Unijna polityka klimatyczna zachęca do inwestowania w technologie niskoemisyjne. Więcej płacą ci, którzy spalają węgiel

klimat-energetyka-unia-europejska-co2-morawiecki-sasin-ziobro-eu-ets-kowalski-solidarna-polska-pis-zielony-ład

Premier Mateusz Morawiecki w trakcie posiedzenia Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. / Foto Krystian Maj/KPRM / (CC BY-NC-ND 2.0) [Kancelaria Premiera]

Janusz Kowalski, Jacek Sasin, Zbigniew Ziobro czy Mateusz Morawiecki. Politycy związani ze Zjednoczoną Prawicą nie ustają w ostatnich tygodniach w przekonywaniu, że wysokie ceny energii w Polsce spowodowane są unijnym systemem handlu emisjami oraz wspólnotową polityką klimatyczną. Wyjaśniamy jak działa EU ETS i jaki jest jego związek z ceną energii elektrycznej.

 

 

„Być może trzeba będzie wypowiedzieć pakiet klimatyczno-energetyczny, jeśli partnerzy w UE pozostaną głusi na nasze argumenty”, stwierdził w czwartek (12 stycznia) wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Według polityka Prawa i Sprawiedliwości należy walczyć o zmianę polityki klimatycznej UE, bo „ceny energii wprost z tego wynikają”. Wskazał przy tym na wysokie opłaty unijne m.in. za emisje CO2.

Minister dopytywany, czy – tak jak przekonuje koalicjant PiS Zbigniew Ziobro – Polska powinna wypowiedzieć pakiet klimatyczno-energetyczny, odpowiedział, że „być może trzeba będzie to rzeczywiście zrobić, jeśli się okaże, że nasi partnerzy w UE pozostaną głusi na racjonalne argumenty, które z naszej strony padają i będą padać”.

Podobnych wypowiedzi w ostatnich dniach ze strony obozu władzy jest całe mnóstwo, a politycy związani ze Zjednoczoną Prawicą są niczym Katon Starszy nawołujący przy każdej okazji do zburzenia Kartaginy w starożytnym Rzymie – co nawiasem mówiąc premierowi Morawieckiemu czy ministrowi Sasinowi jako historykom z wykształcenia, choć z magisterium z innych epok – z pewnością nie jest obce.

W sukurs politykom obozu władzy przychodzą spółki Skarbu Państwa, które – jak Tauron – informują swoich klientów, że największą część ich rachunku za prąd – bagatela 59 proc. – stanowi koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z „Polityki Klimatycznej Unii Europejskiej”.

To jeden z najważniejszych powodów wzrostu cen energii w całej Europie, informuje Tauron w piśmie podpisanym przez prezesa Rafała Soję.

Morawiecki: Unia Europejska potrzebuje reformy systemu handlu emisjami

Komisja Europejska odpowiada, że system handlu uprawnieniami do emisji CO2 zachęca do dekarbonizacji.

EU ETS – wróg nr 1

Z pisma Tauronu do klientów jasno wynika, że główną przyczyną wzrostu cen energii w Polsce są wysokie ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Jednak wynika z tego coś jeszcze: te kraje UE, które korzystają z wysokoemisyjnej energii, o czym Tauron już nie informuje – jak jest w przypadku Polski i uzależnienia od energii wytwarzanej ze spalania węgla – płacą więcej.

Przypomnijmy, że w Polsce nadal zdecydowana większość prądu jest produkowana z węgla. W 2020 r., udział węgla w miksie energetycznym wyniósł łącznie (węgiel kamienny + brunatny) 69,7 proc., wynika z raportu think tanku Forum Energii.

Jak przyznaje cytowane przez „Gazetę Wyborczą” rządowe Centrum Informacji o Rynku Energii (CIRE), wzrosty uśrednionych stawek spowodowane są głównie gwałtownymi skokami cen uprawnień do emisji CO2. 70 proc. wytwarzanej w Polsce energii pochodzi z elektrowni węglowych. Elektrownie te kupują uprawnienia do emisji CO2, które w tym roku drastycznie wzrosły. W ciągu ostatniego roku koszt emisji wzrósł prawie trzykrotnie od ok. 30 euro do blisko 90 euro za tonę”.

Rząd tnie VAT od paliw, gazu oraz ciepła. W Polsce już wkrótce dwucyfrowa inflacja?

Rząd zapowiada dodatkową ulgę dla ogrzewających domy czy mieszkania

Jak działa unijny handel emisjami?

Europejski system handlu emisjami jest kluczowym elementem polityki klimatycznej UE. Jego celem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych, uwzględniając ich koszt. Polega na wprowadzeniu limitu łącznych emisji dwutlenku węgla emitowanych przez firmy objęte systemem.

Obejmuje on największe źródła emisji CO2 w Unii, czyli fabryki, elektrownie i linie lotnicze obsługujące połączenia w ramach Wspólnoty, co stanowi ok. 40 proc. gazów cieplarnianych wydzielanych w UE. Dotyczy on łącznie ok. 10 tys. instalacji z sektora energetyki, przemysłu wytwórczego i linii lotniczych.

Firmy objęte EU ETS muszą nabyć pozwolenia na emisje, aby móc prowadzić działalność, a ich liczba musi odpowiadać ilości wydzielanych emisji w danym roku. Pozwolenia kupowane są na aukcjach organizowanych przez państwa członkowskie, a w określonych przypadkach firmy mogą je otrzymać za darmo. Mogą także nimi handlować.

Liczba wydawanych pozwoleń zmniejsza się co roku, co prowadzi do wzrostu cen. Według ekspertów ceny będą jeszcze bardziej rosły. Wszystko po to, aby ograniczyć wysokoemisyjną działalność, która stanie się droższa niż działalność przyjazna bądź neutralna dla środowiska. EU ETS ma więc zachęcać do inwestowania w technologie niskoemisyjne.

Kogo Polacy obwiniają za wzrost cen?

Przedstawiciele rządzącego ugrupowania przekonują, że wzrost cen surowców energetycznych jest m.in. efektem gazowego szantażu, stosowanego przez Rosję, która manipuluje ilością gazu przesyłanego na Zachód.

Znikające pieniądze na transformację energetyczną

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) utworzono w 2005 r. Ma on na celu propagowanie racjonalnego pod względem kosztów i skutecznego gospodarczo ograniczania emisji gazów cieplarnianych.

Rocznie krajowa gospodarka emituje ponad 400 mln ton CO2 co sprawia, że Polska odpowiada za 9,8 proc. wszystkich emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej oraz jest na 7. miejscu w UE jeśli chodzi o tony CO2 na jednego mieszkańca.

Według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska polski budżet pozyskał w 2020 r. ze sprzedaży uprawnień do emisji ok. 12 mld zł, w 2021 r. ponad około 25 mld zł. Czyni to Polskę największym beneficjentem Europejskiego Systemu Handlu Emisjami. Zgodnie z założeniami ETS przynajmniej połowa zysków z handlu emisjami powinna iść na transformację energetyczną.

Celem systemu jest stopniowe obniżanie emisji CO2 poprzez uwzględnianie kosztu emisji w cenach energii i w efekcie wyrobów przemysłowych oraz stworzenie w ten sposób mechanizmu powodującego odchodzenie od energii ze źródeł emisyjnych (węgiel, gaz, ropa naftowa) na rzecz OZE i innych technologii bezemisyjnych.

Niestety, ani obecny, ani poprzednie rządy nie wykorzystały pozyskiwanych środków na zdecydowane działania w kierunku radykalnej redukcji emisji CO2: odchodzenia od surowców wysokoemisyjnych na rzecz zeroemisyjnych.

Energetyka jądrowa wraca do gry w Europie. Działacze klimatyczni preferują OZE

Coraz więcej państw w Europie deklaruje inwestowanie w energetykę jądrową. Mimo to działacze klimatyczni wolą stawiać na odnawialne źródła energii.

Fit for 55: Zmiany, zmiany, zmiany

W lipcu br. Komisja Europejska zaprezentowała pakiet zmian legislacyjnych zatytułowany „Fit for 55”, będący częścią Europejskiego Zielonego Ładu, przedstawionego pod koniec 2019 r.

Pakiet ma przyczynić się do osiągnięcia neutralności klimatycznej przez Wspólnotę w najbliższych 30 latach. Do 2030 r. emisje gazów cieplarnianych mają być zmniejszone o 55 proc. względem 1990 r., a do 2050 r. UE ma być całkowicie neutralna dla klimatu.

Jedną z propozycji zmian, które wchodzą w skład „Fit for 55”, jest reforma unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). Był on zaprojektowany tak, aby umożliwić osiągnięcie poprzedniego celu redukcyjnego, czyli 40 proc. do 2030 r. Jednak KE chce dostosować system do nowego wyzwania, jakim jest neutralność klimatyczna.

W ramach „Fit for 55” Komisja Europejska proponuje dalsze ograniczanie puli dostępnych pozwoleń na emisje CO2, co umocni trend wzrostowy ich cen. Zmniejszona ma być też liczba darmowych pozwoleń, np. w lotnictwie oraz planowane jest rozszerzenie systemu na kolejne sektory, m.in. transport morski, lądowy i budownictwo.

Część wpływów ze sprzedaży pozwoleń mogłaby zasilić unijny budżet, celem pokrycia niektórych zobowiązań zaciągniętych na potrzeby Funduszu Odbudowy. Proponowane zmiany mają przyczynić się do osiągnięcia nowych celów redukcji emisji. Wyższe cele redukcyjne wiążą się z tym, że pozwoleń będzie wydawanych mniej.

GUS: Inflacja w Polsce najwyższa od 2000 r.

To najwięcej od grudnia 2000 roku, kiedy wzrost cen sięgał 8,5 proc.

Premier Morawiecki i jego sposób na reformę ETS

Na początku br. premier Morawiecki przekonywał na łamach EURACTIV.com, że zamiast służyć zrównoważonej i sprawiedliwej polityce klimatycznej, handel emisjami CO2 stał się narzędziem spekulacji.

„Wzrost cen wymyka się spod kontroli i uderza w domowe budżety obywateli UE. Zagraża bezpieczeństwu finansowemu zwykłych ludzi, którzy już ucierpieli w wyniku pandemii. Przede wszystkim podważa zaufanie obywateli do koncepcji polityki klimatycznej UE””, twierdzi Morawiecki.

Według Morawieckiego stabilne i przewidywalne ceny mają kluczowe znaczenie dla odpowiedzialnej transformacji, a zbyt duże wahania mogą zagrozić inwestycjom niezbędnym dla stabilności unijnych gospodarek. Wskazuje, że obserwowany właśnie ogromny wzrost kosztów wytwarzania zmusza firmy do czasowego ograniczania produkcji i w efekcie pojawia się zjawisko „destrukcji popytu”. Problemy z zaopatrzeniem powodują znaczny wzrost cen żywności i przyczyniają się do wzrostu inflacji.

„Jednocześnie koszt zakupu uprawnień do emisji w ramach EU ETS powoduje, że rachunki za energię w Polsce i wielu krajach UE rosną na niespotykaną dotąd skalę. (…) Wzrost cen energii eskaluje także gra geopolityczna Rosji. Na każdym rynku monopolista prędzej czy później wykorzysta swoją przewagę. Dziś doświadcza tego cała Europa, nie tylko UE, ale także Mołdawia i Ukraina”, twierdzi premier.

Atom i gaz jednak finansowane z unijnych źródeł? KE proponuje zmiany w taksonomii

Spór o ewentualne zmiany jest poważny. Popierają je m.in. Francja i Polska, ale przeciwne są Niemcy.

Środki na inwestycje. Nie na transfery socjalne

Co na to wszystko Bruksela? „Europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 zachęca do dekarbonizacji i generuje przychody, aby inwestować w czyste technologie źródeł energii. Pomógł nam już obniżyć emisje o ponad 40 proc. od 2005 r. w sektorach, które obejmuje”, stwierdził rzecznik KE Tim McPhie.

„W Polsce często pojawiają się takie populistyczne sygnały, że byłoby dobrze, gdyby tej Unii Europejskiej nie było, gdyby nie było systemu ETS, gdybyśmy nie płacili za emisje CO2. Przypominam, że środki pochodzące z opłat za emisję dwutlenku węgla stanowią dochód polskiego rządu. To rząd dysponuje tymi środkami i powinien je przeznaczać nie na transfery socjalne, ale na wsparcie przeobrażeń w polskiej elektroenergetyce”, podkreślił w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Steinhoff. Były wicepremier i minister gospodarki zaznacza, że nie system ETS jest problemem, ale uzależnienie od węgla.

Resort klimatu i środowiska przyznaje, że bez tych przychodów nie byłoby możliwe finansowanie programów takich jak Mój Prąd ani programów wspierających OZE, niskoemisyjny transport czy poprawę efektywności energetycznej budynków, co z kolei pobudza polską gospodarkę i poprawia jakość środowiska. Co istotne, ministerstwo szacuje, że w kolejnej dekadzie wpływy w ramach EU ETS będą znacznie wyższe i przekroczą nawet 100 mld zł.

Na początku stycznia br. minister klimatu i środowiska Anna Moskwa poinformowała, że Polska złożyła do Komisji Europejskiej wniosek o kompleksową reformę systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 w systemie ETS.

Według danych przytaczanych przez resort rozwoju, aby wyprodukować 1 kWh energii elektrycznej w Polsce, trzeba wyemitować ok. 724 g CO2. To trzy razy więcej, niż wynosi europejska średnia (226 g). To m.in. składa się na wysoki poziom cen energii elektrycznej – najwyższy w UE.

Eksperci wskazują, że to się nie zmieni, o ile Polska nie przyspieszy transformacji energetycznej i inwestycji w zielone źródła energii.

„Nowe cele i nadchodząca reforma systemu ETS powinny być silnym bodźcem do działania już teraz, nie czekając na wynik negocjacji (ws. Fit for 55 – red.), które mogą potrwać nawet kilka lat. Potrzebne są szybkie działania, by emisje zaczęły realnie spadać. Inaczej w 2030 r. obudzimy się w gospodarce niekonkurencyjnej, w której przemysł i energetyka zamiast się modernizować będą wydawać coraz więcej na zakup uprawnień do emisji”, wskazał w niedawnej rozmowie z EURACTIV.pl Tobiasz Adamczewski z Forum Energii.

Według eksperta już teraz wszystkie przychody z systemu ETS powinny być reinwestowane w dekarbonizację przemysłu i energetyki. „Niestety tak się nie dzieje (…)”, podkreślił.

Wagę problemu dostrzegają Polacy. Z sondażu YouGov, o którym pisze „Rzeczpospolita”, wynika, że Polacy domagają się od rządzących bardziej aktywnej walki ze zmianami klimatycznymi, chociaż mają wątpliwości dotyczące tego, co niesie ze sobą transformacja.

Aż 74 proc. ankietowanych w badaniu z połowy grudnia ubiegłego roku obawia się konsekwencji zmian klimatycznych. 26 proc. takich lęków nie ma. dominuje też przekonanie, że potrzebny jest w tej sprawie większy wysiłek rządu.

Blisko 68 proc. ankietowanych twierdzi, że działania nie są wystarczające lub też wręcz, że rząd nie robi nic. Tylko 25 proc. ankietowanych twierdzi, że rząd prowadzi w tej sprawie optymalną politykę, a zdecydowana mniejszość – 7 proc. – jest przekonana o tym, że rząd robi za dużo.