Nieformalny szczyt UE w Brukseli: Jest zgoda na zmniejszenie PE po brexicie

Przywódcy państw członkowskich UE na szczycie w Brukseli 23 luego 2018 r., źródło-Rada Europejska

Przywódcy państw członkowskich UE na szczycie w Brukseli 23 luego 2018 r., źródło-Rada Europejska

Przywódcy państw członkowskich UE podczas dzisiejszego (23 lutego) nieformalnego spotkania w Brukseli wyrazili zgodę na zmianę liczby deputowanych do Parlamentu Europejskiego. Po brexicie zwolnią się miejsca po brytyjskich europosłach. Część z nich zostanie rozdzielona między inne państwa, reszta pozostanie w rezerwie na wypadek rozszerzenia UE.

 

Obecnie PE liczy 751 posłów. 73 z nich to Brytyjczycy. Po 29 marca 2019 r., czyli po tym jak Wielka Brytania opuści ostatecznie UE, mandaty te zwolnią się. Unijni przywódcy postanowili podczas nieformalnego szczytu w Brukseli, że 27 z owych mandatów zostanie rozdzielonych między 14 państw członkowskich UE, w tym Polskę. Pozostałe 46 znajdzie się w tzw. rezerwie na wypadek, gdyby w przyszłości do Unii Europejskiej dołączyły kolejne kraje. Dzięki tej reformie Polska uzyska od nowej kadencji PE jedno dodatkowe miejsce.

Podczas szczytu nie zapadła jednak decyzja o ostatecznej zgodzie na utworzenie ponadnarodowych list wyborczych. Według tego pomysłu wyborcy wskazywaliby zarówno kandydatów z list narodowych, jak i z owej listy ogólnoeuropejskiej. Brak zgody na takie rozwiązanie w najbliższym czasie nie był zaskoczeniem, bowiem sprzeciwili mu się niedawno także sami europosłowie. W Brukseli panuje pogląd, że na tego typu rozwiązanie – które w założeniu miałoby zwiększyć zainteresowanie eurowyborami i przybliżyć PE unijnym obywatelom – jest jednak zbyt wcześnie.

Juncker: UE musi być gotowa na "najgorszy scenariusz" w przypadku wyborów we Włoszech

Przewodniczący Komisji Europejskiej określił w ten sposób sytuację, w której po zaplanowanych na 4 marca wyborach nie będzie można we Włoszech stworzyć koalicji rządowej albo możliwy będzie jedynie rząd mniejszościowy. Włoski premier Paolo Gentiloni uspokaja jednak, że te wybory „nie …

Początek debaty na nowym kształtem budżetu UE

Duża część rozmów podczas szczytu dotyczyła też przyszłości unijnego budżetu po 2020 r. W maju Komisja Europejska ma bowiem przedstawić pierwszą propozycję nowej siedmioletniej perspektywy budżetowej. Nie będzie już ona uwzględniać wpłat pochodzących od Wielkiej Brytanii, która znajdzie się wtedy poza UE. Wśród państw członkowskich dominują dwa poglądy – albo konieczność podniesienia składek do UE, albo wprowadzenie oszczędności. Wielka Brytania należy bowiem obecnie do największych płatników netto do unijnego budżetu. Kraj ten odpowiadał za ok. 15 proc. wpływów do wspólnego budżetu. Brexit zostawi więc dziurę w owym budżecie w wysokości 12-13 mld euro. Dodatkowe koszty wywoła konieczność przeorganizowania części unijnych polityk (np. wojskowej czy migracyjnej), a także potrzeba dodatkowego zabezpieczenia granic. Te wydatki szacuje się na ok. 10 mld euro.

Pojawia się pomysł ustanowienia zasady, aby roczny budżet UE stanowił 1 proc. rocznego dochodu narodowego brutto. Według bieżących wskaźników byłoby to ok. 150 mld euro. KE chce jednak większego wkładu ze strony państw członkowskich i proponuje wpłaty w wysokości 1,3 proc. dochodu narodowego brutto. Wśród płatników netto przed zmniejszaniem wpłat do budżetu UE przestrzegają m.in. Francja i Niemcy, argumentując, że zagrozi to funkcjonowaniu wielu unijnych programów. Jednak już Austria i Holandia byłyby skłonne do oszczędności. Kraje, które są głównymi beneficjentami unijnych funduszy wolałyby natomiast utrzymanie statut quo.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk oświadczył na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu, że na razie osiągnięto porozumienie na temat konieczności podniesienia wydatków na bezpieczeństwo i obronność oraz na walkę z nielegalną migracją. Więcej pieniędzy ma być także przeznaczone na program Erasmus+.

Szef Komitetu Regionów ostrzega przed ryzykiem rozpadu UE

W przeddzień nieformalnego szczytu UE Karl-Heinz Lambertz, szef Komitetu Regionów ostrzega przed ryzykiem rozpadu UE i apeluje w liście do Donalda Tuska o ambitny budżet UE na lata 2021-27. Tylko taki mógłby bowiem, jego zdaniem, uchronić Wspólnotę przed tym niebezpieczeństwem.

Polski premier zadowolony ze szczytu

Premier Polski Mateusz Morawiecki przekonywał, że Warszawa jest u progu rozmów na temat budżetu w dobrej pozycji wyjściowej. „Rozumiemy potrzeby nowego budżetu UE, rozumiemy nowe zadania, jak również konieczność podniesienia tego budżetu” – mówił Morawiecki dziennikarzom w Brukseli. „Polska podkreśla bardzo mocno, że chcemy partycypować w tej wspólnej polityce obronnej. Przede wszystkim musi wybrzmieć to, że Polska broni wspólnej polityki rolnej i polityki spójności; jako kraj, który po II wojnie światowej był po niewłaściwej stronie żelaznej kurtyny, musimy nadrabiać straty” – dodał.

Mateusz Morawiecki podkreślił też, że potrzebne będą „nowe źródła budżetu UE”. Przedstawił także swoje pomysły, które dotyczą m.in. załatania luk w podatku VAT. Podał też inne przykłady: „Likwidacja rabatów: my wnioskujemy, żeby od nowego budżetu nie było takich ulg. Kolejna propozycja to zwiększenie środków własnych” – mówił.

Polski premier poinformował także, że 8 marca spotka się z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem. Rozmowa ma dotyczyć postępowań jakie m.in. w związku z podejrzeniem naruszenia unijnej praworządności Brukseli prowadzi wobec Warszawy. „Do tego czasu będzie gotowa >>biała księga<<, gdzie pokażemy analizę naszego podejścia do uwag i rekomendacji KE” – podkreślił Mateusz Morawiecki.

Polsce grożą kary za zanieczyszczanie powietrza

Polsce grożą kary za zanieczyszczanie powietrza, bo TSUE w Luksemburgu orzekł wczoraj, że nasz kraj narusza unijne prawo w tej dziedzinie. Tego samego dnia jednak rząd ogłosił start programu „SMOG STOP”, który w najbliższych latach ma zapewnić krajowi czyste powietrze.