. Po jednej stronie stanęły państwa określane niekiedy jako „bogata Północ”, czyli grupa złożona w większości z unijnych płatników netto, zwolenników budżetowego minimalizmu, zaś po drugiej – silnie zadłużone Południe, w które na domiar złego pandemia uderzyła szczególnie boleśnie.

Państwa zachodnie i północne, zwłaszcza Austria, Holandia, Dania i Szwecja, określane jako „oszczędna czwórka”, obawiały się zaciągania przez Unię Europejską długu i w efekcie płacenia przez całą Wspólnotę kosztów błędów polityki gospodarczej krajów południowych. Z kolei Hiszpania, Portugalia czy Włochy podkreślały rolę solidarności w obliczu pandemii. „Oszczędni” domagali się zatem, aby Fundusz Odbudowy w jak największym stopniu składał się z niskooprocentowanych pożyczek. Południu zależało na bezzwrotnych formach pomocy.

Niemcy starały się zająć w tym sporze pozycję koncyliacyjną. Zamiast jednoznacznie opowiadać się po którejkolwiek ze stron, sprawiały wrażenie dążenia do znalezienia rozwiązania opartego na kompromisie. Z jednej strony usiłowały „temperować” holenderskiego premiera Marka Rutte, którego nieugięte stanowisko groziło impasem negocjacyjnym, z drugiej – skłonić państwa południa do podjęcia rozsądnych reform gospodarczych, które umożliwią im wyjście z kryzysu.

„Niemcy jeszcze przed rozpoczęciem unijnej prezydencji zdawały sobie sprawę, że muszą pełnić rolę koncyliatora, mediatora między różnymi stanowiskami państw członkowskich”, uważa Agnieszka Łada. Zdaniem analityczki nie powinno to jednak dziwić. „Obserwując niemiecką politykę europejską można zauważyć, że jest ona ukierunkowana na porozumienie – to wręcz cecha niemieckiej dyplomacji”, twierdzi nasza rozmówczyni.

Berlin gotowy jest do pełnienia w UE roli mediatora, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach. Niemcy potrafią nawet niekiedy ustąpić ze swoimi interesami na rzecz koordynacji różnych pozycji i poszukiwania wspólnego stanowiska. Choć z drugiej strony zjednoczona Unia Europejska, bez podziałów i konfliktów, jest ważnym interesem Niemiec,” wskazuje Łada.

Z tezą, że interesem Niemiec była wyłącznie jedność UE, nie zgadza się Tomasz Grzegorz Grosse. W jego opinii Niemcy nie były zupełnie neutralne w negocjacjach dotyczących kształtu budżetu. „Niemcy nie były również zupełnie neutralne w negocjacjach dotyczących kształtu budżetu. Berlin wspierał w tym sporze kraje „oszczędne”, gdyż podobnie jak one, Niemcy są płatnikiem netto do unijnej kasy. Stąd sprzeciw wobec uwspólnotowienia długu. Tym razem Niemcy zgodziły się na jednorazowy Fundusz Odbudowy jako instrument dłużny, ale pod ścisłymi warunkami, czyli ograniczony co do terminu i wielkości”, zaznacza badacz.

Według niego na opowiedzenie się Berlina po stronie tzw. „oszczędnej czwórki” wpłynął fakt, że w ostatecznym kształcie Fundusz Odbudowy w dużym stopniu składa się z pożyczek, które dla krajów Południa nie mają wielkiego znaczenia jako instrument pomocowy ze względu na stopień ich zadłużenia, a co za tym idzie, niechęć do zaciągania dodatkowego długu.

„To oznacza, że cały Fundusz Odbudowy został jakby zmniejszony o połowę w stosunku do początkowych planów. Z pewnością taki stan rzeczy podoba się niemieckim „jastrzębiom” budżetowym, którzy sprzeciwiali się pomocy dla Południa, uważając tamtejsze kraje za niegospodarne”, stwierdza Tomasz Grzegorz Grosse.

Nasz rozmówca przypomina również, że jednym z największych beneficjentów grantów w Funduszu Odbudowy będą Niemcy i Francja. „Podczas lipcowych negocjacji nad tym funduszem najwięcej w stosunku do początkowych założeń Komisji Europejskiej straciły kraje Europy Środkowej, w drugiej kolejności Europa Południowa, zaś najwięcej zyskały Niemcy i Francja. Fakt ten pokazuje ogromną skuteczność negocjacyjną tych państw w obronie własnych interesów”, uważa ekspert.

Ostry negocjator czy "czarny charakter"? Czy Mark Rutte ustąpi w sprawie Funduszu Odbudowy UE?

Czy demonstracyjna nieustępliwość Rutte to jedynie pozory, mające na celu wypracowanie pozycji do dalszych ustępstw?

Mechanizm warunkowości – praworządność a pieniądze

Spory w negocjacjach budżetowych wywołał jednak nie tylko kształt budżetu czy Funduszu Odbudowy, ale również rozporządzenie, wiążące wypłatę unijnych środków z przestrzeganiem praworządności przez państwa członkowskie.

Pierwotny projekt Komisji Europejskiej zakładał, że to właśnie Komisja będzie organem odpowiedzialnym za wszczęcie procedury zmierzającej do zamrożenia środków dla danego państwa z powodu naruszeń praworządności, zaś Rada będzie mogła zablokować tę procedurę większością głosów (czyli zagłosują nad procedurą tzw. odwróconą większością głosów).

Mechanizm w tym kształcie byłby wysoce skuteczny, w przeciwieństwie do narzędzia, jakim jest art. 7 TUE. Niemcy obawiali się jednak, że wywoła on opór części państw członkowskich, co w konsekwencji doprowadzi do impasu w rozmowach nad budżetem. Dlatego Berlin zaproponował własną, złagodzoną wersję mechanizmu warunkowości, zamieniając głosowanie odwróconą większością głosów na większość zwykłą. Innymi słowy, według niemieckiej koncepcji większość w Radzie miała być potrzebna do uruchomienia procedury, a nie do jej zablokowania.

Parlament Europejski nalegał na powrót do odwróconej większości, by uczynić mechanizm skuteczniejszym i zminimalizować możliwość odrzucenia procedury. Wersja zaproponowana przez Berlin okazała się z kolei wciąż nie do przyjęcia dla Warszawy i Budapesztu, które nie zdołały wprawdzie zatrzymać przyjęcia samego rozporządzenia, zawetowały jednak pakiet budżetowy, złożony z WRF i Funduszu Odbudowy. Dopiero interwencja dyplomatyczna kanclerz Angeli Merkel i wprowadzenie zapisu w praktyce ograniczające możliwość skorzystania z mechanizmu pozwoliły na przezwyciężenie impasu.

Według Agnieszki Łady w sporze o praworządność Niemcy wykazały się kompromisowym podejściem, w przeciwieństwie do PE. „Osiągnięcie porozumienia co do mechanizmu warunkowości jest w dużym stopniu zasługą Berlina oraz samej kanclerz Merkel, która poszukiwała możliwych rozwiązań w tej sprawie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Warszawy i Budapesztu”, ocenia ekspertka.

W jej opinii ważną rolę odegrała dobra znajomość regionu przez Merkel oraz świadomość o znaczeniu Europy Środkowej dla Unii Europejskiej, a zarazem jej zrozumienie dla wrażliwości krajów tego obszaru i ostrożność, by nie zostać posądzonym o wywieranie nadmiernej presji na te państwa. „W kwestii praworządności kanclerz zaprezentowała postawę, którą dziś można już nazwać wręcz „merkelowską”, a mianowicie ogromny negocjacyjny spokój oraz cierpliwość, przy jednoczesnej determinacji, by osiągnąć zgodę”, uważa Łada.

Tomasz Grzegorz Grosse jest natomiast zdania, że mechanizm uzależnienia wypłaty unijnych funduszy od praworządności może okazać bardzo destabilizujący z punktu widzenia integracji europejskiej.

Profesor wskazuje, że to właśnie Niemcy byli pomysłodawcami powiązania budżetu z praworządnością, która to idea została później podchwycona przez Komisję Europejską. „Cel, który został wówczas postawiony, udało się teraz zrealizować. Oczywiście w tych działaniach Berlin miał wielu sojuszników i w związku z tym Niemcom udało się zaprezentować jako podmiotem reprezentującym stanowisko kompromisowe. Nie byli jednak bezstronnym arbitrem, zważywszy, że samo uzależnienie funduszy od praworządności było ich własnym pomysłem”, uważa.

Praworządność: Weto – scenariusz wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej

Dla rządzących obecnie w Polsce i na Węgrzech formacji liczy się jedynie dalsze utrzymanie się przy władzy i zamienienie państw w bezwolne satrapie. Praworządność jest na tej drodze najważniejszą przeszkodą.

Droga do neutralności klimatycznej: polityka na rzecz klimatu

Dokonaniem przestawianym jako osiągnięcie niemieckiej prezydencji było także porozumienie w sprawie nowego celu redukcji emisji w UE. Do 2030 r. ma ona zostać zmniejszona o 55 proc., a nie 40 proc, jak zakładały poprzednie plany.

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse zauważa jednak, że stawianie przez UE coraz ambitniejszych celów klimatycznych jest bardzo korzystne dla Niemiec jako państwa, które sprzedaje proekologiczne technologie.

Koszty tych działań poniesie jednak Polska, dla której już dotychczasowe cele klimatyczne były zbyt wysokie. Naszą siłą konkurencyjną były do tej pory niskie koszty produkcji. Jeśli koszty energii wzrosną, doprowadzi to do utraty miejsc pracy, stracą też te gałęzie przemysłu, które są bardziej „energochłonne”. Transformacja klimatyczna Unii Europejskiej będzie więc odbywać się kosztem Europy Środkowej”, uważa.

Nasz rozmówca zastanawia się także, czy tak rygorystyczne cele w obliczu recesji wywołanej pandemią to rozsądne rozwiązanie. „W czasie kryzysu na taką skalę plan działań na rzecz klimatu niesie za sobą duże ryzyko. Już poprzednie cele, zakładające neutralność klimatyczną do 2050 r., będą trudne do osiągnięcia w obecnej sytuacji gospodarczej, natomiast kolejne ambicje, czyli redukcja emisji o 55 proc. w ciągu dekady wymusza na państwach członkowskich dodatkowy wysiłek”, podkreśla Grosse. Jego zdaniem trudno jest przewidzieć, czy ambicje klimatyczne okażą się stymulatorem wzrostu gospodarczego, czy kolejnym obciążeniem w obliczu kryzysu.

UE porozumiała się ws. nowego, ambitnego celu klimatycznego do 2030 r.

Nowy cel oznacza, że UE przyspiesza na swojej drodze do neutralności klimatycznej, którą zamierza osiągnąć do 2050 r.

Relacje z Chinami i droga do umowy inwestycyjnej

Ostatnie z dokonań UE w minionym półroczu, w którym duży udział miała niemiecka prezydencja, to osiągnięcie porozumienia politycznego w sprawie umowy inwestycyjnej z Chinami. Plan wyznaczony jeszcze przez poprzednią Komisję Europejską zakładał, że stanie się to do końca 2020 r. i ukończenie tego zadania było ważnym punktem programu prezydencji Niemiec w Radzie UE.

Prace nad porozumieniem przyspieszono dosłownie na ostatniej prostej niemieckiej prezydencji i sfinalizowano je zaraz po Bożym Narodzeniu. 30 grudnia odbyła się wspólna wideokonferencja przewodniczącego Rady Europejskiej Charles’a Michela, szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen i reprezentującej prezydencję kanclerz Merkel z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem, w której udział wziął także prezydent Francji Emmanuel Macron. Ogłoszono tam zawarcie porozumienia w sprawie kompleksowej umowy inwestycyjnej (CAI).

Agnieszka Łada uważa, że w kwestii porozumienia z Chinami można mówić o niedociągnięciu niemieckiej prezydencji. „Gdy nadszedł grudzień, a wraz z nim ryzyko, że Niemcom nie uda się dotrzymać obietnicy dokonania postępu w kwestii umowy z Pekinem, przyspieszono ten proces i w ostatniej chwili zawarto porozumienie polityczne między UE a Chinami”, wskazuje analityczka.

„Pojawiły się wówczas głosy, że być może zostało to zrealizowane zbyt raptownie, co skutkowało daleko idącymi ustępstwami, wręcz “oddaniem pola” Pekinowi. Jest to pewna rysa na niemieckiej prezydencji, której zależało na sukcesie w tej dziedzinie”, ocenia rozmówczyni EURACTIV.pl.

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse uważa negocjacje z Chinami za kolejny przykład realizacji niemieckich interesów wbrew interesowi całej UE. „Berlinowi zależało na umowie z Pekinem ze względu na dostęp niemieckich oraz częściowo także francuskich korporacji do rynku chińskiego, a także możliwość zwiększenia swojej pozycji w Europie poprzez osłabienie wpływów Waszyngtonu”, wskazuje.

W jego opinii porozumienie z Chinami jest jednak niekorzystne dla państw, które opowiadają się za utrzymaniem relacji transatlantyckich, współpracą ze Stanami Zjednoczonymi oraz silnym Sojuszem Północnoatlantyckim. „Unia Europejska wykazała się myśleniem krótkowzrocznym, wręcz życzeniowym, podczas gdy porozumienie zawarte z Pekinem będzie miało daleko idące konsekwencje geopolityczne, zwłaszcza dla relacji transatlantyckich”, stwierdza wykładowca UW.

Dodaje, że owe konsekwencje są dobre dla Niemiec i Francji, którym zależy na autonomii strategicznej Europy, uniezależnieniu się od Stanów Zjednoczonych. „Autonomia od USA uzyskana drogą układów z Chinami nie będzie jednak korzystna dla całej UE, gdyż doprowadzi do zwiększenia gospodarczej zależności od Chin”, zaznacza.

Unia Europejska osiągnęła porozumienie z Chinami ws. umowy inwestycyjnej

Polska sprzeciwiła się w poniedziałek znaczącemu przyspieszeniu prac nad porozumieniem z Pekinem.

Brexit: umowa handlowa sukcesem KE przy wsparciu niemieckiej prezydencji

Niewątpliwym sukcesem UE w ciągu ostatnich sześciu miesięcy było także podpisanie umowy handlowej z Wielką Brytanią. Tym bardziej, że niemal do końca okresu przejściowego w relacjach Brukseli z Londynem wydawało się, że strony nie zdołają osiągnąć porozumienia, a w związku z tym czeka nas „twardy brexit”. Widmo takiego scenariusza jednak zażegnano.

Umowa ze Zjednoczonym Królestwem była nie tyle osiągnięciem niemieckiej prezydencji, ile Komisji Europejskiej. To właśnie KE pełniła rolę głównego organu negocjującego warunki porozumienia z Londynem. Rola Niemiec polegała raczej na wspieraniu i pomocy Komisji w tym zadaniu.

„Niemcy oddały inicjatywę w kwestii brexitu Komisji Europejskiej, gdyż od początku to KE była organem prowadzącym negocjacje z Londynem, ale również po to, by uniknąć podzielenia UE”, wskazuje Agnieszka Łada. „Udział Niemiec w tym procesie zapewne wywołałby podejrzenia, że w rozmowach z Brytyjczykami Berlin może kierować się własnym interesem, a Wielka Brytania może usiłować rozgrywać Niemców, oferując rozwiązania korzystne dla tego kraju”, wyjaśnia.

Brexit: Ryby (k)ością niezgody między UE a Wielką Brytanią. Dlaczego kwestia rybołówstwa sparaliżowała negocjacje?

Jak ważny jest dla UE dostęp do brytyjskich łowisk i które kraje najbardziej na nim korzystają?

Czego nie udało się zrobić?

Czy było zatem coś, co można uznać za porażkę tego półrocza w wykonaniu Niemiec? „Wiele rzeczy nie mogło zostać zrealizowanych, i to wielka szkoda”, oceniła kanclerz Angela Merkel, podsumowując niemiecką prezydencję w Radzie.

Sama Merkel wskazała w tym kontekście na bezskuteczne wysiłki mediacyjne na rzecz rozwiązania konfliktu między Turcją a Grecją i Cyprem o złoża surowców na Morzu Śródziemnym. Stwierdziła, że skierowane do Turcji propozycje podjęcia dialogu „nie zostały przyjęte w takim zakresie”, jakiego oczekiwała. „Działania w południowej części basenu Morza Śródziemnego trwają nadal, a Cypr ucierpiał z tego powodu szczególnie dotkliwie.”

Rozpoczęcie rozmów akcesyjnych z Północną Macedonią i Albanią nie powiodło się z powodu weta Bułgarii. Planowane szczyty z Chinami i Unią Afrykańską musiano z kolei odwołać. Nie rozpoczęto również „Konferencji na temat przyszłości UE”, która miała zapoczątkować reformy.

Tomasz Grzegorz Grosse zwraca ponadto uwagę na niewystarczające działania w polityce migracyjnej. „W tym obszarze można było dokonać o wiele więcej”, podkreśla. Zadania w tym obszarze spadną więc na barki Portugalczyków, którzy przejęli od Niemiec przewodzenie w Radzie UE. Agnieszka Łada wskazuje natomiast na pośpieszną finalizację porozumienia politycznego z Chinami, co skutkowało zbyt daleko idącymi ustępstwami na rzecz Pekinu.

„Można by jeszcze wymienić wiele niedokończonych zadań, ale nie można też za wszystko winić ani niemieckiej, ani żadnej innej prezydencji”, uważa niemiecki ambasador przy UE Michael Clauss, cytowany przez „Deutsche Welle”. Jego zdaniem wynika to po prostu ze złożonej struktury i diametralnie różnych poglądów na wiele spraw w państwach członkowskich.

Jako przykład Clauss przytacza próbę uzgodnienia jednolitych działań w walce z pandemią koronawirusa. W niektórych państwach kwarantanna trwa 14 dni, w innych dziesięć, siedem lub pięć, natomiast w Szwecji nie ma jej wcale.

Niemiecki MSZ ostrzega Turcję ws. Morza Śródziemnego. Będą unijne sankcje na Ankarę?

Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas wezwał Turcję do „zaprzestania prowokacji”, zapowiadając możliwe wprowadzenie przez UE antytureckich sankcji.

Prezydencja pomoże chadekom w wyborach do Bundestagu?

W tym roku Niemców czekają wybory do Bundestagu. Zdaniem Tomasza Grzegorza Grosse osiągnięcia niemieckiej prezydencji będą czynnikiem wspierającym dla CDU/CSU.

Należy jednak pamiętać, że są to pierwsze wybory, w których chadecy startują bez Angeli Merkel. „Nie wiadomo, czy nie wpłynie to negatywnie na percepcję CDU przez elektorat. Sukcesy niemieckiej prezydencji były bowiem w dużym stopniu sukcesami samej Merkel”, mówi nasz rozmówca.

Jak wskazuje, znaczenie ma również trwająca pandemia. „Media zarzucają rządowi nieudolność w walce z koronawirusem. Prawdopodobnie zatem dla wyborców znacznie ważniejsza będzie kwestia pandemii, aniżeli niemieckiej prezydencji w UE, która w postrzeganiu większości Niemców jest jednak tematem dość abstrakcyjnym, zarezerwowanym dla specjalistów”, uważa Grosse.

Niemcy: Merkel chce bliższej współpracy z USA. Jaki jest bilans gospodarczy prezydentury Trumpa dla dwustronnych relacji?

USA w dalszym ciągu są najważniejszym rynkiem zbytu dla niemieckich artykułów eksportowych.

Ogólna ocena prezydencji

Można odnieść wrażenie, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy Berlin zaprezentował iście niemiecką konsekwencję i skuteczność w realizacji postawionych celów, dzięki czemu mniejsze i większe sukcesy tej prezydencji zauważalne są na niemal wszystkich frontach.

Zdaniem Tomasza Grzegorza Grosse pod tym względem niemiecka prezydencja w Radzie UE była dużym sukcesem. „Niemcy spełnili wiele zakładanych przez siebie celów: zarówno w kwestii negocjacji budżetowych oraz mechanizmu warunkowości, jak i ambicji klimatycznych czy rozmów nad umową inwestycyjną z Chinami. Największą porażką były niedostateczne działania w obszarze polityki migracyjnej oraz antypandemicznej”, zwraca uwagę profesor. „To była wyjątkowo skuteczna prezydencja. Mam natomiast poważne wątpliwości, czy ten niemiecki sukces można uważać za sukces całej Unii Europejskiej”, podsumowuje.

Bardziej pozytywną ocenę wpływu niemieckiej prezydencji na jedność UE przedstawia Agnieszka Łada. „Uważam, że „szczęściem w nieszczęściu” dla Unii Europejskiej był fakt, że w czasie pandemii prezydencję w Radzie UE przejęło państwo, które dzięki swojemu autorytetowi w UE i sile swojej gospodarki było w stanie skutecznie działać na rzecz osiągnięcia konsensusu w takich kwestiach, jak Fundusz Odbudowy UE”, mówi Agnieszka Łada. „Bez jednoczącej roli Niemiec prawdopodobnie nie byłoby to możliwe”, podkreśliła eksperta DPI.